Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Komentarze

Atashinchi no Danshi

  • Avatar
    A
    San-san 17.10.2014 21:46
    Przede wszystkim oglądając Atashinchi no Danshi trzeba się nastawić, że to w gruncie rzeczy parodia i komedia w stylu kina absurdu (na którego cierpimy w Polsce niedobór). To, że kilka odcinków smarkałam w chusteczki wcale nie psuło mi zabawy, dostałam dokładnie to czego oczekiwałam:
    1. surrealistycznego humoru,
    2. wciągającej, zakręconej fabuły nastawionej na akcję,
    3. wyciskacza łez to tu, to tam,
    4. bohaterów ciekawych, mających swoje dziwactwa, czasem trochę nietypowych, czasem miło zaskakujących (o tym więcej za chwilę),
    5. szczyptę romansu ale nie za wiele,

    Jako, że AnD zaczęło już po HanaKimi miałam pewne przygotowanie i wiedziałam mniej więcej czego się spodziewać po tych samych aktorach ^^. W dramach tego typu aktorzy najwyraźniej starają się z całych sił upodobnić zachowaniem i ekspresją do postaci animowanych. Wychodzi to trochę karykaturalnie i teatralnie, ale można się do tego przyzwyczaić i olać kwestię.

    To i inne mniejsze lub większe wady rzucają się w oczy. Czasem totalnie niepotrzebne dygresje fabularne, nierozwiązane sprawy i potwornie kiczowaty wygląd zamku. To oczywiście obniża ocenę dramy, ale można to przełknąć i zupełnie dobrze się bawić.

    Fabuła: posiada masę zakrętasów i zwrotów bardziej lub mniej oczekiwanych. Mając szóstkę panów oczekujemy, że każdy dostanie swój czas antenowy. Dzieje się to wcale nie po kolei i w zasadzie jedni dostają tego czasu więcej, inni mniej. Pewne problemy wychodzą na wierzch od razu inne dopiero pod koniec. To moim zdaniem dobrze, gdyż zapobiega monotonii.
    Fakt iż część bohaterów okazuje się ze sobą magicznie powiązana nie stanowi dobrego wyjścia w tej sytuacji, a tylko sprawia, że wszystko robi się bardziej nieprawdopodobne i naciągane. Łączenie losów tych kilku osób osłabiło efekt końcowy i nie przypadło mi do gustu, choć jak kto woli.
    Zakończenie było specyficzne i nie wiem czy mogę z całą pewnością stwierdzić, że mi się podobało. Ostatnie dwa­‑trzy odcinki były najsłabsze.

    Bohaterowie:
    1. Główna bohaterka… spełniała swoją rolę. Nie była ani rewelacyjna, ani zła choć to w sumie ze względu na nią wybrałam tę dramę. Nie powiem żeby okazała się bardzo bystra.
    1. ani razu nie zapytała ile jest zadań w kontrakcie.
    2. gdy chłopcy „naparzali się po bratersku” co wyglądało w istocie jak całkiem realistyczna bójka z mordobiciem, bohaterka śmiała się i cieszyła jak durna, że braciszkowie tak świetnie się dogadują (tak było praktycznie całą serię).
    3. w swej naiwności wierzyła, że w jeden dzień zdoła zdobyć milion (czy ile tam było) jenów. Nie muszę chyba mówić, że próby kończyły się za każdym razem fiaskiem.
    4. zamiast krzyczeć i wkurzać się na swojego paskudnego tatusia, ganiać go po ulicach i częstować kopniakami mogła zatelefonować na policję.
    5. Z niewiadomych przyczyn mieszkała w domku z brezentu, zamiast wprowadzić się na stałe do przyjaciela rodziny, który wszak mieszkał sam i potrzebował rąk do pracy >.<... z tych samych niewiadomych przyczyn wspaniały dzielny i wierny kumpel z liceum nie postarał się dla niej o jakąś posadę w firmie… taaak… to w zasadzie braki fabuły, ale spadają na karb głupiutkiej Chisato. Więcej grzechów nie pamiętam.

