Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kreskon 2014

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 8/10
fabuła: 8/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 15
Średnia: 7,13
σ=0,96

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Sezonowy)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Angel Heart

zrzutka

Dopełnienie i jednocześnie zamknięcie sagi City Hunter, dokonane po latach, z należytym dystansem i szacunkiem do wcześniejszych części. Pyszna wisienka na smacznym torcie.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: yuzuyu

Recenzja / Opis

W roku 1987 na ekrany telewizyjne trafiły pierwsze odcinki anime City Hunter. Był to okres, gdy apogeum popularności przeżywały filmy i seriale fabularne traktujące o niekonwencjonalnych detektywach i policjantach, którzy stojąc po stronie prawa, stosowali nietypowe metody jego egzekwowania. Nie raz, nie dwa przychodziło im balansować na krawędzi dobra i zła czy dokonywać moralnie dwuznacznych wyborów. Zamiast mundurów zakładali sportowe marynarki w pastelowych kolorach, przesadnie dbali o włosy, chętnie sięgali po broń i przyciągali kobiety tak jak magnes przyciąga opiłki żelaza. Prezentowali przy tym ekstremalny luz i poczucie humoru specyficzne do tego stopnia, że mogło się wydawać, iż pościgi za złoczyńcami i narażanie własnego życia traktują jak dobrą zabawę. Tytuły w rodzaju Gliniarz z Beverly Hills czy Policjanci z Miami z pewnością oglądał i inspirował się nimi Tsukasa Hojo: twórca mangi City Hunter, na podstawie której nakręcono cały cykl seriali, OAV oraz filmów pełnometrażowych. Wszystkie opowiadają o przygodach Ryo Saeby – tokijskiego prywatnego „sprzątacza” (ang. sweeper), zajmującego się „sprzątaniem” i „zamiataniem” problemów, z jakimi zgłaszali się doń klienci. Właściwie należałoby napisać: klientki, ponieważ Ryo przyjmował zlecenia wyłącznie od kobiet i tylko pod warunkiem, że były to kobiety młode i piękne.

Arcymistrz w używaniu broni palnej, silny jak tur, zdrowy jak koń, uparty jak wół, męski jak Ares, piękny jak Adonis, na widok spódniczki szarżujący na oślep przed siebie niczym byk na arenie i tak samo skazany na porażkę ku uciesze publiczności. Inna rzecz, że klęskę miał zawsze zapewnioną z góry, ponieważ metod podrywu uczył się jeśli nie od jaskiniowców, to na pewno od kolegów z przedszkola (musiało to być dawno temu, ale najwidoczniej później nie miał okazji, by od kogokolwiek podłapać kilka lepszych sztuczek). Aż dziw, że za każdym razem, kiedy bezczelnie pchał się z łapami do pań, nie obrywał od nich gazem pieprzowym czy prądem z tasera. Jedyną kobietą, która nigdy go nie opuściła, a nawet więcej: która dzielnie towarzyszyła mu przez wszystkie odcinki, była Kaori Makimura – siostra nieżyjącego przyjaciela i zarazem wspólniczka w „zamiatanym” interesie. Zakochana w bohaterze, niemal do samego końca sagi bez cienia wzajemności. Kiedy po latach Saeba zaczął czuć miętę do Kaori, przygody City Huntera dobiegły końca, zanim zdążyli na ekranie poukładać swoje sprawy sercowe. Z drugiej strony, nikt z widzów nie miał wątpliwości, że będą żyli ze sobą długo i szczęśliwie. Na podstawie serialu City Hunter w 1993 roku powstał też film z Jackie Chanem, pod tym samym tytułem.

