Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 9/10
fabuła: 6/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 21
Średnia: 6,76
σ=1,27

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Azag)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Sousei no Aquarion: Uragiri no Tsubasa

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2007
Czas trwania: 2×50 min
Tytuły alternatywne:
  • Aquarion: Wings of Betrayal
  • Genesis of Aquarion
  • 創星のアクエリオン -裏切りの翼-
Gatunki: Dramat
Postaci: Anioły/demony; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia, Mechy
zrzutka

Alternatywna wersja serii telewizyjnej. Piękna, ale niestety tylko od strony graficznej.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Niegdyś Ziemią rządzili aniołowie… Wielcy, potężni, pełni majestatu. Dzielili świat z gatunkiem ludzkim, mając go za nic i jednocześnie mogąc zrobić z nim, co tylko chcieli. Uśmiercali całe masy, niczym aniołowie zagłady. Wtedy też wśród ludzi narodziła się chęć buntu, pragnienie wyzwolenia się spod okrutnego jarzma. Rozpętała się wojna, a na polach bitew pojawili się bohaterowie, zdolni pokonać zło. Wtedy też anioł Apollonius zmierzył się z kobietą Celiane, ale los nie przewidział dla nich śmierci… Po wielu, wielu latach wojna, niegdyś zakończona, zaczęła się na nowo, gdy aniołowie powrócili, by ponownie pustoszyć Ziemię. Teraz nowi bohaterowie muszą stawić czoło zagrożeniu.

Krótka retrospekcja z przeszłości Ziemi, która od samego początku pokazuje przyczyny aktualnego stanu rzeczy, bardzo dobrze wprowadza w fabułę OAV, która jest alternatywnym ukazaniem wydarzeń znanych z serii. Wiele wątków będzie więc podobnych, wiele zmienionych tylko lekko, a jeszcze inne zostaną pokazane całkowicie odmiennie. Nietrudno więc odgadnąć, że dla widzów znających wersję telewizyjną następujące po sobie wydarzenia będą raczej łatwe do przewidzenia. Z początku udało się autorom zaskoczyć mnie w kilku miejscach – zaskoczyć jak najbardziej na plus, choćby przez motywy sztuk walki oraz ciekawe zaprezentowanie „supermocy” bohaterów. Później jednak pojawiły się niestety dobrze zapamiętane niedociągnięcia – odgrzewany kotlet pozostał tym samym kotletem. Spłycona, uproszczona fabuła, w której upchnięto zbyt dużo wątków z serii, nie była w stanie dobrze przedstawić mnogości wydarzeń. O ile pamiętam, Uragiri no Tsubasa w założeniu miało być drugą serią – wtedy z pewnością nie musielibyśmy tak szybko rwać do przodu i przymykać oka na uproszczenia pokazywanych sytuacji. No cóż, takie skrócenia i cięcia są nam dobrze znane, tak jak i ich powody… Dlatego też znajdzie się moment czy dwa, w których widz powie sobie: „fabularny gniot”. Ponieważ jednak mkniemy szybko do przodu, nie ma czasu nad zbyt długie rozważania tego typu. Akcja na ekranie przesuwa się tak szybko, że pod koniec wyrwała się chyba z cugli samych twórców i pognała na łeb na szyję w bliżej nie określone „coś”! Nietrudno pogubić się w tej luźnej kompozycji wielu, często nieoryginalnych motywów. Być może jest to pewien plus, bo zamiast fabularnej chały (jak w serii głównej), dostaliśmy fabularne nie wiadomo co.

