Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Komentarze

Area 88 [2004]

  • Avatar
    A
    Sezonowy 5.09.2013 23:48
    Świetnie się bawiłem
    Od razu nasunęło mi się porównanie z Initial D, które również oglądało mi się znakomicie: oto serial zrobiony przez ludzi rozumiejących i kochających temat, który podjęli się przenieść na ekran. Tam samochody i wyścigi, tu samoloty i walki powietrzne. Niby jest jakaś fabułą, niby są jakieś relacje miedzy bohaterami, ale tak naprawdę pełnią one wyłącznie rolę spoiwa luźno łączącego ze sobą poszczególne odcinki. W Area 88 najważniejsze są samoloty, dopiero na drugim miejscu znajdują się bohaterowie. I żeby nie było wątpliwości: to zaleta, bo fabuła – zwłaszcza watek wiążący się z Kazamą i jego przeszłością, tudzież planami na przyszłość – jest mizerna, momentami rozkosznie wręcz naiwna. Ale są w niej element odwołujące się do młodzieńczego romantyzmu, idealizmu i jakiejś straceńczej melancholii, które w swoim czasie chyba każdy chłopak przerabiał jak swoje własne. Może między innymi dlatego ogląda się to naprawdę świetnie.

    Walki powietrzne są bardzo dynamiczne, animowane z rozmachem, pięknie ulokowane w przestrzeni, znakomicie zilustrowane muzycznie (znowu, podobnie jak w Initial D). Emocjonujące. Jak nic momentami przypominały mi m.in. „Top Gun”. Autor scenopisu musiał obejrzeć godziny materiału przestawiającego prawdziwe pojedynki powietrzne i z tego zadania wywiązał się znakomicie. Zaraz po „The Cockpit” to drugi serial, który najlepiej pokazuje pilotów i ich maszyny, tak na ziemi, jak i walce. I nie przeszkadza nawet to, że maszyny tak rzadko korzystają tu z aktywnych systemów obronnych jak flary, a w ataku działka są używane równie chętnie co broń rakietowa, przez co walka jest głównie walką manewrową, jak w drugiej wojnie światowej czy w Korei. Dałby animowany Bóg, żeby wszystkie starcia w powietrzu, we wszystkich filmach i serialach wyglądały w ten sposób.

    Przy okazji, mam wrażenie, że podobna formuła znakomicie sprawdziłaby się w konwencji space opera. Wysunięta baza kosmiczna gdzieś na rubieżach i załoga złożona z najemników, latających psów wojny.
    • Avatar
      Slova 6.09.2013 02:43
      Re: Świetnie się bawiłem
      Autor scenopisu musiał obejrzeć godziny materiału przestawiającego prawdziwe pojedynki powietrzne

      Wtedy wyglądałoby to tak [link][link][/link]
      [link][link][/link]
      • Avatar
        Sezonowy 6.09.2013 09:27
        Re: Świetnie się bawiłem
        Wtedy wyglądałoby to tak


        Na szczęście nie wygląda. :)

        Nie bez przyczyny napisałem o walce manewrowej w stylu Korei czy IIWW. Wydaje się, że wynalezienie rakiet „odpal i zapomnij” zabiło ducha lotnictwa myśliwskiego i zamieniło pilotów w kierowców platformy uzbrojenia.

        Odpalanie pocisków na rozkaz z ziemi, bez kontaktu wzrokowego z przeciwnikiem; o czym tu robić anime? Poza tym to dowód na to, iż na dobrą sprawę piloci z ich umiejętnościami przestali być już w ogóle potrzebni i przyszłość należy wyłącznie do aparatów bezzałogowych. Szkoda.
        • Avatar
          Slova 6.09.2013 09:47
          Re: Świetnie się bawiłem
          Wręcz przeciwnie. Latanie to nadal sztuka, walki powietrzne także. Systemy uzbrojenia, nawet rakiety rażące cele poza granicą widoczności, mają swoje ograniczenia – w końcu pilot musi włączyć radar, musi cel namierzyć i niekiedy też śledzić go na kilka chwil po odpaleniu pocisku. Ponadto same pociski rakietowe dalekiego zasięgu nie załatwią całej sprawy. Obecnie pilot ma o wiele więcej na głowie, niż pięćdziesiąt lat temu – chodzi o multitasking, musi umieć analizować ogromne ilości informacji dostarczanych mu z różnych źródeł i na tej podstawie podejmować jak najlepsze działanie. Sam pilotaż też jest trudniejszy. A technika idzie do przodu z każdej strony, więc nowe środki walki wymagają od pilotów nowych umiejętności.
          • Avatar
            Sezonowy 6.09.2013 12:25
            [offtopic] Przyszłość lotnictwa załogowego
            Jestem całkowicie odmiennego zdania i uważam, że lotnictwo załogowe nie ma przyszłości. Co więcej, przejście do lotnictwa bezzałogowego właśnie się dokonuje, na naszych oczach.

