Komentarze
Kuroshitsuji
- komentarz : Vannet : 9.02.2012 22:00:46
- London Bridge is falling down, falling down, falling down... : cathbanned : 2.12.2011 12:49:14
- komentarz : Ayaki : 22.11.2011 23:02:13
- Re: Popieram. Jakie YAOI!? : Nadeshiko : 5.11.2011 00:07:36
- . : Dalej : 4.11.2011 23:00:46
- Hmmm : Fan : 19.10.2011 19:28:56
- Popieram. Jakie YAOI!? : Zephiri. : 12.10.2011 23:28:54
- Potencjał zniszczony w zarodku : Rocca : 2.10.2011 13:12:43
- Re: świetne zakończenie : Ja : 21.09.2011 14:27:23
- Re: 3x duże NIE poproszę! : Shun-Shun : 12.09.2011 09:45:54
Nigdy nie widziałam w żadnym anime tak dziwnie „skonstruowanej” postaci. Dumny, chociaż wcześniej bardzo upokorzony, ironiczny, bardzo dojrzały, mądry, ponury, trochę ciamajdowaty ( kliknij: ukryte Moment, w którym nie umiał sobie zawiązać sznurówki…).
Takie dziecko o upadłej moralności, można by rzec…
Świetnie pokazali jego relacje z Sebastianem. Sebastian – niby sługa, ale pozwala sobie na częste dogryzanie swojemu paniczowi i na odwrót.
Dla mnie za postacie pierwszoplanowe Kuroshitsuji ma dziesiątkę. Gorzej już z postaciami drugoplanowymi, bo o ile mamy ciekawy komplet w składzie: Lau, Undertaker, Grell, Will, to niestety takie postacie, jak Lizzy, czy kliknij: ukryte „Anioł masakra” psują moją opinię i działają mi na nerwy. Jeszcze gorzej ma się sprawa z fabułą, która została bardzo uszczuplona w porównaniu z mangą, ale wybaczam, ponieważ anime zaczęło wychodzić kiedy stare już chaptery mangi były dopiero wydawane.
Grafika, jak na 24 odcinki jest bardzo ładna, kreska jest na bardzo dużym poziomie. Yana Toboso ma wielki talent do rysowania i dobrze go zaprezentowała.
I te stroje, które autorka nam zaprezentowała! (Oprócz różowych sukienek Lizzy)Są świetne, uwielbiam na nie patrzeć.
Podsumowując – pomimo wielu idiotyzmów fabularnych,
gorąco polecam anime, ponieważ kreska, klimat (Nienawidzę osób, które twierdzą, że Kuroshitsuji owego klimatu nie posiada.), chwytliwy wątek główny oraz postacie są w tym anime niesamowite.
Btw. Dla mnie muzyka dostała za małe noty. Może nie była świetna, a zła też nie i do epoki wiktoriańskiej się wpasowywała.
London Bridge is falling down, falling down, falling down...
Główni bohaterowie – dziecko i lokaj demon. Z natury nie przepadam za głównymi bohaterami, ale Sebastian i Ciel mimo tego, że nie szczerzyli mordek w uśmiechach, nie śmieli się jak nie wiadomo co do nie wiadomo czego i byli przeciwieństwem typowego shounenowego bohatera po jakimś czasie wzbudzili moją sympatię. Dlaczego nie od razu? Coś mi w nich nie leżało. Na początku najchętniej wykopałabym Sebastiana, a Ciela zamknęła, gdzieś gdzie go nie otworzą. W sumie teraz nie rozumiem, dlaczego miałam takie odczucia, bo ta dwójka wydaje mi się całkiem sympatyczna. Pamiętam, że nie byłam w stanie pojąc jak to możliwe, że Shizuo i Sebastiana to głos jednej i tej samej osoby. Jest to dla mnie zupełnie nie pojętne, ale pokazuje możliwości seiyuu. Do „Kuroshitsuji” przekonałam się dopiero po czwartym odcinku już nie pamiętam o co tam chodziło, bo oglądałam to parę miesięcy temu, ale była to scena, kiedy Sebastian i Ciel stali na jakimś cmentarzu i wtedy właśnie pomyślałam, że to anime w sumie wcale takie złe nie jest.
NIE oglądaj „Kuroshitsuji” jeśli nie chcesz, żeby przez następne parę tygodni w głowie chodziły ci jedne i te same słowa: "London Bridge is falling down…" wyśpiewywane przez Sebastiana.
