Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Komentarze

Rurouni Kenshin: Tsuioku Hen

  • Avatar
    A
    Maxromem 25.05.2017 00:44
    Fenomenalna OAVka. Świetnie łączy wartką akcję z tragiczną wręcz historią głównych postaci, a od tego wygląda i brzmi doskonale!

    Nie będę powtarzać po innych komentarzach, ale chciałbym się skupić na jednym aspekcie – na walkach. Przedstawiona jest chyba najlepsza szermierka, z jaką dało mi się do tej pory spotkać w anime. Jest to wynikiem połączenia dwóch rzeczy: choreografii i animacji. Widać, że za choreografię odpowiadał ktoś w miarę znający się na rzeczy, bo walki wyglądają efektownie i realistycznie. O świetnej animacji już mówiłem, ale warto dodać bardzo dobrą pracę kamery, pozwalającą nam dokładnie zobaczyć co się dzieje, a nie skakać między różnymi ujęciami i pokazywać nam w 90% tylko twarze bohaterów jak obecnie przyjęło się w kinie akcji. Za sam ten aspekt, Trust and Betrayal otrzymałby ode mnie bardzo dobrą ocenę, ale dodając do tego wysoki poziom w zasadzie wszystkich aspektów tej produkcji, nie mogłem dać niczego mniej niż 10/10.

    Polecam wszystkim.
  • Avatar
    A
    gaijin 16.07.2015 00:24
    Wspaniałe anime
    Właściwie to jest perfekcja. Niezwykle emocjonalna historia solidnie osadzona w historycznyym kontekście, pokazana w przepięknej oprawie. Zarówno muzyka jak i grafika są cudowne. Nic tylko oglądać.
  • Avatar
    A
    jm3 3.07.2014 21:07
    Samurai Assassin
    Dużym szacunkiem darzę produkcje poświęcone tematyce samurajskiej, które w sposób poważny podejmują to zagadnienie. Nie będące w żadnym stopniu przejaskrawione, posiadające tło historyczne, najlepiej z wyrazistym głównym bohaterem. W zasadzie „Rurouni Kenshin” jest serią mającą te cechy, jednak pomimo tak dobrych recenzji nie zgodzę się z nimi w zupełności.

    Fabuła faktycznie jest dobra, ale koncepcja w jakiej została ona przedstawiona już nie i w takiej formie nie jest to anime, które można zamknąć w czterech odcinkach. W mojej opinii zastosowanie inwersji (przedstawienie wydarzeń z dzieciństwa jako retrospekcji w finale) zrobiłoby dużo większe wrażenie, a przede wszystkim pozwoliłoby skrócić/pominąć wątki, które i tak zostały potraktowane po macoszemu.
    Również nadmierna brutalność walk oraz ilość wylewanej krwi na ekran wydaje mi się nie do końca potrzebna, paradoksalnie zaciemnia w ten sposób dramatyzm sytuacji zamiast go potęgować. Natomiast nie mam nic do zarzucenia oprawie audiowizualnej.

    Doceniam przekazane emocje i ten już wspomniany wydźwięk historyczny, naprawdę niewiele zabrakło aby wznieść się na wyżyny. Niemniej polecam tą serię.
  • Avatar
    A
    Subaru 8.06.2014 17:34
    Rurouni Kenshin: Tsuioku Hen

    Przepiękna, choć smutna opowieść będąca preludium do serii telewizyjnej.

    Niesamowite jest, w jak różny sposób można przedstawić tego samego bohatera. Nie ma tu ani śladu po pogodnym, zamyślonym Kenshinie, nie ma jego uroczej fajtłapowatości, a właściwie – jeszcze się nie narodziła. Jest tutaj zdecydowanym, pewnym siebie młodzieńcem, na którym już w tak młodym wieku tragedia odcisnęła swoje piętno.

    Jest krwawo, mrocznie, smutno. Realia historyczne są zbliżone (w końcu nie minęło wiele czasu), choć Shinsengumi jeszcze działa, ale bardzo różni się ich ukazanie. W serii telewizyjnej spokój zdawał się być cały czas zagrożony, ale możliwy do osiągnięcia. Tutaj wyraźnie widać, jakim kosztem został wypracowany, jakie morze krwi zostało przelane. Powiedziałbym, że widoczna jest tu esencja postaci samego Kenshina, ale który z nich jest tym prawdziwym? Zapewne obaj, ale tutaj wyraźniejsza jest głębia tego bohatera.

