Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 3/10
fabuła: 2/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 12 Zobacz jak ocenili
Średnia: 3,83

Ocena czytelników

3/10
Głosów: 340
Średnia: 2,53
σ=1,86

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Serika)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Dragonball: Ewolucja

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 85 min
Tytuły alternatywne:
  • Dragon Ball: Evolution
Tytuły powiązane:
Pierwowzór: Manga; Czas: Współczesność; Inne: Live action, Magia, Supermoce
zrzutka

Od zera do bohatera lub z małej małpy w dużą małpę. Osiemdziesiąt pięć minut bezsensu, że aż głowa boli.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Goku żyje wraz z dziadkiem na pustkowiu (co prawda do szkoły jeździ rowerem, ale kto by się takimi szczegółami przejmował)? Chociaż pod czujnym okiem dziadka trenuje sztuki walki, w szkole uważany jest raczej za popychadło, bo ma zakaz stosowania przemocy. Na osiemnaste urodziny chłopak dostaje od dziadka smoczą kulę z czterema gwiazdami. Czas jednak na prawdziwy prezent, Goku wybiera się więc na popijawę do szkolnej piękności, której na imię Chi Chi. Postanawia też, że od tego momentu nie będzie już powściągliwy – chłopaki się biją. Nagle nasz bohater czuje, że coś złego stało się z dziadkiem. Wraca do domu, a raczej do tego, co z domu zostało. Jak się okazuje, jego opiekun nie żyje, jednak Goku szybko o tym zapomina, oto bowiem pojawia się piękność z giwerą, Bulma. Trzeba odnaleźć mistrza Roshiego i uratować świat przed demonem Piccolo, który nie wiedzieć czemu, ponownie się pojawił i chce unicestwić Ziemię. Tak oto minęło ponad trzydzieści minut filmu, czyli przygodę czas zacząć…

Ocena tego filmu nie jest łatwa i to z jednej prostej przyczyny: został on mianowicie oparty na sławnej na całym świecie mandze i jeszcze bardziej znanej adaptacji anime. Jako że sagę Dragon Ball zawsze ceniłem i wiążę z nią naprawdę wiele wspomnień, przyznaję, że bardzo chciałem zobaczyć ekranizację i bardzo się ucieszyłem, gdy dowiedziałem się, że takowa powstanie. Wbrew wszelkim głosom krytyki i informacjom o dużych zmianach w scenariuszu podchodziłem do filmu bardzo optymistycznie. Obiecałem sobie jednak, że gdy zabiorę się za oglądanie, wyzbędę się wszelkich emocji związanych z oryginalnym materiałem i po prostu będę cieszył się ciekawym filmem akcji ze świetnymi efektami specjalnymi. Niestety, film okazał się totalną klapą. Nie chodzi tu nawet o wspomniane przeze mnie zmiany, bo naprawdę nie interesuje mnie, że Bulma ma ciemne włosy, a nie niebieskie, ani że mistrz Roshi posiada włosy na głowie, pod pachami, czy jeszcze gdzie indziej. Po prostu liczyłem na dobry scenariusz, że film mnie wciągnie, a warto go będzie obejrzeć nie tylko ze względu na sam tytuł, ale jakość, którą będzie prezentował. Sęk w tym, że film nie posiada żadnej wartości, po prostu jest kiepski od samego początku do samego końca.

Zacznę może od fabuły, a raczej czegoś na kształt fabuły, którą ww. dzieło posiada. Już sam fakt, że wstęp do historii „zjada” tyle czasu ekranowego, zbyt dobrze nie wróży. W tym czasie poznajemy Goku i jego dziadka, dowiadujemy się, że chłopiec trenował od zawsze sztuki walki, choć sam tak naprawdę nie wiedział, po co. Śledzimy życie szkolne nastolatka, otrzymujemy krótką wzmiankę o zaćmieniu słońca, spotykamy też Chi Chi, która jak w każdym filmie dla amerykańskich nastolatków zadaje się z największymi szkolnymi asami. Kiedy dziadek Goku ginie i pojawiają się nowe postaci, można liczyć w końcu na jakąś akcję. Niestety, Dragonball: Ewolucja kończy się, zanim tak naprawdę się zaczyna, pozostawiając widza z rozdziawioną gębą. Zazwyczaj kiedy film mnie nudzi, po prostu usypiam i budzę się pod koniec. W tym przypadku było całkiem inaczej, bo po prostu nie zdążyłem się znudzić. Czekałem na zapierające dech w piersiach efekty specjalne, ciekawe rozwiązania fabularne, spektakularne walki, no i się nie doczekałem. W życiu bym się nie spodziewał, że aż tak bardzo się zawiodę. Scenariusz ewidentnie pisany był na kolanie, „na odwal się”, żeby tylko zaprezentować postaci. Poznali się, trochę powędrowali, szukali, ale nie znaleźli, spotkali wroga, pogadali, tak jakby powalczyli, koniec. Nie, wcale nie żartuję, chociaż gdybym miał dogłębniej przeanalizować tę „fabułę”, dodałbym pocałunki i turniej sztuk walk, który nie wiadomo po co się odbywał. Zastanawiałem się, czy nie znając Dragon Balla inaczej podchodziłbym do filmu i samego scenariusza. Po krótkim namyśle doszedłem do wniosku, że najprawdopodobniej nie, gdyż wiele jego elementów było tak niejasnych, że odwoływanie się do pierwowzoru było tu po prostu konieczne, acz trudne przy zmianach, których się dopuszczono. Wrażenie było takie, jakby z filmu powycinano najważniejsze sceny, a zostawiono jedynie wątki podrzędne i przy okazji nieciekawe, co więcej, wszystkie ważniejsze sceny były już w zwiastunie. O samym punkcie kulminacyjnym aż przykro wspominać, gdyż tak beznadziejnej konkluzji to naprawdę dawno nie spotkałem.