NIE oglądaj „Kuroshitsuji” jeśli nie chcesz podczas oglądania „Durarary!!'' słyszeć słowa London Bridge is falling down…
Muzyka przeurocza. Przebój „Si deus me relinquit” miałam ustawiony jako budzik, co było chyba złym pomysłem, bo teraz źle mi się kojarzy.
Horrorem się to nie okazało, ale mimo wszystko nie żałuję, że zaczęłam „Kuroshitsuji” oglądać i że „Kuroshitsuji” obejrzałam;)
Już na wstępie główny bohater – Ciel Phantomhive uzyskał moją sympatię. Ten dostojny, opanowany i zamknięty w sobie dwunastoletek przykuł na sobie całą moją uwagę. Nie przeczę, że przez pewien okres czasu zwracałam dużą uwagę na lokaja – Sebastiana, ale to nie to samo co przy młodym hrabi.
Zagadki detektywistyczne były bardzo ciekawe. Wątki humorystyczne były może i wpychane wszędzie gdzie się da, a kliknij: ukryte scena z gorsetem, która wyglądała jak istny wycinek z porno sprawia, że wiele osób źle odbiera te anime. A to błąd.
Idealnie dopasowana muzyka sprawia, że się rozpływam.
Kreska jest schludna, elegancka oraz bardzo dobrze dopracowana.
Moim zdaniem anime zasługuje na 10/10 ze względu na piękne zakończenie, które mnie urzekło.
.
Hmmm
Popieram. Jakie YAOI!?
Potencjał zniszczony w zarodku
Powiem szczerze, przeliczyłam się makabrycznie, przeczytawszy wcześniej setki jakże chwalebnych komentarzy, wynoszących tę serię niemal do sfery sacrum.
Choć pierwsze wrażenie nie było złe, (grafika, tła, atmosfera wiktoriańskiej Anglii) wraz z odcinkiem piątym opadł cały mój zapał.
Przede wszystkim razi całkowity brak fabuły – ot, jest sobie po prostu dziecko z lokajem w zestawie, kilkunastu zboczeńców dookoła i zabawiaj się widzu! Nawet jeżeli pewne gagi można było uznać za całkiem komiczne, to tylko na samym początku, zanim zdążyły się sprać i powielić.
Bohaterowie… cóż, byliby może mocną stroną serii, gdyby ich paleta była nieco bardziej zróżnicowana. Nie ukrywam jednak, to Sebastian, będący właściwie synonimem całości jest według mnie czarnym koniem i nieraz ostatnią deską ratunku, kiedy akcja już doprawdy spada do zera i potrzebny jest ktoś, kto porzuca trochę widelcami, żeby znowu było FAJNIE.
Tak więc, zachwycać nie ma się czym (chyba, że kogoś rajcuje pokazany w slow motion obraz Sebastiana pochylającego się czule nad Cielem, o rety!) może jedynie bogactwem szczegółów w strojach epoki i tłach. Nawet muzyka jest do bani, co piszę z ogromnym żalem.
Ostatecznie i tak wystawiłam wysoką ocenę – 7/10 – choć zrobiłam to chyba jedynie przez wzgląd na sympatię, jaką obdarzyłam niektórych bohaterów (Undertaker, Agni, Sebastian) i śliczną sukienkę Ciela (hehe).
3x duże NIE poproszę!
No to się k@#$% zawiodłem na dzień dobry. Oto dostaję klienta co świetnie łapie obrusy, talerze, dzbanki i inne graty, a no i szybko biega, złowieszczości i grozy to w nim tyle jak w przypalonym bakłażanie. Na dodatek w kluczowej scenie finałowego naparzania twórcy w ogóle nie pokazują przemiany (która na pewno była zjawiskowa).
I na dodatek te „komiczne” wstawki, no humor z najwyższej półki w sklepie społem w Zadupiu Górnym. Nawet akcja z Kubą Rozpruwaczem nie miała w sobie krzty dramaturgii. Większych wrażeń dostarcza toaleta w PKP.
Mam dziwne wrażenie, że autorzy nie mogli się zdecydować czy z Ciela robimy totalnie bad motherfuckera bez emocji, uczuć i innych pierdół (i taka opcja by mnie totalnie rzuciła na kolana); czy też damy mu trochę cech człowieczych, żeby jakieś laski na niego poleciały.
Jedyne co dla mnie historyka z wykształcenia ratuje ten serial to dbałość o detale typu stroje, budynki, wydarzenia historyczne to jest rzeczywiście zrobione ekstra. Cała reszta jest do dupy.
