Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Copernicon 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 5
Średnia: 6
σ=1,1

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Futari wa Precure Splash Star

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2006
Czas trwania: 49×23 min
Tytuły alternatywne:
  • Futari wa Pretty Cure Splash Star
  • ふたりはプリキュア スプラッシュスター
Tytuły powiązane:
Gatunki: Przygodowe
Widownia: Shoujo; Postaci: Magical girls/boys, Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Futari wa Precure, odsłona druga poprawiona.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: dusia

Recenzja / Opis

Saki Hyuuga od urodzenia mieszka w urokliwym nadmorskim miasteczku, w którym jej rodzice prowadzą piekarnię. Mai Mishou właśnie wróciła tu wraz z rodziną po kilkuletniej nieobecności. Obie dziewczynki spotykają się przypadkiem pod górującym nad miastem prastarym drzewem – okazuje się jednak, że nie jest to ich pierwsze spotkanie, ponieważ kilka lat wcześniej wpadły na siebie w tym samym miejscu podczas letniego święta. Nie mają jednak czasu na wspomnienia z przeszłości – ku ich najwyższemu zdumieniu w ślad za przedziwnymi gadającymi zwierzątkami pojawia się ponury typ, którego celem są właśnie te zwierzątka… Co robić, nie można przecież pozwolić, żeby je skrzywdził, prawda? Tak oto Saki i Mai wchodzą gładko w role legendarnych wojowniczek, Cure Bloom i Cure Egret. Jak się okazuje, ich zadaniem jest ocalenie Krainy Źródeł, która została niemal całkowicie podbita i zniszczona przez mroczne siły Dark Fall i ich przywódcy, Akudaikaana. Czy bohaterki zdołają ochronić sekret ukrytego Źródła Słońca i odzyskać pozostałych sześć Źródeł, przywracając moc magicznemu Drzewu Życia?

Każda dłuższa seria z wątkiem przygód lub walk prędzej czy później natrafia na podobny zestaw problemów: trzeba skądś brać nowych przeciwników, a przy tym nieuchronnie zwiększać skalę zagrożenia i możliwości bohaterów. Nie ustrzegła się tego klasyczna dla gatunku Czarodziejka z Księżyca, gdzie w ostatniej serii zagrożenie miało (ponoć) skalę wręcz kosmiczną. Poza tym nowi przeciwnicy też nie rosną na drzewach, a znalezienie ich w mało skomplikowanym świecie pierwszej i drugiej serii Futari wa Precure byłoby trudne, choć zapewne nie niemożliwe. Przede wszystkim jednak, z czysto marketingowego punktu widzenia, dobrze byłoby zacząć sprzedawać coś nowego, a jednocześnie podobnego do tego, co klientki już polubiły… Co w takim razie należy zrobić? Ależ to proste! Na wszelki wypadek wymienić reżysera i scenarzystę, zostawić projektanta postaci i nakręcić jeszcze raz to samo, tylko w lekko zmienionych dekoracjach! Brzmi jak przepis na kompletną klapę, prawda?

Moim głównym zarzutem w stosunku do Futari wa Precure nie była nawet komercjalizacja całego projektu, choć przyznaję, że wpychane na okrągło prezentacje gadżecików do przyszłej sprzedaży bywały irytujące. Najbardziej jednak przeszkadzało mi to, że chociaż w imię promocji rzeczonych gadżecików postanowiono nakręcić serię magical girls, nie przyłożono się do tej roboty w najmniejszym stopniu. W efekcie świat, fabułę i charaktery postaci zmontowano z doraźnie potrzebnych lub obowiązkowych dla gatunku elementów, w ogóle nie dbając o ich spójność czy płynność połączenia – i to niestety było bardzo, ale to bardzo widoczne, szczególnie na samym początku. Futari wa Precure Splash Star jest na pierwszy rzut oka (i na kilka dalszych także) niezwykle podobne: wykorzystuje niemal takie same (nie tylko fizycznie, ale i charakterologicznie) bohaterki, identyczny motyw (konieczność wspólnej transformacji i walki) oraz oklepany schemat odzyskiwania z rąk sił ciemności kolejnych fantów (tu w postaci błyszczących kuleczek) na drodze coodcinkowych walk z klasycznym „potworem tygodnia”. Różnice wydają się kosmetyczne, ale okazują się kluczowe: zamiast pozszywanego najgrubszymi nićmi koszmarka otrzymujemy zgrabną, choć zdecydowanie nieodkrywczą serię z gatunku magical girls.

