Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Komentarze

Gakuen Senki Muryou

  • Avatar
    A
    Salva 4.09.2009 16:03
    Może ostrzegę zawczasu, że zapewne nie ustrzegę się w tym komentarzu kilku spoilerów. Nie powiem może, jak się zakończy ostatni odcinek i kto będzie odpowiedzialny za uratowanie wszechświata, kto się okaże czyją siostrą, takich informacji nie udzielę. Wobec tego stawia mnie to w niefajnej sytuacji, bo dopełnienie każdej postaci jest mniejszym bądź większym spoilerem.

    Na początku należy zaznaczyć, że Shingu jest seria specyficzną. Pod wieloma względami. Prawdę mówiąc, wcale mnie od razu nie porwała. Obejrzałam trzy odcinki i zastanawiałam się, o co tu u diabła chodzi. Konstrukcja świata jest naprawdę ciekawa i… Nie, chrzanić konstrukcję. Siłą tej serii są bezwzględnie bohaterowie. O czymkolwiek bym chciała teraz nie napisać wszystko się rozbija o bohaterów. Bohaterowie tej serii, ich relacje między nimi były tak niesamowite, że chciałabym co najmniej dwa razy więcej odcinków. Ich podejście do życia, do tego co się dzieje zdecydowanie się różni od często stosowanego „najważniejsze jest dobro świata/narodu”. A figę! Główny bohater, w którym można się bez pamięci zakochać kliknij: ukryte , jest jedną z postaci, której się chce paść w objęcia i wykrzyknąć z ulgą „Ty myślisz!” Ha! A to dopiero jedna z wielu zalet Ha­‑chana. Nagle w jego życiu pojawiają się nadprzyrodzone moce, pojawia się tajemnicze Shingu, okazuje się, że ludzie z którymi dotychczas miał kontakt mają wiele tajemnic. Jasne, że jest zdziwiony i zaskoczony, ale przyjmuje to zupełnie naturalnie, po czym zajmuje się swoimi sprawami. Nie leci i nie pcha się w sam środek zdarzeń, nie odkrywa w sobie cudownych wspaniałych mocy, nie leci heroicznie ratować świata, nie pr… Krótko mówiąc zachowuje się dokładnie tak jak NIE zachowuje się większość nastoletnich bohaterów. Nadprzyrodzone moce, kosmici? Dobrze! Ale może nie teraz, teraz chwilowo mam kilka ważniejszych spraw do załatwienia. Ha­‑chan nie przejmuje się bez potrzeby sprawami ogólnoświatowymi, słusznie uznając że on sam niewiele może zrobić. A skoro i tak wiele nie jest w stanie zrobić, to po cholerę się tym martwić? Jego spojrzenie na to co się dookoła niego dzieje naprawdę potrafi dać nadzieję, że nie wszystkie nastolatki w anime to beznadziejne kukły opętane obsesją ratowania świata. Zresztą nie tylko Ha­‑chan jest bohaterem, któremu nie można się oprzeć. Każda z postaci w Shingu jest w stanie wzbudzić sympatię z najróżniejszych powodów. Jak już jesteśmy przy Hajime weźmy na przykład jego siostrę. Futaba jest uroczą dziewczynką i zachowuje się… jak mała dziewczynka! Żadne moe loli. I chociaż bywa irytująca to w tak sympatyczny sposób, że nawet ja jej to wybaczałam. Rodzice Ha­‑chana również byli ludźmi, których nie dało się nie lubić. Zwłaszcza pełen dokładnie tego samego uroku osobistego co syn, ojciec. Natomiast jeśli chodzi o kolegów ze szkoły to zachwycił mnie od pierwszej chwili Kyouichi. Z jednego powodu. Dostaliśmy męskie tsundere z głosem Kyona. To wystarczyło, jako powód do radości dla mnie. Poza tym rany boskie, ten człowiek był tak uroczo ambitny, że nie dało się go nie lubić. To co wyczyniał żeby wygrać z Muryou już samo w sobie było warte obejrzenia. Nayuta natomiast okazała się ciekawa o tyle, że stanowiła tsundere z głosem Romi Paku. Taki Edzio (ten z Alchemika, Alchemika!) w spódnicy… Nie bardzo mi na początku przypadła do gustu, zresztą do samego końca w zasadzie lubiłam ją o tyle, że była pairingiem do Ha­‑chana. Ano właśnie, pairingi mi zgrzytały niemiłosiernie. Około 17 odcinka sytuacja zaczęła się nieco zmieniać i wszyscy mieli swoje momenty. Ciekawa rzecz, że brakowało ckliwości w relacjach między bohaterami, co zaliczam na bardzo wielki plus całej serii. Chociaż dopiero pod sam koniec to doceniłam i nawet pary przestały mi tak bardzo przeszkadzać.