Angel Heart zanimowano sześć lat po ukazaniu się ostatniej części cyklu, ponownie na podstawie mangi. Choć autor zarzekał się, że nie są to dalsze losy bohaterów City Hunter, a jedynie historia alternatywna, w rzeczywistości i bez cienia wątpliwości mamy tu do czynienia z kontynuacją. Asekuracja ze strony twórcy wzięła się prawdopodobnie z obawy przed linczem, jaki mogliby mu urządzić miłośnicy cyklu, ponieważ odważnie, ale zarazem bardzo ryzykownie zastosował zabieg fabularny, za który początkowo i ja zamierzałem skrócić biedaka o głowę. Nie zdradzę tu żadnej tajemnicy ani nie popełnię spoilera, ponieważ rzecz wychodzi na jaw już w pierwszym odcinku: jak się okazało, męsko­‑damskiej parze „zamiataczy” wcale nie było dane żyć długo i szczęśliwie. Niedługo po tym, jak postanowili się pobrać, Kaori ginie w wypadku samochodowym, zostawiając Ryo samego z pierścionkiem zaręczynowym, którego nie zdążył wręczyć ukochanej. W tym samym czasie nastoletnia zabójczyni na usługach tajwańskiego syndykatu przestępczego, znana jako Szklane Serce, nie mogąc dłużej żyć z ciężarem popełnionych morderstw, targnęła się na własne życie. Traf chciał, że wcześniej Kaori, partnerka Ryo, zgodziła się zostać po śmierci dawczynią organów. Jej serce, wiezione karetką do kliniki transplantologicznej, zostaje po drodze skradzione, a sprawców napadu nie udaje się znaleźć.

Od tych dramatycznych wydarzeń mija rok. Młoda zabójczyni, nieoczekiwanie dla siebie – żywa, budzi się w klinice syndykatu i odkrywa biegnącą wzdłuż mostka bliznę po operacji. W jej piersi bije teraz inne, obce, skradzione z Tokio serce, należące niegdyś do Kaori. Razem z nim dziewczyna dostała prezent, którego najmniej mogła się spodziewać, a mianowicie wspomnienia dawczyni. Ponieważ niedoszła samobójczyni nie zamierza wracać na służbę syndykatu, decyduje się na ucieczkę z kliniki. Wyrusza na ulice Tokio, by odnaleźć mężczyznę, którego twarz widzi w niedających jej spokoju wspomnieniach Kaori. Czego spodziewa się po spotkaniu? Raz na zawsze pozbyć się obcych wspomnień? A może, wiedziona nieswoim instynktem i posłuszna nieswoim, nieznanym dotąd, uczuciom, pragnie czegoś więcej? Najbardziej oczywiste odpowiedzi na to pytanie okazują się wcale nie takie znowu oczywiste.

Fabuła Angel Heart zaskakuje zmianą konwencji w stosunku do City Hunter i jest to oczywista zmiana na korzyść. Po obejrzeniu wcześniejszych odsłon sagi można byłoby się spodziewać podobnych klimatów, czyli lekkiej rozrywki złożonej z gagów, pogoni Ryo za spódniczkami, strzelanin i wygłupów, od czasu do czasu okraszonych odrobiną refleksji. Tymczasem nic z tych rzeczy. Swego czasu serial City Hunter był produkcją adresowaną do starszych chłopców i młodych mężczyzn. W momencie, gdy wchodził na ekrany telewizorów, jego widownia liczyła sobie, powiedzmy, jakieś 15­‑25 lat. Przez siedemnaście następnych, jakie upłynęły do premiery Angel Heart, grupa ta dorosła, pokończyła szkoły, poszła do pracy, pozakładała rodziny. W międzyczasie niektórzy nawet zdążyli się rozwieść. Do oglądania ostatniej części przygód Ryo Saeby zasiadali już nie jako pryszczaci młodzieńcy z bujną fryzurą pieczołowicie wymodelowaną żelem, a jako stateczni panowie po trzydziestce albo z piątym krzyżykiem na karku, z mniej lub bardziej widoczną nadwagą i coraz to większymi zakolami. To właśnie dla nich – chłopaków, którzy dorastali wraz z „zamiataczem” noszącym ksywkę City Hunter, powstał serial Angel Heart. A że po latach publiczność i jej oczekiwania zmieniły się, zmieniła się też formuła serialu. Skoro postarzeli się widzowie, dlaczego nie miałoby to spotkać również samych bohaterów?

