Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 10
Średnia: 6,6
σ=1,43

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kishin Douji Zenki

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1995
Czas trwania: 51×23 min
Tytuły alternatywne:
  • Demon Prince Zenki
  • Zenki
  • 鬼神童子ZENKI
Gatunki: Przygodowe
Postaci: Kapłani/kapłanki innych religii, Youkai; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Młodziutka kapłanka i podległy jej strażnik w walce ze złymi demonami. Leciwa, ale całkiem niezła przygodówka.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Nastoletnia Chiaki Enno jak większość dziewcząt w jej wieku jest zajęta szkołą, spotkaniami z koleżankami i marzeniami o Tym Jedynym – a przynajmniej jakimś chłopaku, którym można by się chwalić przed całym światem. Ma jednak także dodatkowe obowiązki – jako wnuczka opiekującej się szintoistyczną świątynią Saki Enno jest też początkującą kapłanką. Radzi sobie zresztą z tą rolą całkiem nieźle, jak przystało na potomkinię (w 55 pokoleniu) słynnego pogromcy demonów, Ozune Enno. Jak słusznie zgadujecie, niedługo przyjdzie jej znacznie bardziej niż by miała ochotę pójść w ślady swego znakomitego przodka. Oto bowiem z jakichś przyczyn zaczynają się uaktywniać nasiona zła, które pochłaniają ludzkie pragnienia, zamieniając ludzi w niebezpieczne potwory.

Potwory, z których siłą bariery i zaklęcia Chiaki i jej babki nie mogą się równać. Legenda głosi jednak, że sam Ozune także osobiście nie tłukł monstrów – wyręczał go w tym stworzony przez niego demon Zenki, który teraz śpi, zapieczętowany w potężnym głazie. Oczywiście drzemka owego obrońcy sprawiedliwości zostaje gwałtownie przerwana, a na ręku Chiaki pojawia się bransoleta, pozwalająca kontrolować nowego podwładnego. Który, tak nawiasem mówiąc, nie jest szczególnie skłonny do współpracy. Jedyną rzeczą, do której namawiać go nie trzeba, jest walka – nasiona zła stanowią bowiem jego ukochany przysmak. Poza tym jednak nie zamierza słuchać niczyich rozkazów i wszystko wskazuje na to, że lekarstwo może okazać się bardziej zjadliwe od choroby… Ale szacowny Ozune, jak się okazuje, nie był tak całkiem w ciemię bity. Dodatkowe zaklęcie, oplatające Zenkiego, sprawia, że poza chwilami, gdy jego siła potrzebna jest do walki, przebywa on w postaci dzieciaka, a jego moc pozostaje całkowicie zblokowana. To trochę ułatwia sprawę, ale mimo wszystko Chiaki musi włożyć sporo wysiłku w opanowanie swojego „sługi”. Sprawy nie ułatwia też i to, że cierpliwość nie jest – łagodnie mówiąc – mocną stroną naszej bohaterki.

Przedstawiona tu historia służy przede wszystkim – jak w wielu podobnych seriach z wczesnych lat 90. – pokazywaniu kolejnych walk z demonami. Nie wyłamując się poza ramy swojego gatunku, ma jednak kilka zalet, które nadal mogą ją czynić atrakcyjną. Jako lekka przygodówka, z licznymi elementami humorystycznymi i odrobiną fanserwisu tu i ówdzie, nie zestarzała się tak bardzo, jak wiele „głębokich” dzieł.

Fabuła podzielona jest wyraźnie na dwie części. Pierwsza obejmuje odcinki od 1. do 25. i opowiada o zmaganiach z potworami nasyłanymi przez sługi Karumy – potężnej czarodziejki, planującej zapanowanie nad światem. Dobre kilkanaście odcinków trzyma się schematu „potwora tygodnia”, jednakże w końcówce akcja przyspiesza i komplikuje się – oczywiście bez przesady, w sumie jednak otrzymujemy zgrabny (nawet jeśli nie przesadnie zaskakujący) finał. Oczywiście kolejne monstra, równie pomysłowe jak te, które większość widzów pamięta z Czarodziejki z Księżyca, są mało interesujące. Mogą także nużyć powtarzalne „transformacje” Zenkiego w każdym odcinku – obchodzące się bez wirujących serduszek, ale po prostu za długie jak na identyczne sekwencje (szybko zaczęłam je po prostu przewijać).

Historia jednak broni się całkiem nieźle dzięki bohaterom. Zenki (który w „dorosłej” postaci przypomina raczej kolejnego szwarccharaktera niż Obrońcę Dobra) i Chiaki stanowią barwną parę – w sensie partnerstwa, nie zaś wątków romantycznych (tych ostatnich uniknięto niemal całkowicie). Żadne z nich nie ma anielskiego charakteru i żadne z nich nie wygłasza długich przemów o miłości świata. Owszem, Chiaki stara się ze wszystkich sił ratować ludzi, ale jest w tym więcej normalnej troski o bliźnich niż wielkich porywów serca. Poza tym jej temperament i wybuchowość sprawiają, że jest postacią jeśli nie realistyczną, to przynajmniej łatwo budzącą sympatię widza. Pozostałe ważniejsze postaci – Saki Enno, jej brat (i przełożony świątyni buddyjskiej) Jukai, jego młody pomocnik Kuribayashi, czy wreszcie tajemniczy mnich Miki Souma – są również charakterystyczne i wyraziste. Moją uwagę zwróciło także dobre rozplanowanie fabuły. Od początku Zenki w kategorii możliwości bojowych jest o klasę wyżej od całej reszty, więc stanowiące dla niego jakiekolwiek wyzwanie potwory zmiotłyby całe towarzystwo w mgnieniu oka. Niemniej, aż do samego finału włącznie, scenarzyści potrafili ułożyć wydarzenia tak, by samo pokonanie potwora nie wystarczało i konieczne było podjęcie rozmaitych działań (często w różnych miejscach). Dzięki temu uniknięto bardzo irytującego motywu „bohater walczy, a reszta mu kibicuje”.

