Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 8/10 grafika: 5/10
fabuła: 9/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 9,00

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 11
Średnia: 8,64
σ=1,15

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (The Beatle)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ginga Eiyuu Densetsu Gaiden: Rasen Meikyuu

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1999
Czas trwania: 28×26 min
Tytuły alternatywne:
  • Legend of the Galactic Heroes: Spiral Labyrinth
  • 銀河英雄伝説外伝 螺旋迷宮
zrzutka

Kanoniczne uzupełnienie serii w niekanonicznym wykonaniu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Gwazdka

Recenzja / Opis

Niespełna dwa lata przyszło fanom Ginga Eiyuu Densetsu czekać na drugi dodatek do serii. Tym razem poświęcono uwagę obu bohaterom mającym w przyszłości stać się przedstawicielami dwóch stron galaktycznego konfliktu. Pierwsza połowa Ginga Eiyuu Densetsu Gaiden: Rasen Meikyuu skupia się na początkach militarnej kariery Yanga Wen­‑li, zaczynając od przedstawienia okoliczności, w których zaciągnął się do wojska, i kierowanej przez niego ewakuacji planety El Facil. Niedługo po tym bohaterskim wyczynie Yang dostaje inny przydział, blisko związany z jego pasją, historią – ma bowiem zbadać okoliczności śmierci Bruce'a Ashbeya, legendy floty Sojuszu Wolnych Planet, w obliczu nowych dowodów. Wiadomość o następnej misji prędko przerywa śledztwo, ale sprawa wydaje się krążyć wokół bohatera, podsuwając mu nieoczekiwane wskazówki. Druga połowa anime wypełnia luki w przedstawieniu losów Reinharda von Müsela. Podzielono ją na cztery części (trzy czteroodcinkowe oraz jedną dwuodcinkową). Pierwsza z nich opowiada o przydziale na niszczycielu „Hameln II”, gdzie bohater ma pełnić rolę jednego z oficerów pokładowych, razem z nieodłącznym Siegfriedem Kircheisem. Druga nietypowo odwraca się od wielkiej polityki, by skupić się na sporach pomiędzy rodzinami imperialnych arystokratów – dobra znajoma siostry Reinharda ma problem, który może zostać rozwiązany tylko za pomocą pojedynku, a młodzieniec decyduje się wziąć w nim udział w jej imieniu. Trzecia część opisuje tajną misję, w której biorą udział główni bohaterowie – dowodzony przez nich krążownik zostaje wysłany w głąb terytorium wroga, by przechwycić statek wiozący cenny ładunek. Ostatnia historia pokazuje przebieg Trzeciej Bitwy w Układzie Tiamat mającej miejsce krótko przed wydarzeniami ukazanymi w filmie z 1988 roku.

Mogłoby się wydawać, że niedługi okres dzielący to anime i pierwszą serię Gaiden wskazuje na ich podobieństwo pod względem technicznym. Jednakże zmiana studia (pałeczkę od Artlandu przejęło J.C.Staff), a co za tym idzie reżysera i większości ekipy odpowiedzialnej za animację, poskutkowała powstaniem dzieła znacznie różniącego się od poprzedników. Niestety, nie wyszło to serii na korzyść. Rysunki, do tej pory umieszczone na celuloidach i fotografowane poklatkowo, zastąpiono ich cyfrowymi odpowiednikami, montowanymi przy pomocy komputera. Może pozbyto się drgających elementów (za sprawą ich drobnych przesunięć przy wykonywaniu kolejnych zdjęć) i drobin kurzu widocznych w ciemniejszych ujęciach, charakterystycznych dla starszej techniki nagrywania, ale pojawiły się za to inne problemy: mniejsza szczegółowość i niezbyt udane zbliżenia, sprawiające, że elementy obrazu „schodkują” (czyli w widoczny sposób zmienia się ułożenie pikseli na ich krawędziach). Nie wydaje się też, żeby w komputerowej technice animacji dobrze czuł się reżyser. Statki niszczone podczas kosmicznych bitew, niegdyś widowiskowo rozpadające się na kawałki, tu zwykle znikają w kłębie dymu. Co gorsza, ich ruchy w przestrzeni czasem animowane są zbyt szybko i gwałtownie – sprawia to wrażenie, jakby przedstawiane były obrazki wycięte z kartonu, a nie krążowniki ważące setki ton. Brakuje wyczucia, które do tej pory cechowało reżyserię, co pozwalało na zachowanie wysokiego poziomu grafiki pomimo skromnych środków. Brakuje też zaangażowania animatorów w dzieło, które tworzą; kilka razy dochodzi do pomyłek przy rysowaniu oznaczeń stopni wojskowych – pamiętając, jak dużą wagę seria przykłada do militarnej dyscypliny, trzeba stwierdzić, że są to niewybaczalne potknięcia. Niezapomniana pozostanie scena, w której jeden z oficerów udziela reprymendy Reinhardowi, powołując się na starszeństwo stopnia, a jest w tym czasie „zdegradowany” przez rysowników. Anime nie spotkał dobry los, gdy trafiło pod skrzydła J.C.Staff, bo choć jego strona wizualna wciąż ma wyraźne zalety – m.in. projekty postaci, pozwalające na błyskawiczne rozróżnienie bohaterów, a jednocześnie realistyczne – to wszystkie one zostały „odziedziczone” po dobrze wykonanych poprzednich seriach.

