Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 6/10 grafika: 9/10
fabuła: 5/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 11
Średnia: 6,82
σ=0,83

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Slova)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Taiyou no Ouji: Horus no Daibouken

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 1968
Czas trwania: 82 min
Tytuły alternatywne:
  • Horus Prince of the Sun
  • Little Norse Prince
  • 太陽の王子 ホルスの大冒険
Gatunki: Przygodowe
zrzutka

Stara perła japońskiej animacji, a zarazem pierwszy krok na drodze do powstania studia Ghibli.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: GLI

Recenzja / Opis

Dawno temu, gdzieś w bliżej nieokreślonym miejscu na Ziemi, przypominającym północ Europy, żyje Horus. Chłopaka poznajemy w tragicznym momencie, gdy gaśnie iskierka życia jego ojca, który samotnie wychowywał jedynego syna. Teraz, na łożu śmierci, postanowił opowiedzieć Horusowi o tragicznych losach ich rodzinnej wioski, strawionej żarem nienawiści. Tajemniczy demon zasiał wśród mieszkańców niezgodę i wywołał grad wzajemnych oskarżeń, które zwróciły przeciwko sobie sąsiadów, rodziny i braci. Teraz chłopak wyrusza na poszukiwanie innych osad. Pragnie zmierzyć się z lodowym władcą Grunwaldem. A ten ponownie knuje intrygę mającą na celu gnębienie niewinnych ludzi.

Na podstawie powyższego opisu fabuła może wydać się mało skomplikowana i taka rzeczywiście jest. Jednak w trakcie swojej wędrówki Horus poznaje kolejnych bohaterów, osiedla się, a każda postać ma jakąś rolę do odegrania. Historia się więc rozwija, lecz nie zbacza z wyznaczonego na początku kursu. Od samego początku widać, kto jest dobry, a kto zły, kto knuje i sieje zamęt, a komu można zaufać, lecz nie wszyscy bohaterowie cechują się prostymi profilami psychologicznymi, co pokazuje późniejszy rozwój wypadków. Wszystkie wydarzenia zmierzają do finałowego starcia i z góry wiadomo, że dobro zwycięży, co do tego nie ma złudzeń. Mimo to film nie nudzi, gdyż Horus raz po raz dokonuje brawurowych czynów, a wokół niego dzieje się naprawdę wiele – życie w osadzie toczy się swoim rytmem, kowal kuje, młodzi pobierają się, czasem trzeba też walczyć z plagą szczurów czy atakiem nasłanych przez Grunwalda wilków. Na przewidywalny bieg wydarzeń trudno narzekać, gdy uwaga widza jest po prostu zaprzątnięta innymi ukazanymi na ekranie kwestiami. Znany wielu widzom reżyser Isao Takahata zaczarował tę prostą historię, nadając odpowiednie tempo i zgrabnie prowadząc do finału w taki sposób, by zaciekawić widza każdą minutą.

Film powstał w 1968 roku i absolutnie po nim tego nie widać. Już od pierwszych minut widza zaskakuje bardzo płynna i dynamiczna animacja. Na ekranie co chwilę się coś dzieje, Horus biega, skacze, unika ataków, sam atakuje, a jego ruchy są pokazane w przestrzeni, a nie na płaskiej, ograniczonej powierzchni. Nawet wodę, tak niewdzięczny dla rysowników ośrodek, udało się animatorom odwzorować naturalnie i szczegółowo. Leciwość dzieła zdradzają co najwyżej proste projekty postaci i stylistyka jednoznacznie przywodząca na myśl początek lat siedemdziesiątych. Sylwetki bohaterów są zwyczajnie płaskie, nie sposób uświadczyć na nich skomplikowanego cieniowania, rysy twarzy mają różnorodne, chociaż niekoniecznie bliskie realistycznym. Pulchne nosy, proste, czarne oczy, niezbyt wymyślne fryzury. Sporo uwagi poświęcono za to układowi ust podczas kwestii śpiewanych, acz te nie zawsze zgrywają się ze słowami.

Graficy nie ustrzegli się jednak błędów, zdecydowanie zamierzonych, takich jak zastąpienie kilku scen walk nieruchomymi rysunkami, dobrze oddającymi obraz bitwy i opatrzonymi odpowiednim podkładem dźwiękowym, ale w dużej ilości powodującymi niesmak. Do wad nie zaliczę natomiast wyraźnie widocznych różnic w kolorystyce między tłem a animowanymi obiektami – to bardziej znak pewnej epoki w rozwoju filmów rysunkowych. Skoro już o tłach zacząłem, to dokończę, że wyglądają one różnie. Wnętrza pomieszczeń, np. kuźnia, są dosyć szczegółowe i bez trudu da się rozpoznać, gdzie właśnie rozgrywa się akcja. Pejzaże i panorama wioski prezentują się mniej bogato. Nie ubogo, ale są raczej uproszczone, można by rzec, że nieco baśniowe, bez skazy. Jak z ruskiej bajki – tak pewnie by to określili nasi rodzice.

Ważną rolę w filmie odgrywa muzyka, często wspierana wysiłkami chóru. Słowa pieśni wyrażają to, co właśnie dzieje się na ekranie – podczas masowego pojawienia się ryb w śpiewie wychwalani są mieszkańcy rzek, a osadnicy zagrzewani do wzmożonej pracy, zaś podczas zaślubin radość aż tryska z filmu. Życie wioski urozmaicają też piękne ballady w wykonaniu piosenkarki Hitomi Masudy, która na czas śpiewu wcieliła się w postać Hildy, w dialogach granej przez Etsuko Ichiharę mieszkanki opuszczonej osady. Oprócz często się pojawiających utworów śpiewanych wyraźnie słyszalne są klasyczne instrumenty orkiestrowe, akompaniujące efektom dźwiękowym w tworzeniu nastroju i dynamiki.

Taiyou no Ouji: Horus no Daibouken to bardzo klasyczny film animowany, wizualnie wpasowujący się raczej w ówczesne światowe nurty, niż reprezentujący typowo japońską szkołę animacji, i na tle konkurencji wypadający bardzo dobrze. Podczas seansu zarówno stylistyka, jak i liczne piosenki i prostota historii przywodziły mi na myśl powstałe w podobnym okresie pełnometrażowe filmy Disneya. Z drugiej strony w przygodach Horusa można zauważyć cechy kilkadziesiąt lat później wyraźnie obecne w produkcjach studia Ghibli, co nie powinno dziwić, skoro na liście płac znaleźli się już wspomniany Isao Takahata, ale też Hayao Miyazaki na stanowisku projektanta artystycznego i animatora. Dlatego też Taiyou no Ouji: Horus no Daibouken należy uznać za kamień milowy w dziejach anime, po raz pierwszy w istotny sposób łączący talenty dwóch założycieli Studia Ghibli.

Slova, 15 stycznia 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Toei Animation
Projekt: Youichi Kotabe
Reżyser: Isao Takahata
Scenariusz: Kazuo Fukazawa
Muzyka: Michio Mamiya