    O fabule właściwie nie powinnam powiedzieć ani słowa. Bo nawet stwierdzenie, że jest zaskakująca może być odebrane źle. Jestem pewna, że żadna seria dotychczas nie wywołała we mnie tyle razy zaskoczenia i zdumienia obrotem spraw. Chociaż część można spokojnie podejrzewać to jednak wysuwanie wniosków na podstawie dotychczasowej znajomości z japońskimi dziełami może skończyć się najwyżej wesołością ludzi, którzy serię widzieli wcześniej.

    Może tego jeszcze nie widać, więc wolę zaznaczyć. Seria mnie oczarowała i ja chcę więcej! I nawet fakt, że nie wyjaśniono do końca wszystkich tajemnic mi aż tak bardzo nie przeszkadza jak powinien. Zawiodła mnie jedynie Setsuna, ale dopiero pod koniec więc tylko teraz mam o niej mniej pozytywne zdanie niż podczas seansu.
  • Avatar
    A
    moshi_moshi 3.09.2008 13:22
    Dla mnie bomba ;)
    Ten komentarz jest właściwie wymęczony – nie dlatego, że seria mi się nie podobała, wręcz przeciwnie, ale naprawdę trudno mi coś o niej napisać, nie spoilerząc przy tym okrutnie. Shingu zdecydowanie nie jest kolejną serią o dzieciach z supermocami, ratującymi świat przed obcymi. Mało tu efektownych walk – projekty statków kosmicznych, obcych i Obrońcy Ziemi nie należą do szczególnie udanych i zamiast podziwu wzbudzają raczej śmiech. Ale to nie pojedynki są tu najważniejsze, a wielopiętrowa i zakręcona jak chiński termos fabuła. Tak jak napisała Avellana, wszystkie ważniejsze wiadomości są podawane mimochodem i dopiero kiedy przychodzi właściwy moment, widz dowiaduje się (o ile bardzo uważnie oglądał) że ten nic nie znaczący szczegół to bardzo ważny element układanki. Na dodatek, wszystko jest przemyślane i łączy się z sobą, nie ma tu żadnych dziur czy nieścisłości. Zresztą tu nawet zapowiedzi kolejnego odcinka można uznać za majstersztyk! Nie wszystkie zagadki zostają wyjaśnione, ale mimo początkowego zawodu, doszłyśmy z koleżanką do wniosku że tak jest lepiej – taki już urok tej serii. Poza tym, w przeciwieństwie do innych tego typu produkcji, brak tu dramatyzmu, traumatycznych przejść bohaterów, tragicznych przeszłości i całego morza nieszczęść. Jest za to mnóstwo ciepła, serdeczności i humoru – aż żal było kończyć i rozstawać się z bohaterami.

    Postacie są urocze – wyjątkowo normalne, dlatego wielu osobom mogą nie przypaść do gustu. Główny bohater jest genialny: spokojny, trzeźwo myślący, opanowany i niezwykle sympatyczny. Na pewno nie można go nazwać przebojowym, do bishounena również mu daleko – nosi okulary, nie posiada żadnych wspaniałych mocy, a jego największym osiągnięciem jest bycie przewodniczącym klasy. I nie, to zdecydowanie nie jest typ szkolnego fajtłapy, któremu nic w życiu nie wychodzi – Hajime przyjmuje wszystko takim jakim jest, jest inteligentny i nie mam na myśli tylko wiedzy książkowej, jest otwarty na otoczenie i pełen empatii – po prostu idealny przyjaciel. Wspaniale prezentują się również pozostałe postacie – energiczna i dumna Nayuta, introwertyczna Harumi czy wszędobylski Shun. O Muryo – nowym uczniu, z którym natychmiast zaprzyjaźnia się główny bohater, trudno coś napisać – od początku do końca pozostaje zagadką, ale jest piekielnie sympatyczny na swój wyjątkowo dziwaczny sposób. Zresztą w tej niezwykłej serii brakuje nawet klasycznego czarnego charakteru, wszyscy mają swoje motywy i w gruncie rzeczy trudno odmówić im słuszności.

