Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Copernicon 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 5/10 grafika: 5/10
fabuła: 4/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 10
Średnia: 5,7
σ=1,27

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Grisznak)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Dengeki Oshioki Musume Goutaman: Goutaman Tanjou-hen

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1994
Czas trwania: 45 min
Tytuły alternatywne:
  • Butt Attack Punisher Girl Gotaman
  • 臀撃おしおき娘 ゴータマン ゴータマン誕生編
Postaci: Uczniowie/studenci; Rating: Nagość; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi
zrzutka

Kto wie, czy nie najgłupsze anime w dziejach. Gorąco polecam!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Mari, młodziutka, niewinna niczym lelija i wierząca w Boga mocniej niż stado moherowych babć nastolatka, właśnie zaczęła naukę w koedukacyjnej szkole ekumenicznej. Jest to placówka, do której uczęszczają przedstawiciele i przedstawicielki wszystkich wyznań, by dzięki dialogowi lepiej się zrozumieć. Niestety, owa placówka jest w niebezpieczeństwie, zagraża jej bowiem szerzący się wśród uczniów Kult Czarnego Buddy. Złowrodzy kultyści porywają kolejnych uczniów i przemieniają ich w swoje sługi. Kiedy na oczach Mari zostaje porwana jej koleżanka, dziewczę, miast zaalarmować nauczycielki, pada na kolana przed posążkiem Matki Boskiej, modląc się o cud. I cud się staje. Problem polega na tym, że sprawcą owego cudu jest nie katolicki Bóg, ale jak najbardziej azjatycki, a dodatkowo mocno zboczony Budda. On bowiem pojawia się w pokoju Mari i ofiarowuje jej moc, dzięki której dziewczynka będzie mogła sprać wszystkich niewiernych, złych i plugawych wrogów buddyzmu przy pomocy swojego… tyłka.

Butt Attack Punisher Girl Gautaman to anime bijące wiele rekordów głupoty i absurdu, a zaręczam, sporo głupich produkcji made in Japan w życiu widziałem. Ta jednak sięga momentami tak daleko, że dalej jest już chyba tylko ściana (albo Excel Saga). Mari po transformacji w wojowniczkę o buddyzm i sprawiedliwość, noszącą pseudonim „Goutaman”, pokonuje stada wrogów, jednak przeżywa prawdziwe katusze psychiczne, wynikające z faktu, że jej kostium zasłania niewiele więcej niż ubiory, które podczas walk noszą zapaśnicy sumo. Na dodatek ma rozterki teologiczne – w końcu dla bardzo mocno wierzącej chrześcijanki noszenie stroju ofiarowanego przez, co by nie mówić, pogańskiego Buddę, jest sporym dyskomfortem. O dyskomforcie za to nie mogą mówić uczniowie szkoły, którzy szybko stają się fanami skąpo odzianej wojowniczki. Dotyczy to także jej koleżanki, chłopczycy o imieniu Minami, której Mari niewątpliwie wpadła w oko.

Złowrogie moce Czarnych Buddystów dwoją się i troją, ale gdzie im mierzyć się z mocą tyłka głównej bohaterki? Nawet tak potężni wojownicy jak miotający gazetami Demon Prania Mózgu, nie mają szans, zwłaszcza że podczas walki główną bohaterkę wspomaga czasem sam Budda, udzielając jej rad (które, trzeba przyznać, czasem bardziej pomagają przeciwnikom niż samej Mari). Zresztą dla zboczonego bóstwa to jedynie pretekst, by pooglądać swoją hmm… paladynkę podczas majtczanych akrobacji. Owszem, to anime to jedna wielka komedia, wypełniona okołoreligijnym absurdem tak mocno, jak tylko się da. Sposób, w jaki zaprezentowano tu Buddę i buddyzm, może być dla wyznawców tej religii cokolwiek niesmaczny, o ile nie po prostu obraźliwy. Żeby było ciekawiej, wszystkie bohaterki noszą imiona i nazwiska nawiązujące do gwiazd japońskiej muzyki pop z lat siedemdziesiątych. Nie wykluczam ponadto, że w samym anime jest jeszcze więcej tego rodzaju odniesień, dla gaijina całkowicie niezrozumiałych. Chociaż, skoro pojawia się tu nawet postać w czarnym, charakterystycznym hełmie, nosząca znajomą ksywkę na literę V…

Anime to powstało w 1994, jednak technicznie nie odstaje w żaden sposób od produkcji rodem z lat osiemdziesiątych, tworzono je bowiem jeszcze w erze przedkomputerowej. Mamy tu za to klasyczną, rozbieraną transformację z rozpadającym się ubraniem à la Cutey Honey. Grafika może i jest typowa dla lat 80., ale ilość podtekstów erotycznych (jakich tam podtekstów – pas sumo jako obowiązkowy strój sportowy dla dziewcząt na lekcjach WF?) kojarzy się z produkcjami znanymi z nieco bardziej swobodnych obyczajowo lat 90. Fabuły tu za bardzo nie ma, jedynie ciąg co bardziej absurdalnych i jednakowo fanserwiśnych pojedynków, ot, w sam raz na niespełna godzinną głupawkę. Biorąc pod uwagę, że całość jest ekranizacją mangi, nie chcę chyba wiedzieć, jak rozwijała się akcja w papierowej wersji przygód Goutaman. Co ciekawe, film doczekał się sequela, którego póki co nie miałem okazji widzieć.

Butt Attack Punisher Girl Gautaman jest tak głupie, że aż udane. To idealne anime na wszelkiego rodzaju spotkania towarzyskie, kiedy chcemy znajomych czymś zaskoczyć, pokazać im mało znaną, a przy tym rewelacyjnie wywołującą tzw. „fazę” produkcję. Koniecznie oglądajcie to w towarzystwie, wtedy Goutaman zdecydowanie zyskuje. Chociaż od biedy można i zdecydować się na samotny seans, kretyński humor tego anime znakomicie poprawia samopoczucie.

Grisznak, 4 czerwca 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Animate Film, Studio Kikan
Autor: Masakazu Yamaguchi
Reżyser: Iku Suzuki
Scenariusz: Yuu Yamamoto