Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 7/10
fabuła: 4/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,50

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 54
Średnia: 6,07
σ=2

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Phantom the Animation

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2004
Czas trwania: 3×28 min
Tytuły alternatywne:
  • ファントム THE ANIMATION
Gatunki: Dramat, Sensacja
Postaci: Przestępcy; Pierwowzór: Gra (bishoujo); Miejsce: Ameryka; Czas: Współczesność
zrzutka

Tragiczna historia dwójki nastoletnich morderców… Produkcja schematyczna, adaptująca fragment symulatora randek.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Reiji Azuma, uczeń liceum, po dobrze zdanych egzaminach otrzymał od rodziców nagrodę w postaci wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Niestety wymarzona wycieczka kończy się już pierwszego dnia pobytu, gdy chłopak staje się świadkiem morderstwa, którego sprawczynią jest młoda snajperka Ein. Jednak zamiast go zlikwidować, opiekun dziewczyny każe porwać chłopaka. Reiji budzi się w obcym miejscu i, pozbawiony pamięci, zostaje postawiony przed wyborem: śmierć albo współpraca. Oczywiście gdyby wybrał to pierwsze, nie byłoby ani gry, ani anime, tak więc od tej pory jako kolejny królik doświadczalny doktora Scythe’a nastolatek przejdzie szkolenie, aby dołączyć do Ein i wspólnie z nią wykonywać zlecenia Inferno.

W ciągu ostatnich lat symulatorów randek namnożyło się zapewne więcej niż szczurów w kanałach, a większość z nich opiera się na tym samym wyciśniętym do sucha schemacie. Zdarzają się jednak odrobinę bardziej pomysłowi twórcy i dlatego studio Nitroplus wypuściło na rynek w 2001 roku kolejnego dating sima, tym razem w konwencji sensacyjnej. Trzy lata później, prawdopodobnie w ramach promocji, stworzono fabularną wersję gry, która adaptowała jedynie pierwszy z trzech jej rozdziałów. W efekcie otrzymujemy historię okrojoną i napotykamy wiele niejasności, jednak mimo że przed obejrzeniem anime nie miałam styczności z pierwowzorem, całość wydała mi się kompletna i w miarę spójna, pomijając kilka niedomówień. Rzecz dzieje się w Ameryce, tego możemy być pewni, jest również tajna organizacja, jej szefowie, inne syndykaty oraz zlecenia. Problem polega na tym, iż nie dowiadujemy się niczego konkretnego na temat ich struktury, przeznaczenia i motywów jakimi kierują się przełożeni młodych morderców. Organizacja jak organizacja, potężna i niezwykle tajemnicza, jak to w większości przypadków bywa. Tylko po co tak właściwie powstała? Tego nie wiem. A nie, przepraszam. Zabijanie przestępców. Agencja rządowa? Tego nie wiadomo. I niestety wydaje mi się, że twórcy nie mieli po prostu dobrego pomysłu na umotywowanie istnienia owej organizacji. Postanowili więc skupić się na „narzędziach” w rękach bezwzględnych przełożonych. Ein i Zwei (taki przydomek dostaje Reiji) wykonują zlecenia syndykatu, mamy więc okazję obejrzeć kilka akcji w ich wykonaniu, lecz brakuje kluczowych elementów: wyjaśnienia dlaczego w ogóle zabijane są te, a nie inne osoby. Wszystkie ofiary to anonimowi przestępcy, o których nie wiadomo nic poza tym, że są źli i trzeba ich zlikwidować. Ot, tyle. Koniec i kropka. Przydałoby się jakiekolwiek… Nawet najprostsze wyjaśnienie. Dlatego też postanowiono skupić się na wykonawcach i tylko od czasu do czasu pokazani zostają najważniejsi ludzie w organizacji, przy okazji upominania się doktora Scythe’a o fundusze na prowadzenie badań (miło, że w ogóle o czymś takim wspomniano, gdyż niestety w wielu przypadkach, gdzie w sprawę uwikłane są Tajne Organizacje, pieniądze biorą się z powietrza). Mieszane uczucia miałam również względem sposobu, w jaki potraktowano Reijiego. Owszem, zostało wyjaśnione, czemu nie został zastrzelony na dzień dobry, ale pozbawienie go wspomnień było posunięciem dość nierozważnym i zadawałam sobie pytanie, czy nie lepiej byłoby mu zrobić pranie mózgu, jak w przypadku Ein. Moje wątpliwości zostały jednak bardzo szybko rozwiane, gdyż wyraźnie zaznaczono, że taki był zamiar naukowca. Przy okazji: jak to wszystko robi? To już słodka tajemnica…

