Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 5/10
fabuła: 2/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 41
Średnia: 4,85
σ=1,73

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Be-Boy Kidnapp'n Idol

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1989
Czas trwania: 26 min
Tytuły alternatywne:
  • ビーボーイ キッドナプン アイドル
Gatunki: Komedia, Romans
zrzutka

Nastoletni idol, zakochany w nim kolega, podstępny łowca talentów, który ma chrapkę na tego pierwszego, i niecałe pół godziny czasu ekranowego na całą tę „intrygę”.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: AiNoRyoushu

Recenzja / Opis

Szesnastoletni Kazuya Shinohara jest przystojnym i utalentowanym piosenkarzem, za którym szaleją nastolatki. W rzeczywistości jednak chłopak nie jest sławą zachwycony i zdecydowanie woli przebywać w towarzystwie swojego najlepszego przyjaciela – Akihiko, którego bez ogródek można nazwać niańką. W tej wydawałoby się beztroskiej atmosferze mijają kolejne dni, jednakże pewnego popołudnia przed szkołą nastolatków zjawiają się panowie w czerni z zamiarem porwania młodego artysty. Co na to jego dzielny obrońca?

Gdy człowiek trochę już w życiu obejrzał i chwilowo ma nieco więcej czasu, wyrusza na badania archeologiczne w poszukiwaniu „czegoś”. To „coś” nie zawsze jest jasno określonym celem, a częściej zdarza się, że obiekt ten zupełnie niespodziewanie pojawia się w grudkach piasku, który zdawałoby się już dawno został przesiany przez sitko. Tak jest ze wszystkim – z książkami, filmami, mangami, a idąc dalej: z shoujo, shounenami itd. Z yaoi też. Tak jakoś wyszło, że o ile komiksów z tej kategorii jest sporo, tak już anime – niekoniecznie. Sprawia to, że większość fanek jest niepocieszona i pewnie nie raz, nie dwa ogląda coś, czego przy większym wyborze dostępnych tytułów nawet by nie tknęła. Cóż, w tym przypadku to raczej nuda niż desperacja skłoniła mniej do obejrzenia Be­‑Boy Kidnapp'n Idol, bo stwierdziłam, że w sumie czemu nie, skoro to tylko dwadzieścia sześć minut.

Tytuł ten jest produkcją pozbawioną pierwowzoru, co uniemożliwia odpowiedź na pytanie, czy produkt ostateczny zgadza się z oryginalnymi założeniami twórców. Obiektywnie pisząc, anime to jest słabe, ponieważ już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że scenariusz to zlepek niezłych, ale i wyjątkowo marnych pomysłów, bez których całość bez problemu by się obyła. Dostajemy mieszankę romansu i namiastki (pseudo)sensacji, a wszystko to podane w dość absurdalnym sosie z dziurami fabularnymi głębokości rowów oceanicznych. Jest to pozycja z lamusa, której na pewno nie można nazwać perełką, ale z drugiej strony ta cała naiwność i bezcelowość niektórych zagrań mają niezaprzeczalny urok. Takie głupie, że aż śmieszne? Nie, nie aż tak… to znaczy… może, w sumie… W każdym razie scenariusz ogranicza się do kilku scenek z codziennego życia bohaterów, aczkolwiek można wskazać główną oś „fabuły” – motyw porwania. Pomysł wzięty dalej niż z Księżyca i pasujący do reszty jak pięść do nosa, ale ostatecznie nadający całości charakterystyczny posmak kiczu. Ale nie tego, którym pluje się dalej niż się widzi, a tego niewinnego, puchatego i pociesznego kiczu, który mają niektóre starsze anime, aktualnie wydające się większości (zwłaszcza młodszych) widzów nudne lub zwyczajnie głupie. Tak, tak – ma to w sobie trochę magii i zdecydowanie potrafi rozśmieszyć, a czy zamierzenie, czy nie – to już inna sprawa.

Gdyby podejść do tego anime nie tylko obiektywnie, ale i poważnie, można by zgnoić bezsensowną fabułę i narzekać na to, że całkiem nieźle zapowiadający się bohaterowie wylądowali w takim bagnie. Cóż, nie powiem, nawet korci, bo akurat główni bohaterowie to naprawdę sympatyczna para i zdecydowanie lepiej odnaleźliby się w zupełnie innej bajce, gdyby tylko dać im szansę. To właśnie relacje między Kazuyą a Akihiko sprawiają, że można mieć frajdę z tego seansu. Pierwszy to z pozoru bożyszcze piszczących nastolatek – zwiewny, delikatny i natchniony śpiewak, który w rzeczywistości jest wyjątkowo leniwym, egoistycznym, ale charakternym i potrafiącym wyrażać własne zdanie stworzeniem. Stanowi przez to dobrą odtrutkę na niewinnych niczym lelyja lub dosadniej pisząc, anemicznych i bezmózgich uke, którzy bardziej przypominają maskotki niż potencjalnych partnerów. Z kolei męski mężczyzna w tym przypadku ma wszystkie cechy typowego seme: silny, wysportowany, inteligentny i wyjątkowo opiekuńczy, ale przy tym pozbawiony denerwujących cech (zaborczość, agresywność, porywczość i tak dalej), które aktualnie posiada większość postaci z tej kategorii. Chłopacy równie dobrze mogliby być tylko dobrymi kolegami, ale widać, że coś się święci, bo wtedy nie byliby ze sobą aż tak blisko. Nie mają nawet pół godziny, żeby pokazać się w pełnej okazałości, ale mimo pewnej schematyczności, widać między nimi chemię i ich związek może okazać się powiewem świeżości dla widzów wychowanych na nowszych produkcjach spod znaku yaoi.