Tym razem koncept przewodni nie jest tak oczywisty, jak w przypadku zmagań nazwanych wprost Światła i Ciemności. W zasadzie nie ma to większego (a już na pewno głębszego) znaczenia, dla ciekawych a początkujących napiszę jednak, że siedem źródeł oparto bardzo luźno na rozpowszechnionej na Dalekim Wschodzie chińskiej koncepcji wu xing, czyli pięciu elementów – drewna, ognia, ziemi, wody i metalu, poszerzonej w tym przypadku o reprezentację nieba i słońca. Z tego samego podziału wynikają moce poszczególnych przeciwników bohaterek, odpowiadające mocom byłego źródła, które mają pod kontrolą – stąd „potwory tygodnia” po rozbiciu wracają do pierwotnej postaci, pogodnych duszków – opiekunów danego źródła. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że bohaterki mają przydomki wyjątkowo nie do pary, ponieważ w porównaniu z Cure Black i Cure White trudno zauważyć powiązanie między Cure Bloom (obdarzający ją mocą Flappi jest duszkiem opiekującym się kwiatami) a Cure Egret (Choppi jest duszkiem ptaków). Używane ataki i inkantacje wskazują jednak jasno, że tym razem moce bohaterek odwołują się po prostu do Ziemi i Nieba, czyli owszem, także uzupełniają się nawzajem.

Warto podkreślić, że chociaż sięgnęłam po tę serię zaraz po zakończeniu Futari wa Precure Max Heart, błyskawicznie pozbyłam się wrażenia, że oglądam klony tamtych bohaterek. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Saki to praktycznie kopia Nagisy – ma takie same skłonności do spania zbyt długo, jest łakoma, uczy się bardzo przeciętnie, ale nadrabia to talentem sportowym (tutaj zamiast w lacrosse’a gra w softball, czyli kuzyna baseballa). Wydaje się jednak mniej skłonna do narzekania i ma zdecydowanie więcej wyczucia w kontaktach międzyludzkich, na pewno też dobrze zrobiło jej to, że praktycznie od początku widzimy, jak poważnie traktuje treningi sportowe. Natomiast Mai, cichsza i spokojniejsza, obdarzona nieprzeciętnym talentem plastycznym, okazała się o niebo bardziej udaną postacią od nienaturalnie sztywnej młodocianej geniuszki Honoki. Przede wszystkim jednak w błyskawicznie się nawiązującą przyjaźń Saki i Mai mogłam bez trudu uwierzyć mimo dzielących je różnic – reżyserowi udało się pokazać, że po prostu lubią razem spędzać czas i potrafią wspólnie robić mnóstwo rzeczy. Tymczasem to był mój główny zarzut w stosunku do Nagisy i Honoki, szczególnie na początku ich znajomości – nie miały ze sobą nic wspólnego, a co chwila przywoływana siła przyjaźni sprawiała wrażenie kompletnie pustych deklaracji.

Drugoplanowe postaci z otoczenia bohaterek były udane już poprzednio, a tutaj także nie mam powodów do narzekania. Saki i Mai chodzą tym razem do zwykłej szkoły koedukacyjnej, a ich relacje z kolegami z klasy zostały nakreślone sympatycznie. Podobnie sympatycznie prezentuje się starsze pokolenie, czyli przede wszystkim rodzice obu bohaterek, i nawet starszy brat Mai, Kazuya, nie irytuje sztucznością, jak w swoim czasie Fujimura. Trzeba oczywiście pamiętać, że tak jak poprzednio, nie spotykamy tu nikogo złego ani choćby złośliwego – wszyscy są mili, a układy między nimi oparte na przyjaźni i życzliwości.

„Lifting” charakterów przeszły także maskotki, tu nazywające się Flappi i Choppi – choć nie wykluczam, że mogłam się już po trochu przyzwyczaić do ich stylu. Wydaje mi się jednak, że (zwłaszcza na początku) zdecydowanie mniej się darły, za to poważniej traktowały swoje „obowiązki”. Żeby jakoś wyrównać te niedobory irytacji, w drugiej połowie serii zostają wprowadzone dwie nowe maskotki, Moop i Fuup – dziecinnie nieznośne i nieusłuchane. Jak zwykle sceny z udziałem całej czwórki futrzaków są zdecydowanie najsłabsze. Nie uległa także zmianie ilość „prezentacji produktu”, zazwyczaj związana właśnie z maskotkami – niemal w każdym odcinku możemy oglądać, jak bohaterki za pomocą kart, wsuwanych w szczeliny przypominających tamagotchi urządzeń, karmią swoje zwierzątka albo sprawiają, że wręczają sobie one nawzajem przysmaczki. Trzeba to niestety przeboleć.

Tym razem postawiono na klasyczne rozwiązanie – Dark Fall pragnie zniszczyć wszystkie światy, bo tak i już. Przyznam, że nie mam nic przeciwko tego rodzaju jednoznaczności w serii dla dzieci, tym bardziej że pierwsze Futari wa Precure i tak obojętnie przeszło do porządku dziennego nad tym, że siły mroku walczyły tam o ocalenie swojego świata. Udało się natomiast bardziej zróżnicować podwładnych Akudaikaana – jeszcze pierwszy z nich, Karehaan, jest dość typowo sztywny, ale pozostali to galeria osobowości zdecydowanie ubarwiających monotonię powtarzających się w każdym odcinku walk. Trzeba też powiedzieć, że tu przynajmniej większość przeciwników stara się wykraczać poza „przylatujemy i atakujemy wprost”, od czasu do czasu kombinując jakieś całkiem rozsądne plany. Że nieskuteczne, to rzecz inna, ale to już kwestia konwencji gatunkowej.