    Fabule nie można nic zarzucić, jest konkretna i ciekawa, choć spodziewamy się już od początku, że  kliknij: ukryte 

    Przepiękna grafika, staranne projekty tła i postaci.

    Eleganckie. 8/10.
    • Avatar
      ursa 9.06.2014 07:51
      Re: Rurouni Kenshin: Tsuioku Hen
      bardzo ładnie napisałeś :) cieszę się, że ci się podobało…
  • Avatar
    A
    No name 12.05.2013 18:00
    arcydzieło
    To zdecydowanie moje ulubione anime. Nie mówię o serii właściwej, tylko właśnie o tym OAV, które nie ma z nią na szczęście praktycznie nic wspólnego. Grafika pasuje idealnie do klimatu, na muzykę nie zwróciłam większej uwagi, ale również jest dobra, i, co najważniejsze, fabuła dopracowana jest w najdrobniejszych szczegółach (co nie było chyba znowu takie trudne biorąc pod uwagę rozmiar ;) ). Normalnie nie toleruję ani książek, filmów, a tym bardziej mang i anime o tematyce obyczajowej lub romansu, ale przy tym prawie płakałam. Najlepsze anime jakie oglądałam.
  • Avatar
    A
    Kotoko 5.06.2011 21:41
    Szczerze to nie jestem zadowolona tym OVA. Brakowało mi tu tego typowo Kenshinowego klimatu. Kreska owszem, teoretycznie jest ładniejsza, ale przyzwyczaiłam się do starej. Przeczytałam w mandze moment na podstawie którego zrobiono tą ova i moim skromnym zdaniem manga wypada nieporównywalnie lepiej. Milej mi się to czytało i nie było tak melancholijne, chociaż przesłanie i fabuła są takie same.
  • Avatar
    A
    Akira 26.04.2011 01:35
    Autorowi recki chyba cegła spadła na głowę kiedy pisał o muzyce. Że niby wlewa się w tło?! I nie zwraca się na nią uwagi?! To dzięki niej ta OAV jest tak genialna jak jest. To również dzięki niej zainteresowałem się OST'ami do anime.
    Ale cóż każdy ma różne gusta, a o nich raczej się nie mówi. Niektórzy lubią muzykę klasyczną a niektórzy wolą posłuchać skandynawskich Growli.
  • Avatar
    A
    Ayako*** 9.01.2011 11:57
    Perła nieskażona fanserwisem i supermocami
    Rzadko spotykam się z tak poważnym i dramatycznym podejściem do tematu. Zawsze razi mnie, gdy twórcy chcą wepchać do serii wszystko co się zmieści. Wiele historii miało potencjał, ale przez zbytnie udziwnienia i fanserwis wyraźnie spadły w mojej ocenie. Tsuioku Hen różni się od nich. Powściągliwość i skromność w wyrażaniu emocji kontrastuje z dramatyzmem i brutalnością pojedynków. Ta krótka OAV nie tylko ukazuje interesującą historię i jej bohaterów, ale także obraz dawnej Japonii, miejsca pełnego wspomnianych kontrastów.
    Nie można traktować tego tytułu tylko jako krwawego widowiska, gdyż jest to bardzo krzywdzące dla samej historii i przedstawionego nam obrazu.
  • Anielski_Pyl 1.11.2010 14:44:36 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Oczko 19.03.2010 09:41
    Rozdzierajaco piękne...
    Emocjonalna siła rażenia tego anime jest nie do opisania. Myślałam, że od płaczu wywlecze się ze mnie dusza. Zwykle nie ufam podobnym emocjom, często nic się za nimi nie kryje. Łzy – wbrew pozorom – nie jest tak trudno wywołać. Szybko obsychają, a ja zapominam o filmie. Nie w tym przypadku. „Kenshin OAV” zostawia nie tylko z zapuchniętymi oczami, ale z wielką boląca dziurą w klatce piersiowej.

