Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 4/10 grafika: 6/10
fabuła: 4/10 muzyka: 2/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,50

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 18
Średnia: 5,39
σ=1,5

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Wellber no Monogatari

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2007
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Sisters of Wellber
  • ウエルベールの物語
Tytuły powiązane:
zrzutka

Księżniczka i złodziejka ruszają w pełną niebezpieczeństw podróż, by zapobiec krwawej wojnie. Seria przygodowa, która mogła mieć potencjał, ale niestety nie skorzystała z okazji.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Kraina Wellber stoi w obliczu kolejnej wojny. Aby jej zapobiec, król Hydel zgadza się na małżeństwo swojej córki Rity z księciem Gernią, następcą tronu państwa Sangatras. Początkowo młodziutka księżniczka przyjmuje swój los bez słowa skargi, jednakże wszystko się zmienia, gdy odwiedza ją narzeczony. W czasie nocy przedślubnej Rita niespodziewanie rani sztyletem swojego oblubieńca. Świadkiem tej przerażającej sceny jest złodziejka imieniem Tina, która po nieudanym napadzie zaplanowała kolejny. Tym razem jej celem miał być bezcenny posążek bogini – niestety pech chciał, że dziewczyna pomyliła drzwi i zobaczyła coś, czego widzieć nie powinna. Zaalarmowany jej krzykiem oddział z wiernym rycerzem księcia, Galahadem, na czele, zjawia się natychmiast w komnacie, a Tina zostaje wciągnięta w sam środek zdarzeń. W pewnej chwili zostaje nawet posądzona o nakłonienie księżniczki do zbrodni. Świadoma zagrożenia, wykorzystuje chwilowe zamieszanie i próbuje uciec. Niespodziewanie przyłącza się do niej księżniczka, której wyjaśnień nikt nie chciał słuchać. Obu z trudem udaje się wydostać z zamku, jednak kłopoty zaczną się dopiero teraz. Na reakcję królestwa Sangatras nie trzeba długo czekać. Król Hydel musi w ciągu czternastu dni odnaleźć córkę i dokonać jej publicznej egzekucji, inaczej Wellber zostanie zaatakowane. Jednak władca ma własny plan: jak najszybciej odnaleźć Ritę i powierzyć jej misję uratowania królestwa. W tym celu wyznacza swojego zaufanego sługę Weissa, jednak ten zostaje ranny w starciu z Galahadem, który postanowił wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Będącej świadkiem pojedynku księżniczce udaje się uciec z pomocą wiernego jej gadającego miniczołgu i Tiny, która w zamian za pieniądze podejmuje się chronić Ritę. Tak zaczyna się wyprawa do odległego królestwa Greedom, gdzie księżniczka ma dostarczyć powierzoną jej przez ojca wiadomość, która ma zapobiec krwawemu konfliktowi. Trzeba jednak się pospieszyć, gdyż droga daleka, a zostały tylko dwa tygodnie.

Powyższy zarys fabuły mógłby być preludium do niekoniecznie oryginalnej, ale mimo wszystko interesującej serii przygodowej. Mógłby. No właśnie. Ile jest serii, które zaczynają się ciekawie, by już na pierwszym zakręcie wypaść z drogi? Niestety i tym razem nie ustrzeżono się podstawowych błędów. Motyw podróży w celu ratowania królestwa/świata przed wojną/zagładą, mimo iż wyeksploatowany, nadal daje wiele możliwości wykazania się pomysłowością i wyeliminowania pewnych schematów, które niestety w Sisters of Wellber widoczne są od samego początku. Można przymknąć oko na podejrzaną ilość przypadków, popychających wiele wątków do przodu, czy rażące czasami braki logiczne w kolejnych posunięciach bohaterów, skupiając się na ciekawej i pełnej przygód historii. Jednakże gdy zabraknie również tego ostatniego składnika… Cóż zostaje? Zamiast skupić się na przedstawieniu sytuacji dwóch wrogich państw oraz choć odrobinę przybliżyć istotę możliwego konfliktu, scenariusz całkowicie porzuca motywacje i przez większość czasu towarzyszy dwóm głównym bohaterkom, które nie tylko robią wszystko, byleby opóźnić podróż, ale bez skrępowania zwracają na siebie uwagę, odwiedzając na trasie co większe i co ciekawsze (według twórców) miasta. Byłoby to jeszcze do przyjęcia, gdyby nie fakt, że właśnie w największych metropoliach królestwa rozwieszone są plakaty z wizerunkiem księżniczki, informujące o kuszącej nagrodzie za jej dostarczenie z powrotem do stolicy. Jakby tego było mało, obie dziewczyny często pakują się w kłopoty, których normalnie w takich sytuacjach można by uniknąć, trzymając się bocznych dróg. Coś jednak musiało się dziać, prawda?

