Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 4/10
fabuła: 6/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 3
Średnia: 6,67
σ=0,47

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Zegarmistrz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Shuranosuke Zanmaken: Shikamamon no Otoko

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1991
Czas trwania: 51 min
Tytuły alternatywne:
  • Sword for Truth
  • 修羅之介斬魔剣 死鎌紋の男
Postaci: Samuraje/ninja; Rating: Nagość, Przemoc, Seks; Miejsce: Japonia; Czas: Przeszłość
zrzutka

Raczej prosta historia o dzielnych samurajach, ostrych mieczach i rzeźni. Anime niezłe, choć szkoda, że z taką przestarzałą kreską.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Dawno, dawno temu, za górami i lasami, w bajkowej krainie Japonia, żył sobie samurajski klan Nakura. Ów klan miał księżniczkę imieniem Mayu. Nie była ani specjalnie ładna, ani specjalnie mądra, jednak bandzie złych ninja z rodu Seki nie przeszkadzało to w uprowadzeniu jej. Samuraje głowili się długo, jak tu księżniczkę odzyskać, aż razu pewnego do ich włości zawitał Shuranosuke Sakaki, ronin nieustraszony, zabijaka jakich mało, w sam raz na misję odbijania zakładników.

Pod względem fabuły i bohaterów Sword for Truth przypomina najbardziej filmy z tzw. „złotej ery wideo”. Zapewne wielu z nas pamięta takie przeboje, jak Komando FOKI, Delta Force czy Komando. Fabuła opowiada o gościu tak twardym, że mógłby żywić się płytami chodnikowymi, który za garść lokalnych środków płatniczych idzie i zabija tych złych bez pytania, po co. Gdzieniegdzie pojawiają się także fragmenty sugerujące, że wszystko to ma głębszy sens, jednak nie układają się one w większy obraz. Cała historia została podana w sosie z odciętych główek (w filmie łepetyny odpadają ludziom od tułowia po prawie każdym ciosie) i obnażonych cycków. Przepraszam Was, drodzy czytelnicy, że nie przedstawiam Wam dokładniejszego zarysu postaci, intrygi czy ważniejszych zdarzeń. W tym anime ich po prostu nie ma. Główna postać to klasyczny przypadek „człowieka znikąd”, z tłumu podobnych wyróżniającego się jedynie kiczowatym znaczkiem na kimonie. Zmierza on także donikąd, zabijając wszystko, co zastąpi mu drogę, a ze swej ścieżki zbacza tylko po to, żeby wykonać zadanie i zarobić trochę złota. W zasadzie większość akcji filmu wypełnia siekanie jakichś pomniejszych przeciwników oraz kilka pojedynków z „subbossami”.

Przejdźmy teraz do grafiki i muzyki. Te niestety nie są najlepsze. Wprawdzie moje pierwsze wrażenie po obejrzeniu filmu było pozytywne, ale po namyśle dochodzę do wniosku, że anime jednak można wiele zarzucić. Jego podstawowym problemem jest przestarzała kreska. To znaczy: grafika sama w sobie nie jest zła, tylko niestety stara. Bohater jest rysowany całkiem fajnie, podobnie jak inne postacie, których wygląd często przywodził na myśl stare japońskie drzeworyty i malowidła. Widać wyraźną inspirację tradycyjnym malarstwem, jego ascetyzmem, stosowanymi technikami i dynamiką. Niestety w wielu miejscach pojawiają się niedoróbki, wynikające z czegoś innego niż świadomie archaizowana kreska. Film nakręcono bowiem jeszcze w epoce VHS i marnego obrazu, a przed nastaniem komputerów, wielkich budżetów i wspaniałych produkcji. W efekcie kreska jest dość kiepska, a szkoda. Chciałbym obejrzeć to anime narysowane przez współczesnego animatora. Dźwięk mnie specjalnie nie zachwycił. Ot, kolejne poprawne anime, jakich było wiele i będzie jeszcze więcej.

Dlaczego więc seria dostała ode mnie 6? Bo Sword for Truth jest mordobiciem, a dokładnie: mieczobiciem (mieczokłuciem?, mieczosiekiem?) z gatunku tych najbardziej klasycznych. Nie udaje, że zawiera jakiekolwiek przesłanie, fabułę czy rozbudowane lub głębokie postacie. Co więcej: nie jest też adresowane do widzów, którym będzie przeszkadzał brak tych cech. Osoby oglądające tego typu produkcje raczej nie będą przejmować się brakiem fabuły. Będą natomiast chciały tryskającej juchy, odciętych głów oraz, w charakterze bonusu, gołych cycków. I dostaną te rzeczy. Oczywiście ładna grafika byłaby tu mile widziana, ale raczej trudno oczekiwać po miłośnikach tego gatunku, że będą śledzić przesuwające się po niebie chmurki albo opadające płatki kwiatów wiśni. Jeśli uda im się przeboleć archaiczną kreskę i animacje, to film przypadnie im do gustu. Jeśli więc, drogi Czytelniku, szukasz anime na jeden wieczór, w którym dużo się biją, to polecam ci ten tytuł.

Zegarmistrz, 20 października 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Ginga Production, Studio Hibari
Autor: Takeshi Narumi
Projekt: Akio Sugino
Reżyser: Osamu Dezaki
Scenariusz: Takeshi Narumi
Muzyka: Toshiyuki Watanabe