Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

1/10
postaci: 2/10 grafika: 3/10
fabuła: 1/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

2/10
Głosów: 5
Średnia: 2,4
σ=1,2

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Zegarmistrz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Canary

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2002
Czas trwania: 24 min
Tytuły alternatywne:
  • カナリア
Gatunki: Dramat, Komedia
Postaci: Artyści, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Gra (bishoujo); Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Opowieść o piosence, muzyce, determinacji, braku sensu, nielogicznych działaniach i ich rezultatach.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Kilka miesięcy temu miałem wątpliwą przyjemność recenzować anime zatytułowane Crystal Triangle, uważane niekiedy za najgorszy japoński film animowany, jaki kiedykolwiek powstał. Jak się okazuje, to zdumiewające dzieło ma konkurenta prezentującego podobne, zdumiewająco nowatorskie podejście do fabuły oraz zbliżoną odkrywczość w temacie humoru i bohaterów. Tym owocem natchnionego i z całą pewnością szalonego geniuszu jest Canary.

Jak to czasem bywa w przypadku adaptacji japońskich gier erotycznych, fabułę Canary trudno streścić. Film opowiada o dziewczynie bardzo zdeterminowanej, by zagrać piosenkę na festiwalu z powodów, które nie są wyjaśnione. Bohaterka jest gotowa w tym celu góry przesuwać, choć trudno powiedzieć, co stanowi źródło aż takiego uporu: piosenka ma stanowić jej wrota do kariery? To jej ostatnia szansa, aby zabłysnąć, nim skona na złośliwego raka trzustki? Ktoś jej bliski zmarł niedawno, a piosenka ma zapewnić spokój jego duszy? Tego się nie dowiadujemy. Otrzymujemy jednak informację, że jedna z kluczowych dla tego przedsięwzięcia osób, czyli muzyk – keyboardzista, rezygnuje z udziału w występie… Scenarzyści tej decyzji też nie uzasadniają, choć osobiście nie zdziwiłbym się, gdyby postać uznała pomysł za zwyczajnie głupi. Nasza bohaterka musi więc szybko znaleźć zastępstwo na jego miejsce. Sytuację komplikuje dodatkowo fakt, że złe władze miasta postanowiły w takiej sytuacji koncert odwołać, chyba że muzykom uda się na rowerze prześcignąć motorynkę…

Bohaterowie, a tych jest cały pęczek (przy czym większość nie ma nawet imion) jednak nie rezygnują i stają do walki przeciwko złym siłom (ucieleśnianym przez wyżej wymienione władze miejskie) i zwątpieniu (ucieleśnianym przez keyboardzistę) z uporem godnym lepszej sprawy i bardziej rozbudowanej ideologii. W tym celu czynią wiele na pierwszy rzut oka pozbawionych sensu (na drugi i trzeci też) rzeczy, aby rzeczonego keyboardzistę na miejsce występu dostarczyć (bo jeśli tylko znajdzie się na scenie i chwyci w dłonie keyboard, z miejsca odzyska wiarę w siebie i ochotę do gry, zamiast – dajmy na to – zostać pożartym przez tremę lub wydrzeć ryja na porywaczy). Wszystko to przy akompaniamencie masy wybuchów, wygłupów, upadków i mało śmiesznych dowcipów, z których każdy dla lepszego efektu powtarzany jest po trzy razy pod rząd lub częściej… W sumie jak na 25 minut na ekranie dzieje się bardzo dużo, lecz niewiele z tej działalności ma jakieś znaczenie.

Poziom fabuły, która – mimo że prosta i wtórna – jest niemal tak bezsensownie zawikłana, jak ostatnie odcinki Neon Genesis Evangelion, sprawił, że oglądając Canary w pewnym momencie zacząłem zastanawiać się, czy faktycznie mam do czynienia z normalną animacją, czy raczej z dziełem amatorów z bardzo początkującego studia. W przekonaniu tym utwierdziła mnie w szczególności grafika. Mimo że anime jest stosunkowo nowe (2002 rok) i powstało już w erze łatwo dostępnych, nowoczesnych narzędzi graficznych, oprawę wizualną ma bardzo kiepską. Nie chodzi tu o to, że animacja jest mało płynna, postacie brzydkie czy coś w tym guście, choć oczywiście są… Canary posiada też masę egzotycznych, drobnych błędów, które stanowią własny wkład twórców do gatunku. Większość z nich jest na tyle oryginalna, że opisanie wszelkich problemów, z jakimi się boryka, jest bardzo trudne, praktycznie nie da się bowiem ująć wrażenia zmysłowego w słowa. Ruch na ekranie ma dziwną tendencję do zamierania, usta postaci otwierają się w innym rytmie niż dialogi, pojawiają się trwające ułamki sekund dłużyzny, w trakcie których nic się nie dzieje, tak jakby postacie zapomniały następnej kwestii. Nie są to duże błędy, jednak raz, że występują w wielkich ilościach, dwa, że w innych tytułach (nawet tych kiepskich) nie zdarzają się.

Muzycznie Canary trzyma poziom nieco lepszy od graficznego. Nie zmienia to jednak faktu, że nie jest to szczyt akustycznych możliwości XXI wieku. Możemy się o tym przekonać już odsłuchując opening, który jest dość słaby i niezbyt porywający. Niestety pozostałe elementy udźwiękowienia także nie są wiele lepsze. W zasadzie jako taki poziom trzyma chyba tylko podkład głosów postaci.

Wszystko to zmusza mnie do postawienia tezy, że Canary nie jest kolejnym kiepskim anime na podstawie gry hentai. Przeciwnie: jest anime wyjątkowym. Przy czym w tym przypadku oznacza to niestety, że jest to tytuł wyjątkowo wręcz żenujący. Momentami oglądając go, wstyd mi było, że gapię się na coś tak kiepskiego.

Zegarmistrz, 10 lipca 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Front Wing
Autor: Front Wing
Reżyser: Keitarou Motonaga
Scenariusz: Naruhisa Arakawa