Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Animatsuri 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 4/10 grafika: 8/10
fabuła: 3/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 15
Średnia: 5,27
σ=1,73

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (JJ)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Eikyuu Kazoku

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 1997
Czas trwania: 28 min
Tytuły alternatywne:
  • Eternal Family
  • 永久家族
Rating: Przemoc; Czas: Przyszłość
zrzutka

Prywatność na sprzedaż, życie jako reality show – średnio udana realizacja znanego motywu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Parodiowanie to nie taka łatwa zabawa – jak ze śpiewaniem, teoretycznie każdy może, jedni lepiej, inni dużo gorzej, ale jeśli nie chce się ograniczać swojej inwencji do przekręcania tytułów i nazwisk w komiczny sposób albo cytowania wyrwanych z kontekstu scen, sprawa staje się nieco bardziej skomplikowana. Jednym z największych niebezpieczeństw, zawsze wiszącym nad wszelkiego rodzaju prześmiewcami jest to, że robiąc sobie z czegoś żarty można – przypadkiem i nieświadomie – się do tego upodobnić. Przypominam sobie na przykład niezbyt zajmującą amerykańską komedię, którą w wersji polskiej ktoś inteligentnie postanowił nazwać To nie jest kolejna komedia dla kretynów (kto nie widział, może się tylko cieszyć), a która parodiować miała nudnawe filmidła dla młodzieży spod znaku American Pie – jednak, jak łatwo się domyślić, treść była zupełnym zaprzeczeniem tytułu. Dlaczego o tym wspominam? Eternal Family anime parodystycznym wprawdzie nie jest, ale bez wątpienia można zrozumieć je jako satyrę na wulgarny, telewizyjny chłam tanich widowisk reality show, satyrę, która z pewnością aspiruje do miana „ostrej i bezczelnej” – tyle tylko, że środki, jakimi operują autorzy, stoją mniej więcej na poziomie tego, co próbują wyśmiewać…

Pamiętacie Truman Show? Jeśli nie, po prostu polecam obejrzeć tamten film zamiast Eternal Family, ale na wszelki wypadek, gdyby znaleźli się tacy, którzy koniecznie chcą zapoznać się z dziełkiem studia 4°C, wyjaśnię – chodzi o historię człowieka zamkniętego w fałszywej rzeczywistości, nieświadomie grającego główną rolę w bijącym rekordy oglądalności programie o „zwyczajnym” życiu. Eternal Family bazuje na podobnym pomyśle – kilka osób, którym wymazano wspomnienia, zakwaterowano w specjalnym, wypełnionym kamerami domu. Nie mają pojęcia o tym, że poza tą niewielką przestrzenią istnieje jeszcze jakiś inny, zewnętrzny świat, a tym bardziej – że ten świat codziennie podgląda życie „wiecznej rodziny”. Jest jednak jeden wyjątek – we wszystko wtajemniczony został „ojciec”, dla którego występ w programie to po prostu dobrze płatna praca. Anime dodaje do tego krótką historyjkę wyjaśniającą, która tłumaczyć ma, skąd właściwie wziął się pomysł na program, ale oglądamy ją na samym początku jako sunący wzdłuż ekranu tekst i szczerze mówiąc, nie ma ona wielkiego wpływu na scenariusz i odbiór całości. Trudno odmówić tej historii potencjału, zwłaszcza że powstała rok wcześniej niż wspomniany hit z Jimem Carreyem, ale jak to zwykle w takich przypadkach bywa, potencjał ten został głupio zmarnowany.