Pozostali są albo statystami, albo narzędziami fabularnymi z owładniętym obsesją na punkcie Kazuyi (uszminkowanym!) łowcą talentów na czele, który jest równie zbędny, co nawet zabawny, jak na tak jednowymiarową postać. Nawet nieźle prezentuje się jego podwładny, ale reszta panów w czarnych garniturach to tłum klonów, podobnie pozostali uczniowie, którzy istnieją, żeby bohaterowie nie poruszali się w próżni. Dodatkowo scenariusz wszystkim osobom postronnym odbiera zdolność logicznego myślenia i jakiekolwiek oznaki spostrzegawczości. Nie wiem, jak Wam, ale mnie stado umięśnionych „tajniaków” kwitnących pod szkołą przez kilka godzin w biały dzień wydałoby się jednak podejrzane i na miejscu władz szkoły z miejsca bym się nimi zainteresowała.

Produkcja ta może nie jest taka bardzo, bardzo stara, bo są znacznie bardziej wiekowe, ale jednak widać po niej upływ czasu. Sama kreska jest dość typowa dla przełomu lat 80. i 90. XX wieku, co jest zdecydowanie zaletą, bo wtedy jeszcze projekty postaci były zwykle w miarę realistyczne (jak na anime oczywiście), przynajmniej w tego typu produkcjach, osadzonych w świecie rzeczywistym, bez żadnych dziwnych stworów. Bohaterowie wyglądają normalnie (nawet Ten Zły nie jest aż taką karykaturą), tzn. nastolatki wyglądają na swój wiek (choć biodra chłopaków są zdecydowanie za wąskie, ale cóż, bishounen to bishounen) – Kazuya nie wygląda jak dziewczyna, a Akihiko nie wygląda, jakby od kołyski żarł sterydy. Kolorystyka jest stonowana i nie razi w oczy, tła wykonane są dobrze: może nie przytłaczają ilością szczegółów, ale spełniają swoją rolę. Kuleje natomiast animacja i nawet nie chodzi o to, że bohaterowie poruszają się, jakby połknęli kije od szczotek, ale spora ilość ujęć jest wyjątkowo statyczna i postaci albo poruszają tylko ustami, albo są całkowicie nieruchome. Cóż, widać, że nie jest to produkcja wysokobudżetowa, chociaż występujący na scenie Kazuya mógłby przynajmniej ręką poruszać. A, jeszcze wiadomość dla fanek „mięska”: to jest shounen­‑ai, więc seksu tu nie znajdziecie, mimo że „antagonista” ma chcicę na głównego bohatera.

Nie przepadam za hitami lat 80., przynajmniej z tzw. produkcji seryjnej, jednak nie mogę powiedzieć, żeby użyte w Be­‑Boy Kidnapp'n Idol piosenki były złe. Są szalenie typowe dla tamtego okresu, ale wokal nie kaleczy uszu i melodie są nawet przyjemne, więc na pewno znajdą amatorów. A już bez wątpienia dobrze wpasowują się w klimat całości.

Ostateczna ocena opisanego powyżej tytułu jest bardzo, bardzo subiektywna i jeśli ktoś stwierdzi, że została zawyżona, to na pewno będzie miał rację, bo na pierwszy rzut oka jest to produkcja, która nie pozostawiła trwałego śladu w historii anime. Fabuła jest prościutka i właściwie donikąd nie prowadzi (no, może niezupełnie…), ot taki mały wycinek hipotetycznie istniejącej całości, doprawionej w dodatku zupełnie niepotrzebnie porwaniem. Trudno jednak odmówić tej OAV bardzo specyficznego uroku, bo jest w gruncie rzeczy bezpretensjonalna i po prostu pocieszna. Tak że jeśli jesteście fan(k)ami yaoi, przypadkiem traficie na ten tytuł, pod wpływem chwili zdecydujecie się go obejrzeć i nie będziecie brać go na serio (nie żeby się dało), to niewykluczone, że czeka Was niespodziewana poprawa humoru. Nie gwarantuję każdemu dobrej zabawy, ale to tylko dwadzieścia kilka minut, więc można spróbować. Jeśli anime się nie spodoba, wyrzucić je z pamięci będzie jeszcze łatwiej.

Enevi, 31 stycznia 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: AIC (Anime International Company)
Projekt: Naoyuki Onda
Reżyser: Ken'ichi Yatagai
Scenariusz: Keiko Oonuki
Muzyka: Katsunori Ishida