Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 4/10
fabuła: 8/10 muzyka: 3/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 7
Średnia: 7,43
σ=1,18

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Eire)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ai no Wakakusa Monogatari

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1987
Czas trwania: 48×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Little Women
  • 愛の若草物語
Widownia: Shoujo; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Ameryka; Czas: Przeszłość; Inne: Realizm
zrzutka

Północne siostry Scarlett O’Hary. Trudy dorastania w czasie wojny secesyjnej.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: FifiHyuga

Recenzja / Opis

Lata 60. XIX wieku, trwa wojna secesyjna. Na Południu Scarlett O'Hara jeszcze bawi się w Atlancie, a w Gettysburgu cztery panny March wiodą z matką przykładne życie żony i córek zamożnego fabrykanta. Co prawda braki aprowizacyjne dają się wszystkim we znaki, nagłówki gazet zajmują wojenne komunikaty, a ojciec dostał z wojska tylko kilka dni urlopu, ale piękny dzień lepiej wykorzystać na rodzinny piknik niż na smutne myśli. Można śmiać się i poprosić o nowe sukienki, chociaż trudno nie zauważyć, że rodzice z trudem maskują troskę i zdenerwowanie. Już niedługo wojna z całym impetem wedrze się w mały uporządkowany świat, a pięć kobiet zostanie zdanych tylko na siebie.

Bez bicia przyznaję się, że Małe kobietki nigdy nie były moją ulubioną lekturą. W swoim czasie powieść ta uznana została za nowatorską i feministyczną, ale dzisiaj wydaje się trochę przestarzała zarówno w treści, jak i w formie. Cztery miłe siostrzyczki robiące słodkie i dobre rzeczy to za dużo na nerwy małej łobuziary, a kontynuacja, w której autorka konsekwentnie niszczy nieliczne ciekawe pomysły, dopełniła miary. Czy historia oparta na takiej książce może się okazać ciekawą propozycją dla współczesnej nastolatki?

Japończycy za ekranizację Małych kobietek zabierali się kilkakrotnie. Na początku lat 80. światło dzienne ujrzał odcinek specjalny, którego sukces dał zielone światło dla serii znanej jako Wakakusa no Yon Shimai. Sukces obu poprzednich wersji przyćmiła omawiana tu adaptacja z 1987 roku, będąca częścią World's Masterpiece Theater. Jak większość ekranizacji z tego cyklu, mimo znacznego odejścia fabuły od pierwowzoru, zebrała dobre recenzje, a na początku lat 90. wyemitowana została w USA i w wielu krajach Europy.

Jak już wspomniałam, akcja toczy się w czasie wojny secesyjnej na amerykańskiej Północy, a głównym wątkiem jest wymuszone okolicznościami przyspieszone dorastanie czterech sióstr. Krótko po wyjeździe ojca wojna wkracza do miasteczka, a planowana „na wszelki wypadek” przeprowadzka zamienia się w ucieczkę. Rodzinny biznes jest zrujnowany, oszczędności ledwie starcza na skromne mieszkanie, zaś jedyna bogata krewna wcale nie czuje się w obowiązku pomagać zubożałym pannom. Czemu nie utrzymają się same, zapytacie? Samotna kobieta, dwie nastolatki i dwójka dzieci w Ameryce połowy XIX wieku? Nasze emancypantki wezmą los w swoje ręce, jednak przyjdzie im za to zapłacić. Tymczasem obok prozaicznych problemów pieniężnych trzeba zmierzyć się z innymi sprawami – lękiem o ojca, dawnymi kłótniami w rodzinie, pierwszymi uczuciami.

