Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

2/10
postaci: 2/10 grafika: 5/10
fabuła: 1/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 10 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 362
Średnia: 5,76
σ=1,95

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Costly)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Akaneiro ni Somaru Saka

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 12×25 min
Tytuły alternatywne:
  • Hill Dyed Rose Madder
  • あかね色に染まる坂
Gatunki: Komedia, Romans
zrzutka

Mimo pierwszego wrażenia – nihil novi sub sole, czyli jak nie należy robić komedii haremowych.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Do obejrzenia Akaneiro ni Somaru Saka zachęciła mnie gwiazdorska obsada seiyuu – po anime, w którym do współpracy zaproszono Rie Kugimiyę (Shana z Shakugan no Shana czy Touko z Maria­‑sama ga Miteru) i – znaną głównie z roli Konaty w Lucky Star – Ayę Hirano, a także całą plejadę innych popularnych aktorów, spodziewałem się nieprzeciętnej produkcji. Niestety srodze się zawiodłem.

Tajny agent, niczym James Bond, ratuje ze ściśle chronionego budynku bliżej nieznanego mężczyznę. Akaneiro ni Somaru Saka zaczyna się niczym tani film szpiegowski, nie powinniśmy jednak dać się zwieść – jest to bowiem najzwyczajniejsza pod słońcem komedia haremowa… chociaż, jak widz ma okazję się później przekonać, nie do końca.

Junichi Nagase podczas powrotu do domu pomaga nieznanej dziewczynie uwolnić się od dwóch natrętów. Jak okaże się następnego dnia, Yuuhi Katagiri jest nową uczennicą, która trafia – a jakżeby inaczej – do klasy Junichiego. Nastawieni są do siebie raczej pozytywnie, co budzi zainteresowanie reszty społeczności klasowej – pytany o relacje między nimi, Junichi ni stąd, ni zowąd całuje Yuuhi prosto w usta, a w zamian dostaje kopniaka między nogi. Jakby tego było mało, po lekcjach Yuuhi przychodzi do domu Junichiego i jego siostry, Minato, oznajmiając, że jest jego narzeczoną. O ile w powyższym opisie można zauważyć nawet pewną oryginalność, to niestety prawda jest taka, że zawiązanie akcji w żadnym stopniu nie przygotowuje na nudę kolejnych odcinków. Dlaczego?

Fabuła sprawia wrażenie niezbyt wprawnie ułożonych puzzli powyjmowanych z różnych pudełek – niby wszystko to puzzle, ale jednak nic do siebie nie pasuje. Twórcy zużyli chyba wszystkie możliwe schematy wykorzystywane w tego typu produkcjach. O ile samo w sobie zbrodnią to nie jest – przykładem niechaj świeci Love Hina – o tyle na potępienie zasługuje nie dość, że nieobecność jakiejkolwiek wizji twórczej, to jeszcze brak połączenia wszystkiego w jedną spójną całość. Przez pierwsze dziewięć odcinków brak tu jakiegokolwiek ciągu przyczynowo­‑skutkowego. Gagi w dodatku są poniżej nawet średniego dla tego typu serii poziomu. Wszystkie te niedociągnięcia postanowiono zaś nadrobić często pojawiającym się (choć nie aż tak nachalnym, jak dajmy na to w Lime­‑iro Senkitan) fanserwisem.

Czy zatem ostatnie trzy odcinki są lepsze od reszty? Powiedziałbym, że tak – owszem, są równie sztampowe i nudne, jak cała reszta, jednakże przynajmniej bohaterowie zaczynają zachowywać się nieco bardziej naturalnie. Niestety te trzy trochę lepsze odcinki nie rekompensują w najmniejszym nawet stopniu mizerii poprzednich. Na dokładkę zakończenie, jedyny element tej serii, który mnie zaskoczył, psuje ten efekt. Mało, że jest całkowicie niewiarygodne na tle całej końcówki, to jeszcze ma szanse zdegustować większą część odbiorców i w moich oczach jest gwoździem do trumny tego anime.

Postaci jest tutaj mnóstwo, głównie żeńskich i obracających się wokół głównego bohatera. Niestety, również tutaj twórcy się nie popisali. Nie wymagam od komedii haremowej głębi psychologicznej postaci, ale tutaj większa ich część po prostu nie posiada żadnej osobowości, tylko sprawia wrażenie lalek podpisanych odpowiednimi plakietkami. Tak więc Yuuhi została oznaczona jako „niezbyt rozgarnięta tsundere”, Junichi jako „bishounen z Tragiczną Przeszłością TM”, Minato dostała opis „robot kuchenno­‑sprzątający”, wychowawca klasy Junichiego, Seijirou Sugishita to „biseinen-homoseksualista” (to można jeszcze zrzucić na karb fanserwisu yaoi), a pojawiająca się – nie wiadomo po co i skąd – w wielu momentach Nagomi Shiraishi pełni rolę „1500. klona Rei Ayanami”. Do tego sprowadza się niestety psychologia również reszty, pardon, postaci.

Należałoby wspomnieć o oprawie dźwiękowej – podkładane przez zawodowców głosy są dobrze dopasowane i nadają jakiś cień osobowości bohaterom – duży plus pod tym względem. Poza tym elementem dźwięk nie jest jednak niczym specjalnym. Ot, kolejny j­‑popowy opening i ending i jakaś tam muzyka w tle. Nie spotkałem tu żadnego utworu, który zapadłby mi w pamięć, czy którego miałbym ochotę później posłuchać.

Grafika jest dość przyzwoita – animacja jest poprawna, nie sposób uświadczyć w niej większych błędów. Najlepsze, co mogę powiedzieć o tłach, to to, że są i nie rażą w oczy. Projekty graficzne postaci zaś, a w szczególności ich (zapewne będące w zamierzeniu elementem komediowym) fryzury, sprawiają bardzo dziwne wrażenie. Na poziomie technicznym grafice nie można jednak nic zarzucić.

Akaneiro ni Somaru Saka, wbrew moim oczekiwaniom, było niestety nie tylko jednym z najgorszych anime swojego sezonu, ale i jednym z najgorszych, jakie dane było mi obejrzeć. Nie dostaje ono jedynki tylko i wyłącznie ze względu na dobrych seiyuu. Komu więc mogę to „dzieło” polecić? Jedynie – a i to z ciężkim sercem – fanatykom komedii haremowych. Miłośników serii ecchi zniechęci zbyt mała ilość bielizny, a resztę świata brak sensu i logiki, bezpłciowe postacie oraz wtórny i w dodatku nieciekawie przedstawiony humor.

Morg, 12 lutego 2009

Recenzje alternatywne

  • Costly - 24 stycznia 2009
    Ocena: 5/10

    Wyjątkowo wierna schematom komedia romantyczna. Tylko dla fanów gatunku. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TNK
Autor: feng
Projekt: Kumi Horii, Madoka Hirayama
Reżyser: Keitarou Motonaga
Scenariusz: Makoto Uezu