Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 9/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 3
Średnia: 6,67
σ=1,7

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Gamer2002)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Tetsujin 28-gou [2004]

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2004
Czas trwania: 26×25 min
Tytuły alternatywne:
  • 鉄人28号 [2004]
Postaci: Policja/oddziały specjalne; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Mechy
zrzutka

Remake przygód oryginalnego japońskiego wielkiego robota i powojenna historia o tragedii i stracie. Brylant, który nie powinien zostać zapomniany.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Shenai

Recenzja / Opis

Pierwszym japońskim wielkim robotem był tytułowy Tetsujin 28­‑gou z mangi Mitsuteru Yokoyamy, powstałej w 1956 roku. Tetsujin był zdalnie sterowany za pomocą przenośnego kontrolera w postaci skrzynki należącej do dziesięcioletniego detektywa Shoutarou, którego ojciec stworzył Tetsujina podczas wojny na Pacyfiku. Z powodu tego sposobu sterowania, Tetsujin w zależności od posiadacza skrzynki mógł służyć tak dobru, jak i złu.

Tetsujin zawitał na ekrany telewizorów już w 1963 roku, kiedy nadano pierwszy odcinek czarno­‑białego anime. Po nim powstało jeszcze parę innych serii, a w roku 2005 także film aktorski. Jednakże rok wcześniej ponownej adaptacji mangi w postaci anime podjął się Yasuhiro Imagawa, który już miał styczność z twórczością Yokoyamy, gdy nakręcił odwołującą się do jej całokształtu OAV Giant Robo, w której występowały także postacie z Tetsujin 28­‑gou.

Nie jestem w stanie ocenić, jak Imagawa poradził sobie z adaptacją oryginału, gdyż niestety nie byłem w stanie się z nim zapoznać. Jednakże z zasłyszanych opinii dowiedziałem się, że seria z 2004 roku jest dość wierna pierwotnym przygodom Shoutarou. W porównaniu do większości serii reżyserowanych przez Imagawę (G Gundam, Shin Mazinger, Giant Robo), Tetsujin jest tytułem bardziej przyziemnym i realistycznym. Zapewne ze względu na zachowanie wierności formie oryginalnej historii Imagawa poskromił swoje radosne szaleństwo.

Fabuła zaczyna się 10 lat po wojnie na Pacyfiku, w czasach, gdy Japonia zbliżała się do ostatecznego wyzwolenia od widma przegranej wojny, aby wejść w nowy okres prosperity. Jednym z Japończyków pragnących pomóc ojczyźnie jest profesor Shikishima, który zamierza do tego użyć swojego zdalnie sterowanego robota Tetsujina numer 27. Jednakże w wyniku błędnej decyzji Shikishima ożywia „innego Shoutarou”, Tetsujina numer 28, dzieło ojca przekonanego o śmierci swego syna o tym samym imieniu. Sam Shoutarou, dziesięcioletni detektyw, którym opiekują się profesor oraz inspektor Ootsuka, szef tokijskiej policji, zostaje szybko wciągnięty w środek wydarzeń, które są dopiero początkiem powracającego koszmaru związanego z Projektem Tetsujin, mającym na celu stworzenie dla Japonii broni umożliwiającej wygranie wojny.

Od razu powiem, że bardzo podobają mi się historia i świat przedstawiony tego anime. Pomimo starego stylu graficznego z lat 50., przywodzącego na myśl produkcje dla dzieci, Tetsujin opowiada dojrzałą i niejednokrotnie gorzką historię o stracie i tragedii, osadzoną w powojennej Japonii. Seria odwołuje się do wydarzeń historycznych, takich jak incydent kolejowy przy stacji Tokio Mitaka, zimna wojna z kosmicznym wyścigiem czy wynalezienie telewizora, co podkreśla historyczny klimat z okresu, gdy Kraj Kwitnącej Wiśni dążył do nowoczesności. Jednakże Japonia musi najpierw zamknąć sprawy wojennych zbrodni, które są przyczyną niemalże wszystkiego, co się dzieje w Tetsujinie.

Oczywiście nie należy oczekiwać, by padły słowa „druga wojna światowa”, „Hitler” czy „Unit 731”, lub też by w jakikolwiek sposób wnikano w historyczne tło wojny na Pacyfiku, ale w końcu mówimy o familijnej serii powstałej na bazie mangi z lat 50., nie wymagajmy od razu wszystkiego. Jednakże Tetsujin 28­‑gou nie ukazuje Japonii jako czystego kraju, który podczas wojny chciał tylko pokoju – projekt Tetsujin był planem mającym na celu umożliwienie ataku na Stany Zjednoczone, fikcyjne eksperymenty z nim związane były zbrodniami, a odkryty pod koniec serii ostateczny plan na wypadek przegrania wojny ukazywał zacietrzewienie i szaleństwo rządu biorącego w niej udział. Wprost stwierdzono, że to wszystko było grzechem, z którego należy się najpierw rozliczyć, aby w końcu wyzwolić się z traum wojennych. W efekcie powstała mądra seria o powojennym narodzie borykającym się z mrocznymi kartami własnej historii i chłopcu zmuszonym odkryć oraz zrozumieć dawne trudne decyzje dorosłych z czasów, które były dla wszystkich koszmarem.

