Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 5/10 grafika: 6/10
fabuła: 3/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 18
Średnia: 5,56
σ=1,92

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Diablo)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Tekkaman Blade II

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1994
Czas trwania: 6×30 min
Tytuły alternatywne:
  • Space Knight Tekkaman Blade II
  • Uchuu no Kishi Tekkaman Blade II
  • 宇宙の騎士テッカマンブレードⅡ
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Postaci: Obcy, Policja/oddziały specjalne; Rating: Nagość; Czas: Przyszłość
zrzutka

Kilkaset słów o tym, jak czarowne zapowiedzi mogą zamienić się w rozczarowującą rzeczywistość.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Yumi Mizuno

Recenzja / Opis

Uwaga dla osób, które nie oglądały pierwszej serii Tekkamana: niniejszy tekst zawiera spoilery.

Kiedy swego czasu skończyłem oglądać pierwszy sezon Tekkamana, a następnie zobaczyłem odcinki specjalne, w moim sercu zakwitła nadzieja. A to dlatego, że jeden z nich, pięciominutowy Missing Link, zdawał się zapowiadać kontynuację historii, w której nie brak byłoby zarówno niemal greckiej tragedii, jak i efektownej akcji oraz trudnych wyborów moralnych. Dość rzec, że miniaturka przedstawiała Aki w roli najpierw zrozpaczonej kochanki D­‑Boya (który po wygranej z Radamianami i wyrżnięciu niejako przy okazji całej rodziny zapadł w stan wegetatywny), a następnie jako nowego Tekkamana! W dodatku scenariusz zmusił ją do walki na śmierci i życie z Tekkamanem Bladem, który w międzyczasie odzyskał sprawność fizyczną, ale w zamian kompletnie zatracił zdrowy rozsądek. Zapowiadało się więc smakowicie, ale zmuszony okolicznościami, musiałem odpuścić sobie wtedy seans opisanej poniżej OAV, która stała się oficjalną kontynuacją Tekkamana. Ostatecznie do serii wróciłem i znalazłem, tak jak się spodziewałem, tragedię. Szkoda tylko, że nie taką, na jaką liczyłem… Cóż, opatrzność bywa przewrotna, a wszyscy wiemy, za czyją matkę jest uważana nadzieja.

Gwoli ścisłości muszę jednak przyznać, że kilka zapowiedzi z Missing Link faktycznie doczekało się rozwinięcia. Akcja OAV rozgrywa się dziesięć lat po wydarzeniach z serii telewizyjnej i Aki, niegdyś uosobienie matczynych instynktów, dzięki opanowaniu przez ludzkość technologii Radamian faktycznie jest obecnie Tekkamanem. W dodatku jest także przywódczynią Kosmicznych Rycerzy i kobietą twardą oraz zahartowaną w bojach. A co z Freemanem, zapytacie? Nie wiadomo, pewnie jest gdzieś na emeryturze… Ze starej ekipy meldują się jeszcze mechanik Honda oraz sam D­‑Boy, którego jakimś cudem poskładali do kupy, a przy okazji chyba mu ufarbowali włosy… Zapewne dzięki nowej fryzurze doczekał się nowej ksywy, bo jedna z nowych bohaterek przechrzciła go na „Dream Boya” (sic!). Noal natomiast pojawia się tylko w jednym wspomnieniu i bezpowrotnie znika. Ale fakt awansu Aki i nowe zdobycze technologiczne to praktycznie wszystko, co łączy tę OAV z niegdyś pięknymi zapowiedziami.

Znikła gdzieś towarzysząca serii ciężka atmosfera beznadziejnej walki z dużo potężniejszym obcym najeźdźcą. Co prawda wojna z Radamianami nadal trwa, a ludzka kosmiczna flota (kiedy ją zdążyli zbudować, skoro niedawno Ziemia była w totalnej ruinie?) dostaje po czterech literach, ale walki toczą się hen daleko, w okolicach Jowisza. Wokół Ziemi pyszni się z kolei dużo większy pierścień orbitalny, a nowe pokolenie Tekkamanów kopie radamskie odwłoki, że aż miło. Mimo że nowe pokolenie to w gruncie rzeczy nastolatki w wieku około dziewiętnastu lat, to w walce radzi sobie nadspodziewanie dobrze. Nawet w starciu z wrogimi Tekkamanami, którzy, o tempora! o mores!, zdają się przejawiać jakieś quasi ludzkie uczucia i poczucie wzajemnej więzi. „Nasi” Tekkamani nie są zresztą lepsi, gdyż na ekipę składają się: Natasha „jestem w wieku buntu”, o twardym charakterze i miękkim sercu, Dawid „mówcie mi playboy i luzak” oraz Yumi „jestem uroczą fajtłapą o złotym serduszku”. Zresztą, nawet jeśli narybek wpadnie akurat w kłopoty, albo będzie mieć dylematy moralne, do akcji wkraczają Aki bądź Blade i zależnie od okoliczności albo wszystkich mordują, albo wygłaszają jakąś podniosłą mowę o sile przyjaźni i braterstwa… Argh. Co prawda w drugiej części atmosfera trochę gęstnieje i pojawia się wróg, którego nie może pokonać nawet sam Blade, ale i tak zarówno zamknięcie tego wątku, jak i postać głównego antagonisty pozostawiają według mnie sporo do życzenia. Nie chcę tu za wiele zdradzać, ale Tekkaman Death, czyli wspomniany zły, kojarzył się mi z mroczną wersją mechanika Rebiego z jedynki. A przypomnę, że jegomość ten był transwestytą…