Druga połowa serii przynosi (o, niespodzianko!) nowego przeciwnika i nowe wyzwania – a także nowych bohaterów pozytywnych, którzy staną się dodatkowym wsparciem dla „drużyny”. Pierwsze odcinki, wprowadzające dodatkowe postacie, były zdecydowanie ciekawsze niż początek pierwszej serii i miałam nadzieję, że ta część okaże się bardziej udana. Niestety, pomyliłam się. Po pierwsze, przedobrzono z liczbą postaci – w dodatku nie wiedzieć czemu, całe to stado musi za każdym razem być obecne na miejscu wydarzeń. W efekcie zdarza się, że jedyne wypowiadane przez kogoś kwestie w odcinku to „ojej, rzeczywiście” albo „to okropne”. Po drugie, co niestety jest częstym problemem, przeszarżowano z siłą przeciwników, zostawiając Zenkiego właściwie już zupełnie samego na placu boju. Owszem, zyskuje on nowe moce, ale daje to tylko tyle, że zamiast jednej sekwencji przemiany, w każdym odcinku pojawiają się trzy (zostawiając pytanie, po jakiego grzyba czeka się z „potężniejszą” transformacją, aż kolejne monstrum dobierze się Zenkiemu do skóry – nie lepiej byłoby dopakować go do maksimum i rozwalić je jednym ciosem?) Poza tym schemat „potwora tygodnia” zostaje utrzymany z żelazną konsekwencją niemal do samego końca i ani nowy Główny Antagonista (w postaci uroczo złego bishounena), ani kilka gwałtownych zwrotów akcji w całym finale (zawierającym o kilka przemów za dużo) nie są w stanie wiele poprawić.

Projekty postaci, powiedzmy to sobie szczerze, są bardzo typowe dla tamtego okresu i chociaż różnią się znacznie od tego, do czego przyzwyczaiły nas nowe serie, nie mogę uznać ich za oryginalne. To samo tyczy się potworów – niektóre są nawet pomysłowe, tak czy inaczej jednak trudno w tym departamencie wymyślić coś, czego nie było (i co nie wyglądałoby skrajnie idiotycznie). Na plus trzeba policzyć, że potwory się nie powtarzają, a projekty postaci (nawet drugoplanowych) są charakterystyczne – poza tym zwracam uwagę, że widać zróżnicowanie wieku bogatsze niż „dzieciaki – dorośli – staruszkowie”. Od pierwszego odcinka zachwyciły mnie tła: niewielkie miasto, w którym mieszka bohaterka, jest naprawdę pięknym miejscem. Malowane akwarelami, szczegółowe pejzaże oddają zmieniające się pory roku. Może mam pecha, ale ostatnio trafiłam na ileś tytułów, gdzie z jednej strony trwała śnieżna zima, a z drugiej w często pojawiających się miejscach (np. wokół szkoły) używano tych samych plansz, pełnych zieloniutkich drzew. Zwracam też uwagę, że Chiaki, jeśli nie nosi mundurka ani szat kapłańskich, przebiera się całkiem często w rozmaite stroje.

Pod względem udźwiękowienia seria trzyma się w rejonach przeciętnych. Muzyka w tle pasuje do wydarzeń, ale nie zapada w pamięć – dla mnie jednak nostalgiczny urok miały piosenki z czołówki, szczególnie pierwsza – Kishin Douji ZENKI w wykonaniu Hironobu Kageyamy. Słowo należy się natomiast seiyuu. Podkładająca głos Chiaki Chisa Yokoyama ma na swym koncie sporo ról, wśród których na uwagę zasługują chociażby Sasami z cyklu Tenchi Muyo!, Lukrecja Noin z Gundam Wing, czy tytułowa bohaterka z rozpoczętego w 1997 roku cyklu Sakura Wars. Partię Zenkiego całkiem rozsądnie podzielono między dwóch aktorów. W wersję „dorosłą” wcielił się obdarzony głębokim głosem Juurouta Kosugi (m.in. Dryden z Vision of Escaflowne i Lantis z Rayeartha), natomiast „mniejszą” zajął się Kappei Yamaguchi, który kilka lat później niemal powtórzył tę rolę, grając obdarzonego dość podobnym temperamentem i manierami Inuyashę. Nie wykluczam, iż właśnie ten ostatni sprawił, że tak szybko nabrałam sympatii do krnąbrnego strażnika…

Kishin Douji Zenki to niemłoda już seria przygodowa klasy solidnego B. Owszem, jest to klasyczny przypadek „potwora tygodnia”, co na pewno zniechęci skutecznie wielu widzów, przyzwyczajonych do bardziej skomplikowanej fabuły. Jednocześnie jednak jest zrealizowana sprawnie i w sumie bez większych potknięć, zakończona zostaje satysfakcjonująco – i nadal całkiem dobrze nadaje się do oglądania. Polecam osobom, które tęsknią za seriami „z dawnych lat”, a boją się po nie sięgnąć, żeby nie trafić na chałę. To nie jest zakurzony brylant, ale jednak solidna rzemieślnicza robota, która nadal może zapewnić sporą porcję rozrywki.

Avellana, 2 lutego 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Kitty Films, Studio DEEN
Autor: Kikuhide Tani, Yoshihiro Kuroiwa
Projekt: Hideyuki Motohashi
Reżyser: Junji Nishimura
Scenariusz: Ryouta Yamaguchi
Muzyka: Gouji Tsuno