Dźwigający to zadanie na swych małych barkach pierwszy shota Shoutarou jest całkiem udanym bohaterem w typie bogatego i wychowanego praworządnego dziecka. Jako młodociany detektyw jest rozsądny ponad swój wiek, dzięki czemu potrafi zastanowić się porządnie nad problemem, ale wciąż jest dzieckiem, które niewiele wie o życiu, a jego kompetentność nie jest aż tak przesadzona. Co prawda raz na parę odcinków w jakiejś scenie zachowuje się niczym mały Batman, ale zdarza się to sporadycznie i jest równoważone niepowodzeniami oraz licznymi pustymi zwycięstwami. Jak na dziecięcego bohatera, może był dla mnie nieco zbyt poważny, chwilami wręcz „stary malutki”, ale w sumie tematyka serii jest poważna, a Shoutarou radzi sobie z nią dzielnie, bez nieuzasadnionego mazgajenia się. Ciężkie chwile przeżywa dopiero wtedy, gdy staje naprzeciwko trudnej dorosłej rzeczywistości.

Tytułowego Tetsujin 28 trudno uznać za autonomiczną postać, gdyż nie posiada on (raczej) samoświadomości, ale w trakcie serii stosunek Shoutarou do niego ulega zmianie. W przeciwieństwie do innych dzieciaków, zachwycających się swymi zabawkami zagłady, nasz młody detektyw ma poważne obawy i żywi wręcz niechęć do stalowego potwora. Zmiana jego nastawienia jest związana z poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie, czy Tetsujin jest narzędziem, czy bronią, a to rozróżnienie jest też istotnym motywem serii. Dziadek wszystkich wielkich robotów używany jest głównie do starć jeden na jeden z pojawiającymi się robotami, ale nie zawsze wygrywa, a do zwycięstw przyczyniają się wykorzystanie terenu lub technicznych słabości przeciwnika. Podczas walk łatwo o zniszczenia okolicy i uszkodzenia maszyn, co dodatkowo wzmaga dramatyzm.

Reszta obsady składa się z dość staroświeckich typów postaci, co paradoksalnie w czasach współczesnych czyni je unikatowymi i świeżymi. Shikishima to dobry profesor pełniący rolę ojca i nauczyciela, a inspektor Ootsuka jest nie zawsze bystrym pączkowym gliniarzem. Pojawia jeszcze jego sekretarka, Takamizawa, będąca nieroztropną panną, czyli wszystkim, z czym feministki walczyły przez 60 lat, zanim w końcu zorientowały się, że w międzyczasie problem ustąpił pola znacznie bardziej poniżającemu seksualnemu uprzedmiotowieniu kobiet. Ta trójka ma jednak swój urok i każde z nich dostało moment, w którym potrafi zaskoczyć widza – zwłaszcza profesor Shikishima, który podczas wojny był członkiem zespołu badawczego Projektu Tetsujin i nie zawsze zdradza wszystko, co wie.

Najbardziej wyróżniającą się postacią jest Kenji Murasame, dawny rządowy agent, który odszedł ze służby. Choć nigdy nie był złym człowiekiem, w wyniku tragicznego rozwoju wydarzeń znienawidził Tetsujina i przez jedną trzecią serii pełnił rolę głównego antagonisty, pragnącego pozbyć się niepotrzebnego i szkodliwego dla Japonii robota. Od początku byłem nim zafascynowany, główne dlatego, że znałem jego wersję z Giant Robo, gdzie Murasame był najmroczniejszą postacią z powodu brutalnie trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość i zauważenia, że tak naprawdę wystarczy zmienić w motywacji głównego bohatera tylko jedną rzecz, aby stał się zły. Tutaj jego charakter został częściowo złagodzony i kiedy wraca w końcowej części serii, poznajemy go też od lepszej strony. Dzięki temu jednak ten Murasame jest bardziej wielowarstwowy i rzeczywisty od swego odpowiednika z Giant Robo, a przy tym wciąż potrafi brutalnie powiedzieć Shoutarou, że to nie on musi kierować Tetsujinem, jeżeli przy tym zawodzi. Nawet się nie zauważa, że nosi on różowy płaszcz i kapelusz.

Przez dwie trzecie serii relacje między postaciami są mniej więcej bez zmian (nie licząc linii Shoutarou­‑Tetsujin), nie zmieniają się też zbytnio ich role. W tej części fabuła składa się z jedno- do trzyodcinkowych historii o powracających pozostałościach Projektu Tetsujin oraz innych tragediach spowodowanych przez wojnę. Historie te poruszają całkiem poważne tematy, takie jak utrata dziecka czy niepowodzenie lekarza, a ich zakończenia są w najlepszym wypadku słodko­‑gorzkie. Wszyscy antagoniści z tej części są anty­‑złoczyńcami, szukającymi odkupienia swych win, niepotrafiącymi sobie poradzić z widmami przeszłości lub pragnącymi wykorzystać ostatnią szansę na osobiste szczęście. Jedyne wyjątki od tej zasady to japoński złodziej, którego jednoodcinkowy epizod był najsłabszy, oraz amerykańscy gangsterzy, w których przypadku tak naprawdę chodziło o pokazanie Murasame.

