Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 6/10 grafika: 5/10
fabuła: 4/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 8
Średnia: 6,5
σ=1,41

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Diablo)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Mahou Sensei Negima! ~Mou Hitotsu no Sekai~

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 4×29 min
Tytuły alternatywne:
  • Magical Teacher Negima! ~Another World~
  • 魔法先生ネギま!~もうひとつの世界~
Gatunki: Komedia
zrzutka

Zemsta Negiego, czyli dobierali się do małoletniego razy kilka, to teraz Negiego czeka triumfu chwilka.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Costly

Recenzja / Opis

Uniwersum Mahou Sensei Negima jest światem wyjątkowo bogatym i ukazanym w sporej liczbie produkcji. Ostatnim razem brałem na tapetę Shiroki Tsubasa Ala Alba – komediową OAV, będącą fabularną kontynuację pierwszej serii telewizyjnej. Dziś nadszedł czas, bym przybliżył czytelnikom Tanuki kontynuację kontynuacji, czyli kolejną, tym razem czteroodcinkową i jakby poważniejszą OAV z podtytułem Mou Hitotsu no Sekai. A jak wypada ona na tle animowanych poprzedniczek? Nie będę was trzymał w niepewności. Źle się dzieje w państwie duńskim… Ale po kolei.

Fabularnie poniższy tytuł stanowi bezpośrednią kontynuację trzyodcinkowej poprzedniczki. Mamy tu przylot bohaterów do Anglii, spotkanie z siostrą Negiego, kolejne odwołania do nieznanych widzom anime wydarzeń z przeszłości, a wreszcie przejście do Świata Magii. Wszystko jest mniej lub bardziej ładnie i zrozumiale przedstawione i nie odbiega znacząco od tego, co zaserwowano poprzednio. A przynajmniej przez pierwsze dwa odcinki, po których to dla nie­‑czytelników mangi nastąpi niezły „zonk”, bo oto fabuła przeskakuje ni z gruchy, ni z pietruchy spory kawałek w chronologii wydarzeń. Oto przed chwilą byliśmy świadkami małej „rozpierduchy” na plaży, a zaraz potem lądujemy na jakiejś arenie i widzimy Negiego i Kotarou, ewidentnie większych i jakby starszych. Oczywiście nikt nie raczy wyjaśnić, „kto zacz” i dlaczego tak, a nie inaczej. Ale to nie koniec niespodzianek, bo im dalej, tym gorzej. Nowe, najwyraźniej, postacie, odwołania do nieprzedstawionych wydarzeń, brak wieści o losach sporej części ekipy Klubu Negiego… Czytelnicy mangi pewnie to jakoś przełkną, bo oni te wszystkie wydarzenia znają i się nie pogubią, ale ci, którzy mangi nie widzieli, z niżej podpisanym na czele, dostają zwyczajnie obuchem przez łeb. Wszystko wyjaśnić można chyba tylko potężnym wężem w kieszeni sponsorów tej OAV. Bo innego wyjaśnienia, pomijając argument „bo tak”, to ja tu nie dostrzegam.

Jak wspomniałem powyżej, liczba istotnych dla fabuły postaci uległa w tej OAV radykalnej redukcji. Co prawda pojawia się nader liczne stado nowych bohaterów, ale że trafiają tu dość epizodycznie i bez słowa wyjaśnienia, trudno o nich coś sensownego powiedzieć. Jedyną dość dobrze ukazaną, a istotną z fabularnego punktu widzenia nową postacią jest niejaki Rakan, który okazuje się towarzyszem ojca Negiego. Przypomina on nieco Gourry’ego z serii Slayers. Wielki, głośny i jak się zdaje, niegrzeszący nadmiarem inteligencji. Idealny obiekt do robienia sobie żartów na temat kompleksów z cyklu „wielkość miecza a wielkość…”, myślę, że wiecie, o co chodzi. Poza tym nie mogę tu nie wspomnieć o dużo większej roli takich postaci, jak Chisame i Chachamaru. Kto jak kto, ale szczególnie ta pierwsza ma w tej OAV całkiem sporo do powiedzenia. Pewnym szokiem dla widzów może być też spore… zaangażowanie Chachamaru. O ile w serii telewizyjnej i poprzedniej OAV pojawiała się rzadko i jak już, to stała raczej z boku, nie przejawiając praktycznie żadnej inicjatywy, tak tutaj zaskakuje gamą okazywanych emocji. Zwyczajnie szok. A reszta postaci? Właściwie nie ma tu za bardzo o czym wspominać. W ich charakterach nastąpiły pewne zmiany, ale są one, w przeciwieństwie do dwóch wyżej opisanych, ewolucyjne, a nie rewolucyjne. W gruncie rzeczy jacy byli, tacy pozostali. Tyle tylko, że Negi zrobił się może nieco dojrzalszy. Na uwagę zasługuje jeszcze tylko tutejszy czarny charakter, czyli tajemniczy chłopak Fate Averruncus, który narobi całkiem sporo szumu w pierwszym odcinku. Choć oczywiście srodze zawiedzie się ten, kto będzie liczył na poznanie motywów kierujących jego działaniem…