Równie ważne jak wątki poboczne okazały się relacje bohaterek i powoli rozwijająca się przyjaźń, przez co wątek samej wyprawy traci na znaczeniu, zastąpiony zamiarem pokazania rozbudowanych relacji międzyludzkich i aspektów psychologicznych. Niestety, na zamiarach się skończyło, gdyż wątek ten zdecydowanie nie wychodzi poza ramy znanych schematów, ale o tym za chwilę. Wspomnieć też trzeba o realiach politycznych, które zastajemy i z którymi żegnamy się w opłakanym stanie. Słowem, jakie ciśnie mi się na usta po przeanalizowaniu posunięć rządzących, jest nawet nie bałagan, ale burdel. Każdy robi, co mu się żywnie podoba i nie przejmuje się konsekwencjami swoich czynów. Król Hydel czyta tylko kolejne listy i powtarza, jak bardzo liczy na swoją córkę, nie zapewniwszy uprzednio jej bezpieczeństwa, bo bądźmy szczerzy: powierzenie życia księżniczki młodej i niedoświadczonej złodziejce, która nigdy nikogo nie zastrzeliła i nie była w stanie skutecznie ukraść czegoś więcej niż pieniądze z czyjejś kieszeni, jest posunięciem co najmniej wątpliwym, jeśli nie głupim. Chociaż trudno obwiniać króla, który ma niewiele do powiedzenia, prócz tego, że za wszelką cenę nie chce wywołać wojny, ale jednocześnie spiskuje… w teorii. Dostajemy także zdesperowanego brata księżniczki, który również dużo gada, a w ostateczności w ogóle nie liczy się ze słowami ojca, czy w końcu księcia Gernię, którego bezkarność budzi jedynie uśmiech politowania. Przedstawione tu państwa nie mają sprecyzowanych planów i motywacji (bo to, że jedno dąży do wojny to wiadomo, tylko pozostaje pytanie, dlaczego), przez co podjęte bez odpowiedniego uargumentowania kroki wydają się nie mieć większego sensu, gdyż chodzi tylko i wyłącznie o to, aby coś się działo. Podobnie w interakcjach postaci, gdzie byle pretekst wystarczy, aby obrócić przebieg wydarzeń o 180 stopni. Dzieje się dużo, co nie znaczy, że z sensem…

Naprawdę doceniam serie, w których duży nacisk kładzie się na rozwój emocjonalny bohaterów, ich charaktery i interakcje. Niestety w przypadku Sisters of Wellber głębia psychologiczna bohaterów jest odwrotnie proporcjonalna do poświęconego im czasu ekranowego. Wyeksponowany motyw rodzącej się przyjaźni jest tak obfity, że nie mieści się w przeznaczonym dla niego fotelu i zajmuje również miejsce przewidziane dla rozwoju akcji. Jestem w stanie zrozumieć, że twórcy chcieli pokazać, jakie to szlachetne i wspaniałe, poświęcać się dla przyjaciół czy nawet wrogów, ale nie kosztem fabuły. Zarówno Tina, jak i Rita nie prezentują się jakoś wyjątkowo na tle tysięcy podobnych bohaterek. W przypadku księżniczki jestem w stanie zrozumieć nieprzystosowanie do społeczeństwa i ignorancję, lecz jeśli chodzi o panią złodziejkę, to powinna ona posiadać wiedzę niezbędną do przetrwania w okrutnym świecie, ponieważ do tej pory musiała sobie jakoś radzić. Chociaż trudno wierzyć w jej zdrowy rozsądek po tym, jak bez żadnego ale bierze pod swoje skrzydła księżniczkę. Ale żeby nie było, że jest taka dobroduszna i bezinteresowna, dołożono jej całkiem osobisty powód wyprawy do Greedom, który jest może i zrozumiały, jednak równie oklepany, jak reszta schematów w serii. Z kolei Rita w kółko powtarza, że zdaje sobie sprawę, jak ważna jest misja, ale zbyt często zdarza jej się postępować odwrotnie i wcale nie jest to spowodowane przeciwnościami losu, a własnym widzimisię. Wraz z postępem fabuły niektórzy bohaterowie stwierdzają, iż księżniczka się zmieniła, wydoroślała i tym podobne bzdury, a prawda jest taka, że jak postępowała na początku, tak postępuje i na końcu. Jednak najgorzej wykreowaną postacią wydał mi się czarny charakter numer jeden, czyli książę Gernia, którego można określić mianem typowego animowanego szaleńca z traumatyczną przeszłością i brakiem jakichkolwiek motywacji, a ogólne przyzwolenie społeczne na jego postępowanie jest jeszcze bardziej zastanawiające. Przyznam, iż najbardziej na nerwy działał mi teoretycznie humorystyczny motyw duetu złożonego z wrzaskliwej i głupiutkiej wróżki oraz gadającego miniczołgu o przerośniętym ego, uparcie broniącego swojej ukochanej księżniczki przed „złym” wpływem Tiny. Ogółem postaci tego anime można zaklasyfikować do tych prowadzonych niekonsekwentnie i zachowujących się różnie, w zależności od potrzeb bądź kaprysów scenarzysty. Napotykani przez bohaterki ludzie prezentują zwykle dwa wzorce zachowań: albo są obrzydliwie mili, albo nachalnie chciwi i bezlitośni. Tak to jest, gdy ufa się każdej napotkanej duszyczce bez cienia podejrzenia, że taka niespodziewana znajomość może się skończyć odsiadką w lochu bądź śmiercią. A przypadkowi bohaterowie odgrywają często niemałą rolę w fabule danego odcinka, kiedy to Tina i Rita, wiedzione poczuciem sprawiedliwości bądź moralności, na siłę prostują czyjąś drogę życiową, uświadamiając temu komuś błędy, albo wymierzają sprawiedliwość na własną rękę, całkowicie przy tym ignorując upływający czas (którego i tak jest niewiele) i dobro całego królestwa, które przecież spoczywa w ich rękach.

