Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 4/10 grafika: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 1
Średnia: 5
σ=0

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Gokiburi-tachi no Tasogare

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 1987
Czas trwania: 102 min
Tytuły alternatywne:
  • Twilight of the Cockroaches
  • ゴキブリたちの黄昏
Gatunki: Dramat, Komedia
Postaci: Zwierzęta; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Trójkąt romantyczny
zrzutka

Karaluchy w natarciu! Czyli film, który miał mówić o rzeczach ważnych i poważnych, ale jakoś mu to nie idzie…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Naomi to młodziutka karaluszyca, będąca w szczęśliwym związku z Ichiro, dobrze zapowiadającym się kawalerze z porządnej i wpływowej rodziny. Para jest pozornie szczęśliwa i planuje ślub, ale dziewczyna czuje, że czegoś jej brak. Pewnego wieczoru do domu, w którym mieszkają, przybywa Hans, karaluch z innego szczepu. Ponieważ Naomi nigdy nie musiała się bać o własne bezpieczeństwo i niczego jej w życiu nie brakowało (właściciel mieszkania zupełnie nie przejmuje się dodatkowymi lokatorami), imponuje jej ktoś, kto każdego dnia musi walczyć o przeżycie. Dlatego kiedy Hans postanawia wrócić do swojego plemienia, Naomi zostawia narzeczonego i podąża za nim…

Czy spodziewałam się czegoś po tej produkcji? Nie, już sam tytuł był tak zaskakujący, że wszelkie spekulacje na temat zawartości były bez sensu. Fabuła nie okazała się czymś nadzwyczajnym – gdyby zamienić karaluchy na mrówki albo biedronki, przynajmniej wyszłoby anime promujące ekologię. Nie obrażając miłośników wszelkich form życia – nawet po półtoragodzinnym seansie z karaluchami walczącymi o przetrwanie ze złymi ludźmi, nadal każdego takiego szkodnika bez żalu rozsmarowałabym kapciem. Mówiąc wprost, czuję się zawiedziona. Początek zapowiadał całkiem udane i zabawne widowisko, ale im dalej, tym poważniej i bardziej dramatycznie. Co jak co, ale akurat tego gatunku nie jestem w stanie traktować serio, zwłaszcza kiedy mówią, że należy im się władza nad światem, bo są lepiej przystosowani! Miłosny trójkąt w wydaniu głównych bohaterów również wypadł koszmarnie nijako. Absolutnie nie czuć tu żadnej chemii, Naomi miota się między panami i w zasadzie nie dziwię jej się, że nie potrafi dokonać wyboru. Jest wyjątkowo bezbarwną postacią, która tak naprawdę tylko czeka, co przyniesie jej los, i nawet nie kwapi się do podjęcia jakichkolwiek decyzji. Jedyną oznaką niezależności była ucieczka z domu i wyprawa przez pola do nowego ukochanego, ale niestety nie trwało to zbyt długo. Ichiro jest poczciwy, ale koszmarnie rozlazły i pozbawiony charakteru. Natomiast Hans to typ bohatera, obrońcy i macho, taki chodzący stereotyp silnego faceta. Oprócz tego seria jest pełna dobrze znanych widzom chwytów, od pełnej przeszkód podróży maleńkiego stworzenia po dramatyczną bitwę z ludźmi w finale. Na pewno wszystko to już widzieliście, tyle że w nowym, lepszym wydaniu i z sympatyczniejszymi bohaterami.

Natomiast na uwagę zdecydowanie zasługuje „przesłanie” filmu. Co jest największym wrogiem karaluchów? Otóż nie śmiercionośny spray, trutka i inne tego typu wynalazki, które są tylko narzędziem w rękach wroga, a kobieta! Dopóki mężczyzna mieszka sam – przy tym najlepiej, żeby przyczyną tego stanu rzeczy był rozwód lub inne, równie traumatyczne przeżycie – wszystko jest w porządku. Hulaj dusza, piekła nie ma! Możesz liczyć na darmową, dużą ilość jedzenia, które leży sobie gdzie popadnie, niesprzątane, bo i po co? Zaś ogólny bałagan sprzyja urządzaniu imprez masowych. Ale kiedy tylko w życiu twojego „guru” pojawi się „ona”, koniec harców. Czas zbierać manatki i natychmiast szukać nowego lokum. Możesz być pewny, że walka nie skończy się na bieganiu z gazetą. Szybko w ruch pójdą bardziej drastyczne środki i – co gorsza – ten, który do tej pory traktował cię jak pełnoprawnego współlokatora, również będzie miał udział w zagładzie twojego gatunku!