    Raniący do głębi urok tytułu rodzi się moim zdaniem z mistrzowskiego wykorzystania przeciwstawnych jakości, z precyzyjnego operowania kontrastem, paradoksem, antynomią. Dotyczy to nie tylko budowania klimatu mini­‑serii, ale stanowi również zasadę konstrukcyjną postaci. Zaduma splata się tu z barbarzyństwem, nostalgia z brutalnością, krwiożerczość nie wyklucza bezbronności, wzniosłe ideały okrucieństwa, zaś granica pomiędzy nienawiścią i miłością jest ulotna jak wieczorna mgła. Rozpasaną krwawość obrazów walki równoważy kontemplacyjny nastrój scen we wnętrzach, drapieżności towarzyszy poezja. Kwiaty rozkwitają wśród rozrąbanych ciał i kałuż posoki.

    Uwaga! Dalej możliwe spojlery!

    Niekwestionowaną zaletą mini­‑serii jest fabularna prostota i narracyjne wyważenie. Mimo pozornie małej ilości czasu nic nie dzieje się zbyt szybko – pierwsza połowa przygotowuje grunt pod wbijający w fotel finał. Przeszłość, wina, powinność, zemsta, zdrada, miłość – gęsta sieć przeznaczenia, tkana na kanwie działań i wyborów poszczególnych postaci, zaciska się wokół nich powoli i stopniowo, coraz silniej chwytając za gardło również widza.
    Dwa ostatnie odcinki doprowadzają ową zasadę niespieszności do maksimum. Tak samo długo jak miłość, odwlekana jest śmierć – w obu przypadkach oczekiwanie na rozwój wydarzeń staje się dla widza wyrafinowaną torturą. Jednakowo celebrowane są gesty czułości i krwawe ciosy, z równym pietyzmem ukazano narodziny uczucia, jak i rzeczywistość umierania Zresztą fizyczny ból w niektórych scenach jest niczym wobec agonii psychicznej … Wobec cierpienia nie do ogarnięcia …

    Wątek miłosny zarysowano z niespotykaną oszczędnością oraz elegancją. Powściągliwość gestów i dialogów potęguje tylko emocjonalną gęstość ukazanej relacji. Od początku wiadomo, co się wydarzy. Kenshin i Tomoe jak dwie ciche wyspy, każde pogrążone we własnych myślach i bolesnych wspomnieniach, dryfują ku sobie wolno, acz nieubłaganie. Wobec miłości bohaterowie są równie bezbronni jak miękkie ciało człowieka wobec błyszczącego ostrza katany. I jak stal umiejętnie szarpie żyły i kruszy kości (co jest akurat w „Kenshinie” dosłownie zaprezentowane), tak uczucie brutalnie miażdży opór dwójki protagonistów, tnie do kości, bezlitośnie uśmierca dawne „ja” wraz z jego powinnościami, przywiązaniami, ideałami. Prowokuje przemianę. Staje się katalizatorem odkupienia.

    Szczególnie wstrząsnął mną jeden motyw - kliknij: ukryte  stanowi według mnie proste, acz genialne posunięcie narracyjne. Jest niczym nagły snop światła rzucony na poplątaną sieć uczuć i lojalności wiążących głównych bohaterów. Teoretycznie widz zdaje sobie sprawę z tych wszystkich uwikłań, ale dopiero  kliknij: ukryte  czyni je namacalnymi, nieignorowalnymi. Przypominając o kwestii winy i jej konsekwencjach, odwraca perspektywę, wyrywa oglądającego z raz przyjętego punktu widzenia.  kliknij: ukryte  Bez niej łatwo byłoby też zapomnieć, kim naprawdę jest Kenshin. Ja zapomniałam. Zwłaszcza patrząc na śpiącego, wzbudzającego czułość chłopca, któremu chciałoby się wyjąć z rąk miecz, a konieczność nieustannej czujności zamienić w spokój i poczucie bezpieczeństwa.

