Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Komentarze

Tetsuwan Atom [2003]

  • Avatar
    A R
    SixTonBudgie 7.11.2009 21:00
    Znakomite?
    Czy Tetsuwan Atom (2003) jest anime znakomitym? Owszem, myślę, że można by było tak powiedzieć, ale z zaznaczeniem, że w swoim gatunku (a nie w skali bezwzględnej). Jak słusznie Grisznak zauważył porusza ono problemy poważne i ciekawe także dla dorosłego człowieka. A co istotne nie robi tego w naiwny sposób, szeroko unikając wszelkich jednoznaczności oceny. Wprawdzie cały czas temat „praw robotów” jest pojęciem wyjętym z twórczości science­‑fiction i futurologii, ale rozważania na ten temat prowadzone są już od kilkudziesięciu lat i jak dotąd nie udało się dojść do ostatecznego kompromisu, nie tylko dlatego, że to ciągle pojęcie abstrakcyjne. W Tetsuwan Atom (2003) wprawdzie żadnych specjalnych rewelacji na ten temat nie usłyszymy (a przynajmniej nie usłyszą ich osoby, które trochę siedzą w fantastyce naukowej), ale i tak skłania do kilku chwil refleksji.

    Mnie aż tak łatwo nie przyszło przebijać się przez niektóre odcinki. Bo o tyle, o ile te z dr Tenmą w tle (lub pierwszym planie), czy problemami społecznymi, połykałem jednym tchem – zresztą dr Tenma to mój ulubiony bohater tego tytułu, tak jednoodcinkowe historie, jak to Atom przeszkadza złym ludziom w ich złych zamiarach skrzywdzenia (ludzi bądź robotów, albo ich obu na raz), do bólu przewidywalne, wyciskały ze mnie „siódme poty”, bym jednak na nich wysiedział. Na Tetsuwan Atom (2003) spoglądałem przez jeszcze jeden pryzmat (który niewątpliwie odbił się na odbiorze), a była nim manga Naokiego Urasawy – Pluto. Wprawdzie z samym tytułowym bohaterem odcinków było niewiele, ale czerpałem z nich dodatkową przyjemność. I tak jak recenzent czerpał z ją z odniesień do twórczości Tezuki, odnajdując kolejne szczegóły, tak mnie satysfakcję przynosiły porównania Pluto i Tetsuswan Atom (2003), a nie odnosiły się one tylko do samego Pluto – można je było znaleźć w całej rozciągłości anime, czasem w zupełnie niespodziewanych miejscach (np. w odcinku o ataku pluszowych misi, który to motyw wykorzystał i Urasawa, przy jednej z ważniejszych ról w swojej mandze).

    Pod względem obrazu i dźwięku wysoko sobie cenię te anime. Jak Grisznak wspomniał, efekty komputerowe, liczne przecież, świetnie wpasowywały się w standardową animację. Efektem jej wykorzystania było wyłącznie dodanie jej kolorytu. Oprawa muzyczna także mi się spodobała – charakterystyczna gitarowo­‑elektroniczna muzyka, według mnie, nie dość, że dobrze brzmiała, to i dobrze została dopasowana do scen. Innymi słowy – spodobała mi się (stąd oceniłbym ją trochę wyżej niż Grisznak).

    Nie wiem, jak było z popularnością serii – jak czytam, niespecjalnie była wysoka. Wielka szkoda – tytułów tak dobrych jak ten, a jednocześnie skierowanych przede wszystkim do dzieci (acz nie tylko do nich się ogranicza), obecnie praktycznie nie ma.