Na całe szczęście strona dźwiękowa pozostała bez uszczerbku. W trakcie seansu wciąż można usłyszeć dzieła wybitnych symfoników, które mają swoją zasługę w tym, że serię nierzadko określa się jako klasyczną. Rozmach, z jakim dobrano ścieżkę dźwiękową, stoi na poziomie, którego próżno szukać w anime i nie sądzę, żeby taki stan rzeczy miał wkrótce się zmienić. Piosenki przewodnie również starano się dobrać w duchu poprzedniczek, decydując się na kolejne nagrania Keia Ogury oraz Akemi, która wykonywała czołówkę poprzedniej serii Gaiden. Utwory należą do gatunku, w którym nie czuję się wystarczająco pewnie, żeby podjąć się ich oceny, natomiast chciałbym nadmienić, że anglojęzyczny opening chlubnie reprezentuje typ piosenek, w których o japońskim pochodzeniu wykonawcy świadczy śladowy akcent, a nie liczne błędy w wymowie.

Przede wszystkim jednak zmianie nie uległa strona fabularna tytułu. Dalej obserwujemy fragmenty złożonego i spójnego uniwersum, stanowiącego o sile serii. W dodatku, w przeciwieństwie do poprzedniego Gaiden, przedstawione zostały obie strony konfliktu. Retrospekcja dotycząca Yanga jest spokojniejsza i bardziej refleksyjna niż akcja, do jakiej zostaliśmy przyzwyczajeni w Ginga Eiyuu Densetsu, ale w takiej formie wydaje się dobrze pasować do charakteru postaci. Dodatkowo stwarza ona okazję do lepszego poznania tła historycznego przedstawianych wydarzeń. Połowa dotycząca Reinharda wraca natomiast do międzygwiezdnych kampanii i polityki. Robi to w interesujący sposób, uzupełniając obraz floty Imperium: w głównej serii mogliśmy zobaczyć strategię i taktykę bitew, pierwsza seria Gaiden uzupełniła to o przedstawienie dowodzenia kilkoma statkami oraz walkę naziemną, a tu możemy zobaczyć, jak funkcjonuje pojedynczy krążownik czy niszczyciel. Sprawa wydaje się wyjątkowa o tyle, że trzy z przedstawionych czterech historii nie ekranizują powieści Yoshikiego Tanaki – ich autorzy wykazali się zdolnością imitacji stylu twórcy cyklu, bowiem niemalże nie da się dostrzec różnicy. Wyjątkiem jest historia poświęcona pojedynkowi, momentami odbiegająca ciut za daleko od tematyki serii.

Postacie również spełniają pokładane w nich nadzieje. Choć główni bohaterowie nie stają w konfrontacji z wydarzeniami wystarczająco silnymi, żeby spowodować ich widoczny rozwój, dobrze się ogląda, jak Yang prowadzi „śledztwo” historyczne, czy też jak Reinhard frustruje się z powodu niekompetencji przełożonych i braku władzy (ale ostatecznie dostaje kilka okazji do wykazania się pomysłowością). Niewielki zarzut można skierować pod adresem pozostałych postaci, gdyż w Ginga Eiyuu Densetsu Gaiden: Rasen Meikyuu mamy do czynienia raczej z jednorazowymi statystami niż pełniejszymi bohaterami drugoplanowymi. Najbliżej tej drugiej kategorii można umieścić Bruce'a Ashbeya i resztę Mafii 730 Roku, choć występują oni wyłącznie w retrospekcjach. Pojawia się też kilka postaci mających w przyszłości odegrać ważne role na galaktycznej scenie, ale poza Alexem Caselnes'em i Fiodorem Patriczewem są to przypadki epizodyczne. Następuje również niefortunne przemycenie bohatera z tak zwanej „innej bajki”. Mowa tu oczywiście o tajemniczym przeciwniku Reinharda w pojedynku. Taka postać kompletnie nie pasuje do klimatu serii, a sumując to z innymi problemami odcinków dotyczących tego starcia, dochodzi się do wniosku, że jest to najsłabsza historia, jaka ukazała się pod szyldem Ginga Eiyuu Densetsu.

W praktyce seria nie wymaga polecenia. Jest to anime wyraźnie skierowane do osób, którym przedstawionego uniwersum nigdy nie będzie za dużo, a takich widzów nie trzeba specjalnie zachęcać do seansu. Fani Ginga Eiyuu Densetsu przyzwyczajeni do dotychczasowej grafiki powinni jednak zostać ostrzeżeni, że ta ulega znacznej zmianie. Dla pozostałych najprawdopodobniej będzie to właściwe rozwinięcie świetnego cyklu.

The Beatle, 28 sierpnia 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Kitty Films
Autor: Kyou Shirodaira, Yoshiki Tanaka
Projekt: Yumi Nakayama
Reżyser: Shingo Kaneko
Scenariusz: Chinatsu Houjou, Katsuhiko Koide, Mitsuyasu Sakai, Natsuko Takahashi, Tetsuo Tanaka
Muzyka: Akira Mitake