    Ostatnia rzecz, o której chciałabym wspomnieć, to genialne użycie rekwizytu, szczegółu – krwawiąca blizna, sztylet Tomoe, irysy, błękitna chusta, dziecinny bączek­‑zabawka. Przedmioty o symbolicznym potencjale nadają opowieści spójność i głębię. Wprowadzają alternatywny, niezwykle istotny poziom narracji. Kiedy Tomoe płacze wśród deszczu nad tym, co wspólnie z Kenshinem zasadzili, kiedy ujmuje w palce zgniłe od wilgoci listki – nie sposób nie odczytać tego jako antycypacji nadchodzącej klęski. Nader czytelna jest tu metafora skażenia, winy, śmierci która zaraża wszystko, udaremnia dobre wysiłki. Która niczym powracająca fala skazuje winowajców na konfrontację ze skutkami ich czynów. Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę…

    Dużo padło słów o brutalności tego tytułu. Fakt. Krew sika na prawo i lewo. Największa jednak brutalność, moim zdaniem, przejawia się w tym, co ta mini­‑seria robi z widzem, w jaką emocjonalną rozsypkę go wtrąca. Jeśli nie straszny wam szloch przed ekranem – oglądajcie. Bo „Kenshin OAV” to tytuł godny absolutnego polecenia: narracyjne cacko o posępnym, przejmującym do głębi pięknie.
  • Avatar
    A
    Playboy 14.03.2010 21:47
    Nie wiem czemu anime dostało takie niskie noty.. O oavkach można było napisać coś wiecej. Jak dla mnie seria jest ideałem , Ten wszechobecny tragizm , ta zabawa z uczuciami widza nie była zbyt fajna , w jednej chwili podając tort urodzinowy a w drugiej spalone curry. Oprócz tego seans udany, projekty postaci realistyczne, Tomoe " słiitaśna”, walki dopracowane, oprawa muzyczna bez zarzutu..
  • Avatar
    A
    marheva 25.11.2009 20:26
    Najlepsze OAV...
    ...Jakie widzialem.
    Rewelacyjnie wykorzystana konstrukcja miniserii (fabularne przejscia miedzy odcinkami oddaja uplyw czasu czy zmiany w charakterze akcji).

    Jest to dla mnie najlepszy przyklad dobrze podanego dramatu w anime i mozna polecic go komus, zeby nie myslal, ze anime to tylko bajki(dziala, sprawdzone;)

    Jedyne co moze wywolac usmiech na ustach to dopisek – „Romantic Tales of Meiji Era”, ale to kwestia kontekstu z jakiego wywodza sie preferencje danej osoby.