Zachowując szkielet wydarzeń książkowego pierwowzoru, twórcy zdecydowali się znacznie rozszerzyć ramy fabularne. Pierwsze 18 odcinków to historia nieujęta w książce, zmieniająca wiele ważnych szczegółów i wprowadzająca kilka nowych wątków. Takie zmiany są zawsze ryzykowne, jednak tutaj poradzono sobie z nimi mistrzowsko – dalsza część zgrabnie łączy wątki książkowe i czysto serialowe, tworząc historię ciekawą i zajmującą. Na ekranie nie dzieje się nic, co można by uznać za nieprawdopodobne bądź wydumane, jednak cała historia trzyma w napięciu i nie pozwala odejść od ekranu, zanim nie upewnimy się, że bohaterki wyjdą z tego cało. Więcej tu naturalności i niewymuszonego humoru niż w oryginale. Niektóre wątki starszym widzom mogą wydać się lekko wytarte, ale dla stanowiących grupę docelową młodszych nastolatek nadal powinny być atrakcyjne.

Jak na wspomnianych zmianach wyszły tytułowe kobietki? Niby nadal mamy młodą damę Margaret, wybuchową Jo, cichą Beth i rozpieszczoną Amy, jednak miejsce nieustających uśmiechów i dobrych uczynków wypływających prosto z niewinnych dziewczęcych serduszek zajęła próba dostosowania się do nowych warunków i utrzymania twarzy, z którą radzą sobie lepiej lub gorzej. Jo nadal jest wybuchowa, impulsywna i ambitna, ona też ze wszystkich sióstr najlepiej przystosowuje się do sytuacji, a nawet widzi w niej swoją szansę. Z uporem wydeptuje ścieżki do wydawnictw, starając się przekuć swoją pasję do pióra w dochodowe zajęcie. Tymczasem Margaret podejmuje pracę guwernantki – poważna, rozsądna dziewczyna dla każdego ma dobre słowo i miły uśmiech. Tylko widz czasem dostrzega, jak przykro jej, gdy nie może dzielić przyjemności swoich bogatszych koleżanek, jak bardzo bolą ją docinki syna pracodawców i opinia osoby zubożałej. Beth reaguje na sytuację kompletnym wycofaniem, Amy zaś przez pierwsze odcinki głównie marudzi. Jak każde dziecko, da się pokroić za uwagę otoczenia i akceptację koleżanek, co prowadzi do wielu niefortunnych decyzji. Jest bez wątpienia bardziej samolubna niż jej pierwowzór, ale chyba dlatego jej powolna przemiana i kolejne nauczki naprawdę ją czegoś uczą. Pani March zaś to głos rozsądku i jedna z tych rzadkich fikcyjnych matek, które naprawdę dbają o dzieci i aktywnie uczestniczą w ich życiu.

Oprócz rodziny March przez ekran przewija się cała gromada postaci – ekscentryczny sąsiad i jego przystojny syn Laurie. Bogata, zgorzkniała ciotka i daleki kuzyn­‑utracjusz. Redakcja gazety i mieszkańcy miasteczka – obsada znacznie rozbudowana w stosunku do książki, ale bez wyjątku ciekawa.

Trzeba przejść do technikaliów – tu już nie będzie pochwał. Mimo że seans zakończyłam niedawno, za żadne skarby nie mogę sobie przypomnieć choćby jednej melodii. Oprawa graficzna wygląda słabo nawet w porównaniu do współczesnych jej serii. Nieco brak tu ruchu, postacie są statyczne, tła choć staranne, wyglądają martwo. Bohaterowie narysowani są dość schematycznie, a w projektach rzucają się w oczy nieproporcjonalnie wielkie stopy. Na szczęście nie jest to seria, którą ogląda się dla oszałamiających efektów, więc nie powinno to zaważyć na naszej ocenie.

Jeśli nie jesteś osobą, która przykłada wielką wagę do grafiki, a ceni sobie dobrze opowiedziane historie z ciekawymi charakterami, sięgaj śmiało.

Eire, 1 grudnia 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Nippon Animation
Autor: Louisa May Alcott
Projekt: Toshiki Yamazaki, Yoshifumi Kondou
Reżyser: Fumio Kurokawa
Scenariusz: Akira Miyazaki
Muzyka: Kazuo Ootani