Ryo Saeba z Angel Heart nie jest już tym wulkanem energii, szalonym trzydziestolatkiem z City Hunter. Czterdziestka na karku nikomu nie dodaje sił ani sprawności, za to na pewno uczy pokory i Ryo nie stanowi tu wyjątku. Jeśli do tego niedawno stracił ukochaną kobietę, partnerkę i towarzyszkę życia, trudno mu nadal udawać komika. Owszem, od czasu do czasu Ryo dostaje głupawki na widok kobiecych nóg opiętych u góry krótką spódniczką, ale to już nie to samo, co kiedyś. Odnosi się wrażenie, że mamy tu do czynienia bardziej z grą podejmowaną z przyzwyczajenia i dla podtrzymania wizerunku oraz legendy City Huntera, niż z potrzeby męskiego serca. Prawda jest taka, że Ryo wyciszył się i uspokoił. Zwolnił. Dopuścił do głosu refleksję i zdrowy rozsądek. Widać to choćby w scenie, w której w ślad za młodziutką zabójczynią przychodzi mu przeskoczyć z dachu na dach budynku. Zatrzymuje się wtedy na krawędzi i nachodzą go wątpliwości, czy w ogóle uda mu się taka sztuczka; kiedyś nie do pomyślenia! Narzeka na ból pleców. Coraz częściej zamiast samemu sięgać po broń, zostawia sprawy młodszym i bardziej narwanym. Dzięki tym i podobnym zabiegom scenarzysty na otwartym charakterze Ryo Saeby, stał się on prawdziwie dojrzałym mężczyzną, facetem z krwi i kości. Takim, którego łatwo polubić i z którym chciałoby się zaprzyjaźnić. Niewykluczone, iż to, że postać bohatera dużo starszego niż kiedyś wypadła tak bardzo wiarygodnie, stanowi zasługę aktora pokładającego głos Ryo, który to aktor, prawdziwy weteran sceny, w czasie produkcji serialu dobiegał sześćdziesiątki. Kto inny mógłby lepiej oddać brzmienie głosu i sposób mówienia steranego życiem, niemłodego faceta po przejściach?

Oprócz Saeby spotkamy inne postaci, które zdążyliśmy poznać we wcześniejszych odsłonach sagi, jak panią komisarz policji, Saeko Nogami. Na niej upływ czasu również odcisnął piętno, a twórcom udało się to bardzo zręcznie, elegancko i w przekonujący sposób pokazać. Wciąż posągowo piękna, z nienaganną figurą, ale nie ma wątpliwości, że czterdzieści lat życia zrobiło swoje. Dopadają ją normalne dla osoby w jej wieku wątpliwości, czy aby droga kariery zawodowej, którą kiedyś wybrała, rzeczywiście była najlepszym wyborem. Zegar biologiczny tyka nieubłaganie i daje coraz bardziej rozpaczliwe znaki, że to już ostatni dzwonek, by założyć rodzinę, bo jeszcze tylko kilka lat i trzeba będzie zapomnieć o dzieciach. Nie jest to tematyka mogąca zainteresować nastoletniego widza, prawda? Za to starszy widz, z bagażem własnych doświadczeń, w lot zrozumie sedno rozterek pani komisarz i pochyli w zadumie głowę nad jej problemami.

Inny bohater, potężny jak góra najemnik o gołębim sercu, Umibozu, znowu jest sam. Los nie był dla niego łaskawy. Stracił wzrok, wypadł z militarnego interesu i pozostało mu już tylko prowadzenie niedużej kawiarenki dla garstki wiernych klientów. Z natury małomówny, zamknięty w sobie i stroniący od ludzi, prawdopodobnie najgorzej ze wszystkich znosi swój los samotnego inwalidy i emeryta. Niewiele pozostało w nim z żywej ikony kina akcji, choć z drugiej strony trudno jest pozbyć się części starych nawyków, co okaże się później, w trakcie seansu. Kolejna postać, z którą mogliby utożsamiać się dojrzali wiekiem widzowie, mający za sobą kawałek życia i mniej lub bardziej niezrealizowane plany czy marzenia.