Jak się już zapewne domyślacie, w moim odczuciu Tekkaman Blade II to bardziej parodia niż uczciwa kontynuacja serii telewizyjnej. Domyślam się, że twórcy pewnie chcieli trochę „odtruć” widzów po odmalowanej w mrocznych barwach historii, ale trochę przesadzili. Już pal licho infantylnych bohaterów, ale zmiany objęły nawet grafikę. Nie dość, że na Ziemi ani śladu zniszczeń po przecież nie tak dawnej wojnie, a w zachowaniu postaci próżno szukać poczucia zagrożenia. Ale tutaj nawet projekty zbroi nowego pokolenia wojowników wyglądają jak plastikowe zabawki dla dzieci. Są dość proste, a w dodatku utrzymane w ciepłych, pastelowych barwach! Żeby było śmieszniej, krwi tu tyle, co kot napłakał, a sama przemiana w Tekkamanów wygląda jak przemiana w czarodziejkę z dowolnego mahou shoujo. No dobra, to ostatnie może występowało też, przynajmniej częściowo w jedynce, ale tutaj wali po oczach niesamowicie. W dodatku bohaterowie są podczas przemiany nadzy, więc w przypadku postaci kobiecych jest jeszcze na co popatrzeć. Chlubne wyjątki od słodkiej reguły stanowią przynajmniej Aki oraz Tekkaman Death, których zbroje mają jakiś pazur. Natomiast Tekkaman Blade wygląda w gruncie rzeczy tak, jak dawniej. Pomijając kwestię cukierkowatość postaci, strona techniczna nie prezentuje się najgorzej. Cóż, powiem tylko tyle: widać tu postęp względem serii telewizyjnej, pojawia się większe zróżnicowanie, niektóre ataki zyskały na dynamiczności. Dominuje efekciarskość, ale da się na to wszystko patrzeć bez zbytniego zgrzytania zębami. A muzyka? Jest i nie wkurza, a czasem ma nawet swoje momenty. Doprawdy trudno mi coś więcej o niej napisać.

Cóż więc mogę powiedzieć… Jestem zawiedziony tą kontynuacją. Przed zaczęciem oglądania odświeżyłem sobie jeszcze Missing Link i zasiadłem do seansu z dużymi oczekiwaniami, toteż zderzenie z przaśną rzeczywistością było dla mnie tym bardziej bolesnym doświadczeniem. W porównaniu z serią telewizyjną OAV jest raczej infantylna, zdarzają się w niej sceny i decyzje brane niejako z powietrza, a główny zły ma ewidentne problemy emocjonalne i sam chyba nie bardzo wie, czego chce. Potencjalnie zainteresowanym fanom pierwszego Tekkamana powiem rzecz następującą: jeśli koniecznie, ale to koniecznie chcecie poznać dalszy ciąg historii waszych ulubieńców, możecie dać tej serii szansę. Niby trwa tylko trzy godziny, więc nie stracicie zbyt wiele czasu, ale i tak pewnie będziecie zawiedzeni. A jeśli pielęgnujecie miłe wspomnienia z mrocznej i krwawej wojny z Radamianami, a Blade według was zginął w pojedynku z Aki, kończąc w ten sposób swoją bolesną egzystencję, to nawet kijem tego tytułu nie ruszajcie. Szkoda nerwów.

Diablo, 10 stycznia 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Tatsunoko Productions
Projekt: Hirotoshi Sano, Rei Nakahara, Yoshinori Sayama
Reżyser: Hideki Tonokatsu
Scenariusz: Hiroyuki Kawasaki
Muzyka: Takashi Kudou