Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Mochicon - konwent

Komentarze

Glass no Kamen [2005]

  • Avatar
    A
    mari 27.02.2015 13:25
    Music
    „Promise” Candy jako opening song to strzał w dziesiątkę!
  • RinUchihaa 11.09.2014 22:18:18 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Azuyano 21.07.2013 02:39
    komentarz
    Po pierwszym odcinku mogę stwierdzić, że chyba dotrwam do końca tego anime. Dziewczyna ma talent, ale jest biedna. Kocha aktorstwo i dla niego żyje do tego stopnia, że w minusową temperaturę rzuca się w morze za biletem… Sądzę, że nawet się nie odczuwa tych 50 odcinków:)
  • Avatar
    A
    Marilee 16.11.2012 16:14
    Do tej serii przymierzałam się od dłuższego czasu. Po obejrzeniu pierwowzoru ponad dwa lata temu, zastanawiałam się czy zagłębić się jeszcze raz w tą samą historię, tylko w młodszym wydaniu, a co za tym idzie z mniej rażącą w oko kreską i lepszą muzyką.

    Pozytywnie mnie ta seria zaskoczyła. Fabuła związana jest z teatrem dlatego bardzo obawiałam się pompatycznych przemówień i drażniących, przedramatyzowanych zachowań. Z ulgą musiałam zauważyć, że nie jest ich aż tak dużo. Mamy z nimi do czynienia głównie na sali ćwiczeń i na scenie, a nie w życiu codziennym. Chociaż muszę napisać, że było kilka sytuacji, które zbiły mnie z tropu albo powodowały prawie śmiech „z politowaniem”. Napisałam prawie, gdyż później te zachowania były wyjaśnione i okazywało się, że były z góry założone i miały określony cel. Taki ciąg przyczynowo­‑skutkowy. Za przykład mogę podać  kliknij: ukryte  Było jeszcze kilka innych sytuacji przy których miałam ochotę stuknąć się w czoło, ale na szczęście było ich niewiele.
    Postać Mayi czasami wydawała mi się zbyt naiwna, ale nie był to typ głupiutkiej naiwności. Projekt drugiej głównej postaci – Ayumi, bardzo przypadł mi do gustu. Jej chęć do wiecznej rywalizacji i udowodnienia, że jest dobra w tym co robi, a także, ten dziwny szacunek do swoich rywali, wzbudzał pozytywne odczucia.
    Co do Hayami Masumi, ciężko opisać tą postać. Wszystko co robił było przemyślane, czasami aż za bardzo. I dążył do określonego celu. Być może pod koniec  kliknij: ukryte .
    Pozostałe postacie były tylko dodatkiem i po za Tsukikage­‑sensei stanowili głównie tło.

    Zaczęłam od wymienienia minusów tej serii, więc podam kolejny.
    Wiemy, że produkcja miała mały budżet na wykonanie, co odbiło się na grafice. Jednak nie była ona rażąca w oczy i przy niektórych ujęciach musiałam stwierdzić, że są one bardzo ładne.
    Drugi wielki minus to wcale nie grafika, ale też związane prawdopodobnie z niskim budżetem, zatrudnienie aktorów do podkładania głosów. Na niektórych stronach możemy znaleźć długą listę seiyuu dla tej serii. Jednak ja miałam wrażenie, że większości męskich postaci, głosu użycza nikt inny jak  kliknij: ukryte . Być może wyda się to błahe. Jednak jak dla mnie odejmowało to trochę przyjemności z oglądania, zwłaszcza gdy na deskach teatru przedstawiona była historia o  kliknij: ukryte . Jest to jeden z moich ulubionych seiyuu więc rozpoznać go było nie trudno.

    Pomimo kilku wad seria jest na prawdę dobra. Wciągnęła mnie machinalnie. Nie mogłam się od niej oderwać i obejrzałam ją w niecałe dwa tygodnie poświęcając na nią noce, czas na naukę na egzaminy na studiach i każdą wolną chwilę. Dawno nie byłam tak ciekawa rozwoju wydarzeń oraz sztuk które miały zostać przedstawione w anime. Każdą historię oglądało się przyjemnie i niektóre zachęciły nawet do sięgnięcia po pierwowzór.
    Muzyka była dosyć ładna. Nie wyróżniająca się, ale też nie drażniąca.

