Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

2/10
postaci: 3/10 grafika: 3/10
fabuła: 3/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 11
Średnia: 4,82
σ=2,25

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Karakuri no Kimi

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2000
Czas trwania: 40 min
Tytuły alternatywne:
  • Clockwork Ones
  • Puppet Princess
  • からくりの君
Widownia: Shounen; Postaci: Księżniczki/książęta, Samuraje/ninja; Rating: Nagość, Przemoc; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Przeszłość
zrzutka

Wyjątkowo nudna i pozbawiona sensu historia zemsty pewnej głupiutkiej księżniczki.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Cała rodzina księżniczki Rangiku Fumiwatari została zamordowana z rozkazu lorda Karimaty, jednak ona cudem ocalała z rzezi. Teraz, przy pomocy lalek skonstruowanych przez swojego ojca, pragnie zemścić się na człowieku odpowiedzialnym za śmierć jej bliskich. Owe lalki posiadają niezwykłe umiejętności bojowe, ale podczas ich używania dziewczyna pozostaje zupełnie bezbronna, co sprawia, że zemsta staje się praktycznie niemożliwa. Dlatego też Rangiku próbuje odnaleźć legendarnego ninja, który mógłby zapewnić jej bezpieczeństwo i pomóc w osiągnięciu celu. Niestety zamiast niego trafia na nieznanego i niezbyt chętnego do współpracy wojownika – Yasaburo Manajiriego.

Szczerze powiedziawszy, niewiele można napisać o tym anime, poza tym, że jest koszmarnie nudne. Po dziesięciu minutach ziewałam, a po piętnastu modliłam się, żeby to się wreszcie skończyło. To jedna z tych historii, które zapomina się zaraz po seansie, oczywiście jeżeli w ogóle dotrwa się do końca. Pod płaszczykiem opowieści o zemście dostajemy kilka nieciekawych i nieefektownych pojedynków, fanserwis wzbudzający uśmiech politowania, pewien chory i niesmaczny pomysł mający dodatkowo ubarwić tę i tak już dosyć krwawą historię oraz humor wyjątkowo niskich lotów. Przepraszam, właściwie jest to jeden w kółko powtarzający się gag z bohaterką przekręcającą nazwisko swojego „ochroniarza”. Podczas seansu odniosłam wrażenie, że oglądam zlepek różnych chaotycznie ułożonych scen, które łączy ze sobą jedynie obecność głównych bohaterów. „Nagły” zwrot akcji również nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, zresztą nawet finałowy pojedynek to kompletna porażka – kilka ciosów, krótka dyskusja i koniec, dziękujemy państwu za stracony czas…

Nie spodziewałam się po tej produkcji cudów, ale nie sądziłam również, że będzie tak beznadziejna. Rozwleczona walka Sakury z Sasorim w Naruto Shippuuden była sto razy bardziej interesująca od tego czegoś, a do fanów Naruto zdecydowanie nie należę. Jedynym momentem, który dał mi nadzieję (złudną), że może nie będzie tak źle, była scena, w której Manajiri zastanawia się, czy przyjąć propozycję księżniczki, podczas gdy ona idzie się wykąpać. Gdyby ten nieszczęsny wojownik zrobił tak, jak planował na początku (ukraść kosztowności, zabawić się z dziewczyną i uciec), może ten film dostałby ode mnie ocenę o dwa punkty wyższą za realizm, ale niestety rzadko jest tak, jakbyśmy sobie tego życzyli.

W tym przypadku spokojnie można powiedzieć, że jaka seria, tacy bohaterowie. Tutaj nawet trudno pisać o sztampowości, ponieważ charaktery księżniczki i jej towarzysza, a właściwie ich zarys, da się opisać w jednym zdaniu. Trzecioplanowy bohater przeciętnej serii shounen ma bardziej rozbudowaną osobowość od nich. Rangiku jest osóbką wyjątkowo głupią i naiwną, poza swoimi niezwykłymi zdolnościami lalkarskimi i ładną buzią nie prezentuje sobą niczego. Manajiri jest dla niej idealnym towarzyszem – wesołek, który podobno jest znakomitym wojownikiem i od czasu do czasu próbuje myśleć. To by było wszystko, pozostali bohaterowie z lordem Karimatą (absolutnie genialne nazwisko) na czele pojawiają się tylko na chwilę, by wygłosić kilka krótkich kwestii i ewentualnie umrzeć.

Oprawa audiowizualna to obraz nędzy i rozpaczy. Kiedy spojrzałam na rok wydania, autentycznie mnie zatkało: graficznie ta OAV wygląda na dziesięć lat starszą niż jest w rzeczywistości. Naprawdę ładnie prezentuje się jedynie buzia głównej bohaterki i kilka krajobrazów, które pojawiają się na początku. Twarze są przedziwnie powykrzywiane, ale dopóki postać milczy i się nie rusza (co niestety nie dzieje się zbyt często), da się je znieść. Na osobną uwagę zasługują niesamowicie krzaczaste brwi postaci, zwłaszcza naszego „ochroniarza”. Chciałabym wiedzieć jak długo i w jaki sposób je zapuszczał, bo nie da się ukryć, że robią ogromne wrażenie. Animacja jest uboga i niczym szczególnym się nie wyróżnia, co sprawia, że pojedynki do najbardziej wyszukanych nie należą. Nawet projekty lalek, które teoretycznie powinny być mocną stroną tej produkcji, nie wznoszą się ponad przeciętność – wielkie toporne bryły, uosabiające różne typy wojowników. W miarę znośnie przedstawia się za to ścieżka dźwiękowa. Na szczęście darowano sobie klasyczny (śpiewany) opening i ending (najbardziej udana rzecz w Karakuri no Kimi), zastępując je utworami instrumentalnymi, które całkiem dobrze oddają klimat całości. Ot, takie charakterystyczne dla tego gatunku „plumkanie” z piszczałkami w tle, które nie zapada w pamięć, ale jednocześnie nie drażni i nie przeszkadza w odbiorze.

Karakuri no Kimi to anime wyjątkowo słabe, przeciętne i co najważniejsze – nudne, chociaż być może ma jakieś zalety, których nie dostrzegam. Zdaję też sobie sprawę, że mogło być dużo gorzej, ale uznanie tego za plus byłoby przesadą. Ta OAV spodobać się może jedynie osobom, dla których krew, mordobicie (kiepskiej jakości) i gołe piersi (niestety nie tak duże, jak zwykle) są wartością samą w sobie. Mimo wszystko jest mnóstwo produkcji lepszych i ciekawszych, choć niekoniecznie bardziej ambitnych. Dlatego moim zdaniem nie warto marnować czasu na oglądanie tej tandety, chyba że jako przykład na to, jak nie powinno się robić anime.

moshi_moshi, 30 kwietnia 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Shogakukan, TMS Entertainment, TOHO
Autor: Kazuhiro Fujita
Projekt: Hirotoshi Takaya, Tsutomu Suzuki
Reżyser: Hirotoshi Takaya
Scenariusz: Jun'ichi Miyashita
Muzyka: Kaoru Wada