Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 9/10 grafika: 7/10
fabuła: 8/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 10 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,80

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 6
Średnia: 8,17
σ=1,34

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (IKa)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Gakuen Senki Muryou

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2001
Czas trwania: 26×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Shingu: Secret of the Stellar Wars
  • 学園戦記ムリョウ
Postaci: Obcy, Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Przyszłość; Inne: Supermoce
zrzutka

Nastolatki, kosmici i supermoce trochę inaczej niż zwykle. Dowód na to, że z oklepanych motywów można stworzyć coś niebanalnego.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Wbrew niektórym teoriom spiskowym istnieją rzeczy, których ukryć się nie da. Jeśli w pobliżu Tokio pojawia się ogromny ni to robot, ni to statek, który zostaje pokonany przez coś, o czym da się powiedzieć tylko tyle, że wygląda bardzo dziwnie, nie ma rady. Czynniki oficjalne muszą otwarcie powiedzieć coś, za co zazwyczaj kieruje się na badania psychiatryczne: kosmici istnieją. Istnieją i z jakiegoś powodu zainteresowali się Ziemią. Czy ów „obrońca sprawiedliwości” wystarczy, by utrzymać ich pod kontrolą? I co powinna zrobić reszta świata?

Logiczna odpowiedź na ostatnie pytanie brzmi „nie wpadać w panikę”. W sumie przybycie Obcych było przewidywane przez najrozmaitszych pisarzy od bardzo dawna, trzeba po prostu przyjąć do wiadomości, że tym razem nie jest to sztuczka speców od marketingu i żyć dalej tak, jak się żyło dotychczas. Codzienność bowiem jest wystarczająco absorbująca. W niewielkim mieście Tenmo dla gimnazjalnej klasy, której przewodniczącym jest Hajime Murata, znacznie większą od kosmitów sensacją jest nowy uczeń, Muryou Subaru. Trzeba bowiem powiedzieć, że chociaż pokazany tu rok 2070 nie tak wiele różni się od naszej rzeczywistości, to akurat osoba w szkolnym mundurku budzi nie mniejsze zdumienie od zielonych ludzików z Marsa. W końcu takiego stroju nie nosili nawet rodzice obecnych uczniów… Poza tym jednak spokojny i sympatyczny Muryou sprawia jak najlepsze wrażenie, a dziwaczny sposób ubierania to w sumie jego prywatna sprawa. Wszystko wskazuje na to, że Hajime znalazł nowego przyjaciela… Ale praktycznie nic nie wskazuje na to, jakie wydarzenia staną się niebawem jego udziałem.

Nie wątpię, że przy pomocy powyższych dwóch akapitów niezwykle trudno jest uzasadnić wysokie oceny przyznane tej serii. Jest to jednak jeden z tych przypadków, w których jakiekolwiek głębsze wprowadzenie wymagałoby zdradzenia tego, co widzowie sami powinni odkrywać. Fabuła bowiem jest skonstruowana bardzo starannie, umiejętnie podsuwając w odpowiednich momentach wskazówki, a przy tym zaskakując kolejnymi warstwami odsłanianych tajemnic. Pozornie nieznaczące wydarzenia potrafią być albo wstępem – albo, co bardziej złośliwe – aluzją do tego, co zdarzy się dopiero znacznie później. Akcja często toczy się w więcej niż jednym miejscu, równolegle prowadząc kilka wątków, a przy tym obejmując dobre kilka „poziomów” i angażując w sumie dosłownie armię postaci. Przy tym przez cały czas miałam wrażenie, że główny twórca tej serii, autor, reżyser i scenarzysta w jednej osobie, Tatsuo Satou, ma od początku starannie rozpisany plan z zaznaczonymi powiązaniami między poszczególnymi osobami i stronami i nie gubi się w tym wszystkim ani na chwilę. Tym samym Gakuen Senki Muryou unika większości najbardziej oczywistych dziur fabularnych, jakie zwykle trapią tego rodzaju serie: genialna w swojej prostocie jest choćby odpowiedź na pytanie, dlaczego zawsze przysyłany jest pojedynczy statek lub robot. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że wbrew pozorom wymagana jest tu od widza spora spostrzegawczość, ponieważ praktycznie wszystkie ważne informacje podawane są mimochodem i bardzo łatwo można je przeoczyć.