Myślałem, że będzie coś pokroju Mefisto czy Wolanda, że będzie bardziej epicko i krwawo, zemsta i demon w jednym, a dostaję historię o młodocianym Brudnym Harrym co zamiast strzelać z magnum 44 wali z pistoletu na wodę.
Lubię to!
Kuroshitsuji jest bardzo ciekawe pod każdym względem. Co prawda, fabuła nie jest najwyższych lotów, ale wynagradzają te braki niezwykle charakterne postacie, tak… mam na myśli Undertakera oraz Grella :)
Jeśli chodzi o głównych bohaterów, to najbardziej denerwują mnie… fani, tworzący parę SebastianXCiel, bo to „moi drodzy” nie jest już yaoi tylko pedofilia :P
Poza tym gdzie wy widzicie tę miłość?
Zauważyłam też, że niektórzy porównują Kuroshitsuji do Hellsinga; osobiście widzę więcej podobieństw do Yami no matsuei (chyba zaczynam się czepiać).
Dla mnie, to było naprawdę sympatyczne anime, które stało się jednym z moich ulubionych. Polecam bardzo.
Z ręką na sercu...
Może zacznę od zalet (bo łatwiej). Po pierwsze: akcja w pewnym momencie się nie chrzani, bo „coś tam…” (mam na myśli przypadek Death Note'a, którego też lubię, ale jednak… w pewnym momenci akcja się psuje!). Po drugie: wszystkie postacie są bardzo dopracowane, zwarte i gotowe (^^). Po trzecie: nie ma słodkiego zakończenia, takie powinno byc i tyle!
A tera wady (bo lubię narzekac! xD)... Właściwie znalazłam tylko… dwie nieistotne (?). Pierwsza to opening, który specjalnie mnie nie poderwał… Ot, można obejrzec raz, dwa, ale bez przesady… A drugi (dla niektórych bardzo idiotyczny) to zastanawianie się na początku, czy Greil to właściwie facet czy kobieta… (transsekualista/bardzo kobieca uroda?) No, chyba wiecie o co mi chodzi… te okularki… i… kobieco (?) noszony żakiecik (czy tam kurteczka, mnie to wisi)... i… cholera, no, ON po prostu czasem wygląda jak kobieta…!!! >.<
Jeszcze na sam koniec chcę dodac coś, które postacie wypadły w moich oczach najlepiej…
Może niektórych to zdziwi, ale pierwsze miejsce zajmuje Tanaka <cho cho cho!>. Taki wesoły, starszy pan… z kubeczkiem herbatki w dłoniach lub biegający ze strzelbą z serpentynami (>D).
Drugie należy się Undertakerowi, za jego… interesujący charakter…? Nieważne! Tak czy inaczej 2. miejsce!
Trzecie ex eqo (chyba to się tak pisze! :D) wspomniany wcześniej Greil (pomimo wyglądu, porządny z niego chłop ^^) i Sebek (ALE TYLKO ZA OOOOCZYYYY!!!).
Mam jeszcze tylko pytanie! Jak właściwie nazywa się ten pies, bo raz nazywają go Pluto, raz Pulu Pulu, a jeszcze raz Puszkiem! Jak to jest w końcu, bo się pogubiłam!
Z góry dzięki! ^^
świetne zakończenie
Największy plus: świetne postacie. Ciel, który za wszelką cenę stara się być silny naprawdę mnie przekonał. Podobają mi się jego rozterki, a jeszcze bardziej to, jak stara się je ukryć. Jego relacja z Sebastianem jest też fajnie zrobiona. Zresztą postacie drugoplanowe też są dobrze zrobione (no może oprócz tego anioła…) Zwłaszcza Aberlaid mi się podobał.
Największy minus: Fabuła. Jest po prostu słaba. Na przykład kliknij: ukryte czemu Anioł chcący zniszczyć ludzkość udaje pokojówkę? Jest sporo nieścisłości, dużo niedomówień. A pierwsze kilka odcinków ma tak prostą i sztampową fabułę, że myślałam, że nie dojdę do końca. Na szczęście druga połowa sezonu jest nieco lepsza.