    2.bliżej nieokreślony tłum „ochroniarzy” eh… denerwujące tło papuziastych i absurdalnych kolesi za jakiegoś powodu lecących na Chisato (hen). Czasem byli pomocni… byłabym uradowana, gdyby chociaż ograniczyli swoje zbiorowe istnienie do liczby 1.

    3. Okhura Shinzou – świetny facet, naprawdę. Gdzie takich trzymają i czemu tak szybko odchodzą? W gruncie rzeczy złote serce, cud miód maliny… dobry duch wiszący nad wszystkimi jak fatum. Synowie go nienawidzą. Tajemnicą pozostają jego dziwne wynalazki, które z pewnością robił w szczytnym celu i z dopiskiem: produkt czystej dobroci. W rzeczywistości bezwartościowy chłam, który zapewne odkupią Chińc
    • Avatar
      San-san 17.10.2014 23:37
      ... Chińczycy i będą sprzedawać amerykańskim dzieciom.
      Podsumowując: wynalazki były do kitu choć z pewnością przedstawiają sobą wartość sentymentalną.

      4. braciszkowie jadę od numerka sześć:
      Akira - dziwny dzieciak, któremu poświęcono minimum czasu. Niespecjalnie wykorzystano jego genialność i fakt, że zarabia na akcjach. Małomówny i trochę antypatyczny.

      Satoru hikikomori, który nie do końca jest prawdziwym hikikomori, bo rzecz nie tkwi w strachu przed ludźmi. Satoru sprawia wrażenie raczej obrażonego na cały świat i w zasadzie do końca nie łapię jego relacji z biologicznymi rodzicami. Mimo wszystko w zestawieniu z Masaru tworzy sympatyczno­‑komiczny duet.

      Masaru fobia przed kobietami jest uciążliwa z zawodzie modela, ale w zasadzie zdarza się i tak. Natomiast powód, dla którego Masaru posiada ową fobię jest doprawdy nieco kosmiczny. Zdumiewająco dobrze natomiast radzi sobie z nieco prawdziwszymi problemami… W sumie całe szczęście. Mimo to jest postacią pozytywną i pełną wiary w Chisato.

      Shou Najsympatyczniejszy i najbardziej rozsądny z całej gromadki. Od początku pomaga Chisato i wspiera ją. Mimo urazów stara się również jako pierwszy dogadać z braćmi. Jego historia podobała mi się najbardziej, była najbardziej „na miejscu” i wyglądała całkiem realistycznie. Shou pracujący na co dzień jako host jest także najprzystojniejszy z całej gromadki. Szczery i otwarty nie ukrywa swoich intencji (pierwotnie chodziło o znalezienie „prawdziwego” pieniężnego spadku) z czasem okazuje się również lojalny wobec przybranej rodziny.

      Takerudziwak, błazen i z początku najbardziej krzykliwa i irytująca postać. Takeru pozytywnie rozczarowuje. Ale także jest pracowity i uczciwy. Mimo fałszywych (jak sądzę) zapewnień, jest mocno związany z braćmi, o których się troszczy i martwi. Nie stroni od pomocy słabszym dzieciakom, których gnębią silniejsi koledzy. Przy tym nie traci okropnie teatralnej postawy, która jednak z czasem traci na znaczeniu. Do końca pozostaje błaznem, ale wszyscy akceptują go takim, bo jego charakter dodaje kolorów i wrzawy.

      Fuu Gość, któremu można wiele zarzucić. Jeśli przyjrzeć się bliżej to absurdalnie Takeru okaże się o wiele bardzie odpowiedzialny niż najstarszy syn. Fuu traktuje lekko wiele spraw i przysparza tym innym kłopotów. Pojawia się w środku fabuły sieje wokół zamęt, ale jego problemy można przyrównać trochę do urazów i fochów obrażonego dzieciaka. Jego przemiana następuje prędko, ale niestety już pod koniec, tak, że chyba nawet nie zdąży się go na dobrą sprawę polubić. Jest mało wiarygodny.