Ostatnia część serii jest poświęcona najbardziej skomplikowanej przygodzie Shoutarou, związanej z sekretem zwanym „Bagume” i spiskiem ekonomicznym mającym na celu przejęcie kontroli nad japońskim przemysłem. Tutaj na scenę wchodzą doktor Bigfire, ostatni poznany przez nas naukowiec związany z Projektem Tetsujin, oraz przestępcza organizacja znana jako Syndykat PX. Są oni już zwyczajnymi złoczyńcami, a choć Bigfire jest całkiem zabawny i źli generalnie mają dobre plany, rozczarowują jednak w porównaniu do reszty przeciwników Shoutarou. Jednakże ta historia ma swoje mocne strony: przede wszystkim już na wstępie status quo zostaje wywrócone do góry nogami i Shoutarou musi poradzić sobie w coraz trudniejszej dla niego sytuacji. Z podobnymi trudnościami boryka się reszta bohaterów serii, zwłaszcza Takamizawa. Poza tym pojawia się tu tajemniczy Nikoponski, parokrotnie widziany wcześniej osobnik w ciemnych okularach, a także inspektor Chloroform, mający niejasne cele. Co prawda twórcy nieco przekombinowali parę wątków, ale wszystkie zostały pozamykane w udanym zakończeniu serii.

Kompozytorem muzyki jest Akira Senju, a za jej wykonanie odpowiada polska Orkiestra Filharmonii Narodowej. Ścieżka muzyczna zawiera niemało świetnych orkiestrowych utworów: szczególnie podobały mi się towarzyszące dokumentarnej narracji wprowadzającej do kolejnych odcinków oraz dramatyczny utwór używany podczas walk i zapowiedzi kolejnego odcinka. Problemem jest jednak to, że choć seria ma wiele pozycji na swej ścieżce, część z nich jest mocno nadużywana, nawet jeżeli są to akurat najlepsze utwory. Opening i ending powstały na bazie oryginalnego openingu użytego w serii z 1963 i w sumie nie wyobrażałbym sobie na ich miejscu jakiegokolwiek innego j­‑popu; w pełni pasują one do stylu i klimatu serii.

W główną rolę wcieliła się Motoko Kumai, znana z ról takich jak Sumomo z Chobits i Kid z After War Gundam X. Głos Ootsuki podłożył doświadczony Minoru Inaba (Broken w Shin Mazinger, Chapeauji w Dororon Enma­‑kun Meeramera),a Shikishimie głosu użyczył Shigeru Ushiyama (Robita z Hi no Tori czy doktor Hiluluk z One Piece). Tak samo jak w Giant Robo, głos Murasame należy do Yuujiego Mikimoto. W obsadzie jest też obecny niepowtarzalny Norio Wakamato, ale w niewielkiej roli.

Graficznie seria jest mocno w stylu retro, a Yokoyama ma nieskomplikowaną i dość dziecinną kreskę, bez względu na to, czy rysuje postacie, czy roboty. Fani przystosowani do dzisiejszych zylionów szczegółów i odblaskowych lampek choinkowych będą zawiedzeni elegancką prostotą, ale animacja jest w sumie dość płynna, nawet jeżeli rzadko kiedy efektowna. Kolorystyka potrafi być mroczna, gdy sceny tego wymagają, a tła są porządne (choć czasem bywają zamglone), zaś całość dobrze wygląda nawet przy niezbyt dużej rozdzielczości.

Wadą serii jest to, że sceny związane z robotami nie należą do najbardziej efektownych. Ja rozumiem, że protoplasta wielkich robotów nie robi takich rzeczy, jak Gurren Lagann, i stosuje jedynie ciosy i przerzuty, ale rozczarowuje to, że seria szykowała nas na mocne starcie z ostatecznym przeciwnikiem, który padł niezbyt klimatycznie. Poza tym zwrot fabularny z uzurpatorem dysponującym doskonałą maską twarzy innej osoby jest nieco nadużywany. Jak też wspominałem wcześniej, przez większość serii główne postacie są niezmienne i stereotypowe, a dopiero później zostają bardziej rozbudowane. Można też narzekać, że dziesięcioletniemu dzieciakowi, jakkolwiek genialnemu, w ogóle pozwala się kierować wielkim robotem. Nie, żeby takie narzekanie miało większy sens.

Tetsujin 28­‑gou Imagawy jest pozycją obowiązkową dla każdego fana oldschoolu i retro. Fani dramatów, staromodnych science­‑fiction oraz historii powojennych lub związanych z drugą wojną światową także nie będą zawiedzeni. Generalnie jednak polecam tę serię każdemu i warto rzucić okiem na dwa pierwsze odcinki, aby przekonać się o jej sile.

Gamer2002, 25 października 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Palm Studio
Autor: Mitsuteru Yokoyama
Projekt: Takashi Nakamura
Reżyser: Yasuhiro Imagawa
Scenariusz: Yasuhiro Imagawa
Muzyka: Akira Senju