    Zakończenie  kliknij: ukryte  można uznać albo za mocny, albo za słaby punkt. Dla mnie był on rozczarowujący pod względem  kliknij: ukryte , ale jeśli chodzi o  kliknij: ukryte  zostało to dobrze przedstawione.
    Z chęcią obejrzałabym kolejną serię, jednak manga nie jest zakończona i na razie się na to nie zanosi, ale pomarzyć zawsze można.
    A i pewne jest, że będę na to czekać. Może kiedyś…
  • Avatar
    A
    mielwa 20.06.2012 11:24
    dopiero rozpoczęłam tę serię. wydaje się ciepła i sympatyczna, więc pewnie będę kontynuować.
    niestety, na samym początku zaserwowano niezłą wpadkę. zastanawiałam się, czy ktoś jeszcze to wychwycił, ale chyba nie. drodzy państwo, znacie „damę kameliową” dumasa? zaadaptowano ją na DRAMAT o tym samym tytule, ale „la traviata” to OPERA (twórca muzyki został nawet uwzględniony na plakacie w anime). stąd moje głębokie zdumienie, kiedy główna bohaterka z biletem na operę ląduje w teatrze. może się czepiam, ale trudno traktować poważnie produkcję o teatrze, której twórcy nie mieli o nim najwyraźniej zielonego pojęcia.
  • Avatar
    A
    anulka406 6.11.2011 16:26
    Bardzo mi się podobało
    Muszę przyznać, że anime BARDZO mi się podobało! Zachęcona recenzją zaraz zabrałam się za oglądanie i oczywiście nie żałuję. Wszystkie wątki są należycie rozwinięte. Osobiście najbardziej podobał mi się wątek romantyczny, który tutaj jest pokazany naprawdę wspaniale. W ogólnym ujęciu jest to po prostu bardzo dobre, trzymające poziom anime. Nawet, jeśli nie dostajemy  kliknij: ukryte  nie denerwuje mnie to tak, jak w większości przypadków. Dobrze wykonane  kliknij: ukryte  często jest o wiele lepsze niż  kliknij: ukryte  No i zachęca do przeczytania mangi, co mam w planie. Ogólnie jest to anime przy którym w ogóle się nie nudziłam i z podekscytowaniem wyczekiwałam kolejnego odcinka. Gorąco polecam fanom obyczajówek i nie tylko! Nie zmarnujecie swojego czasu!
  • Avatar
    A
    Oczko 23.07.2011 18:12
    shoujo zwyczajnie niezwyczajne ;)
    Dobroduszna, utalentowana dziewuszka, która japońskim zwyczajem daje z siebie wszystko, żeby zrealizować swoje marzenie, a przy okazji wzrusza serce jakiegoś samotnego i zabójczo przystojnego cynika? Szkielet historii zaprezentowanej w GnK nie grzeszy oryginalnością. I dobrze. Bo tak naprawdę shoujo kocha się nie za jego oryginalność, jeno za umiejętne opowiadanie różnych wariantów tej samej krzepiącej bajki o poszukiwaniu siebie, o wytrwałej walce z przeciwnościami losu oraz oczywiście o miłości zdolnej leczyć najbardziej zatrzaśnięte serca. Tu leży tajemnica jego kompensacyjnej natury. Potrzebujemy shoujo, ponieważ daje nam to, czego tzw. prawdziwe życie dać nie może. Rzeczywistość, jak wiadomo, gryzie, czyli… cierpi na chroniczny niedobór dobrych wróżek, życiowych szans, szlachetnych rywali, wyrachowanych łotrów będących w głębi serca czułymi romantykami oraz rzecz jasna fioletowych róż. Dla odmiany GnK, utkane w przeważającej części z dziewczyńskich fantazji, obdarza widza wszystkimi tymi deficytowymi dobrami nadspodziewanie hojnie. Seria wypełnia gatunkowe schematy może bez specjalnych innowacji, za to z wyjątkowym, takim trochę staroświecko­‑pensjonarskim, wdziękiem. Mnóstwo tu konwencjonalnego shoujo­‑patosu (nie zabrakło nawet scen quasi­‑transformacji