Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 7/10 grafika: 8/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,33

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 105
Średnia: 7,27
σ=1,66

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Chudi X)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

One Piece: Omatsuri Danshaku to Himitsu no Shima

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2005
Czas trwania: 92 min
Tytuły alternatywne:
  • One Piece: Baron Omatsuri and the Secret Island
  • ワンピース オマツリ男爵と秘密の島
Gatunki: Dramat, Przygodowe
Widownia: Shounen; Postaci: Piraci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Supermoce
zrzutka

Piraci zwabieni obietnicą wypoczynku w luksusowym kurorcie, trafiają na tajemniczą Festiwalową Wyspę. Film­‑eksperyment w reżyserii Mamoru Hosody.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Zastajemy naszych piratów gdzieś pośrodku Grand Line, gdy wyławiają z morza butelkę z interesującą zawartością. W środku znajduje się zaproszenie dla odważnych piratów do kurortu na Festiwalowej Wyspie, mapa i kompas wskazujący jeden cel, opatrzony nazwą miejsca wspomnianego w liście. Oferta zapewniająca nieprzerwaną zabawę i luksusowy wypoczynek nie może wydawać się mało kusząca. Naturalnie załoga pod wodzą Luffy’ego udaje się we wskazane miejsce, by ostatecznie wylądować na owej tajemniczej wyspie. Jednak ku ich zaskoczeniu gospodarz oznajmia, że najpierw czeka na nich Piekielna Próba. Głodnemu przygód kapitanowi udaje się ostatecznie przekonać swoich przyjaciół do wzięcia udziału w dziwacznym konkursie, lecz żadne z nich nie ma pojęcia, co tak naprawdę kryje się za fasadą bajkowego kurortu…

One Piece: Omatsuri Danshaku to Himitsu no Shima jest szóstym z kolei filmem z cyklu, ale też najdziwniejszym i najtrudniejszym w ocenie. Można tu znaleźć co prawda schemat typowy dla wszystkich pełnometrażowych produkcji spod znaku One Piece, jednak atmosfera i otoczka są zupełnie inne. Reżyser tej części, Mamoru Hosoda, znany głównie z autorskiego Summer Wars i wydanego w Polsce O dziewczynie skaczącej przez czas, ma charakterystyczny styl i widać to nie tylko po projektach postaci. Już na samym początku daje się wyczuć unikatowy klimat. Wszystkie obowiązkowe elementy historii o młodych piratach (tajemnica, szalona przygoda, starcie z wrogiem) doprawiono szczyptą surrealizmu i pokładami mroku, których na próżno szukać w pozostałych filmach. Oczywiście nie mogło zabraknąć również humoru, który, podobnie jak we wspomnianym Summer Wars, koliduje nieco z poważniejszą warstwą fabuły. Połączenie takie nie zawsze się udaje i w tym przypadku również trudno mówić o sukcesie. Pierwsza część jest lekką, ale niezwykle zakręconą relacją z dziwacznego konkursu, natomiast ciąg dalszy to skupienie się na mrocznej – bardzo mrocznej – tajemnicy wyspy. O ile nieco odrealniony (nawet jak na realia One Piecie) początek jest niesamowicie energiczny, zawiera sporo akcji, humoru i naprawdę dobrze napisane dialogi, o tyle już ilość tragizmu i sposób przedstawienia wydarzeń (całość w porównaniu do innych przygód przypomina wizję niemal z koszmaru) w drugiej części psują ogólne wrażenie. Dramatyzm, by spełniać swoją rolę, musi być dobrze opisany i uzasadniony, a nie jestem pewna, czy taka jednorazowa makabreska jest w stanie wprowadzić widza w odpowiedni nastrój. Przyznam szczerze, iż końcówkę oglądałam z pewnym niedowierzaniem i zaskoczeniem, a nie pełna napięcia, jak to bywało w emocjonujących punktach serii. Sam pomysł na fabułę z pewnością miał potencjał, jednak w połączeniu z szaloną komedią raczej nie spełnił swojej roli.

