Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
grafika: 6/10
fabuła: 3/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,75

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 25
Średnia: 4,88
σ=1,8

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (JJ)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Digital Juice

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2002
Czas trwania: 20 min
Gatunki: Komedia
zrzutka

Zbiór beztreściowych krótkometrażówek od 4°C, tylko dla wielbicieli tego typu produkcji.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Obawiam się, że pewien rodzaj ograniczenia umysłowego nie pozwala mi pojąć wspaniałości niektórych dzieł – choć ja wolę to raczej nazywać umiejętnością odróżnienia artyzmu od pretensjonalnej szmiry. Nie wiem, czy reżyserzy odpowiedzialni za Digital Juice próbowali zrobić coś artystycznego, czy może tworzyli zupełnie świadomi tego, że mimo interesującej formy ich dzieło jest zupełnie pozbawione treści, w każdym razie efekt okazał się raczej mizerny. Sześć krótkometrażówek wchodzących w skład Digital Juice, prezentujących różne style animacji, wygląda tak, jakby miały robić wrażenie oryginalnych, zaskakujących i nietypowych. Udaje się tylko dwóm.

Pierwszy, króciutki fragment to coś w rodzaju zapowiedzi samurajskiego anime – a może parodii? Nie wiem, najwyraźniej nie zrozumiałem żartu, mogę natomiast stwierdzić, że nieźle brzmi utwór muzyczny towarzyszący tej części. To już coś. Następująca po nim historyjka w reżyserii pana Hiroakiego Andou, opowiadająca o agencie ubezpieczeniowym, próbującym sprzedać polisę kurczakom, ma przynajmniej coś na kształt fabuły – to swego rodzaju żart (wzbraniałem się przed użyciem tego słowa – z tego, co mi wiadomo, żart teoretycznie powinien być śmieszny) z dowcipną (znów słowo nie do końca pasuje…) puentą, szkoda tylko, że zupełnie nieudany. Styl graficzny nawet interesujący, ale beznadziejna treść skutecznie przekreśla przyjemność oglądania. Kin Jin Kitto to najkrótsza część Digital Juice – nie trwa nawet minuty i bardziej przypomina zapowiedzi kolejnych odcinków, z którymi spotykamy się w seriach telewizyjnych, albo naprawdę krótki zwiastun, niż film krótkometrażowy. Grafika jest niezła – potencjalnie, bo w tak krótkim czasie autor nie zdążył pokazać wystarczająco wiele, żeby naprawdę mnie zaciekawić. Najsłabszym fragmentem całości jest opowieść o stoliku i człowieku­‑rybie. Brzmi dziwnie? Ale jest raczej głupie niż oryginalne, a do tego utrzymane w dokładnie tym samym stylu (zarówno jeśli chodzi o grafikę, jak i o treść), co beznadziejne End of the World, które miałem (nie)przyjemność recenzować. Nawiasem mówiąc, za oba odpowiada ten sam reżyser – Osamu Kobayashi. Tym razem też mu nie wyszło – rzecz próbuje być zabawna, dziwna i ostra, okazuje się nudna i mdła, a przy tym zwyczajnie idiotyczna.

Jakimś cudem to tego zbiorku potworków trafiły dwie przyzwoite krótkometrażówki. Pierwsza z nich to właściwie teledysk (utwór muzyczny jest naprawdę miły dla ucha i wybija się na tle reszty oprawy dźwiękowej Digital Juice), opowiadający o małej dziewczynce i tajemniczym, długowłosym przystojniaku… Lolikon? Niewykluczone – jest w tej historii kilka scen, w których można dopatrzyć się lekkiego zabarwienia erotycznego (lizanie stóp…), ale nie psuje to dobrego ogólnego wrażenia. Utrzymana w bajkowym klimacie grafika to kolejna zaleta – płynna animacja, ładna, choć prosta kreska i przyjemna kolorystyka w praktyce okazują się dużo lepsze od wysilonej oryginalności pozostałych części Digital Juice. Ten fragment ma też pewien niewymuszony urok, którego zdecydowanie brakuje wszystkim pozostałym. Ostatnia krótkometrażówka w tym zbiorze też wyróżnia się pozytywnie, choć graficznie nie prezentuje się najlepiej – słabiutka animacja trójwymiarowa zdradza, niestety, wiek produkcji i potwierdza, że czasem tytuł sprzed paru lat może wyglądać zdecydowanie gorzej niż taki sprzed dwudziestu. Historię podniebnego baru ratuje pomysł fabularny – wprawdzie film udaje, że jest fragmentem większej całości, pojedynczym odcinkiem dziwacznej telenoweli, a co za tym idzie, nie ma konkretnego początku ani końca, ale sama koncepcja jest naprawdę ciekawa.

Nie sądzę, żeby Digital Juice było warte polecenia komukolwiek – jeśli jesteście fanami produktów ze studia 4°C, zapewne już znacie ten tytuł i prawdopodobnie przypadł wam do gustu, jeśli nie, to nie ma sensu po niego sięgać. Jeżeli ktoś niezaznajomiony z tematem chce zobaczyć, jak wyglądają dobre krótkometrażowe animacje, niech sięgnie raczej po nowszą i zdecydowanie lepszą kompilację Genius Party, w której można znaleźć prawdziwe perełki. Na pozbawiony smaku cyfrowy soczek po prostu szkoda czasu.

JJ, 2 listopada 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio 4°C
Reżyser: Hidekazu Ohara, Hiroaki Andou, Kazuyoshi Yaginuma, Kouji Morimoto, Osamu Kobayashi, Tatsuyuki Tanaka