No i sceny walki… Po obejrzeniu Hellsinga to po prostu śmiech na sali. Nawet fajnie to rozwiązali w ostatnim odcinku, kiedy kliknij: ukryte Sebastian prosi Ciela by zamknął oczy
Na szczęście ostatni odcinek to 10/10 i ogólne wrażenie jest pozytywne :) Aż boję sięgać po następny sezon (zwłaszcza patrząc na jego ocenę), tym bardziej, że nie wydaje mi się, żeby był potrzebny. Zobaczymy :)
Polecam
wszystkie postaci przypadły mi do gustu (z wyjątkiem pary od curry – nie mogłam się doczekać skończenia tego wątku), bardzo polubiłam też Lizzy i nie rozumiem, czemu tak wszyscy na nią psioczą, że ciągle płakała? toż to dziecko i do tego obrzydliwie bogate, poza tym wcale nie była samolubna, po prostu troszczyła się o Ciela i wszystko robiła z myślą o tym, by og uszczęśliwić (może po prostu fani yaoi stwierdzili, że im przeszkadza)
co do sprawy paringu Sebastian i Ciel – to nie wiem gdzie nektórzy to widzą, bo ja nic takiego nie zauważyłam
Jaki yaoi, do cholery??
Za fabułę dałabym 9/10.
Tak po prostu, jest dobra, ale mi czegoś brakuje..
Postacie zasługują w pełni na 10.
Każdy bohater jest dokładnie zróżnicowany.
Nie ma 2 takich samych w tym anime ^^
Nota bene, sam hrabia jest godny uwagi.
Nie jest taki, jak inni.
Pomimo tego, że już przeżył coś okropnego, on żyje dalej i nie wypomina tego.
Postanowił, że kliknij: ukryte zemści sie za śmierć rodziców, ale nie robi tego na siłę.
Muzyka..? Dobra, 9.
Soundtracki są czarujące ~
Co do op'ów i ed'ów:
1 opening: Był w porządku.. Ale znudził mi się po paru razach.
2 opening: To co wyżej..
1 ending: Świetny. Słodziaśny w każdym razie ^^
2 ending: Doskonale dopasowany do rozwoju fabuły, coraz to smutniejszej.. Ale.. Mi się po prostu nie podoba.
Kreska ma u mnie 10 C:
Postacie są super dopracowane.
Najbardziej spodobał mi się projekt Madame Red i Cieluchny.
Świetnie wykonane tła.
Również openingi i endingi zasługują na pochwałę.
Najbardziej podobał mi się (pod względem graficznym) 1 ending i 2 opening.
Cóż.. Seria powinna przypaść do gustu wszystkim miłośnikom mrocznych klimatów.
Nevermind.
Co do ludzi, którzy uważają to za yaoi/shounen‑ai..
Jak już ktoś napisał – NIE SZUKAJCIE DZIURY W CAŁYM.
Yaoi ma w sobie sceny od 18 lat z mężczyznami, a shounen‑ai to poprostu całuski, przytulanie i inne (oczywiście wszytko męsko‑męskie)..
Relacje Sebastiana i Ciela to na pewno nie miłość..
Nawet jeśli miłość, to nie taka jak sobie myślicie.
Cielak i Sebczan troszczyli się o siebie i bardziej wyglądało mi to na rodzinę niż na związek..
Nie ważne, i tak się już rozpisałam.
Ogólnie – Anime zasługuje na 10/10 i koniec.
Jedyne co mnie niesamowicie denerwowało to Angela/Ash. -_-" A, no i jeszcze Droccel. -_-"
Czasem tylko dziwiły mnie różne rzeczy (np. Piła mechaniczna) w XIX wieku..
A to wszystko już było...
Ale pomijając już takie cudowne pannice… seria szybko wpada w schematyczność i nawet jeśli Sebastian i jego nadzwyczajne numery budzą zainteresowanie na poczatku, szybko przestają budzić entuzjazm – Sebastian po prostu wszystko umie więc raczej nas niczym nie zaskoczy. To, że bohaterom szczeki opadają co jakiś czas robi się nudne, tym bardziej, że facet się za bardzo z pochodzeniem nie kryje. Postacie drugoplanowe (dwóch kuchcików ze służacą i dziadkiem, który pokazuje się tylko po to, by zrobić 'ho ho ho') robią się pokrótce męczacy – trójka niezguł i niereagujący starszy pan z jedną puentą która przestaje być śmieszna jak powtarza ją sto pięcdziesiąty piąty raz. Grell może i stanowi swego rodzaju zaskoczenie, ale jest tak samo denerwujący w jednej jak i drugiej postaci, gdyż przegnia wręcz koncertowo cokolwiek by nie robił. Undertaker mogłby być nawet znośny, gdyby nie to, że jak do tej pory jego egzystencja równiez opiera sie na dziwacznych gagach które, póki co, ledwo mnie śmieszą. Co rusz porównuję serię do 'Ouran Host Club', którą obejrzałam całą ale którą musiałam dlugo odchorowywać (serie bez fabuły ale naćkane durnymi gagami bez polotu nie stoją u mnie wysoko w rankingu) i ciągle porównanie wychodzi źle. Sebastian też sie niewiele wyróznia, typowy nastolatek z traumą z elementem pozaziemskiej mocy – taki Light Yagami dziesięć lat temu i trzy pokolenia wcześniej. Nie wiem za co ludzie tak się kochają w tej serii – pomysł może był fajny, grafika jest naprawdę niezła, ale ogólnie seria nie wyróżnia się niczym szczególnym – ani za bardzo nie zaskakuje, horrorem nie straszy, komedią nie bawi i tylko w sumie se jest i ładnie wygląda. Jedyne prawdziwe zaskoczenie to edning z piosenką Becci 'I'm alive', której słucham już od dawna i nie spodziewałam się jej usłyszeć w anime – nawet o angielskich lordach.