Kompletny chaos – tak w dwóch słowach można opisać fabułę Eternal Family, ale uwaga – jeżeli ktoś stwierdził w tym momencie: „Tak, to coś dla mnie!”, radzę doczytać do końca akapitu, bo niestety, ten film nie sprawdza się też w roli absurdalnej, czysto rozrywkowej komedii. Najpierw jednak zajmę się wadami, które dyskwalifikują go jako poważny tytuł. Anime składa się z połączonych w całość pięćdziesięciu trzech półminutowych odcinków, co wymusza nieco nieskładną narrację i konstrukcję „ciągu skeczy”, która szybko zaczyna irytować – zwłaszcza że nie są to skecze najwyższych lotów. Denny, slapstickowy humor i babranie się w dowcipie fizjologicznym zapewne skutecznie zniechęcą dużą grupę uczulonych na tego typu pomysły widzów, ale możemy z dużym prawdopodobieństwem przypuścić, że oni akurat nie są widownią, w którą celuje film. Co z pozostałymi? Im zabawę zepsują inne, poważniejsze wady. Historia rozwija się w banalny i zwyczajnie nudny sposób, prowadząc nieuchronnie do słabego, moralizującego zakończenia pokazującego nam, że familijne więzi są więcej warte niż jakikolwiek program, choć przecież chyba ostatnią rzeczą, jakiej ktokolwiek oczekiwałby po tytule pozującym na niegrzeczny, brutalny i ach­‑jakże­‑zwariowany, jest wychwalanie tradycyjnych wartości rodzinnych. Całe szczęście, że przynajmniej w finale nie oglądamy, jak wszyscy łapią się za rączki i podśpiewując wesołą piosenkę o miłości oddalają się w stronę zachodzącego słońca. Chociaż i bez tego jest źle. Poza tym nie mogłem pozbyć się wrażenia, które przecież nie towarzyszyło mi przy teoretycznie podobnych tytułach, takich jak FLCL czy Dead Leaves – że całe to wariactwo jest nieco sztuczne, udawane, że seria na szaloną tylko pozuje, bo w ten sposób ma szansę zainteresować widza – w końcu ludzie lubią takie rzeczy. Efekt jest męczący i – co w tym przypadku stanowi najgorszy zarzut – po prostu nudzi.

Postaciom jakikolwiek komentarz poświęcę tylko z obowiązku, bo niestety, raczej na niego nie zasłużyły. Wszystko sprowadza się do tego, o czym wspomniałem już w poprzednim akapicie – bohaterowie starają się wyjść na dziwacznych, pokręconych i nienormalnych aż nazbyt usilnie, sprawiając wrażenie zupełnie sztucznych. Jeżeli to, że „szaleństwo” bohaterów jest niczym więcej niż obliczoną na zaciekawienie widza pozą, umknie uwadze oglądającego, kto wie, może zwariowana rodzinka wyda się całkiem interesująca? Nie wiem, ale z mojego punktu widzenia pod tym względem film wypada słabiutko.

Oprawa audiowizualna to mocniejsza strona produkcji – specyficzna kreska i animacja wyróżniają się na tle typowych serii, nieźle wypadają też projekty postaci i wizja futurystycznego świata – niekoniecznie oryginalna, ale przyjemna dla oka. Niektórym zapewne nie spodoba się szybkość akcji, wszechobecny chaos – pod tym względem Eternal Family przypomina choćby Tengen Toppa Gurren Lagann, co nie każdemu będzie odpowiadać. Muzycznie Eternal Family wypada średnio – żaden z utworów w tle mnie nie zachwycił ani nawet nie zainteresował. Seiyuu... Tutaj niestety muszę film skrytykować – rozumiem, taka konwencja, ale istnieją chyba inne środki ekspresji niż krzyk? Aktorów odpowiedzialnych za głosy postaci w filmie mógłbym złośliwie pochwalić za niezwykle trudne do wykonania połączenie sprzeczności: z jednej strony są irytująco głośni i wrzaskliwi, z drugiej kompletnie płascy i pozbawieni charakteru, co sprawia, że zapomina się o nich w przeciągu pół minuty od zakończenia seansu.

Eternal Family nie jest tytułem kompletnie beznadziejnym, ale mimo to brakuje mu trochę do poziomu, na którym nadawałby się do polecenia komukolwiek. To kolejny przykład wzorcowo zmarnowanego potencjału, rzecz niestrawna dla wymagającego widza i trącąca tanim moralizatorstwem dla przeciętnego odbiorcy. Jeśli ktoś ma ochotę, niech próbuje na własną odpowiedzialność – można, bo w końcu to tylko pół godziny, ale moim zdaniem już lepiej przypomnieć sobie wspomniany wcześniej Truman Show (choć, szczerze mówiąc, tak naprawdę nie rozumiem fenomenu tego filmu i wcale nie myślę o nim jako o wyjątkowym dziele). Szkoda, bo pomysł zapowiadał się naprawdę dobrze…

JJ, 8 czerwca 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio 4°C
Projekt: Kouji Morimoto
Reżyser: Kouji Morimoto
Scenariusz: Dai Satou, Kouji Morimoto
Muzyka: Chito Kawachi