Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

B6: The Game

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 8/10 grafika: 10/10
fabuła: 8/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 16 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,88

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 101
Średnia: 8,11
σ=1,27

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Tegami Bachi ~Hikari to Ao no Gensou Yawa~

Rodzaj produkcji: odcinek specjalny
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 28 min
Tytuły alternatywne:
  • Letter Bee: Light and Blue Night Fantasy
  • テガミバチ ~光と青の幻想夜話~
Postaci: Dzieci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Ludzie zejdźcie z drogi, bo listonosz jedzie…, chciałoby się zaśpiewać. Urocza historia, która sprawi, że przychylniejszym wzrokiem spojrzycie na ludzi wykonujących ten zawód lub zmobilizuje was do napisania chociaż krótkiego listu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Daleko, daleko stąd, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami i za siedmioma lasami, leży baśniowa kraina Amberground, w której wiecznie trwa noc. W tym magicznym miejscu mały chłopiec imieniem Lag pracuje jako tegami bachi, czyli listonosz. Jest to nie tylko odpowiedzialne, ale również niebezpieczne zajęcie, gdyż górzystą krainę zamieszkują dziwne, owadopodobne stworzenia zwane gaichuu, które atakują ludzi. Lagowi podczas jego podróży towarzyszy dziewczynka o imieniu Niche, która twierdzi, że jest jego dingo (ktoś w rodzaju przewodnika listonosza), oraz mały stworek. Tymczasem bohater dostaje kolejne, tym razem specjalne zadanie: ma dostarczyć paczkę oraz list adresowane do byłej tegami bachi, Eleny Bram. Ponieważ droga jest dosyć długa i niebezpieczna, zostaje mu przydzielony dodatkowy przewodnik, Darwin.

Ta krótka produkcja dosłownie owinęła sobie wokół palca moje wewnętrzne dziecko. Poczułam się jak mała dziewczynka tuż przed Bożym Narodzeniem, wpatrująca się w bogato przystrojoną choinkę i oczekująca z wypiekami na twarzy na prezenty i pierwszą gwiazdkę. Zresztą porównanie do akurat tych świąt jest nieprzypadkowe. Tegami Bachi od pierwszego kadru skojarzyło mi się z tym magicznym okresem. Ta urokliwa baśń ma cudowny, melancholijny nastrój, podkreślany dodatkowo przez bogatą, chociaż monochromatyczną kolorystykę oraz piękną ścieżkę dźwiękową. Przyznaję, że nie wiem, jak odcinek specjalny ma się do mangi, na podstawie której został nakręcony, ale zupełnie nie przeszkadzało mi to podczas seansu. Anime stanowi zwartą, przemyślaną i zamkniętą całość, dlatego nie wydaje mi się, by nieznajomość wersji papierowej była jakąś przeszkodą. Historia jest niezwykle prosta i w sumie dosyć przewidywalna, ale w niczym nie psuje to przyjemności jej oglądania. Jej najmocniejszymi stronami są bohaterowie, wyżej wspomniany nastrój oraz fantastyczny świat, w którym rozgrywają się wydarzenia. Być może niektórzy uznają to za profanację, ale Tegami Bachi przypomina mi Dziewczynkę z zapałkami Andersena, może nie pod względem fabularnym, ale na pewno jeżeli chodzi o refleksyjność i specyficzne, optymistyczno­‑smutne zakończenie. Poza tym lubię oglądać anime z dziećmi w roli głównej, pod warunkiem, że zachowują się jak na swój wiek przystało i nie mają psychiki Wertera. Spodobał mi się również pomysł wiecznej nocy, tym bardziej, że dzięki niemu całość zyskała magiczny klimat i pokazała, że ciemność wcale nie musi być ponura i mroczna. Swoją drogą, w życiu by mi do głowy nie przyszło, że będę się cieszyć jak małe dziecko z anime o listonoszach, nagle ten zawód zyskał aurę romantyczności. Jedynym słabym punktem i jednocześnie dowodem pochodzenia tego odcinka specjalnego są gaichuu, które średnio przypadły mi do gustu.

Ze względu na długość produkcji trudno napisać coś konstruktywnego o bohaterach, poza tym, że potrafią przyciągnąć uwagę widza. Prawie każda postać, nawet pojawiająca się jedynie na minutę i wygłaszająca zaledwie jedną kwestię, intryguje i zapada w pamięć. Widz czuje, że ta osoba ma jakąś własną historię do opowiedzenia i z pewnością nie należy ona do nudnych. Jedyną osobą, o której dowiadujemy się nieco więcej, jest Lag Seeing: dzięki migawkom z przeszłości możemy zobaczyć, dlaczego postanowił zostać tegami bachi. Trzeba przyznać, że chłopiec bardzo się stara i jest pełen wiary w to, co robi, po prostu ma powołanie do tego zawodu. Każdy list czy paczkę traktuje jak fragment duszy danej osoby i robi wszystko, by bezpiecznie dotarła do celu. Pomaga mu w tym Niche, dzielnie walcząc u jego boku z gaichuu. Oprócz tej dwójki na uwagę zasługuje przełożony Laga, Largo Lloyd, człowiek spokojny i tajemniczy. To on jest nadawcą przesyłki do Eleny, ale nie wyjawia chłopcu swoich motywów. Sprawia wrażenie osoby opanowanej i wyważonej, ale nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że darzy Laga specjalnym zainteresowaniem. Niestety, o ile zagadka listu zostaje rozwiązana, o tyle o jego relacjach z chłopcem nie dowiadujemy się niczego.