Ciekawe
5/10 za muzyke?!
Jestem pod wrażeniem
Uwielbiam… Pomimo zbyt idealnej postaci Sebastiana, który na końcu okazał się taki jaki okazał…
Jedyne co mi nie przypadło do gustu to zakończenie. Na początku wystawiłam 9/10 jednak po chwili zmieniłam na 10/10. Dla mnie jest świetne i będzie na równi z Hellsingiem.
Kocham to anime! I uwielbiam postać Ciela każdą jego celę i wygląd również. Wszystko. Postać dopracowana idealnie moim zdaniem.
Jestem baaaardzo zadowolona.
Byłoby lepsze, gdyby trzymało się mangi
Boże którego cie nie ma Ratuj!
Ale to nie trwało długo…
Drugiego sezonu już chyba w ogóle nie obejrzę
Wszystko mnie przeraziło już pod koniec Pierwszej serii…
Wiec ja na razie podziękuje. zabiorę się „zaa” to za 2 lata?
Majstersztyk w każdej kategorii.
Nic ciekawego.Wampir w kiepskim wykonaniu!
Rozumiem, może się podobać, ale mi zupełnie nie przypadło do gustu.
Tylko tyle i aż tyle
Na początek fabuła – nierówna, świetne wątki przeplatały się ze słabszymi historiami. Często miałam wrażenie, że dany wątek kończy się za szybko, zbyt łatwo i za mało jest w tym wszystkim logiki (nie chodzi mi bynajmniej o realizm). Dalej, nie wiem dlaczego, ale od początku miałam nadzieję, że wątek główny skupi się na historii kliknij: ukryte Kuby Rozpruwacza. Tym większe było moje rozczarowanie, gdy ten wątek skończył się niespodziewanie szybko (ale trzeba przyznać, niezwykle efektownie). Bohaterowie – tu mogłabym się doczepić jedynie do niektórych pobocznych postaci, z których moim zdaniem można było dużo, dużo więcej wycisnąć (chodzi mi głównie o kliknij: ukryte ekstrawagancką gromadkę shinigami). I odwrotnie, dużo uwagi poświęcono postaciom, które mi wizualnie nie pasowały do całości kliknij: ukryte (ukłon w stronę Pluta w wersji homo sapiens :D). Dobrze, dość tej chłosty, pora na plusy.
Pomimo tych wszystkich widocznych wad i potknięć, uważam Kuroshitsuji za rzecz wartą obejrzenia. Anime wciągnęło mnie błyskawicznie, głównie za sprawą głównego duetu ( i rewelacyjnych seiyu). Sebastian – dla takiej postaci jestem gotowa przecierpieć każde fabularne zakręty i potknięcia :D, za samą postać wystawiłabym z czystym sumieniem 10. Ciel – z początku wydawał mi się jedynie uroczym dodatkiem do swego lokaja. Ostatnie odcinki zaskoczyły mnie jednak bardzo pozytywnie łącznie z pięknym (spodziewanym) finałem. Ten oceniam na plus, z jakiegoś powodu jednak dużo bardziej wzruszyły mnie wcześniejsze, pozornie nieznaczące sceny: kliknij: ukryte ostatnia odprawa służby, Ciel próbujący samodzielnie (i nieudolnie) zawiązać sznurowadło, samotny powrót chłopca z Paryża i oczywiście spotkanie Ciela z kotem ;). Generalnie cały wątek wzajemnych relacji na linii hrabia – lokaj to największy plus tego anime. Na plus oceniam też grafikę i muzykę. Ta ostatnia z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu, ale mnie akurat oczarowała (Lacrimosa do tej pory chodzi mi po głowie..). Krótko: anime godne uwagi, klimatyczne, ze świetnym zestawem bohaterów, ale i nie bez wad.