W Angel Heart starzy w każdym tego słowa znaczeniu bohaterowie zyskali głębię, której dotąd bardzo im brakowało. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek wcześniej Ryo, Saeko czy Umibozu budzili we mnie tak wielką sympatię, jak tutaj. Dla przeciwwagi i kontrastu z weteranami serial wprowadza na scenę nowe, nieznane wcześniej postaci. Pierwszą i zarazem najważniejszą, będącą duchem sprawczym kluczowych wydarzeń, jest wspomniana już nastoletnia zabójczyni z sercem Kaori bijącym w młodej piersi, Xiang Ying. Od dziecka wychowywana przez tajwański syndykat zbrodni na bezwzględnego, pozbawionego uczuć zabójcę, jakimś cudem zdołała zachować odrobinę człowieczeństwa i zbuntować się przeciwko szykowanemu jej ponuremu przeznaczeniu. Dzięki przeszczepionemu sercu i wspomnieniom Kaori dostaje szansę na normalne życie, w czym kluczową rolę odegra Ryo Saeba. Historia przyspieszonego dorastania dziewczyny i rozwijania się relacji pary Xiang Ying – Ryo stanowi oś fabuły i pięknie spina w całość pojawiające się wątki poboczne, przez co serial nie ma tak epizodycznej postaci, jak to miało miejsce w przypadku City Huntera. Najwyższe wyrazy uznania należą się autorowi za to, że w tym momencie nie poszedł po linii najmniejszego oporu i po prostu nie rzucił dziewczyny w ramiona starszego, ale wciąż przystojnego i niepozbawionego uroku mężczyzny. Z pewnością pokusa, by w ten sposób wypełnić pustkę w sercu Ryo i choćby tylko symbolicznie zwrócić mu ukochaną Kaori, była wielka. Na szczęście tak się nie stało. Choć Angel Heart jest między innymi opowieścią o miłości, to mamy tu do czynienia nie z uczuciem romantycznym, łóżkowym, ale z takim, jakie powstaje dzięki więzom rodzinnym opartym na miłości i zaufaniu. Między nastolatką a mężczyzną w średnim wieku, dzięki duchowej obecności zmarłej Kaori, wykształca się piękny związek typu ojciec­‑córka, a obserwowanie powstawania i pogłębiania się tej relacji dostarcza mnóstwa satysfakcji i odpowiedniej porcji wzruszeń.

To kolejny dowód na to, iż produkcja jest adresowana przede wszystkim do starszego, dojrzałego widza, gotowego bez żalu zaakceptować podobne rozwiązanie. Jeśli się nad tym zastanowić, to więcej znajdziemy tu z ducha takich seriali jak Solty Rei, a chwilami nawet Usagi Drop, niż z pierwszych części City Hunter. Jeszcze raz wyrazy uznania dla twórcy, że po latach zdecydował się odejść od formuły komediowo­‑sensacyjnej na rzecz wątków dramatycznych i obyczajowych, z korzyścią dla serialu i widza.

Angel Heart to galeria arcyciekawych bohaterów drugoplanowych. Każdy wnosi do filmu barwną i interesującą historię, która w ten czy inny sposób zwykle łączy się z historią Ryo. Dzięki nim mamy okazję zerknąć w przeszłość „zamiatacza” i poznać co bardziej dramatyczne wydarzenia z tych, które uczyniły Saebę tak niezwykłym człowieka, jakim jest dzisiaj. Pojawia się więc Li Jian Qiang – boss tajwańskiego syndykatu zbrodni, ze skomplikowaną sytuacją rodzinną, uwikłany tak w losy Ryo, jak i samej Xiang Ying. Jest mistrz Chen – szef chińskiej jadłodajni w Tokio, a w rzeczywistości prawa ręka Li i potajemny opiekun młodej zabójczyni. Do tego Yang Fang Yu – niegdyś towarzyszka broni Ryo z czasów, gdy służył jako najemnik. Gdyby w kluczowym momencie życia Saeby nie pojawiła się Kaori, Yang z pewnością stworzyłaby z nim piękną i szczęśliwą parę. Jest Liu Xin Hong – towarzysz z dzieciństwa Xiang Ying i tak jak ona, adept szkoły zabójców. Zakochany po uszy pomimo tego, że dziewczyna kiedyś poderżnęła mu gardło i zostawiła w dżungli, by się na śmierć wykrwawił. Czy na tak „romantycznych” wspomnieniach można zbudować udany związek? Dzielny Chińczyk zamierza przekonać się o tym na własnej, naznaczonej paskudną blizną, skórze, a my będziemy mu w tym kibicować.

