Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Tokki - sklep internetowy

Reideen

Reideen vol. 1
Nośnik: DVD
Wydawca: Anime Gate
Data wydania: 23.10.2008
Odcinki: 1-5
Czas trwania: 125 min
Ścieżka dźwiękowa: japoński
Napisy: polski
Lektor: polski
  • Licencja na wypożyczenie: brak
  • Dodatki: nieprzewijalne pasmo reklam, kartka pocztowa, pudełko kolekcjonerskie
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Opis

„Zawsze uważałem, że zwyczajny licealista pilotujący wielkiego robota, to coś, o czym można sobie tylko poczytać w starych komiksach…” Gdyby Junki Saiga po swych pierwszych słowach dodał „...albo zobaczyć w anime” i był obdarzony minimalną dozą samoświadomości, mógłby łatwo przewidzieć swój los. Tak to już bywa z głównymi bohaterami takich serii, że prędzej (zazwyczaj), lub później znajdują się za sterami (w tym wypadku złotymi obręczami, obracającymi się wokół zdezorientowanego ucznia) mecha i stają się ostatnią jednoosobową linią obrony ludzkości/kraju/zabitej dechami mieściny.

Początkowe odcinki pełnią rolę typowego wprowadzenia do serii. Mamy pierwsze spotkanie nastolatka z jego nową zabawką (choć czasem można się zastanawiać, czy hierarchia nie została tutaj odwrócona), kolejne coraz śmielsze próby pilotażu (niepozbawione podtekstów seksualnych – chłopak, zamiast wskakiwać do kokpitu, zespala się z robotem, traci na chwilę świadomość i budzi się bez ubrania), naukę ciosów specjalnych i wykorzystywanie ich przeciwko potworom tygodnia. Jeśli seria oferuje niespodziewane zwroty akcji, trzeba ich wypatrywać w następnych odcinkach. Tym niemniej początek zgrabnie przedstawia relacje między całkiem sympatycznymi bohaterami, a sama końcówka zawieszonym w powietrzu wątkiem pobudziła mój apetyt na ciąg dalszy.

W środowisku polskich fanów anime narzekanie na jakość obrazu w wydaniach Anime Gate stało się już nawykiem. W tym przypadku trudno mówić o dużym skoku jakości, lecz końcowy efekt nie jest tak przygnębiający, jak w przypadku Kawalera miecza (nadawanego w japońskiej telewizji w standardzie HDTV). Wydawnictwo wybrało tym razem przeciwnika ze znacznie niższej kategorii wagowej. W scenach akcji, jeśli nawet mamy do czynienia z utratą jakości, to aż tak bardzo to nie przeszkadza, ponieważ nie porażają one dynamiką. Ze względu na ogromne rozmiary robotów i ich ogólną niezgrabność od podjęcia decyzji o zadaniu kolejnego ciosu do jego wyprowadzenia potrafi upłynąć parę sekund. Tak więc klienci mogą się pocieszać, że cena, jaką płacą za legalne oglądanie anime, nie przekracza w tym wypadku 8zł za odcinek.

Tłumaczenie pozbawione jest zmory polskich wydań, czyli sytuacji, gdy postać coś mówi, a tłumaczenia w podpisach brak, za to zaobserwowałem parę innych drobnych usterek. Z niektórych zdań pouciekały przecinki, za to (pewnie dla zachowania równowagi) pojawiły się zupełnie niepotrzebne apostrofy („Reideen'em” i „Maedasaki'ego”). W jednym zdaniu też w wyrazie „do” literka d zmieniła się na t. Większy problem stanowi sztywne tłumaczenie, które nie zawsze przekazuje właściwe emocje. W niektórych przypadkach trudno mi podać sensowne alternatywy, jak np. zmiana ojisan (typowego u Japończyków zwrotu do mężczyzn w średnim wieku) na obciachowe „panie starszy” (dobrze przynajmniej, że nie „panie dziejaszku”), natomiast przy „Wy jesteście rodziną profesora Saigi?” aż się prosi o jakąś formę grzecznościową, bo brzmi to co najmniej gburowato. Część takich niezręczności udało się wygładzić w tekście czytanym przez lektora (najwyraźniej tłumaczenie dla niego powstało później). Jeśli już jesteśmy przy znienawidzonych przez część fanów „szeptankach”, to prezentują się one przyzwoicie. Lektor ma bezbarwny głos, co zazwyczaj okazuje się zaletą, ponieważ nie zagłusza dialogów, więc łatwo po głosie rozróżnić płeć rozmówców. Zdarza się jednak parę scen, w których drobna zmiana intonacji byłaby pomocna i zapobiegłaby zlewaniu się okrzyków trzech osób w jedną całość.

Miło stwierdzić, że Anime Gate kontynuuje tradycję dodawania do płyty z pierwszymi odcinkami pudełka zbiorczego na całą serię (całkiem gustownego swoją drogą). Oprócz niego dostajemy wkładkę z opisem dramatis personae i pocztówkę, przedstawiającą najbardziej tajemniczą do tej pory bohaterkę. Logo firmy, umieszczone w lewym dolnym rogu, mnie specjalnie nie zaskoczyło, ale dodanie napisu „VISION/ANIME GATE POSTCARD” wydaje się już pewną przesadą. Poleganie na inteligencji klientów to zawsze ryzykowny eksperyment, ale chyba w tym przypadku nie trzeba uświadamiać ludzi, że to właśnie ta obiecana pocztówka.

Po włożeniu płyty do napędu i przeczekaniu nieprzewijalnego pasma reklam (na szczęście jego długość nie stara się konkurować z telewizyjnymi standardami) można przystąpić do przeglądania skromnych materiałów dodatkowych. Zwiastun Reideena to teledysk poprzedzający każdy odcinek serii. Jeśli to miała być zabawa w „Znajdź 10 szczegółów różniących oba fragmenty filmów”, oblałem ten test. Pozostałe zwiastuny były mniejszą stratą czasu, choć ich jakość nie odbiega za bardzo od YouTube (mam nadzieję, że odpowiednie wydania prezentują jednak wyższy poziom). W dziale „O filmie” znajdują się dokładnie te same informacje, co papierowa wkładka, tyle że podane mniej czytelnie i bez obrazków poszczególnych postaci, więc sprawdza się najwyżej jako popis umiejętności kopiuj/wklej. „Inne DVD” zawiera krótkie informacje o szeregu filmów, jednak najwięcej czasu spędziłem w kąciku „Vision Music” słuchając fragmentów utworów z różnych płyt.

Reideen nie stanowi być może pozycji, która powinna znaleźć się na półce każdego konesera japońskiej animacji, lecz nie widzę powodów, żeby miłośnicy gatunku nie dali szansy serii z trochę większymi niż zwykle robotami. Pozostaje mieć nadzieję, że w dalszych odcinakach anime nie traci walorów rozrywkowych, a bohater – ironicznego stosunku do życia.

fm, 4 grudnia 2008
Recenzja anime

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Reideen vol. 1 Anime Gate 2008
2 Reideen vol. 2 Anime Gate 2008
3 Reideen vol. 3 Anime Gate 2008
4 Reideen vol. 4 Anime Gate 2009
5 Reideen vol. 5 Anime Gate 2009