Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 8
Średnia: 6,75
σ=1,48

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Eire)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kaze no Shoujo Emily

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2007
Czas trwania: 26×25 min
Tytuły alternatywne:
  • Emily of New Moon
  • 風の少女エミリー
Widownia: Shoujo; Postaci: Dzieci; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Ameryka; Czas: Przeszłość; Inne: Realizm
zrzutka

Wenus z Milo w sukieneczce – dobra seria, słaba adaptacja.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: funymika

Recenzja / Opis

Cykl o Emilce to młodsze dziecko Lucy Maud Montgomery, zazwyczaj pozostające w cieniu starszej Ani z Zielonego Wzgórza. Dziecko późne, ale wyczekane – uznana autorka przelała w Emilkę to, czego nie odważyła się powiedzieć w Ani.

Emilia nigdy nie widziała swoich krewnych ze strony matki, która wbrew ich radom odważyła się poślubić biednego dziennikarza. Teraz oboje rodzice nie żyją, a krewni obradują, kto zajmie się osieroconą dziewczynką. Ostatecznie przyjdzie jej zamieszkać ze starszymi siostrami jej matki w pełnym pamiątek domu. Starsza z ciotek – surowa Elżbieta – obiecuje sobie wychować siostrzenicę na porządną pannę potrafiącą wzorowo prowadzić dom i niemarnującą czasu na bzdury. Okazuje się to trudniejsze, niż się spodziewała – dumne i niezależne dziecko nie podporządkuje się łatwo, zwłaszcza jeśli w grę wchodzi kwestia pisania, istotna dla niej tak samo jak oddychanie.

Trzyczęściowy cykl o Emilce to bez dwóch zdań najlepsza z prac Montgomery. W przeciwieństwie do Ani, Emilia nad marzenia o księciu z bajki przekłada własne ambicje literackie. Od dziecięcej grafomanii i konkursowych wierszyków do pozycji uznanej pisarki – Montgomery dobrze znała Alpejską Ścieżkę, po której bezlitośnie przegoniła bohaterkę. Nie mniej ciekawie opisano jej relacje z przyjaciółmi i surową, choć solidarną rodziną. Przez całą książkę przewija się duch niepokoju i nadnaturalnej aury otaczającej główną bohaterkę, ale atmosfera rozjaśniana jest oryginalnym, niewymuszonym humorem.

Po wszystkie te wrażenia zapraszam do książki – na ekranie ujrzycie bowiem ich blade cienie. Początkowo Kaze no Shoujo Emily zapowiadało się na wierną adaptację, niestety jednak to, co dostałam, trudno mi nazwać adaptacją choćby zadowalającą. Niby gdzieś czasem przebija się atmosfera oryginału, ale twórcy widocznie bali się przenieść na ekrany większość dobrych elementów. Momentami zabiegi scenarzystów przypominały mi scenkę z innej książki LMM, gdzie bohaterka dostawszy w prezencie figurkę Wenus z Milo, szybko uszyła jej sukienkę.

Na niektóre elementy zwyczajnie zabrakło czasu – w 26 odcinków usiłowano wpakować trzy książki, z których każda zasługuje na osobną serię. O ile pierwsza część została ujęta przynajmniej w zarysie, to z pozostałych dwóch zaczerpnięto pojedyncze epizody, pokazując je w dodatku w dużym skrócie. Wątek zaborczej matki zasygnalizowano i zniknął, nie ma choćby cienia aluzji do dość dziwacznego związku dorastającej Emilii, kariera literacka bohaterki leci właściwie z górki. Pod koniec serii akcja znacznie przyspiesza, by w kilku odcinkach streścić to, co autorce zabrało dwa długie tomy. Trudno mi było oglądać takie marnotrawstwo fabuły.

Jak na ironię, sporą część niedługiej serii zajmują wypełniacze tyleż dziwaczne, co zbędne. Szkolne przedstawienie, piknik na plaży, konkurs deklamacji… Scena robienia lodów była owszem, ciekawa, ale co wnosi do serii, poza kolejnym ujęciem czoła Emilki? Przedstawienie i konkurs miały nawet swój potencjał, ale zupełnie zrujnowano go przez wpychanie wszędzie głównej bohaterki. Ci, którzy czytali książkę, pamiętają zapewne, że to nie Emilka przejawiała talent aktorski. Kolejny wypełniacz w założeniu miał rozwijać wątek jednego z przyjaciół Emilii, niestety skończyło się na laurce pt. „Nikt nie wie o jego poświęceniu”.

Postacie prezentują się wprawdzie poprawnie, ale w porównaniu z książką wypadają blado. Ciotka Laura i kuzyn Jimmy snują się w tle, by od czasu do czasu zrobić coś głupiego. Rhodzie Stuart do roli Tej Złej Pustogłowej brakuje różowej torebki z małym pieskiem. Matka Teda i Dean Priest dostali po liftingu, ale w zamian zostali zredukowani do roli statystów. Z trójki przyjaciół Emilii Perry został chłopcem do bicia, Ilza boczy się po kątach, a jej wątek stosownie przycięto, by broń boże nie robić aluzji do zdarzeń dziwnych i nadnaturalnych. Ted… aha, ten co obrazki rysuje i gdzieś tam się podkochuje w Emilii. Obecny. O cudzie, ciotki Elżbieta, Ruth i Nancy nie dały się spacyfikować i nadal są prawie sobą. Wszystkie te zmiany nie pozwalają ukazać w pełnej krasie osobowości głównej bohaterki. Animowana Emilka czasem przejawia przebłyski książkowego charakteru, ale niestety wątki te rzadko dochodzą do głosu. Jest o wiele bardziej histeryczna, mniej dumna, mniej zdeterminowana niż ta, której oczekiwałam. Pozbawiona otoczenia i odpowiedniego tła, Emilka Byrd Starr jest jak delfin w ciasnym akwarium, jak Scarlett O'Hara wyrwana z amerykańskiego Południa. I znowu – postacie są poprawne, dziur nie stwierdzono, ale pozostają smętnym odbiciem swych książkowych imienników.

Nie wiem, jaką notę wystawić za grafikę. Podobają mi się pewne jej aspekty, zwłaszcza kontrast między scenami jasnymi i ciemnymi, który chyba stara się oddać to, czego zaniechała fabuła, ale trudno mi przymknąć oko na pewne wady. Postacie wyglądają w sumie nieźle, chociaż do wyobrażenia głównej bohaterki musiałam długo się przyzwyczajać. Na szczęście w ruchu wygląda o wiele lepiej niż na obrazkach. Tym, co rozczarowało mnie najbardziej, był brak zmian w projektach postaci – dorośli praktycznie nie zmieniają się przez całą serię, dzieci wyłącznie rosną, zachowując te same proporcje twarzy i ciała. Muzyka – jest. Coś tam pobrzękuje w tle, nie przeszkadza, ale w pamięć nie zapada.

Teraz muszę zaprzeczyć sama sobie – Kaze no Shoujo Emily nie jest serią złą. Zawiodła jako adaptacja, nie oddała atmosfery książki, ale nie jest to pozycja głupia czy bezsensowna. W porównaniu do ogółu anime wypada nawet bardzo dobrze, ale ze względu na jakość materiału wyjściowego nie mogę niestety polecić jej z czystym sercem.

Eire, 20 sierpnia 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: NHK, TMS Entertainment
Autor: Lucy Maud Montgomery
Projekt: Kanae Komatsu, Keizou Shimizu
Reżyser: Harume Kosaka
Scenariusz: Michiru Shimada
Muzyka: Akira Miyagawa