A grafika i muzyka, spyta ktoś? Zacznę może od muzyki. Jej poziom nie odbiega znacząco od tego, co prezentowały poprzednie części opowieści. Czyli jest, czasem brzdąka sobie w tle, ale naprawdę rzadkie są chwile, gdy widz ją świadomie zauważa. Pod tym względem jakościowa posucha zastąpiona została rzemieślniczą poprawnością, która w bardzo rzadkich chwilach wybija się na odrobinę wyższy poziom jakości. A opening i ending? Standardowy japoński pop, którego da się słuchać bez krwotoku ze zranionych uszu, ale który też ma nikłe szanse na wywołanie czyjegoś zachwytu. A teraz grafika i animacja – pod tym względem jest mocno nierówno. O ile dwa pierwsze odcinki utrzymują jakość poprzedniej OAV, czyli dość poprawny poziom tak kreski, jak i animacji, które – zwłaszcza w czasie pojedynku pod koniec pierwszego odcinka – naprawdę mają szansę się spodobać, o tyle w odcinku trzecim, szczególnie w scenach walki, pikuje on ostro w dół, zaczynając przybierać postaci swego rodzaju znanego z gier komputerowych cel­‑shadingu. Nie powiem jednak, by to mnie zachwyciło… Mierzić mogą też mniejsze lub większe błędy, czasami uproszczenia w animacjach czy ubogie tła. Sytuacja poprawia się ponownie w czwartym odcinku, tym niemniej niesmak i kiepskie wrażenie jednak pozostają. Ogólnie pod kątem graficznym stwierdziłbym względem poprzedniej części obniżkę poziomu, ale nie jest to jeszcze totalne dno. Pomijając ten nieszczęsny trzeci odcinek, całość da się w miarę bezboleśnie oglądać. Z reguły.

Jak dotąd właściwie bez przerwy narzekam. To może teraz dla odmiany trochę pochwalę? Bo mimo wszystko ta OAV nie jest totalnie beznadziejna… Spodobać może się… Bo ja wiem, fanserwis? W pierwszych trzech odcinkach zdecydowanie go nie brakuje. Co więcej, nie ma tu też właściwie cenzury. Tzn. sprowadza się ona do nienarysowania sutków i krocza, a poza tym hulaj dusza, piekła nie ma. Mamy sceny kąpielowe, mamy „molestowanie” Chachamaru, a same bohaterki jak gdyby trochę bardziej się tu i tam pozaokrąglały. Tyle tylko, że w lwiej części scen fanserwiśnych ponownie aktywnie bierze udział nasz małoletni Negi, co, tak jak poprzednio, niektórych może zniesmaczyć. Cóż, taki już urok tego tytułu… Poza tym mimo strasznego pocięcia, opowiadana historia jest całkiem ciekawa, tyle tylko, że ci, którzy mangi nie znają, muszą sporo podopowiadać sobie sami. Uchowało się tu też co nieco poczucia humoru, lecz pod tym względem nie ma nawet co robić porównań do części poprzedniej. To nie ten poziom. Ostatnim, co przychodzi mi jeszcze do głowy, a co dopisać można w poczet zalet, są sceny bitewne z odcinków 1 i 4. Na tle całej reszty stanowią całkiem przyjemny spektakl dla oczu.

Niestety, zalety te, choćbym nie wiem jak się starał, nie przesłonią smutnej prawdy, że OAV ta jest dla przeciętnego, nieznającego mangowego oryginału fana zwyczajnie kiepska. Dziurawa fabularnie, miejscami brzydka i być może gorsząca, ani szczególnie śmieszna, ani szczególnie dramatyczna. Ot, nijaka. Co prawda można mi zarzucić, że lwią część tychże wad miała też część poprzednia, ale jej atut stanowił humor, dzięki któremu można było jej sporo wybaczyć. A tu tego atutu w ilości wystarczającej zwyczajnie nie ma. I dlatego też właśnie wystawiam tej OAV ocenę 4. A robię to z bólem serca, bo naprawdę liczyłem na coś zdecydowanie lepszego…

Diablo, 17 czerwca 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: SHAFT
Autor: Ken Akamatsu
Projekt: Noboru Jitsuhara
Reżyser: Akiyuki Shinbou
Scenariusz: Ken Akamatsu
Muzyka: Kei Haneoka