Wśród strzelaniny i wszechobecnej tajemnicy znalazło się również miejsce na przedstawienie bohaterów, pobieżne, ale zawsze. O Reijim można powiedzieć, iż przed owym „nieszczęśliwym wypadkiem” był typowym japońskim nastolatkiem, który, pomijając ponadprzeciętną sprawność fizyczną, charakteryzował się również słabą znajomością angielskiego. Po utracie wspomnień jest zagubiony, ale też na tyle zdeterminowany, by żyć, że zgadza się na współpracę i rozpoczyna trening pod czujnym okiem doktorka. Ein z kolei na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie beznamiętnego cyborga, który bez mrugnięcia okiem wykonuje wszystkie polecenia. Z czasem jednak okazuje się, iż ona również ma uczucia, męczą ją wspomnienia z dzieciństwa i w głębi duszy pragnie zerwać z obecnym życiem, a jednocześnie nie wyobraża sobie, w jaki sposób miałaby tego dokonać. Wspólne misje coraz bardziej zbliżają do siebie bohaterów, którzy w pewnym momencie rozważają nawet wspólną ucieczkę, jednak coś pokrzyżuje ich plany… Oboje kreowani są na postaci tragiczne, jednak nie przedramatyzowane, może dzięki temu, iż więcej działają niż użalają się nad sobą w najmniej odpowiednich momentach. Jednakże zabrakło im odrobiny oryginalności i charakteru, który trudno nadrobić czymkolwiek innym. Natomiast pozostali bohaterowie odgrywają dobrze znane i wysłużone role. Tajemniczy Scythe nie wychodzi z ramy i nie jest nikim więcej, jak szalonym naukowcem, całkowicie oddanym swojej pracy i niemającym żadnych skrupułów. Tajemniczy przełożeni większość czasu siedzą w półcieniu i wydają polecenia, a poza tym raczej nie dają się poznać od żadnej strony. Po prostu są i straszą. Przestępcy, na których poluje zgrany duet, to jedynie statyści, służący za ruchome cele i aby było do kogo strzelać. Trochę krwi musi się w końcu polać, a czyjej, to już nieistotne, prawda? W jednym jedynym przypadku wspomniano tylko, że jakaś gruba ryba ma wnuczkę i tyle. Trudno im współczuć, jeśli pojawiają się na ekranie tylko po to, by zginąć. Warto również wspomnieć, że jedna z misji miała miejsce w operze, a Reiji wystąpił w czarnej pelerynie i masce, które natychmiast skojarzyły mi się z Upiorem w operze.

Seria pochodzi z 2004 roku, jednak projekty postaci w niektórych ujęciach przywodziły mi na myśl pozycje starsze, gdyż bohaterowie, zwłaszcza z profilu, nie prezentują się szczególnie ładnie (zwłaszcza przydługie nosy, chociaż na szczęście to nie Escaflowne), a sam ich wygląd jest dość przeciętny. Tła w większości ujęć pozostają statyczne, a w scenach zbiorowych zauważyłam, że statyści poruszają się jak nakręcone roboty. Sama animacja jest poprawna, daleko jej do ideału płynności, jednak ostatecznie można to przebaczyć, jeśli zwróci się uwagę na szczegóły takie jak ślady po kulach w oknach pomieszczeń, gdzie przed chwilą miała miejsce strzelanina, nie znikające błyskawicznie zadrapania i drobne rany czy fakt, że naboje kiedyś się kończą i czasem broń trzeba przeładować. Swoją drogą, pistolety, gdyż to ich najczęściej używają bohaterowie, zostały starannie zaprojektowane. Kolejnym plusem jest przestrzeganie praw fizyki i oszczędzanie bohaterom np. upadku z wysokości wprost na maskę samochodu. Jak to w serii sensacyjnej, nie brakuje również scen zabójstw, które jednak w każdym przypadku wyglądają podobnie: delikwent dostaje kulkę w łeb i czasem krew bryzga na wszystkie strony, a czasem pojawia się tylko cienka strużka, zależy od upodobań animatorów. Oszczędzono jednak widoku wnętrzności, co nie dyskwalifikuje młodszych (ale bez przesady) widzów, którzy pewnie w większości są już z przemocą za pan brat. W każdym bądź razie nie chodziło o przysłowiowe „ręka, noga, mózg na ścianie” i za to należy się twórcom pochwała przed frontem kompanii. Kolorystyka nie razi, jest w miarę stonowana, ale w ciemniejszych ujęciach kontury lekko się zacierają i obraz jest odrobinę mniej wyraźny. Nie powiem, żeby utwory szczególnie zapadły mi w pamięć, owszem, dobrze uzupełniają tło wydarzeń i starają się tworzyć klimat, jednak nie było wśród nich takich melodii, które zapamiętałabym od razu za pierwszym razem. Inaczej sprawa ma się z udanymi i dobrze dopasowanymi do serii piosenkami, które od razu wpadły mi w ucho i również same w sobie warte są przesłuchania. Zarówno nostalgiczne Gekkou w wykonaniu Hassy, jak i nieco żywsze, ale równie klimatyczne I myself am Hell Kanako Itou.

Ostatecznie trudno powiedzieć mi komu spodoba się to anime. Na tle podobnych serii wyróżnia je brak nachalnego fanserwisu i skupienie się na wątku sensacyjnym, zamiast rozgrzebywania i tak już poranionych duszyczek. Starsi i bardziej wyrobieni widzowie zapewne szybko wyłapią schematy i widoczne niedociągnięcia, a ci oczekujący wartkiej akcji i wielu ciekawych wątków raczej się zawiodą, bądź znudzą. Mówiąc wprost: to już było, może nie dokładnie identyczne, ale klimat i ogólne założenia do unikatowych nie należą. Całość ma jednak zasadniczą zaletę, zwłaszcza dla tych, którzy gry nie znają: jest w miarę spójna i nie do końca przewidywalna. O ile przyjmie się do wiadomości umowność przedstawionej rzeczywistości i powtarzalność głównych założeń, można spróbować obejrzeć w tzw. przerwie, nie należy jednak nastawiać się na arcydzieło. Anime nie jest złe, ale nie wiem, czy wystarczająco dobre, by zostało zapamiętane na dłużej.

Enevi, 23 grudnia 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Earth Create, KSS
Autor: Nitroplus
Projekt: Kouji Watanabe, Satoshi Ishino
Reżyser: Keitarou Motonaga
Scenariusz: Shouji Harimura
Muzyka: Koutarou Nakagawa