Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Nejiro 8 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,50

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 10
Średnia: 6,4
σ=1,11

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

City Hunter '91

zrzutka

Jeszcze jedna seria z cyklu City Hunter – ma swoje momenty, ale świeżość już dawno uleciała…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Jest to ostatnia seria telewizyjna z cyklu City Hunter – po niej powstały tylko trzy „odcinki specjalne”, mające postać filmów telewizyjnych. W 2005 roku nakręcono jeszcze sequel zatytułowany Angel Heart, jednak po pobieżnym zapoznaniu się z zawiązaniem fabuły niżej podpisana recenzentka oznajmia uroczyście, że nie zamierza go dotykać nawet długim kijem.

Wracajmy jednak do aktualnie omawianego tytułu. Dwa lata, które minęły od emisji City Hunter 3, pozwoliły twórcom nabrać oddechu i zdobyć nieco lepszy budżet. City Hunter '91 jest zdecydowanie lepszy od części poprzedniej, zarówno pod względem fabularnym, jak i technicznym. Jego najpoważniejszym problemem jest to, że po trzech seriach telewizyjnych, liczących w sumie 127 odcinków, w zasadzie nie da się wymyślić niczego nowego. O tym, jak rozpaczliwie z dna beczki wyskrobywane są ostatnie niezużyte resztki może świadczyć choćby dwuodcinkowa historia o… duchach, za którą zdecydowanie powinnam zabrać wyróżnik „realizm”. Z kolei dramatyczna opowieść o pojedynku Ryo i Umibozu robiłaby zdecydowanie większe wrażenie, gdyby użyty w niej motyw nie został wcześniej wykorzystany przynajmniej ze trzy razy. Z drugiej jednak strony twórcom udało się trochę odświeżyć zużytą formułę. Seria nie składa się wyłącznie z epizodów poświęconych kolejnym zleceniom składanym obowiązkowo przez piękne panie – znajdziemy tu dwa odcinki w ogóle pozbawione motywów sensacyjnych (komediowy „dzień z życia Umibozu” i nastrojową opowieść o „wielkomiejskim Kopciuszku”) i jeden retrospekcyjny, sięgający czasów, w których Ryo i Makimura nie byli jeszcze partnerami. Oczywiście City Hunter to głównie komedia sensacyjna, ale te właśnie odcinki przynoszą trochę odmiany od rozwałkowanego na płasko schematu.

Zmienia się także trochę klimat: seria odrobinę poważnieje, a happy endy przestają być tak całkowite, jak wcześniej. Być może straci ona trochę uroku w oczach tych, którzy oczekują wyłącznie szalonych gagów, dla mnie jednak była to zmiana na korzyść. Po raz pierwszy rozterki Kaori i niewesołe refleksje nad możliwą przyszłością naszego duetu nie sprawiały wrażenia sztucznie przyczepionych do reszty, wtapiając się ładnie w poszczególne epizody. Widać wyraźniej, że bohaterowie są jednak dorosłymi ludźmi, a nie hurraoptymistycznymi nastolatkami. Proszę jednak pamiętać, że – ponieważ fabuła pozostaje całkowicie epizodyczna – jest to tylko lekka zmiana klimatu, nie należy więc liczyć na rozwój jakichś dłuższych wątków. I może dlatego tak bardzo rozczarowało mnie zakończenie: obie pierwsze serie City Huntera na końcu umieszczały jakąś ładną historię poświęconą Ryo i Kaori, podsumowującą sympatycznie ich relację i generalnie z optymistycznym wydźwiękiem. Tu otrzymujemy odcinek stosunkowo słaby i straszliwie przedramatyzowany, przez co odnosiłam wrażenie, że seria „urwała się” na długo przed planowanym finiszem. Lepszym pomysłem byłoby chyba zmienienie kolejności odcinków i zamknięcie przygód City Huntera wspomnianym wyżej pojedynkiem – a może, nawet lepiej, opowieścią o „Kopciuszku”.

Projekty postaci uległy minimalnym zmianom, praktycznie nie do zauważenia, jeśli nie porównujemy kadrów bezpośrednio z którąś ze starszych serii. Ryo częściej się przebiera, ma też nieco rozsądniejszy zestaw kolorów niż eleganckie biel i czerń. Kaori jak zwykle prezentuje dość zróżnicowaną garderobę, podobnie jak inne panie. Zdecydowanie poprawiły się tła, wróciły detale miasta i kamienicy, w której mieszkają bohaterowie, nadal jednak broń i samochody są znacznie mniej szczegółowe niż dawniej. Muzyka w tle pozostaje na równym poziomie, chociaż poza piosenką pojawiającą się pod koniec 10. odcinka nie zwróciłam na nią większej uwagi. Czołówka tym razem była dość nieudana, mało interesująca i niezbyt melodyjna. Natomiast towarzyszące napisom końcowym Smile & Smile mimo niezbyt ciekawego początku zachwyciło mnie przyjemnie kołyszącą się melodią, mimo tytułowego szlagwortu dość melancholijną.

Nie jestem pewna, czy należy polecać tę serię osobom, które jeszcze nie miały do czynienia z cyklem City Hunter. Z jednej strony mogą lepiej ocenić fabułę, bo nie będzie miało dla nich znaczenia „odgrzewanie” wątków, z drugiej – wspomniane odcinki pozbawione wątków sensacyjnych uznają pewnie za mało ciekawe. City Hunter '91 zdecydowanie najlepiej nadaje się dla osób, które bohaterów traktują już jak starych znajomych. I nie ma tu większego znaczenia, czy na pewno oglądali komplet wcześniejszych odcinków, nawet jeśliby zgubili ich kilkadziesiąt. Jeśli na którymkolwiek etapie podobał im się City Hunter, ta seria stanowi nie najgorsze zamknięcie cyklu.

Avellana, 10 marca 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sunrise
Autor: Tsukasa Houjou
Projekt: Hiroshi Koujina
Reżyser: Kiyoshi Egami
Muzyka: Tatsumi Yano