Te i inne postaci stanowią prawdziwą ozdobę i siłę Angel Heart. Ich splatające się ze sobą losy oraz nie zawsze łatwe relacje czynią opowieść atrakcyjną, a samą akcję nieprzewidywalną i wciągającą. Ale uwaga! Scenarzysta założył, że widz oglądał wcześniejsze części sagi i pamięta charakterystyki „starych” bohaterów, ich historie i to, co kiedyś połączyło ich z osobą Ryo Saeby. Dla tego, kto nie oglądał lub nie pamięta City Huntera, część wydarzeń, których będzie świadkiem, czy relacji między postaciami może wydać się dziwna, wręcz niezrozumiała. Na przykład to, skąd się wziął i na czym polega dług, jaki Saeko zaciągnęła u Ryo i dlaczego go nie spłaciła. Dlaczego kawiarenka Umibozu jest jedyną w mieście wyposażoną w szyby kuloodporne. O co chodzi z młotem, którym Kaori waliła Ryo po głowie w kulminacyjnym punkcie jego mokkori ekscesów. I dlaczego przystojny, rozrywkowy facet, spotykający się z dziesiątkami kobiet, wciąż jest sam jak palec.

Będąc kontynuacją City Hunter, Angel Heart graficznie nawiązuje do wcześniejszych części sagi. Projekty postaci są stylizowane na okres przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Kobiety o posągowych sylwetkach, nogach długich aż do samej ziemi i w dopasowanej garderobie podkreślającej apetyczne krągłości, przypominają dawno już minione standardy kobiecego piękna, przynajmniej jeśli wierzyć dzisiejszym kolorowym pismom o modzie. Do tego charakterystyczne wnętrza i stroje z epoki, zanim jeszcze na topie znalazły się szeroko rozumiana ekologia, meble z bambusa i woda mineralna „fit”. Ładna, staranna kreska doskonale oddaje zarówno szczegóły tła, jak i uczucia malujące się na twarzach bohaterów. Pięknie wyglądają krajobrazy z panoramą Tokio włącznie, a już nocne ujęcia ulic tętniących rozrywkowym życiem pełnym kolorowych neonów, reklam i świateł latarni odbijających się w wystawach, są wprost niezwykle malownicze. W serialu co i rusz mamy do czynienia z retrospekcjami odwołującymi się do historii bohaterów bądź do wizji związanych ze wspomnieniami zmarłej Kaori. Zastosowano tu sprytny filtr sprawiający, że obraz wygląda tak, jakby był wyświetlany w starym telewizorze kineskopowym. Lekko nieostry, poprzecinany delikatnymi poziomymi liniami, wygląda bardzo dobrze, wręcz nostalgicznie dla kogoś, kto z rozrzewnieniem wspomina „stare dobre czasy” technologii analogowych.