    Graficznie Shingu daleko do ideału, oglądając ma się wrażenie, że seria jest starsza niż w rzeczywistości. Mimo to, ma w sobie sporo uroku, często zaskakuje pomysłowością -specyficzne projekty kosmitów czy bardzo różnorodne projekty postaci. Dodatkowym plusem jest ścieżka dźwiękowa – zarówno spokojna czołówka jak i muzyka grająca w tle idealnie oddają klimat tego anime, są tak charakterystyczne, że nie sposób nie zwrócić na nie uwagi.

    Moim zdaniem Shingu to kawał dobrej roboty – to świetna rozrywka, która nie obraża inteligencji widza. Miło od czasu do czasu zobaczyć serię, w której ludzie zachowują się sensownie, kosmici nie są krwiożerczymi bestiami, a „genialne dzieci z supermocami” mają problemy typowe dla nastolatków i nie wymagają leczenia psychiatrycznego. To ciepłe, radosne i pełne humoru anime, które wprawia w wyjątkowo dobry nastrój i nie pozwala się nudzić – gorąco polecam!
  • Avatar
    A
    IKa 27.07.2008 02:15
    Ciepłe :)
    Rzeczywiście seria przesympatyczna i wyróżnik „okruchy życia” traktować należy jak najbardziej serio. Naprawdę, jeśli ktoś się spodziewa (zgodnie z etykietką) stada obcych atakujących ziemię i szaleńczej obrony planety, przez gromadę nastolatków wyposażonych w supermoce, może niech znajdzie inną serię. Bo jak widać okazuje się, że da się zrobić serię o kosmitach, w której nie są oni krwiożerczymi najeźdźcami z mnóstwem macek, ani nie chcą wybić ludzkości co do nogi. Faktycznie, jak wspomniała Avellana, podczas oglądania „Shingu” pierwszym co przychodzi na myśl (biorąc pod uwagę kosmitów) to Star Trek. Mi się kojarzyło jeszcze z czymś – z pełnymi optymizmu opowiadaniami Bułyczowa i Simaka o koegzystencji kosmitów i ludzi, gdzie najpierw się nie strzela a potem pyta, tylko odwrotnie. Jednak uwaga, ten wątek, mimo, że bardzo ważny zdecydowanie nie jest najważniejszy.

    Tym, co mi sie strasznie spodobało, to właśnie te „okruchy życia” – zwykłe, normalne życie ludzi, którzy pewnego pięknego dnia w telewizji usłyszeli oficjalne „Tak, kosmici istnieją”... i przechodzą nad tym do porządku dziennego – przepraszam, ale festiwal szkolny się sam nie zorganizuje – oraz postacie.

    Uwaga! Mamy bohatera który MYŚLI! I to myśli logicznie, umie wyciągać wnioski, zadawać właściwie pytania i słychać rad, których się mu udziela, nie jest przemądrzały, nie siedzi w kącie „bo świat jest okrutny i niktmnieniekocha”, ma kochającą rodzinę, świetnych przyjaciół i jest przewodniczącym klasy. I, co będzie chyba straszne dla niektórych, nie jest biszonenem! Ma okulary i jest przesympatycznym chłopakiem. Reszta postaci też nie ustępuje mu pola – barwna gromada postaci pierwszo-, drugo- i dalszego planu, które żyją i nie stoją jak kołki, kiedy coś się dzieje. I maja wpływ na fabułę. I praktycznie każde z nich ma własny charakter.

    Fabuła – wciągająca od pierwszego odcinka, przy czym uwaga – jeśli pierwsze 2­‑3 odcinki nie podejdą, lepiej sobie odpuścić – jeszcze raz mówię – tu się liczy zwyczajne życie, a nie „naparzanie” jakichś kosmitów. Zachwycająca jest równoległość niektórych wydarzeń – i znowu, co z tego, że są kosmici i że jeden się gdzieś szwęda, są na tym świecie rzeczy ważniejsze – ślicznie pokazane są wydarzenia dziejące się praktycznie jednocześnie, przy czym często właśnie te z pozoru „normalne” mogą zawierać kawałek układanki, potrzebnej do rozwiązania zagadki kilka odcinków później. Dopełnieniem jest muzyka – bardzo, ale to bardzo przypominająca starsze wiekiem produkcje, nawet i te normalne, nie­‑animowane. I doskonale uzupełniająca klimat.
    Polecam „Shingu” miłośnikom anime, którzy szukają czegoś ciepłego i sympatycznego. Ode mnie dostaje wysoce subiektywne 9/10, bo rzadko trafia się na taka perełkę i takie połączenie.