Od strony technicznej najbardziej spodobały mi się projekty postaci. Pomijając niektóre ujęcia, prezentują się dobrze. Proste, ale porządnie narysowane, projektanci na szczęście nie popadli w skrajności. Najlepsze wrażenie zrobił na mnie projekt księżniczki Rity, a w szczególności jej biżuteria, która naprawdę ładnie komponowała się z jej urodą. Kolorystyka jest odpowiednio zróżnicowana, bez zbędnej przesady, brak tu może fajerwerków, ale zarówno pejzaże, jak i budynki wyglądają po prostu ładnie. Jest natomiast aspekt grafiki, który odrzucił mnie już na samym początku. Nie mam nic przeciwko efektom komputerowym, jeśli korzysta się z nich w odpowiedniej ilości i jeśli są dobrze wpasowane w tradycyjną animację. Niestety twórców tej serii bez wątpienia mogę oskarżyć o poważne nadużycie grafiki 3D, która w rażący sposób psuła odbiór obrazu jako całości. Trójwymiarowe modele wciskano gdzie tylko się dało; wszelkie maszyny (tu przoduje nieszczęsny miniczołg), statki, działa czy wreszcie same wybuchy, ale najbardziej nie podobały mi się sceny, w których z niewielkiego oddalenia pokazywano podróżujące bohaterki w wersji skomputeryzowanej. Był to aspekt, który skutecznie obniżał przyjemność oglądania i dlatego musiałam obniżyć ocenę za grafikę. No dobrze… Jedynym wyjątkiem była woda, która prezentowała się jeszcze całkiem nieźle, ale na tym animatorzy powinni poprzestać i nie dodawać nic więcej. Warto również wspomnieć, że anime nie stroni od okazjonalnej przemocy i nagości, którą można uznać za umiarkowaną formę fanserwisu. Ponieważ jednak pokazywane panie (dziwne, prawda?) nie zostały tu i ówdzie nazbyt hojnie obdarzone i nie jest to wszystko nachalne, można to równie dobrze potraktować jako zamierzony naturalizm, zależy od gustu potencjalnego widza. Seiyuu spisali się całkiem dobrze, na tyle, na ile szanse dał im koślawy i momentami przedramatyzowany scenariusz. Ze znanych aktorów wystąpili tutaj: Daisuke Namikawa, Tomokazu Sugita, Junko Takeuchi czy Mikako Takahashi. Czy ja muszę wspominać o pokładach elektroniki, brzęczących gdzieś w tle? Bo muzyki to niestety nie przypominało… Tandetne melodyjki często nawet przeszkadzały mi w oglądaniu. Naprawdę jest ewenementem, aby przez całą serię ani jeden utwór nie przypadł mi do gustu, ale jak widać cuda się zdarzają…

Uczciwie przyznaję, iż nie nastawiałam się na arcydzieło, ale miałam nadzieję na dobrą rozrywkę. Z przykrością muszę stwierdzić, iż nie otrzymałam nawet tego, chociaż jako odmóżdżacz seria sprawdza się doskonale. Mamy tu bowiem do czynienia z lekką w odbiorze i prostą historyjką, okraszoną wcześniej wspomnianym umiarkowanym fanserwisem. Trudno było mi ją zaklasyfikować gatunkowo, gdyż jeśli spojrzeć na świat przedstawiony, obecne są maszyny kwalifikujące serię do retro science­‑fiction, ostatecznie jednak mój wybór padł na fantasy, bo mamy tu również odrobinę magii, a organizacja życia przypomina średniowiecze. Anime jest znośne i jeśli naprawdę nie ma już co oglądać, można spróbować sięgnąć po Sisters of Wellber, chociaż nie gwarantuję dobrej zabawy. Wszystko zależy od gustu.

Enevi, 16 października 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Production I.G., Trans Arts
Autor: Boyakasha
Projekt: Haruko Iizuka, Nariyuki Takahashi
Reżyser: Takayuki Hamana
Scenariusz: Atsushi Maekawa
Muzyka: Akio Dobashi