W tym miejscu jednak muszę przerwać na chwilę listę pochwał i wywiesić znaki ostrzegawcze. Po pierwsze i najważniejsze, jest to seria opierająca się z grubsza na schemacie „dzieciaki z supermocami ratują świat”. Wprawdzie wykorzystanie tego schematu jest dalekie od sztampy, przypuszczam jednak, że są widzowie zrażeni do takiego motywu w każdej jego postaci. Po drugie, fabuła faktycznie obraca się wokół ww. supermocy i kosmitów, przy czym natura owych supermocy jest wyjaśniona bardzo oględnie, zaś kosmici pokazani są raczej w duchu Star Treków i klasycznej space opery niż współczesnych pomysłów egzobiologii. Po trzecie, powiedzmy uczciwie, że skala i zakres działania supermocy bywają niemal absurdalne, choć na szczęście nie jest to nadużywane. Po czwarte, należy całkowicie serio potraktować podany gatunek „okruchy życia” – jest to bowiem wątek o wiele ważniejszy niż jakiekolwiek walki (których było o wiele mniej niż się początkowo spodziewałam). Przypuszczam, że to wystarczy, by bardzo wielu potencjalnych widzów, mówiąc kolokwialnie, odpadło od tej serii z gwizdem.

Pamiętać jednak należy, że w gruncie rzeczy Gakuen Senki Muryou to produkcja skierowana do widzów nieco młodszych, z gatunku tych, które podobać się będą także widzom dojrzałym – ale nie tej grupie pomiędzy, która uzna ją za „dziecinadę”. Pierwszym dziełem Tetsuo Satou, z którym miałam do czynienia, była wyemitowana w 2003 roku Uchuu no Stellvia. Obie serie mają sporo wspólnego: grupę docelową, optymistyczne przesłanie, ale przede wszystkim niezwykle rzadką i cenną umiejętność naturalnego łączenia scen ze zwykłego życia z wątkami poważniejszymi. Zazwyczaj w tego rodzaju tytułach pomiędzy dramatycznymi (często przedramatyzowanymi) walkami wpychane są komediowe „przerywniki” z życia szkolnego, które w miarę trwania serii stają się coraz bardziej irytujące i coraz gorzej dopasowane do głównego wątku. Tutaj – jak już wspomniałam wcześniej – owe przerywniki stanowią właściwą treść serii, a połączenie z motywami poważniejszymi jest tak płynne i naturalne, że samo już to zasługuje na wysokie noty. Trzeba oczywiście być przygotowanym na to, że sporą część odcinka może zająć uczniowskie zebranie w sprawie szkolnego dnia sportu, ale mogę zapewnić, że nie są to nudne zapychacze miejsca. Szczerze mówiąc, w samej kategorii szkolnej komedii ta seria miałaby spore szanse uplasować się całkiem wysoko. Poza tym warto pamiętać o tym, co pisałam o wskazówkach i aluzjach – w pozornie całkiem niepowiązanych scenkach mogą kryć się ważne informacje, bardzo przydatne dla zrozumienia późniejszych wydarzeń.

Podobnie jak w Uchuu no Stellvia, jednym z głównych atutów serii są jej bohaterowie. Owszem, większość z nich można zaszeregować do jakiegoś klasycznego „typu” (dzieciak, tsundere i tak dalej), żadnego jednak nie da się wepchnąć w pojedynczy przymiotnik. Niemal co do sztuki są to osoby o nastrojach zmiennych zależnie od sytuacji, obdarzone nierzadko barwnymi, spójnymi charakterami, składającymi się z dopasowanych cech. Praktycznie nikt nie jest – co aż za często się zdarza w innych anime – zagrany „na jedną nutę” i choćby dlatego obserwowanie postaci jest tak interesujące. Tym bardziej, że myślą i planują swoje działania – a jeśli chwilowo nie myślą, to z czysto ludzkich przyczyn, a nie z powodu błędów scenarzysty. Nie żyją także w próżni – warto zwrócić uwagę, ile cech wspólnych potrafią mieć osoby spokrewnione, albo jaki wpływ na poszczególne postaci mają interakcje z innymi. Iluzja jest doskonała – nawet w przypadku postaci epizodycznych bardzo szybko można odnieść wrażenie, że ma się do czynienia z kompletnymi i przekonującymi ludźmi. Piszę jednak „niemal” i „praktycznie nikt” – jest bowiem jeden wyjątek. Muryou Subaru na kolorowym tle pozostaje od początku do końca nieprzeniknioną enigmą, a jego emocje pozostają przed widzem całkowicie ukryte. W każdej innej serii obsadzenie takiej osoby w jednej z głównych ról byłoby poważnym błędem – tu jednak jest to bardzo wyraźnie świadomy zabieg, celowy kontrast z pozostałymi bohaterami.