    Tak czy inaczej, pozycja obowiązkowa dla fanow powazniejszej animacji(nawet nie tylko anime).
  • Avatar
    A
    monstee 10.09.2009 11:31
    Co ja mogę dodać, to jest po prostu majstersztyk. Najpierw z ciekawości sięgnęłam po pierwszą OAVkę i już na samym początku muzyka, klimat i ogólnie kompozycja wgniotły mnie w fotel, beczałam jak nigdy w życiu a co ciekawe poza łzami w środku poczułam, ze coś mnie ruszyło. Fabuła, walki, to naprawdę zostało dokładnie przemyślane. Nawet momenty całkiem spokojne nie są zwykłymi przerywnikami, łatami luk tylko czymś co uspokaja i skłania widza do refleksji. Sam sposób mówienia Kenshina powala, zaś jego głos na długo pozostaje w głowie. Oglądałam to nie wiem już ile razy i mi się nie nudzi a wręcz przeciwnie (nawet teraz słucham „In memories a Boy Meets The Man”. Seria Tv oczywiście była radosna i całkiem inna ale myślę, ze służy jako bardzo dobre wprowadzenie do OAV'ki opowiadającej losy bohaterów „po serii TV”. Dzięki wesołej atmosferze TV moim zdaniem to co się dzieje później jest jeszcze mocniejsze, to tak jakby człowiek dostał cegłą w głowę znienacka. Coś niesamowitego, arcydzieło, które tez się nie nudzi. nie muszę chyba pisać ile łez na to wylałam. Polecam POLECAM i jeszcze raz POLECAM!!!!
  • Avatar
    A
    Borysek 21.07.2009 18:38
    nie wiem co napisać bo wstyd sie przyznać ale tak się wzruszyłem że płakałem na jednej i drugiej OVA (22lata) piękne po prostu piękne:)
  • marheva 9.05.2009 01:25:52 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    sakura 2.11.2008 22:21
    Jak kocham Kenshiego z jego oorooooo to te OAV­‑y są piękne. dawno nie widziałam czegoś co tam by mną wzruszyło. jeśli komuś podoba się cała anime to obejrzenie tych OAV­‑ów jest jego obowiązkiem.
  • Roman 3.06.2008 10:22:58 - komentarz usunięto
    • Avellana 3.06.2008 10:46:50 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    ursa 28.11.2007 20:21
    the best anime ever ;)
    nie mogę nie napisać o moim najukochańszym anime, choć nic nowego nie powiem… ale może nie zostanie mi wzięte za złe podzielenie się emocjami, które wzbudza we mnie choćby wspomnienie tych dwóch oavek: Reminiscence i Reflection. Reminiscence było pierwsze, co obejrzałam z cyklu o Kenshinie, a Reflection zgodnie z zaleceniem Tanuki zostawiłam sobie na „po serii”. i rozwaliła mnie na kawałki, długo nie mogłam się pozbierać… końcowy monolog Kaoru doprowadza mnie do łez ;] zaś Reflection za każdym razem przyprawia o dreszcze. kreska, kolor, animacja, muzyka (w całości, łącznie z ost z serii – tu obłędny moim zdaniem liryczny Departure w najważniejszym momencie życia Kenshina i Kaoru – ach! ale dynamiczne i niepokojące ścieżki pod sceny walk równie znakomite), fabuła (fascynująca historia restauracji Meji -warto dowiedzieć się więcej) i portrety psychologiczne (oczywiście z „rozdwojonym” Kenshinem/Hitokirim i rozdartą Tomoe na czele, a w Reflection całe życie czekającą na jego powrót Kaoru; ale równie znakomite są postaci poboczne, np. Katsura, który z pełną świadomością tego, co robi, poświęca „to dziecko”), dialogi (Hiko i Shinta wśród krzyży!) oraz to, co pozostaje niewypowiedzine – świetne, bezbłędne. a klimat i wymowa całości – od niesamowitej wizulanie sceny spotkania w krwawym deszczu po ostatni gest Tomoe – po prostu powalające… a, co się będę rozpisywać: ci, którzy widzieli, wiedzą, a inni powinni się przekonać na własne oczy… tego się nawet nie da odpowiednio opisać! to najbardziej poruszająca i prawdziwa, opowiedziana bez przesadnego patosu, w pięknej oprawie artystycznej historia, dzięki sile wymowy i warstwie archetypicznej godna moim zdaniem postawienia obok greckich mitów, które bez względu na swą fabułę opowiadają zawsze o losie człowieka uwikłanego w tragiczny konflikt i o konsekwencjach jego wyborów – zazwyczaj właśnie winie tragicznej. zamknięcie opowieści w Reflection: okairi nasai, Shinta ;(
    klasa sama w sobie: najlepsze anime na świecie ;)
    ps. i doskonale wiem, że nie jestem obiektywna, ale o to tu przecież chodzi… ;)
    • Shaku B. Yakumo 28.11.2007 21:31:28 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Taur 28.11.2007 16:42
    Z innej beczki
    Dla zainteresowanych tłem historycznym w którym toczy sie anime (pierwsze OVA) polecam ksiażke poświeconą shinsengumi „Shinsengumi – ostatni wojownicy szoguna” Romulusa Hillsborougha sama ksiażka jest calkiem ciekawie napisana i napewno naprostuje wiedzę wyniesioną z oglądania anime.
  • Avatar
    A
    Galahad 1.04.2007 11:46
    Świetne,
    ta OVA była pierwszym anime które widziałem. Zupełnie odmieniła moje spojrzenie na, jak to kiedyś mówiłem, `japońskie bajki`. Pokazała mi, że to bynajmniej `bajki` nie są.