Jeżeli chodzi o obsadę filmu, to dochodzę do wniosku, że dobór mi się podobał, ale tylko na plakatach. Wszelkie dialogi były po prostu sztuczne, oczywiście to wina scenariusza, że większość z bohaterów nie miała prawie w ogóle nic do powiedzenia, jednak na tyle, na ile się dało, po prostu nie wyszło. Jak wiadomo jednak, Dragon Ball był serią, w której walki ciągnęły się kilka do kilkunastu odcinków. Wiem, trudno w tak krótki film wpleść dużo pojedynków, ale jednak powinny one stanowić najważniejszy element produkcji. No i w zasadzie niby się tam pobili, ze trzy razy może? Połączenie Matrixa z Kung Fu Pandą, na chybcika i bynajmniej nie spektakularnie. Jeżeli więc scenariusz wyciągnięty jest krowie spod ogona, a walki co najmniej niezadowalające, to może przynajmniej jakieś efekty specjalne? No i były, jakieś świecące kolory latały i zapalały znicze – dosłownie. Prócz tego słynne kamehamehy (ale tylko z nazwy) i otwieranie szkolnych szafek „mocą KI”…

Kolejnym aspektem, co do którego miałem wysokie oczekiwania, była muzyka. Ścieżkę dźwiękową poznałem już wcześniej, tak samo jak piosenkę główną, wykonywaną przez japońską wokalistkę – Ayumi Hamasaki. Większość utworów naprawdę mi się podobała, stwierdziłem, że przynajmniej muzyka będzie w porządku. Jakoś jednak te utwory poucinano, Rule pani Hamasaki też nie brzmiało już tak samo, po prostu muzykę znielubiłem. Efekt jest taki, że w filmie nie spodobało mi się nic.

Czy na moją ocenę ma wpływ to, że optymistycznie podchodziłem do tego filmu? Możliwe. A to, że Dragon Balla znam niemalże na pamięć? Pewno też. Czy oznacza to więc, że film jest superfajny, a tylko ja mam jakiś problem? Raczej nie. Szczerze przyznaję, że tak durnego filmu dawno nie widziałem, dodam, że jest on po prostu o niczym, a emocje, które po sobie zostawia, to jedynie żal i smutek. Dla niektórych jest to dobra komedia, ja niestety czułem zażenowanie. Czy istnieje zatem w moim odczuciu jakaś pozytywna strona filmu Dragonball: Ewolucja? Pewno zabrzmi to dziwnie, ale uważam, że właśnie to, iż w ogóle próbowano zekranizować tę mangę, co nie jest zadaniem prostym. A czy wyszło, czy nie wyszło, to już każdy oceni sam, jednakże ja nie polecam.

Paweł, 21 maja 2009

Recenzje alternatywne

  • Zegarmistrz - 8 maja 2009
    Ocena: 6/10

    Dragonball: Ewolucja czy raczej Dragonball: Dewaluacja? Czyli z dawna wyczekiwany film z aktorami wcielającymi się w Goku i jego przyjaciół. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: 20th Century Fox
Autor: Akira Toriyama
Reżyser: James Wong
Scenariusz: Ben Ramsey
Muzyka: Brian Tyler

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Dragonball: Ewolucja Blu-ray Imperial CinePix 2009
1 Dragonball: Ewolucja DVD Imperial CinePix 2009

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Dragon Ball: Ewolucja na forum Kotatsu Nieoficjalny pl