Nie wiem, od czego zacząć hymn pochwalny na cześć oprawy audiowizualnej. Widać, że twórcy otrzymali pokaźny budżet i potrafili go wykorzystać. Grafika jest śliczna i wspaniale buduje nastrój tej produkcji. Ponieważ w przedstawionym świecie bez przerwy panuje noc, zdecydowano się na użycie głównie odcieni niebieskiego oraz fioletu, całość wyszła niezwykle malarsko i baśniowo, trochę jak na ilustracjach Marcina Szancera. Wnętrza natomiast toną w ciepłych odcieniach brązów, pomarańczy i żółci. Światło jest delikatne i rozproszone, nawet jeżeli w ciemnym pokoju pali się tylko ognisko w kominku, kontrasty światła i cienia będą przypominały raczej łagodne późnorenesansowe sfumato niż barokowe, ostre efekty luministyczne. Bardzo przypadły mi do gustu małe, fosforyzujące gwiazdki, wykonane techniką komputerową, od czasu do czasu pojawiające się na ekranie. Skoro jesteśmy przy komputerach, jedyną rysą na tej gładkiej powierzchni są gaichuu: nawet jeżeli same projekty są niezłe, to zbytnio odróżniają się od malarskiego tła i często sprawiają wrażenie przyklejonych. Postaciom trudno coś zarzucić: są charakterystyczne i niepowtarzalne, chociaż Lag przypominał mi nieco Allena z D. Gray­‑man, ale to tylko spostrzeżenie, a nie wada. Poza tym zachwyciły mnie stroje, w jakich chodzą tegami bachi, nie tylko praktyczne, ale też niesamowicie fantazyjne i gustowne (królestwo za taką czapkę z pszczółką)! W anime nie ma zbyt wielu dynamicznych scen, ale w tych, które możemy zobaczyć, animacja jest płynna i trudno jej coś zarzucić. W Tegami Bachi nie pokuszono się o klasyczny opening: nie ma osobnej animacji czy piosenki, nastrojowemu początkowi towarzyszy dźwięk dzwonu i męski chór, jakby żywcem wzięty ze średniowiecznego klasztoru. Ścieżka dźwiękowa jest stonowana i spokojna, dominują instrumenty smyczkowe, a przy bardziej podniosłych czy dynamicznych scenach możemy usłyszeć kompozycje organowe. Mimo użycia tak niebezpiecznego instrumentu udało się uniknąć efektu kiczu i pompatyczności. Na tym tle zdecydowanie wyróżnia się ending: optymistyczny i radosny, przywołujący na myśl utwory Mozarta. Tak jakby twórcy chcieli na zakończenie powiedzieć, że wszystko dobre, co się dobrze kończy. Animacja towarzysząca jest bardzo prosta i oszczędna, a przedstawia ekwipunek każdego tegami bachi, czyli czapkę i torbę w otoczeniu mnóstwa wirujących gwiazdek.

Tegami Bachi obejrzałam trzy razy i zapewne obejrzę po raz kolejny, za każdym razem ściska mnie za gardło równie mocno. To nie jest produkcja pretendująca do miana wybitnej, ale zdecydowanie ma w sobie coś. Jak na baśń przystało, potrafi w piękny sposób opowiadać o rzeczach prostych i w zasadzie oczywistych, a to też trzeba umieć. Poza tym dobrze jest od czasu do czasu spojrzeć na świat z perspektywy dziecka i cieszyć się drobiazgami. Mimo że opowiedziana historia jest dosyć smutna i pełna emocji, twórcy nie raczą widza tanimi chwytami i przesadnym sentymentalizmem. A samo zakończenie, chociaż przewidywalne, wydaje się jedynym słusznym i w ostatecznym rozrachunku całkiem optymistycznym. Wystawiona przeze mnie ocena jest niezwykle wysoka, ale moje wewnętrzne dziecko, które miało tyle radości z tego krótkiego seansu, nigdy by mi nie wybaczyło, gdybym dała chociaż oczko niżej. Anime polecam każdemu, kto lubi raz na jakiś czas poczuć się dużo młodszy i wierzy, że oprócz ofert reklamowych oraz informacji z ZUS­‑u istnieją jeszcze normalne listy i ludzie, którym pisanie ich sprawia przyjemność.

moshi_moshi, 8 października 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Pierrot
Autor: Hiroyuki Asada
Projekt: Minako Shiba
Reżyser: Mamoru Kanbe
Scenariusz: Tatsuya Oishi
Muzyka: Kunihiko Ryou