Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 4/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 6
Średnia: 6
σ=1,63

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Himawari!!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2007
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ひまわりっ!!
  • Himawari Too!!
Tytuły powiązane:
zrzutka

Dobra wiadomość: przy drugiej serii znalazł się scenariusz! Zła wiadomość: jest tak głupi, jak podejrzewaliśmy…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Kontynuacja opowieści o dzielnych wojowniczkach ninja i ich nieco mniej dzielnym nauczycielu rozpoczyna się wybuchowo: w powietrze wylatuje męska szkoła. Jak się szybko okazuje, na szczęście jej adepci nie zginęli po gruzami. Ale na nieszczęście niemal wszyscy zostali porwani przez tajemniczą organizację. Co więcej, ta sama organizacja najwyraźniej atakuje kolejne wioski ninja, wyłapując ich mieszkańców. Jak więc łatwo zgadnąć, także uczennice szkoły żeńskiej są w niebezpieczeństwie – szczególnie nosicielki najczystszych i najlepszych genów, czyli gromadka znanych nam z pierwszej serii bohaterek. Stosunkowo mniejsze zainteresowanie organizacji budzą Himawari i Hayato, nieprzedstawiający (przynajmniej teoretycznie) sobą niczego ciekawego. Ale na terenie szkoły zaczynają pojawiać się kolejni wysłannicy sił niewątpliwego zła – wojownicy ninja o zmodyfikowanych ciałach i nadludzkich umiejętnościach. Co gorsza, wszystko wskazuje na to, że szkoła z tajemniczych przyczyn zamierza całkowicie ignorować te ataki…

W stosunku do złożonej z całkowicie przypadkowych epizodów pierwszej serii można więc zauważyć wyraźny postęp – pojawia się coś w rodzaju ciągłej fabuły. „Coś w rodzaju”, ponieważ przez ponad połowę serii schemat odcinków jest bardzo podobny: kolejne potyczki z kolejnymi (podstępnymi) przeciwnikami mają za zadanie przybliżyć i przypomnieć poszczególne bohaterki, a przy okazji odkurzyć i pokazać raz jeszcze rozmaite postaci drugoplanowe i epizodyczne. Ostatecznie jednak trzeba przyznać, że seria odpowiada na większość pytań, w tym dokładnie wyjaśniając sceny na początku i końcu pierwszej serii, a także zamyka się finałem faktycznie kończącym większość wątków. Gorzej, że tak naprawdę elementy i rozwiązania fabularne dzielą się na głupie, nieoryginalne oraz nieśmieszne. W różnych proporcjach.

Istnieje pewna grupa widzów, którzy z przyjemnością od czasu do czasu serwują sobie seans kina oznaczanego dalszymi literami alfabetu, bawiąc się przednio niezamierzonymi przez twórców idiotyzmami fabuły. Odnoszę wrażenie, że właśnie do tej grupy skierowane jest Himawari!!, bez wątpienia celowo stosujące przesadzone do absurdu zagrania i wyjaśnienia motywacji poszczególnych postaci. Problemy są dwa. Po pierwsze, tego rodzaju humoru nie da się wprowadzić specjalnie – to musi być niezamierzone, żeby działało. Po drugie, jednocześnie wpycha się widzom absolutnie klasyczną historyjkę o przyjaźni pokonującej wszelkie przeciwności losu (z obowiązkowymi retrospekcjami i monologami), najwyraźniej próbując ich przy tej okazji powzruszać. Zrobić coś tak, żeby było jednocześnie zabawne i wzruszające – to niestety najwyższa szkoła jazdy, a twórcy tej serii nie znali nawet jej podstaw. Zostaje więc fabuła, która jest za głupia, żeby ją wziąć poważnie, zbyt wtórna w stosunku do setek innych serii, żeby mogła zaskoczyć, a na pewno zbyt naciągnięta, żeby wzbudzić jakieś emocje. Dodajmy do tego problemy z „rozegraniem” poszczególnych gagów, kładące nawet niezłe puenty, a także wycieczki w stronę humoru bardzo niskiego, mogące zniechęcić część widzów – i dostajemy zaiste dziwo: lekką, „głównonurtową” przygodówkę, która nie zdobyła praktycznie żadnej grupy fanów i została zapomniana, zanim jeszcze zakończyła się jej emisja.