      reszta:
      pokojówka – bomba pomysł i świetna komediowa postać ^^. Nie ma to jak pełna powagi silna baba, która mimo iż w całej serii się nie uśmiechnie ani razu, wzbudza wiele wesołości.
      prawniczka – pojawia się znikąd i to jest do pewnego stopnia zabawne. Natomiast kompletnie nie rozumiem jej motywów i moralności działania. Mam wrażenie, że do końca gra na dwa fronty. Robi wiele tajemniczych min, ale nic z tego nie wynika.
      zastępca – dziwaczna postać, która jest równie nieokreślona co prawniczka (może dlatego, że oboje znają całą „fabułę” ^^) ale pod koniec dramatycznie zmienia front i staje się kimś innym… w zasadzie całkiem ciekawy zamysł, ale nie wiem czy do końca udany.
      tata Chisato – nie. Nic go nie usprawiedliwia, że zrobił córkę żyrantem. Może i miał dobre intencje, ale pozostawił ją z tym całym maglem samą i na niewiele się zdał. Mogłoby go nie być i fabuła by niewiele ucierpiała.
      przyjaciel rodziny – bezinteresowne czyste dobro… eee i tyle. Ma swój moment gdy „wyznaje skrywaną prawdę” i na tym się kończy.


      Jak patrzę na to co napisałam, to w zasadzie oceniłam ich wszystkich dość surowo. Trzeba przyznać, że narobiło się sporo minusów i powyższy opis wcale nie zachęca do oglądania…

      ale drama ma u mnie 8/10 bo bawiłam się świetnie. Gagów jest sporo, cały czas się coś dzieje, wszystko przebiega tak jak powinno i jak na komedię Atashinchi no danshi sprawdziło się znakomicie. Po przebrnięciu przez pierwsze dwa/ trzy odcinki widz wkręca się w akcję i ani się spostrzeże, a już jest na końcu.

      Co mi się najbardziej podobało? Lubię to, że Japończycy wciąż bazują na podstawowych wartościach i prawdach, o których w naszych filmach się już nie bardzo mówi, bo to są sprawy oczywiste. Oczywistości oczywistościami, ale czasem warto sobie takie rzeczy uzmysłowić i wesprzeć znużonego ducha nutką pozytywnych emocji. AnoD pokazuje, że ważne są nie tylko więzy krwi, ale więzy pomiędzy ludźmi, którzy są po prostu sobie bliscy i w jakiś sposób z sobą zżyci. To po pierwsze. Po drugie, że warto jest niektórym dać szansę i mimo trudnego charakteru obu ze stron dbać o wspólne porozumienie. Miło się patrzy na happy­‑endy, gdzie docenione zostaje to, że jest się kim się jest. Gdzie ludzie sobie wybaczają i zapominają o urazach. To podnosi na duchu i w jakiś sposób odbudowuje wiarę w ludzi ^^.

      i tyle.
  • Avatar
    A
    Miyuki_96 6.03.2012 13:36
    Fajne!
    Drama nie jest genialna, ale ma w sobie „to coś”. Uśmiałam się, wzruszyłam… ogólnie mnie się podobało!
  • Avatar
    A
    gacek 2.01.2011 22:01
    Wspaniałe
    Uśmiałam się jak nigdy. Na końcówce prawie płakałam. PRAWIE!!!

    Polecam na doła!!!
  • Avatar
    A
    Dei 14.10.2010 22:53
    Mi również się podobało
    Nie jest to Bóg wie co, ale po prostu ma to coś co mnie wciągnęło. Rozbawiało, a nawet doprowadziło do łez i nie żałuje, że wzięłam się za tą drame. Na początku przyciągnął mnie Koji Seto, jednak teraz widzę o wiele więcej plusów.
  • Avatar
    A
    anulka406 13.10.2010 18:44
    Mi się podobało
    Osobiście drama mi się podobała. Ogólnie nie narzekam, miło spędziłam przy niej czas. Nie jestem wielkim znawcą, ale nawet jako zwykły szaraczek spokojnie mogę ją polecić jako przyjemną, nie wyróżniającą się z tłumu. No i gra tu jedna z moich ulubionych aktorek!
  • Tusiiiaa 8.10.2010 17:54:50 - komentarz usunięto