            W chwili obecnej praktycznie już wszystkie zadania wykonywane do tej pory przez aparaty załogowe są wykonywane przez automaty lub półautomaty (z użyciem zdalnego operatora). Oczywiście, wciąż jeszcze na małą skalę, ale rosnącą lawinowo z roku na rok.

            Program dronów jasno pokazuje, że do wykonywania zadań bombowych i szturmowych nie jest potrzebna obecność pilota na pokładzie. A dronów jest coraz więcej, praktycznie wszystkie kraje dysponujące mniej lub bardziej rozwiniętym przemysłem lotniczym, już budują lub są w trakcie opracowywania własnych dronów. W Afganistanie Amerykanie chyba już zakończyli albo właśnie kończą (z powodzeniem) testy polowe śmigłowców bezzałogowych (również w pełni automatycznych) spełniających rolę transportu powietrznego. Na razie dla zaopatrzenia, ale już niedługo również dla transportu żołnierzy. Marynarka amerykańska przeprowadza testy bezzałogowego samolotu stealth X­‑47B, który bez problemów startuje i ląduje z pokładu lotniskowca. Koncern Boeing lobbuje za budowaniem następnej generacji myśliwców zarówno w wersji załogowej jak i bezzałogowej. Lockheed zaprezentował już pierwsze prace koncepcyjne w zakresie automatycznych myśliwców. To się dzieje na naszych oczach.

            Argumenty przeciwko lotnictwu załogowemu wszystkie w zasadzie sprowadzają się do tego, że to człowiek jest najsłabszym ogniwem maszyny latającej. Już dziś jednym z największych plusów aparatów bezzałogowych, zarówno rozpoznawczych jak i pełniących stałą służbę dyżurną w powietrzu, jest fakt, że mogą pełnić misje wielogodzinne z tą sama wydajnością. Kiedy pilot byłby coraz bardziej zmęczony, tracił zdolność koncentracji itd., za konsoletą w bazie dronów po prostu zmieniają się operatorzy. Już dziś są budowane aparaty zwiadowcze zdolne do przebywania w powietrzu nie godzinami, ale całymi dniami. Żaden pilot by tego nie wytrzymał.

            Najgłośniejszy chyba, ale też budzący najwięcej emocji argument za, to możliwość wyeliminowania strat osobowych. Śmierć pilota to zawsze tragedia, a konkretny człowiek jest nie do zastąpienia. Tymczasem strata maszyny bezzałogowej? Zawsze można kupić drugą. Pilota szkoli się latami. Aby zostać operatorem, wystarczy kilkumiesięczny kurs. Maszyny całkowicie automatycznej nie szkoli się w ogóle: po prostu wgrywa się oprogramowanie. Są misje, których wykonanie wiąże się ze szczególnym ryzykiem dla pilota i z tego względu ich wykonanie może nastręczać trudności lub kwestionować ich zasadność. W przypadku maszyny bezzałogowej nawet misje typowo samobójcze nie stanowią żadnego problemu.

            Koszty i ergonomia. Konieczność wyposażenia samolotu w kabinę pilota, systemy podtrzymywania życia, interfejs sterowniczy itd. nie tylko zajmuje cenną przestrzeń, podnosi wagę i gabaryty aparatu, ale hamuje rozwój technologiczny lotnictwa odrzutowego. Człowiek­‑pilot podlega przeciążeniom rzędu wielu G, które w skrajnych przypadkach mogą nawet pozbawić go przytomności, a już na pewno ograniczyć jego percepcję i szybkość reakcji. Maszyny bezzałogowe mogą nie tylko latać i przyspieszać szybciej i przyspieszać, ale też wykonywać manewry, których z człowiekiem na pokładzie wykonać nie byłyby w stanie, w trosce o zdrowie i życie pilota.

            Podsumowując: wszystko zmierza do tego, by wysadzić ludzi z foteli lotniczych już na dobre. I stanie się to raczej szybciej niż później.

            • Avatar
              Slova 6.09.2013 13:56
              Re: [offtopic] Przyszłość lotnictwa załogowego
              wszystkie zadania wykonywane do tej pory przez aparaty załogowe są wykonywane przez automaty lub półautomaty (z użyciem zdalnego operatora)

              To nie przejdzie w przypadku, gdy atakowany ma możliwość zagłuszenia sygnału. Poza tym operator nie ma takiego rozeznania w sytuacji, co pilot i np. misje uderzeniowe ok, tu BSL mogą zastąpić lukę, ale w przypadku typowego przechwytywania celów lotniczych są za mało elastyczne.

              Nie przeczę jednak, że nie masz racji – ja jednak wolę być tym romantycznym marzycielem i łudzić się, że jednak Komandor Podporucznik Harmon Rabb zza sterów Tomcata nie przesiądzie się za konsolę BSLa.
  • Avatar
    A
    11.06.2011 23:02
    Area frustracji
    Area 88 nie jest serią mającą nieść jakieś przesłania, czy wywoływać zachwyt fabułą, albo bohaterami. Anime jest naiwne i głupie, ale nowsza wersja jest dodatkowo lipna od strony oprawy wizualnej i niepotrzebnie przedłużona.