Jak wspomniałam, pierwsza część jest lżejsza, komediowa. Wszyscy fani One Piece zapewne znają możliwości bohaterów w tej dziedzinie, więc wystarczy chyba, jeśli napiszę, że spełniają oni swoją rolę bardzo dobrze. Są tacy, jakimi znamy ich z serii i również gdy robi się niebezpiecznie i przeżywają kryzys, nadal sprawiają wiarygodne wrażenie (choć w oczy może się rzucić zbyt łatwe wpadnięcie w panikę – coś, co nawet w sytuacjach zagrożenia zdarzało się piratom bardzo rzadko, tutaj zostało nieco zmienione, by uzyskać zamierzony efekt dramatyczny). Sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej, gdy na scenę wpełza czający się wcześniej za rogiem dramatyzm i do głosu dochodzi rozpacz. Tu najbardziej ucierpiał Luffy, który mógł być interesujący w tej odsłonie, lecz skondensowanie wydarzeń, które trzeba było wcisnąć w półtorej godziny, nie pomogło, i nasz kapitan wypada pod tym względem niezbyt przekonująco. Podobnie sprawa wygląda z nowymi postaciami – tytułowym baronem i jego świtą. Im mniej o nich wiemy i im dłużej ich zamiary pozostają słodką tajemnicą, tym lepiej, gdyż po ujawnieniu wszystkich kart miałam wrażenie, że zdecydowanie brakuje naszemu antagoniście (co prawda zmiana nastroju wymagała przestrojenia standardów Tego Złego, ale…) charyzmy i czegoś, czym mógłby przekonać potencjalnego widza. Współczucie raczej nie zadziała, ponieważ za krótko go znamy. Podobnie rzecz ma się z innymi mieszkańcami wyspy.

Inności tej produkcji dopełnia również oprawa graficzna, która już na pierwszy rzut oka znacznie różni się od tego, do czego przyzwyczaił nas pan Oda. Widać to przede wszystkim po projektach postaci, w których można odnaleźć pewne podobieństwa do bohaterów Summer Wars czy O dziewczynie skaczącej przez czas, chociaż w porównaniu z tymi późniejszymi tytułami załoga „Going Merry” prezentuje się niezbyt dobrze. Wszyscy bez wyjątku są kanciaści i bardzo uproszczeni, czasem wręcz krzywi. Kontrastuje to z niezwykle szczegółowymi i bogatymi kolorystycznie tropikalnymi pejzażami. Wnętrza również wykonano z odpowiednią dbałością o detale. Sama animacja jest jednak płynna, a niedopracowanie projektów postaci można zrzucić na karb kształtującego się stylu reżysera i współpracujących z nim także przy innych projektach grafików. Widoczna jest również ingerencja komputerów w niektórych momentach, nie powinna ona jednak nazbyt razić. Ścieżka dźwiękowa nie wyróżnia się szczególnie, o czym świadczyć może to, iż dla przeciętnego widza będzie prawie niezauważalna. Znajdziemy na niej różne utwory – te znane z serii, jak również kilka nowych kompozycji, jednak sprawdzają się one dobrze jedynie w roli tła. Towarzyszące napisom końcowym Yume Miru Goro wo Sugitemo jakoś nieszczególnie przypadło mi do gustu, ale niewykluczone, że znajdzie swoich wielbicieli. W rolach głównych usłyszmy tych samych znanych seiyuu, a z pozostałych warto wspomnieć Akio Ootsukę (w serii wcielającego się w Marshalla D. Teacha) w roli barona oraz Takeshiego Kusao (tutaj Muchigoro, w serialu Kouza i Jaguar D. Saul).

Trudno mi się domyślić, co przyświecało reżyserowi i scenarzyście (co ciekawe, odpowiedzialnemu również za niezwykle udany film siódmy), gdy pracowali nad wizją tego filmu. Jeżeli chcieli stworzyć coś niecodziennego i dziwacznego, to z pewnością im się to udało. Nie jestem jednak pewna, czy każdemu wielbicielowi serii taki pomysł się spodoba. Mnie tytuł ten pozostawił z dość mieszanymi uczuciami, nie znaczy to jednak, że widzowie lubiący podobne eksperymenty powinni omijać tę pozycję. Tak że jeśli, Drogi Widzu, jesteś jednocześnie fanem One Piece oraz niecodziennego stylu Mamoru Hosody, nie boisz się eksperymentów i obejrzałeś już przygodę w pustynnym kraju, możesz dać temu filmowi szansę. A nuż odnajdziesz w nim od dawna poszukiwaną perełkę?

Enevi, 9 kwietnia 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Toei Animation
Autor: Eiichirou Oda
Projekt: Chikashi Kubota, Sushio, Takaaki Yamashita
Reżyser: Mamoru Hosoda
Scenariusz: Masahiro Itou
Muzyka: Kazuhiko Sawaguchi, Kouhei Tanaka, Minoru Maruo