Właściwie żałuję, że to nie para ludzi była głównymi bohaterami tej produkcji. Chociaż pewnie gdyby nie obserwacje i uwagi robali, nie byliby tak interesujący. Swoją drogą, to naprawdę intrygujące, czy samotny facet faktycznie jest w stanie się tak zapuścić i zdziczeć… Wracając jednak do tematu: jak napisałam wyżej, wśród karaluchów nie ma chyba ani jednej postaci, która wzbudziłaby moją sympatię czy chociażby zainteresowanie. Może jedynie dwójka starych, doświadczonych wyjadaczy, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, jacy są ludzie i czego należy się po nich spodziewać. Brak tu nawet standardowego czarnego charakteru, oprócz pewnego dwulicowego typka, który okazuje się nic nie wartym mięczakiem. Jako ciekawostkę można potraktować fakt, że reżyser Hiroaki Yoshida stwierdził, iż jest to tak naprawdę portret współczesnych Japończyków. Nie będę wnikać, na ile jest on prawdziwy i aktualny, zwłaszcza że w Japonii nigdy nie byłam i nie miałam okazji odczuć na własnej skórze, jak mieszkańcy tego kraju traktują obcych. Tym bardziej nie czuję się na siłach, aby wysnuć tak poważne wnioski tylko na podstawie kilku artykułów i opinii ludzi, którzy Japończykami nie są. W każdym razie, jeżeli jest on prawdziwy, to z całego serca współczuję temu narodowi.

Technicznie produkcja prezentuje się bardzo średnio. Do seansu zachęciła mnie nietypowa grafika, czyli połączenia klasycznej animacji z filmem aktorskim, lecz niestety całość okazała się dużo mniej ciekawa, niż sądziłam. Nie mam nic przeciwko starszym anime, ale w Gokiburi­‑tachi no Tasogare zdecydowanie się nie postarano. Projekty postaci są maksymalnie uproszczone i zwyczajnie brzydkie, na dodatek tak do siebie podobne, że kiedy stoją w oddaleniu lub w zaciemnionym wnętrzu, trudno powiedzieć, kto jest kim. Za to twarze całkiem dobrze oddają emocje i nie sprawiają wrażenia karykatur. Animacja również nie jest najgorszej jakości, mimo wieku produkcji. Co prawda zdarza się, że dynamiczne sceny „ukrywa” się w chmurach dymu czy ciemnych pomieszczeniach, ale finałowa bitwa wypada interesująco. Takoż połączenie prawdziwych ludzi i narysowanych karaluchów wygląda dosyć naturalnie. Muzyka nie zapada w pamięć i nie stanowi jakiegoś ważnego czy wyróżniającego się elementu. Dominują utwory instrumentalne, przypominające te z lat osiemdziesiątych, razem z ich kiczowatością i sztucznością. Na ścieżkę dźwiękową składają się kompozycje elektroniczne i kilka niezłych rock’n’rollowych piosenek. Trudno jednak mówić o czymś dobrym.

Gokiburi­‑tachi no Tasogare to film stary i chociaż nadal aktualny, to tak naprawdę nie mający nic do zaoferowania współczesnemu widzowi. Może gdyby twórcy trzymali się komediowej konwencji do samego końca, byłby on w jakiś sposób atrakcyjny. Ale anihilacja plemienia karaluchów potraktowana serio, to bardzo zły pomysł na anime, nawet jeżeli miał być tylko alegorią pewnego zjawiska społecznego. W połowie seansu ziewałam z nudów i notorycznie spoglądałam na zegarek, ostatkami sił powstrzymując się przed przewijaniem filmu o kilka minut do przodu. Trudno mi polecić komuś tę produkcję, gdyż nie ma ona w sobie nic interesującego. Pozornie ciekawy pomysł na główny wątek skopano tu koncertowo, a nijakość bohaterów jest gwoździem do trumny. Przygody dzielnych karaluchów mają szansę wpaść w oko osobom zainteresowanym różnymi rodzajami animacji, ale nie wydaje mi się, by były one zachwycone po zakończeniu seansu tego „dzieła”.

moshi_moshi, 1 maja 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios
Projekt: Yoshinori Kanemori
Reżyser: Hiroaki Yoshida
Scenariusz: Hiroaki Yoshida
Muzyka: Morgan Fisher