w stylu magical girls), różnych naiwności fabularnych, a nawet elementów ciężkiego kiczu (na szczęście w ilościach tolerowalnych –  kliknij: ukryte ), całość jednak broni się dzięki niezwykle subtelnie poprowadzonemu wątkowi romantycznemu (poza tą jedną wymienioną wpadką ;) oraz magii teatru. Nie podejrzewałam, że sceniczne zmaganie dwóch dziewcząt może być równie pasjonujące. Z zapartym tchem oglądałam każde kolejne przedstawienie, z wypiekami na twarzy śledziłam niuanse aktorskich interpretacji, zastanawiając się, jak tym razem twórcy poradzą sobie z motywem geniuszu Mayi. Czy w sposób wystarczająco przekonujący pokażą jej bezbłędny sceniczny instynkt? Czy nie zabraknie im aby pomysłów na „natchnione” inscenizacje? Moim zdaniem nie zabrakło. Co więcej, przy okazji aktorskiego turnieju udało im się stworzyć niezwykle sugestywny, wręcz elektryzujący obraz sceny teatralnej i wszystkiego, co się na niej dokonuje ( kliknij: ukryte przyprawiła mnie o autentyczne „ciary”). Pięknie (i przewrotnie) wykorzystano też potencjał wątku teatralnego, by pogłębić psychologiczne wizerunki postaci – mam na myśli bezbłędny manewr z obsadą spektaklu o dwóch księżniczkach (brawo, Tsukikage sensei!)  kliknij: ukryte  Panna Himekawa jest zresztą bardzo udaną antagonistką. Ma klasę. Niekoniecznie sympatyczna, potrafi jednak wzbudzić zarówno współczucie (jest nieszczęsnym Salierim tej opowieści), jak i szacunek (determinacją, chęcią samodzielnego zapracowania na własny sukces, wiernością zasadzie fair play). Pozytywnie zaskoczyły mnie też postacie asystentki Masumiego oraz  kliknij: ukryte  Na koniec jeszcze jedna sprawa. Istnieje pewna jakość, którą szczególnie cenię we wszelkich produkcjach seryjnych, nie tylko w anime – wyrównany, dobry poziom poszczególnych epizodów. Żadnych ogonów, żadnych zapychaczy – po prostu po każdym endingu miłe wrażenie spełnienia i satysfakcji. GnK zapewniło mi ten rzadki komfort, co przy 51­‑częściowej serii jest samo w sobie nie lada wyczynem. Oby więcej takich szojców!
  • Avatar
    A
    Alanna 23.06.2011 00:59
    Żaden z 51 odcinków mnie nie nużył; postacie, relacje między nimi i ich problemy interesują od początku do końca serii.
    Bardzo spodobało mi się przedstawienie pracy aktora; przygotowywanie się do roli, jak i jej odgrywanie to zawsze ciężka praca, nawet w przypadku tak utalentowanej osoby jaką jest główna bohaterka. Aspekt wczuwania się w rolę jest zdecydowanie przejaskrawiony i być może jest to tani chwyt, ale dzięki niemu każde próby i przedstawienia oglądałam z autentycznym podziwem.
    O wątku miłosnym rozpisywać się nie będę – każdy miłośnik romansu po prostu musi obejrzeć tę serię. Dziwię się, że w kategorii gatunku nie uwzględniono romansu, bo jest on jednym z głównych wątków serii.
    Biorąc pod uwagę konwencję shoujo, dramatyzm i naiwność fabuły mieszczą się w granicach normy. Jedyne co mnie denerwowało to absolutne przegięcie charakteru i poczynań postaci Tsukikage – nie dość, że ultrawredna z niej baba (moim zdaniem nic tego nie usprawiedliwia), to jeszcze reszta bohaterów jej folguje.
    Byłoby 10 ale jest 9 z powodu wyżej wymienionego problemu.
    • Avatar
      Eire 23.06.2011 13:03
      Czegóż chcesz?
      Artystka stoi ponad normalnością, nie dla niej normy zwykłych śmiertelników.