    Gorąco polecam obejrzeć jeśli ktoś nie lubi cukierkowych serii. Tak jak pisali fani Kenshina w poprzednich komentarzach – kolory, kreska, muzyka! Ja dorzucę jeszcze fabułę.
  • Avatar
    A
    Spowiednik 1.09.2006 13:30
    Sugoj
    Nie mozna porownywac seri TV do Oav'u ani jednego ani drugiego.Obydwie byly produkowane na innych zasadach i dla innej widowni.Nalezy oceniac je innymi kryteriami.Jedyne co je laczy to juz wspomniana sciezka dzwiekowa wykonana przez profesjonalistow.Nie zgodze sie ze stwierdzeniem ze film jest tylko i wylacznie dla fanow Kenshiego – ogladalem najpierw OAV i pozniej siegnalem po serie.
    Dlugo bi pisac dlaczego mi sie podoba i dostaje ode mnie 10/10.Sprawdzcie sami bo warto.
  • Avatar
    A
    tajkus 13.08.2006 22:56
    bardzo mi się podobało, ale...
    ... jeśliby porównać OAV do serii TV, to tragedia. Humor, nadzieja ukazane w serii, OAV zostały pozbawione.  kliknij: ukryte  Zupełnie inaczej to sobie wyobrażałem. Do tego poważniejsza kreska  – postacie zupełnie inaczej wyglądają niż w serialu. Zupełnie jakby ktoś inny robił OAV. Anime tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

    ukryto spoilery.
    -Moderacja
  • Avatar
    A
    Taro 27.11.2005 15:44
    Arcydzieło
    Ta anima to istne arcydzieło. Najlepsza jaką widziałem i chyba nic jej nie przebije. Jest tu wszysko: wspaniałe sceny walk, świetni bohaterowie, super muzyka, niesamowita animacja, no i krew a nawet sporo krwi (czego niekiedy brakuje w anime). 10/10 trzeba koniecznie obejżeć, może się nie spodobać ale każdy będzie pod wrażeniem animacji.

    Rzekłem :)
  • Avatar
    A
    KoBik 16.11.2005 11:46
    eh
    coś pięknego, feudalna Japonia pokazana w sugestywny sposób. Tsuioku Hen jest pozycją obowiązkową dla każdego fana tego typu produkcji. Jestem pod ogromnym wrażeniem klimatu, ekspresji, ciszy i spokoju jaki wprowadza Kenshin. Ah poezja:)
  • Avatar
    A
    czekolada 4.11.2005 21:41
    wspaniały soundtrack
    Pod komentarzem Sildina podpisuję się obiema rękami – ujął w nim w zasadzie wszystko, co należało ująć, a czego bardzo brakowało mi w tekście recenzenta. Podkreślę jednak znaczenie muzyki w tym filmie, bo mnie wręcz ubodły słowa „rzadko słychać ją w tle”.
    Muzyka w „Kenshinie” stanowi całkowite dopełnienie obrazu i chwilami wyzwala tak silne emocje, że serce zaczyna dudnić i z oczu ciekną łzy (szczególnie, gdy słucha się soundtracku w ciemnym pokoju^^). Motyw przewodni jest piękny – przewija się przez całą ścieżkę dźwiękową i za każdym razem wzrusza do głębi. Instrumentalne wersje „Quiet life” i „The Will” są naprawdę wspaniałe. Wydają mi się lepsze niż te z pełną orkiestrą – zdecydowanie więcej w nich dynamizmu. Jednak największe emocje zawsze mi towarzyszą przy słuchaniu „The Wars of The Last Wolves” i „In Memories „KO­‑TO­‑WA­‑RI”". Pierwszy utwór zachwyca mocnym rytmem i dynamiką. Warto wsłuchać się w pierwsze dwie minuty, kiedy całość powoli się rozwija – początkowo cichutkie bębny stopniowo zaczynają grać coraz mocniej i ta „siła” narasta w człowieku tak bardzo, że aż dreszcze przechodzą. Natomiast „In Memories „KO­‑TO­‑WA­‑RI”" uderza w bardziej wzruszającą nutę. Utwór zaczyna się bardzo spokojnie motywem przewodnim ścieżki dźwiękowej, ale wkrótce gwałtownie „wybucha” rytmem, a słuchaczowi w tym rytmie serce zaczyna bić mocniej. A pod sam koniec utworu, kiedy już wszystko cichnie, aż chce się szepnąć za Shintą „Ken… shin…”:)
    Reasumując – zarówno sam film, jak i soundtrack do filmu jest naprawdę wart polecenia. Dla mnie również „Rurouni Kenshin – reminiscence” jest najlepszym anime, jakie widziałam. A ścieżka dźwiękowa – zdecydowanie najlepszą, jaką słyszałam i na stałe wprowadziłam ją na listę moich ulubionych muzycznych pozycji.
  • Avatar
    A
    Bogey 1.10.2005 21:01
    Anime
    Jedno z Genialniejszych anim jekie w zyciu widzailem. Anim warte polecenia!!!
  • Avatar
    A
    serubantesu 23.08.2005 00:42
    wynurzenia znad miecza...
    Przyszła mi na myśl jeszcze jedna rzecz.Właściwie ma raczej pośredni związek z tym anime.