Bohaterami, których bliżej opisywać nie mogę, nie psując niespodzianek. Mogę za to nakreślić parę słów o najbardziej niezwykłej osobie w tej serii: Hajime Muracie. W dowolnym innym anime pełniłby rolę najwyżej postaci epizodycznej. Cóż tu bowiem mamy? Chłopaka zrównoważonego, odpowiedzialnego (w końcu jest przewodniczącym klasy), niepozbawionego odwagi, ale przy tym niepróbującego strugać bez sensu bohatera. Optymistycznie i z wielką ciekawością podchodzącego do życia, ale zdumiewająco trzeźwo myślącego. Potrafiącego normalnie rozmawiać z ludźmi. Nieszczególnie pięknego, w okularach i bez cienia jakichkolwiek nadprzyrodzonych mocy. Beznadzieja, prawda? Czy może wreszcie coś troszeczkę innego?

Porzucając ostatnie pytania bez odpowiedzi, przejdę do strony technicznej. Grafika pozbawiona jest fajerwerków, ale zasługuje na pochwałę z trzech powodów. Po pierwsze, jest bardzo równa – nie ma tu gwałtownych wahań jakości poszczególnych odcinków. Po drugie, komputery zostały schowane głęboko i nawet przy pokazywaniu statków kosmicznych uniknięto nienaturalnie wyglądających renderingów. Po trzecie, udało się stworzyć bardzo charakterystyczne projekty postaci sprawiające, że nawet bohaterów epizodycznych można poznać bez trudu (choćby i nie pamiętało się ich imion) – co przy rozmiarach obsady jest rzeczą niezwykle istotną. Poza tym kreska może się wydawać staroświecka, zarówno we właśnie wspomnianych projektach postaci, jak i statków kosmicznych oraz robotów. Jako że zawsze lubiłam nastrojowe ballady, towarzyszący czołówce TAKE śpiewany przez KAKO, zwrócił oczywiście moją uwagę. Tym razem jednak cała ścieżka dźwiękowa stała na wysokim poziomie. Yuuji Ouno, odpowiedzialny za oprawę muzyczną serii i filmów z cyklu Lupin III, stworzył coś ślicznego. Fragmenty towarzyszące scenom walki lub dramatycznym wyraźnie kojarzą się ze starymi anime – i doskonale pasują do grafiki. Mój zachwyt wzbudziły jednak utwory lżejsze, pojawiające się w momentach komediowych – tu muzyka, lekko stylizowana na jazzowe rytmy, staje się niemal dodatkowym bohaterem, złośliwie podkreślając lub komentując poczynania postaci.

Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że wiele osób, które powyższa recenzja skusi do obejrzenia Gakuen Senki Muryou, zakończy oglądanie najdalej po kilku odcinkach, paskudnie rozczarowanych. Zdaję sobie też sprawę z tego, że te wady, które mnie praktycznie nie przeszkadzały – niemodna wizja kosmitów, nieprawdopodobnych rozmiarów moce i wyczyny godne Supermana na dopalaczach – dla niektórych mogą stanowić wady dyskwalifikujące. Dla mnie jednak nie to stanowiło o sile i jakości tej serii. Owszem, zastanawiałam się, co by się stało, gdyby tragedia – od której bohaterów kilka razy dzieliło bardzo niewiele – stała się jednak ich udziałem. Co stałoby się z optymistycznym przesłaniem? Nie ukrywam jednak, że odpowiadał mi brak takich ubarwień. Gakuen Senki Muryou w moich oczach stanowi hołd dla klasycznego science­‑fiction i klasycznych anime, a jednocześnie pełną ciepła polemikę z bardzo częstym w japońskiej animacji fatalistycznym podejściem. A może raz, tak dla odmiany, przyjmiemy, że ludzkość nie jest słaba, głupia, tchórzliwa i skazana przez to na zagładę? Że jest w stanie zbudować sobie własną, nie najgorszą przyszłość? Tak się bowiem składa, że jest coś, co może okazać się znacznie bardziej przydatne od wszystkich supermocy wszechświata…

Avellana, 26 lipca 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios
Autor: Tatsuo Satou
Projekt: Kunihiko Inoue, Takahiro Yoshimatsu
Reżyser: Tatsuo Satou
Scenariusz: Tatsuo Satou
Muzyka: Yuuji Oono

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Gakuen Senki Muryou (Shingu) na forum Kotatsu Nieoficjalny pl