Nie można też oczywiście uciec od porównań w kwestii grafiki i projektów postaci. Saki w moim odczuciu odrobinę straciła na urodzie w porównaniu do Nagisy, za to Mai wyraźnie zyskała w stosunku do Honoki, generalnie jednak obie (choć teoretycznie w tym samym wieku) sprawiają wrażenie młodszych i bardziej dziecinnych z wyglądu niż poprzednia para. Tutaj także nikt (pomijając nie do końca ludzkich wysłanników Dark Fall) nie ma włosów ani oczu w kolorze tęczy, ale mimo to nie ma najmniejszego problemu z odróżnianiem postaci drugoplanowych, zarówno dorosłych, jak i rówieśników bohaterek. Najmniej udane były chyba pojawiające się w pewnym momencie w klasie bohaterek tajemnicze Michiru i Kaoru – wprawdzie ich sztywność miała niezłe uzasadnienie, ale trochę za ostro kontrastowały z bardzo zwyczajnym otoczeniem. Podwładni Akudaikaana zostali stworzeni „na motywie” mocy, którymi się posługują i chociaż z grubsza humanoidalni, bardzo wyraźnie nie są ludźmi. Na pewno warto pochwalić tła – miasteczko położone jest w urokliwym miejscu, a naturalne pejzaże prezentują się znacznie lepiej niż sztampowe ulice miasta, po których poruszały się Nagisa i Honoka. O niebo ciekawiej wygląda także malowniczo dzika przyroda Krainy Źródeł w zestawieniu z nieskończonymi polami pastelowo­‑cukierkowych kwiatów, tworzących krajobraz Ogrodu Światła.

Animacja jest poprawna, natomiast pewnym zmianom koncepcyjnym uległa choreografia walk. Tym razem moc Saki i Mai manifestuje się w postaci świetlistej aury, na przykład wzmacniającej uderzenie lub łagodzącej upadek, z czasem zyskują także umiejętność walki na dystans nie tylko za pomocą końcowego ataku. Zazwyczaj nie przepadam za takimi efektami rodem z dyskoteki, tu jednak nie przesadzano z nimi, a w przypadku drobnych dziewuszek walczących z wielkim potworem tygodnia zdecydowanie lepiej wyglądają świetliste tarcze i pociski, niż okopywanie i obijanie takiej góry śmiecia bezpośrednimi uderzeniami… Stroje bohaterek po przemianie przypominają te z poprzedniej serii, mają jednak trochę więcej detali – są też podobnie udane, może niepraktyczne, ale przynajmniej charakterystyczne.

O muzyce komponowanej do kolejnych serii z cyklu Precure przez Naokiego Satou chyba po prostu przestanę pisać – jest całkowicie typowa, z wykorzystaniem klasycznych instrumentów i odpowiednim zróżnicowaniem od nastrojowych kawałków po podniosłe melodie towarzyszące walkom. Nie ma tu jednak absolutnie nic, co zapadałoby w pamięć. Opening, Makasete Splash Star, śpiewa Yuka Uchiyae – żywiołowa piosenka, „ozdobiona” engriszem, idealnie pasuje do serii, ale z całą pewnością nie sprawdzi się jako samodzielny utwór. Z dwóch endingów w wykonaniu Mayumi Gojou – „Warau ga Kachi!” de Go! i Ganbalance de Dance – zdecydowanie bardziej udany jest ten drugi, uroczo absurdalny. Nad pracą seiyuu nie warto się rozwodzić – wcielające się w Saki i Mai Orie Kimoto i Atsuko Enomoto nie mają na koncie poważniejszych dokonań, a większe nazwiska można znaleźć tylko w pojedynczych rolach drugoplanowych. W obu seriach Futari wa Precure w rolę jednej z maskotek, Mepple’a, wcielał się Tomokazu Seki – tu natomiast jako Flappiego usłyszymy Kappeia Yamaguchiego, czyli odtwórcę między innymi tytułowych ról w seriach Ranma ½ i Inuyasha, a także Usoppa z One Piece.

Osoby poszukujące dzieł śmiało kontestujących kanony gatunku magical girls odsyłam stanowczo pod inny adres – tu nikt nikomu główek nie będzie odgryzał. Jednakże Futari wa Precure Splash Star to seria zdecydowanie udana, wymagająca oczywiście przymknięcia oka na typowe naiwności, ale dość przytomnie „zaklejająca” prostymi wyjaśnieniami sporą część dziur fabularnych. Nie wymaga znajomości żadnej innej pozycji z cyklu Precure (ba, podejrzewam, że może zyskać na braku porównań), jeśli więc ktoś dla siebie lub młodszego pokolenia poszukuje zwykłej, typowej, ale sprawnie zrealizowanej serii magical girls, mogę mu ten tytuł spokojnie polecić.

Avellana, 2 kwietnia 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Toei Animation
Autor: Izumi Toudou
Projekt: Akira Inagami
Reżyser: Toshiaki Komura
Scenariusz: Haruko Nagatsu
Muzyka: Naoki Satou