Jak to bywa w seriach alternatywnych, zmianie uległy też kreacje postaci. Niektórych nie ma w ogóle, niektóre zmieniły się tylko troszkę, a niektóre znacznie. Do tych ostatnich chyba należy zaliczyć Apolla, ukazanego z całkowicie innego punktu widzenia, z nową, choć dosyć naciąganą biografią, którego mamy okazję oglądać w zupełnie innych okolicznościach. Dzikość co prawda mu pozostała, ale nie jest to już zabawny wesołek, a raczej skryty i poważny chłopiec – tak, właśnie takiego „odmłodzonego” Apolla nam pokazano. Osobiście wolałem wersję pierwotną. Na pierwszym planie jest też oczywiście Silvia i Reika – tę trójkę umieszczono tutaj w centrum wydarzeń. Inne postacie z powodu zwięzłości fabuły zaprezentowano pobieżnie, ale to akurat zaliczam na plus, bo ze względu na czas trwania OAV było to chyba najlepsze rozwiązanie.

Amatorzy pięknej, wyszukanej grafiki z pewnością będą zadowoleni. Dopracowane z detalami walki mechów z aniołami oraz powietrzne akrobacje „wektorów” to bez dwóch zdań sceny z najwyższej półki animacji. Sceny ukazujące pełne detalów roboty oraz ich realistyczną mechanikę, połączoną z wyśmienitą grą świateł, niejeden widz przewinie po kilka razy, tym bardziej, że kapitalnie skomponowano je z całością akcji. Równie dobre sceny widziałem chyba tylko w Macross Zero (w końcu to to samo studio). Za jeszcze jeden pozytywny aspekt wizualny uważam śliczne krajobrazy. Niestety łatwo zauważyć, że gorzej narysowane zostały twarze postaci. Również niestety pozostał „odpustowy” kształt mecha oraz ciosy jak z Generała Daimosa.

Wiele, jeśli nie większość, utworów muzycznych przeszła bez zmian do serii OAV. Te z nich, które drażniły mnie w serii telewizyjnej musiały ulec pewnej korekcie bo nawet przypadły mi do gustu (mowa oczywiście o elementach chóru). Ogólnie więc można powiedzieć, że dobra muzyka daje dobre wspomnienia – przy dobrych utworach można przypomnieć sobie dobre elementy. W końcówce pierwszego odcinka zaprezentowano nowy utwór: Bare Feet, który nie odstaje poziomem od najlepszych kawałków tej produkcji. W serii zadbano również o pojedyncze dźwięki, typu furkoczący płaszcz, co tylko polepsza ogólny odbiór ścieżki dźwiękowej.

Nie będę zalecać kolejności oglądania tym, którzy nie widzieli jeszcze ani OAV, ani serii telewizyjnej. Dla tych, którzy serię oglądali i dobrze ją wspominają, OAV będzie swoistym dodatkiem i dopowiedzeniem. Mnie towarzyszyło wrażenie, że OAV pokazuje to, co w serii telewizyjnej było najlepsze. Mamy tu ten sam mistyczno­‑technologiczny klimat, chociaż brak na przykład tego charakterystycznego „czegoś”, co tak mocno ściskało serce w ostatnich odcinkach. Można żałować, że wiele pokazanych w wersji telewizyjnej wątków tu zaledwie wspomniano. Widzowie, którzy nie oglądali serii, z pewnością nie będą zachwyceni, ale najprawdopodobniej zadowoleni. Amatorzy bajecznych animacji mogą obejrzeć OAV choćby (albo tylko) dla nich – gwarantuje dobre wrażenia. Szkoda, że forma wyraźnie przerosła tu treść. Ciągle pozostaje niedosyt, bo naprawdę w obu produkcjach skumulowano ogromny potencjał, Aquarion mógłby powalać na kolana i wyciskać łzy z oczu, ale niestety… OAV zachęciła mnie do ponownego sięgnięcia po serię telewizyjną, pytanie jednak, czy warto to robić ze świadomością jej wielu mankamentów…

Azag, 9 października 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Satelight
Autor: Shouji Kawamori
Projekt: Eiji Kaneda
Reżyser: Shouji Kawamori
Scenariusz: Hiroshi Oonogi, Shouji Kawamori
Muzyka: Hisaaki Hogari, Youko Kanno