O tyle troszeczkę mi tej serii szkoda, że miała ona pewien potencjał – nie na wybitne dzieło, ale na rzecz po prostu fajną. Przede wszystkim za sprawą całkiem udanych postaci. W pierwszej serii doskwierały im zmiany charakteru, wprowadzane w poszczególnych odcinkach, aby dopasować zachowania poszczególnych osób do scenariusza. Tutaj ten problem znika, a bohaterki są wprawdzie płyciutkie jak kałuże, ale w zasadzie całkiem sympatyczne. Darowano sobie także – o dziwo – „przegięcie” ich w celach komediowych. Widać to chociażby na przykładzie Azami. W pierwszej serii ta informacja pojawia się dość późno, tu jednak od razu na początku zostaje przypomniane, że jest „ona” szpiegiem z męskiej szkoły. Jak wiadomo, motyw chłopaka przebranego za kobietę w tego rodzaju serii może być rozegrany na jeden z dwóch sposobów: albo powinien to być ostentacyjny goryl w sukience, albo też ślicznotka, bijąca kobiecością i seksapilem na głowę prawdziwe dziewczęta. Tutaj Azami od początku sprawia wrażenie chłopakowatej dziewczyny, ale bez żadnego zgrzytu można też widzieć w tej postaci chłopaka, traktującego koleżanki całkowicie naturalnie i po kumplowsku. Podobnie naturalnie zarysowany jest tu chociażby wątek romantyczny między Yusurą a Yonezawą, pozbawiony podtekstów i przechodzący do porządku dziennego nad tym, że wybranek serca bohaterki jest okrągłym jak arbuz, zielonym kappą. Niestety na tym tle zdecydowanie na niekorzyść wyróżniają się bohaterowie najważniejsi, Himawari i Hayato. W przypadku Himawari główną winą należy obarczać jej seiyuu, której wysilony głos, nasycony sztucznymi emocjami, okropnie kontrastuje z teoretycznie „świeżą i naturalną” dziewczyną. Hayato natomiast cierpi z powodu scenariusza – przez znakomitą większość serii po prostu nie ma dla niego żadnego rozsądnego zastosowania, dlatego musimy w nieskończoność patrzeć, jak snuje się po ekranie, gadając o jedzeniu. Sprawia przez to wrażenie osobnika mocno ograniczonego umysłowo, choć poszczególne udane sceny z jego udziałem pokazują, że wcale tak być nie musiało.

Grafika w stosunku do pierwszej serii nie uległa żadnym zmianom. Czyli całkiem udane są projekty niektórych postaci, podczas gdy inne sprawiają wrażenie wyciągniętych spod sztancy – ale generalnie bohaterów można łatwo rozpoznać. Na animacji oszczędzano, ile się dało. Jak wiadomo, jedną ze zdolności prawdziwych ninja jest błyskawiczne przemieszczenie się – objawiające się w taki sposób, że dana postać z cichym świstem znika z punktu A, pojawiając się w punkcie B. Jak się okazuje, taka technika pozwala na uniknięcie niemal wszystkich ujęć, w których wypadałoby pokazać postaci w ruchu, biegnące, wchodzące lub wychodzące. Genialne w swojej prostocie, prawda? Muzyczka w tle pozostaje prościutka, a piosenka w czołówce, Sorairo no Tsubasa (do jej śpiewania zatrudniono seiyuu Azami, czyli Ryouko Shiraishi) byłaby może i sympatyczna, gdyby nie jej monotonny rytm, plasujący się gdzieś między umcykiem a katarynką. Bardziej obiecująco przedstawia się Kirakira przy napisach końcowych – ostatecznie co eufonius to eufonius – ale tę właściwą, porządnie zaśpiewaną wersję dostajemy w dwóch albo trzech odcinkach. W pozostałych w karaoke bawią się seiyuu kolejnych bohaterek, które w większości śpiewać nie bardzo umieją.

Trudno uwierzyć, że ja piszę coś takiego, ale przypuszczam, że seria miałaby jakieś szanse na choćby chwilową popularność, gdyby – wzorem większości komedii prezentujących w rolach głównych dziewczęta – poszła mocno w fanserwis. Ja bym jej wtedy pewnie nie recenzowała, ale amatorów humoru polegającego na pokazywaniu majtek i łapaniu za biusty nigdy nie brakuje. Tu jednak – co należy podkreślić, żeby ktoś nie poczuł się rozczarowany – fanserwisu tego rodzaju po prostu nie ma, nawet w „oczywistych” scenach, w których ktoś na kogoś spada albo się przewraca. To rzadkość i jeszcze jeden powód, dla którego żałuję, że nie spróbowano chociaż wyciągnąć czegoś interesującego z fabuły. W Himawari!! sporo się dzieje na ekranie i samą w sobie mogłabym polecić tę serię widzom poszukującym najlżejszej z lekkich rozrywek, niewymagającej myślenia serii z kategorii „obejrzeć i zapomnieć”. Problem niestety polega na tym, że wymaga ona jednak znajomości wydarzeń i postaci pojawiających się w pierwszej serii, czyli zapoznania się z trzynastoodcinkowym ciągiem gniotowatych „wypełniaczy”. Jeśli więc komuś się pierwsza seria podobała… Nie, bądźmy uczciwi: poszukajcie czegoś innego i pozwólcie temu anime miłosiernie zatonąć w otchłani zapomnienia.

Avellana, 9 lutego 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: ARMS
Projekt: Okama, Seiji Kishimoto
Reżyser: Shigenori Kageyama
Scenariusz: Mamiko Ikeda
Muzyka: Kei Haneoka, Takeshi Senoo