    Recenzent i Komentatorzy zwrócili uwagę na choreografię walk w OAV.
    Rzeczywiście, nie trzeba być szermierzem, aby dojrzeć ich piękno. Piękno wynikajace z niezwykłego jak na anime realizmu.
    Bo tutaj „nikt nie skacze na pięć metrów w górę”, co jest bolączką innych produkcji. Walki są szybkie, brutalne i dość wiarygodne.
    Osoby obeznane z szermierką, zarówno japońską jak i europejską, potrafią docenić trud twórców filmu włożony w ciekawe i realistyczne oddanie technik miecza
    Przy okazji… Dosadność efektów starcia jest godna naśladowania. Rany i krew rozlana przez animatorów z jednej strony pozwalają zrozumieć czym jest prawdziwe starcie, a z drugiej strony nie są groteskowo wyolbrzymione jak np. w „Ninja Scroll”, czy „Ninja Ressurection”.
    Tak więc… Chapeau bas!
    Realistyka walk w „Rurouni Kenshin OAV” jest jak najbardziej godna naśladowania przez innych animatorów.Niestety, Ci wolą wymyślać coraz efektowniejsze choreografie, nie mające nic wspólnego z prawdziwymi pojedynkami. Za to mającymi tę zaletę, że są łatwe do wyprodukowania.
  • Avatar
    R
    serubantesu 23.08.2005 00:13
    Godny...
    Jeżeli chodzi o recenzję OAV to nie mam właściwie nic do więcej do napisania…Oprócz jednej rzeczy.
    Darek Styrna napisał kiedyś o tym anime, cytuję:„dorosły dramat,godny tragedii Shakespear'a”.
    Słowa to święte i będące chyba najlepszym podsumowaniem i reklamą jednocześnie tego filmu.

  • Avatar
    A
    Martinez 18.08.2005 00:13
    Rurouni Kenshin
    Bardzo dobry tytuł, który jest godny polecenia niemalże każdemu. Zgrabna fabuła, ciekawa muzyka, oraz klimat.
    Ma w sobie to coś, co przyciąga.
  • Avatar
    A
    kg24 4.08.2005 22:14
    :]
    Rczeczywiscie dobre anime.
    Urzekły mnie w nim 3 rzeczy:
    piękna ścieżka dźwiękowa,
    widowiskowe sceny walki,
    no i…dolinująca atmosfera….
    :]
    Polecam.
  • Avatar
    A
    sildin (sildin@wp.pl) 2.08.2005 17:34
    Kenshin
    Najlepsze anime jakie widziałem. Oczywiście subiektywnie, bo czy można coś takiego wybrać obiektywnie… ;) Jest to opinia jak najbardziej przemyślana i poparta pięciokrotnym oglądaniem. I obejrzę pewnie jeszcze drugie tyle razy, bo jak dotąd za każdym kolejnym porusza mnie jeszcze mocniej. Murowane 10/10. Już wyjaśniam dlaczego.