Serial liczy sobie pięćdziesiąt odcinków i już samo wypełnienie go interesującą fabułą z pewnością nie było proste. W przypadku ilustracji muzycznej zadanie z pewnością okazało się co najmniej równie trudne, ze względu na mnogość scen o skrajnie różnym charakterze. Sceny akcji, dramatyczne, komediowe, dostarczające wzruszeń czy skłaniające do zadumy i refleksji – każdy rodzaj wymagał odmiennej oprawy muzycznej. Niełatwego wyzwania podjął się weteran sceny kompozytorskiej, Taku Iwasaki, znany wcześniej choćby dzięki bardzo udanej ścieżce dźwiękowej do serialu Witch Hunter Robin, a później z powodzeniem komponujący między innymi do Katanagatari. To, co udało mu się zrobić w Angel Heart, zasługuje na gromkie brawa i owacje na stojąco. Ścieżka muzyczna jest przebogata, a składa się na nią dobrych kilka dziesiątków utworów. Wśród nich muzyka symfoniczna, elektroniczna, akustyczna, spokojna i dynamiczna, lekka i poważna, a wszystkie utwory trzymają niezmiennie wysoki poziom. Śmiało mogłyby stanowić materiał ilustracyjny do największych kinowych hitów Hollywoodu. Szczególnie mnie cieszy to, że w całej gamie stylów, jakie wykorzystał Iwasaki, znalazł się jazz i utwory z gatunków bezpośrednio się z niego wywodzących. Nostalgiczny Senshi­‑tachi no Kizuna, z leniwymi partiami trąbki i mruczącym w tle kontrabasem, utrzymany w stylu funk Shinjuku Jungle – tak żywy, że brakuje tylko tańczącego Jamesa Browna, swingujący Mokkori shinaaaaaai! czy obłędne, wyrywające z fotela gitara basowa i saksofon w Best Oppai. Ale kompozycje Taku Iwasakiego to nie wszystko. O wyjątkowości ścieżki dźwiękowej Angel Heart świadczą również piosenki. Jest ich ponad dwadzieścia, znakomitych niezależnie od gatunku muzycznego. Od pop, jak Lion Koujiego Tamakiego, poprzez neo soul w przypadku Back to the City (Cro­‑magnon i gościnnie Kyoko) do rockowych rytmów Daydream Tripper (U Wave), wprost wymarzonego do śpiewania karaoke. Jakby tego było mało, znalazła się wśród nich piosenka wyjątkowa, zasługująca na miano prawdziwej perełki. Mam na myśli Gloria, chrześcijański hymn religijny w j­‑popowej aranżacji, w bardziej niż udanym wykonaniu Kanon. Warto zwrócić uwagę na tę wykonawczynię już choćby z powodu, iż na swojej ostatniej płycie z powodzeniem zaśpiewała Eyes on Me we własnej aranżacji, co od czasów wydania gry Final Fantasy VIII tak dobrze nie udało się chyba jeszcze nikomu poza Faye Wong. Wszystko to razem sprawia, że oprawa muzyczna serialu zasługuje na najwyższą z możliwych notę i taką też otrzymuje. Na pewno nie raz będę do niej wracał.

Konkludując, Angel Heart to znakomity serial. Po stopniowo obniżających loty kolejnych odsłonach sagi City Hunter, powielających w kółko te same pomysły i coraz bardziej grzęznących w oklepanej konwencji komediowo­‑sensacyjnej, dostajemy nową jakość. Połączenie dramatu i wątków obyczajowych z sensacyjnymi, a w końcu zepchnięcie elementów komediowych na drugi plan, dodało bohaterom głębi, a fabule – znamion wiarygodności. Dzięki uśmierceniu Kaori w pierwszym odcinku i późniejszej możliwości zerknięcia w jej myśli i wspomnienia za pośrednictwem wizji Xiang Ying, widz dostał możliwość przewartościowania na korzyść swoich opinii na temat zmarłej towarzyszki Ryo, o której do tej pory wiedział raczej niewiele i w większości nie były to rzeczy mogące wzbudzić podziw czy zainteresowanie. Szkoda, że postaci Kaori takiej jak tu nie pokazano nam dużo wcześniej, że w scenariuszach City Hunter nie uczyniono z niej prawdziwie pełnoprawnego partnera Ryo Saeby: cała saga tylko by na tym zyskała. Były polski premier, Leszek Miller, powiedział kiedyś: „prawdziwego faceta poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, jak kończy”. Jeśli przyjąć te słowa za dobrą monetę, to mangaka Tsukasa Hojo, który powołał do życia postaci Ryo, Kaori i Xiang Ying, jest superfacetem. Mam nadzieję, że inni twórcy długich cyklów wydawniczych, zwykle już po pierwszej serii staczających się po równi pochyłej na łeb, na szyję, wezmą z niego przykład, czego – jako widz – sobie i innym życzę.

Sezonowy, 16 października 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TMS Entertainment
Autor: Tsukasa Houjou
Projekt: Takashi Saijou
Reżyser: Toshiki Hirano
Scenariusz: Sumio Uetake
Muzyka: Taku Iwasaki