      Co do romansu- przyznasz, że ten wątek daleki jest od standardowego ujęcia i bardzo dobrze. Każdy krok w tym kierunku byłby dość niesmaczny.
      • Avatar
        Alanna 23.06.2011 19:12
        Re: Czegóż chcesz?
        Rzeczywiście, normy zwykłych śmiertelników nie imają się Tsukikage. Maska Karmazynowej Bogini (eufemistycznie rzecz ujmując)poprzestawiała kobiecie w głowie.
        W kwestii romansu oczywiście się zgadzam. Gdyby wątek ujęto w sposób standardowy to cały ten motyw kulturowego tabu i różnej natury barier między ludźmi byłby spłycony, a w zasadzie niepotrzebny.
        • Avatar
          Oczko 24.07.2011 15:58
          kontrowersje wokół kontrowersji? ;)
          Proszę o wybaczenie, że się tak tutaj wtrącam niepytana, ale zaintrygował mnie temat romansu, zwłaszcza obecności w nim domniemanego tabu. Jak dla mnie (w czym najwyraźniej zgadzam się z Alanną) wątek miłosny poprowadzono w GnK wprost koncertowo – płynnie, subtelnie, treściwie. Śledzenie relacji pomiędzy Mayą i  kliknij: ukryte  Tak czy siak, delektowałam się radośnie każdą fioletową różą  kliknij: ukryte  nie wspominając ;)
          • Avatar
            Eire 24.07.2011 17:01
            Galatea wiecznie żywa?
            Nowa opinia pilnie poszukiwana.
            Nie wykluczam, że M i M będą razem w przyszłości. Cieszę się jednak, że wybrano tu raczej drogę „Tajemniczego Opiekuna” niż obleśne „Dean Priest i Emilia ze Srebrnego Nowiu”. Masumi postępuje mądrze i taktownie, nie przekraczając pewnych granic.
            • Avatar
              Oczko 24.07.2011 19:26
              Re: Galatea wiecznie żywa?
               kliknij: ukryte to bez wątpienia porządny chłop, stawiający na pierwszym miejscu dobro i szczęście Mayi. Jeśli kontynuować wątek kontekstów literackich, to skojarzyłabym go z Witoldem z zapomnianej, acz urokliwej polskiej powieści dla pensjonarek pt. „Dzikuska”. Co do Deana, to wiadomo o nim na pewno dwie rzeczy – miał szmaragdowo zielone oczy i … BYŁ ŁOTREM!. Które to odkrycie, pamiętam dobrze, trochę złamało mi serce. Nigdy też chyba nie wybaczyłam pani Montgomery, że pozostawiła Emilce raczej marną alternatywę w postaci – w moim odczuciu do bólu nijakiego – Tadzia. W temacie Galatei zaś – myślę, że archetyp nie bez kozery jest archetypem. Potwierdza to może nie tyle liczba aspirantek do roli rozkosznego tworzywa, co liczba entuzjastycznych Pigmalionów. Przypadkiem jestem na bieżąco – właśnie urządzam sobie powtórny seans „Paradise Kiss”. Widać tam, jak na dłoni, że uzdatniającą obróbkę kobity można próbować przeprowadzić niezależnie od jej wieku <wzdycha nad mizerią męskiego rodu>.
              W każdym razie dziękuję za miłą okazję do sentymentalnego powrotu w świat moich ulubionych młodzieńczych lektur :)
              • Avatar
                Alanna 24.07.2011 20:59
                Re: Galatea wiecznie żywa?
                Chyba przesadziłam z użyciem słowa „tabu” :) Nie napisałabym, że wątek romansowy jest świetny, gdybym zauważyła w nim coś niestosownego. Romans jest tu jak najbardziej stosowny, bo (jak już napisała Eire) Masumi zachowuje się bardzo taktownie.
  • Avatar
    A
    korzenka 28.10.2010 22:37
    Absolutna rewelacja. Bardzo porządnie zrobione anime. Mam zastrzeżenie tylko do zakończenia- nastąpiło trochę za szybko i zostawia pewien niedosyt, ale myślę, że jest to spowodowane faktem, iż manga nadal wychodzi. Mimo wszystko dawno nie oglądałam anime, które by mnie do tego stopnia wciągnęło. Zgadzam się w pełni z oceną recenzenta.
  • Avatar
    A
    Keitaro 23.10.2010 01:41
    Jak to bywa przy mniej znanych tytułów – brak komentarzy. Ja napiszę od siebie tylko iż dobra recenzja zachęciła mnie do ów pozycji i mam zamiar niebawem obejrzeć.