    Po pierwsze, szerokie tło historyczne. Tak naprawdę jest to jedno z dość nielicznych anime, które z czystym sumieniem mógłbym nazwać historycznym. Trochę smaczków dla ludzi interesujących się historią Japonii, sporo autentycznych postaci (a konkretnie Takasugi Shinsaku który werbuje Kenshina, Katsura Kogoro – jego przełożony, znany z mangi Hajime Saito oraz bohater Shinsengumi, młody Okita Souji). Warto wspomnieć pojawienie się w oavce grupy Shinsengumi, są oni w sumie dość popularni w japońskiej kinematografii (np. „Tabu”), ale zawsze przyjemnie popatrzeć na ich zdolności szermiercze. Zresztą w Kenshinie pokazana została (o ile się nie mylę) sprawa Ikedy, co z pewnością spodoba się ich fascynatom. Nazywanie tego anime historią walki z szogunatem jest może przegięciem, ale historia odgrywa tam sporą rolę, poświęcono trochę miejsca mentalności obu stron (Kenshin pragnący budować nowy ład jako przykład jednej i polujący na niego na końcu agent szogunatu, wychwalający go, jako przykład drugiej).

    Dalej, rozpracowanie osobowości zabójcy na przykładzie bohatera. Wspaniale zrobiona, jak to się mówi, „filozofia miecza”. W czterech odcinkach pokazano drogę, jaką przechodzi Kenshin, począwszy od swoich altruistycznych pobudek, poprzez zabójcę, skończywszy na tym jak zmienia go miłość. Wszystko uniwersalne prawdy; miecz niszczy człowieka, czysta miłość go ratuje, ale pokazane po mistrzowsku. Pięknej opowieści towarzyszą dokładne portrety psychologiczne. Najlepiej zrobiony jest oczywiście ten Kenshina – wewnętrznie jest dzieckiem, zewnętrznie zabójcą a do tego dochodzą idealistyczne pobudki i przeszywające go później cierpienie. Świetna jest Tomoe, która nawet doskonale zdając sobie sprawę z tego, kim jest Kenshin, nie wacha się nim opiekować i o niego walczyć, jednocześnie będąc rozdartą pomiędzy teraźniejszą miłością a przeszłością. Postaci drugoplanowe takie jak Katsura czy Enishi też pokazane są porządnie ze względu na swoją determinację i ukierunkowanie w działaniach.

    Charakter oavki, jak to recenzent napisał, jest poważny (ani grama humoru, ale patosu też raczej nie ma) i dość pesymistyczny, idealnie pasuje do historii ciężkiego ludzkiego dramatu i na szczęście twórcy trzymają się tej konwencji. Akcja poprowadzona jest z dobrym wyważeniem, sporo filozofii i wzruszenia z odpowiednią domieszką walk co jakiś czas. A jeśli już jesteśmy przy walkach… Realizm, dynamika, fantastyczna choreografia jak na samurajską historię przystało.

    O animacji powiedziano już chyba wszystko, co można było powiedzieć, od siebie dodam tylko, że mamy tu do czynienia z jednym z najlepszych designów postaci – niesztampowy, poważny. W Tomoe idzie się zakochać. Z kolei Kenshin wykonujący swoją brudną robotę naprawdę przypomina demona. Ale powiem więcej o muzyce. Motyw smyczkowy sprawiał, że chciało mi się płakać (tak, na serio ;)) za każdym razem kiedy go słyszałem, nieważne do jakich scen był podłożony. Motywy przypisane scenom akcji, takie jak „Shades of Revolution” czy fantastyczny „Wars of the Last Wolves” dodają im dwa razy więcej dynamizmu, tak że aż samemu chce się chwycić za miecz. Jedna z najmocniejszych stron całej produkcji. „rzadko słychać ją w tle” – za przeproszeniem kompletna bzdura. Jako przykład podam choćby początek, gdzie sześciominutowy motyw „Boy meets the Man” był podłożony w całości. Podkład nie ginie też i ze względu na jego klasę zwraca uwagę. Głosy są pełne emocji (dubbing też jest niezły wbrew temu, co się mówi, świetny jest monolog Seijuro i przynajmniej pod Kenshina podłożona faceta ;)

    No cóż, pierwsze miejsce na animenfo w pełni zasłużone :)