    Stara seria OVA może się przynajmniej poszczycić niezłą animacją walk myśliwców, które nie są żenującym CGI i fajnymi kawałkami muzycznymi. Wersja z 1985 roku została kompletnie zjechana przez innego recenzenta i teraz wygląda to jakby seria TV była lepsza od OVA, kiedy ta niby jest gniotem, normalnie brak mi słów…

    • Avatar
      Slova 11.06.2011 23:08
      Re: Area frustracji
      Powiedz mi tylko, w którym miejscu animacje walki były w serii TV złe? Widywałem o niebo gorsze CGI w o produkcjach o wyższym budżecie, a jako miłośnik militariów jestem bardzo wyczulony na punkcie rzetelności animatorów w tym anime.
      Błędy, które uważam za rażące – wytknąłem. To jest anime wojenne, nie musi mieć zawiłej fabuły, ba, nawet idealnie wykonana być nie musi, ma być po prostu punktem zaczepienia.
      • Avatar
        11.06.2011 23:32
        Re: Area frustracji
        Slova napisał(a):
        Powiedz mi tylko, w którym miejscu animacje walki były w serii TV złe?

        Hm… każdym? To biedne CGI, widziałeś chociaż pierwowzór? Zakładam, że musiałeś go widzieć skoro jesteś miłośnikiem militariów. Jak coś co wyszło blisko dziesięć lat później może wyglądać w tym aspekcie gorzej od tej starej OAVki? Sama kreska w serii TV jest nawet ok, utrzymana została w starszej konwencji.

        Nie czepiam się specjalnie twojej recenzji, boli mnie, że wygląda to teraz na tym portalu tak jakby ta seria była dobra, kiedy starsza wersja ukazana została (przez kogoś innego) jako gniot, który zostanie olany przez potencjalne osoby sprawdzające to pobieżnie.
        • Avatar
          Slova 12.06.2011 01:13
          Re: Area frustracji
          Z całym szacunkiem, ale to CG wygląda o niebo lepiej od tego, co pokazano w OAVce, nie chodzi o same rysunki – nawet animacja jest lepsza, płynniejsza, samoloty są ukazywane z różnych stron bez deformacji – to właśnie jest zaleta grafiki komputerowej, w starej serii może i samoloty były nieco bardziej „detaliczne”, ale za to sama ich animacja była nie najlepsza.

          boli mnie, że wygląda to teraz na tym portalu tak jakby ta seria była dobra, kiedy starsza wersja ukazana została (przez kogoś innego) jako gniot

          Bo dla mnie ta seria jest dobra? Sory, ale w każdej Twojej wypowiedzi zapomniałeś napisać przed początkiem zdania „moim zdaniem”. Dalej – uważasz, że powinienem swoją recenzję ustosunkować do recenzji Zegarmistrza? Nie na tym to polega, recenzje nie mogą być ustawiane i już.
          • Avatar
            12.06.2011 14:31
            Re: Area frustracji
            Teraz sam zapominasz o „moim zdaniem”, według mnie jakość tej starej OVA jest nieporównywalnie lepsza od tego lipnego CGI (grafika komputerowa w anime to porażka). Nie wiem gdzieś Ty tam widział jakieś deformacje, kiedy w ruchu wszystko wyglądało rewelacyjnie. Każde trafienie jest inne i myśliwce rozpadają się szczegółowo na kawałki, nie ma żadnego powielania tych samych ujęć. Widać włożony w to duży kunszt, którego dziś w zasadzie się nie spotyka.

            Jak w ogóle możesz przyrównywać ręcznie wykonane rysunki składające się na animację do ruchu komputerowego bublu (są one dla mnie zupełnie pozbawione życia)...

            Zapomniałbym, starą serię oceniłbym na takie 5/10, ta nowa zasługuje na 3/10.

            Tyle ode mnie, niech każdy sam się przekona wbijając na jakiś Youtube i obejrzy po wpisaniu „Area 88 dogfight” walkę w nowej, oraz starej wersji.
            • Avatar
              Slova 12.06.2011 16:19
              Re: Area frustracji
              No właśnie pierwszy wynik wyszukiwania to ujęcie z serii TV – fenomenalna praca kamery, dynamiczne ujęcia, ciekawa perspektywa. Ba, nawet same samoloty poruszają się dynamiczniej na ekranie, całość jest o wiele bliższa filmowi, niż rysunkowi. Twoja opinia bierze się wyłącznie z awersji do grafiki komputerowej, która jest tu staranna. Poza tym jest masa anime, w których CG nawet się nie zauważa, a tymczasem postaci to w rzeczywistości modele 3D z ręcznie rysowanymi teksturami. Grafika komputerowa to nie zło – to sposób na polepszenie jakości animacji przy zmniejszeniu kosztów (taniej jest stworzyć szereg modeli i tekstur, niż tysiące precyzyjnych rysunków z zachowaniem proporcji).