Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 6/10 grafika: 8/10
fabuła: 2/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

4/10
Głosów: 2
Średnia: 4
σ=2

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Diablo)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Guardian Hearts Power UP!

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2005
Czas trwania: 4×17 min
Tytuły alternatywne:
  • がぁーでぃあんHearts ぱわーあっぷ!
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia, Romans
Postaci: Obcy, Uczniowie/studenci; Rating: Nagość, Przemoc; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Harem, Magia
zrzutka

Jak w dwie godziny zabić miłe wspomnienia po szurniętej komedii ecchi, przerabiając ją na pseudohorror.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Mess

Recenzja / Opis

Jakie pierwsze Guardian Hearts było, takie było. Głupawe, nieszczególnie ambitne i mające nieomalże zerowe ambicje w kwestii bycia traktowanym poważnie lub przekazania czegoś istotnego. Ale jakich grzechów by mu nie wypominać, to jednak była to seria łatwa, lekka i w sumie przyjemna. Oczywiście jeśli komuś nie przeszkadzały duże ilości nagości. A czteroodcinkowa kontynuacja przygód Sercowej Strażniczki i spółki? Oj marnie, drodzy państwo, marnie… O ile pierwsza części serii była chaotyczną i zwariowaną komedią romantyczną, o tyle dwójka sili się już od drugiego odcinka na poważną historię o Wielkiej Miłości w klimacie horroru z wylewającym się z ekranu patetyzmem i krwią… Od drugiego odcinka, nie licząc wypełniacza. Tak! Wypełniacz w raptem czteroodcinkowej serii. I na co to komu było?

Jak mówiłem, początek jest jeszcze w miarę „normalny”. Poznajemy kilka szczegółów z życia Kazuyi, pojawia się jego domniemana narzeczona z dzieciństwa, mamy nawet powrót „naśladowczyni” Mayi, a wszystko to w znanym z poprzednich historii szurniętym klimacie z pewną, acz zdecydowanie mniejszą ilością golizny. Ale to tylko do chwili, gdy otwarty zostanie pewien pocisk rakietowy, a z jego wnętrza wychynie niejaki Ipheion (zabijcie, ale nie wiem czy to w końcu „on” czy „ona”, bo raz ma balony, a drugi raz ich nie ma, doprowadzając widza do ogłupienia, ale na potrzeby tej recenzji przyjmijmy, że pochodzi on z męskiego rodu), na całej Ziemi zapadnie niekończąca się noc, a po mieście zacznie grasować tajemniczy „całuśnik”, kradnący dziewczęcą niewinność. Wkrótce zresztą stanie on w szranki z Sercową Strażniczką, a potem… Zresztą, to już chętni obejrzą sobie sami. Jak wspomniałem we wstępie, będzie dużo wzniosłych słów, przemocy fizycznej i seksualnej oraz sporo obrzydliwości, w efekcie czego znany klimat radosnej głupawki odejdzie w niebyt. I nic tu nie pomoże trzeci odcinek – wypełniacz bo nie dość, że zawiera aluzje zrozumiałe tylko dla tych, którzy czytali mangę, to lwia jego część składa się z powtórek pierwszego sezonu z podmienionym tekstem i ogólnie dennym humorem.

Jeśli o postaci chodzi, to poza starymi znajomymi, którzy w zasadzie się za bardzo nie zmienili, mamy tu jeszcze trzy nowe postaci, o jakich warto wspomnieć. Pojawia się więc narzeczona Kazuyi i jej pokojówka, których to ze względu na pewien zwrot fabularny pozwolę sobie nie przedstawiać, a które to są odpowiednio typową tsundere i ucieleśnieniem pomocy, serdeczności i uczynności. Jest też wspomniany wyżej Ipheion, będący chyba wampirem, o, jak wspomniałem, płci nieokreślonej, zakochany głęboko w swojej przez lwią część czasu nieprzytomnej towarzyszce, o której nie warto za wiele mówić. Sam Ipheion to kawał prawdziwego suczysyna, działającego w myśl zasady „po trupach do celu”, a przy tym potrafiącego być, jeśli chce, szarmanckim i tak szlachetnym, że aż dziw, że nie krwawi na błękitno. I to też tak zasadniczo tyle.

Jeśli o grafikę i muzykę chodzi, to uległy one w gruncie rzeczy standardowej ewolucji i to tak na dobrą sprawę jedyne aspekty, do których nie ma się o co za bardzo przeczepić. Choć powiedziałbym, że w tej serii opening i ending są jednak nieco gorszej jakości… Niby składa się na nie bardzo podobny j­‑pop, ale to już jednak nie to samo… Natomiast grafika jest jakby trochę bardziej szczegółowa i nasycona barwami względem swojej poprzedniczki, co zasadniczo jest jej zaletą, ale pod koniec serii, gdy przechodzimy już do obrzydliwości, jakoś tak zaletą być przestaje.

I co ja mam z tą serią zrobić? Jedynka się mi spodobała, urzekła mnie radosną głupowatością i zapewniła całkiem miłą rozrywkę. Włączając dwójkę liczyłem na dokładnie to samo, jeśli nie w lepszej, to chociaż porównywalnej jakości. A co dostałem? Komedię przerobioną na silącą się na wielką powagę historię o miłości z głupiutkimi w większości przypadków postaciami i właściwie brakiem przekazu emocjonalnego, poza ewentualnym zniesmaczeniem końcówką. Osobiście naprawdę nikomu tej serii nie polecam. Owszem, pada tutaj kilka ważkich wyznań między bohaterami i odkrytych zostaje kilka tajemnic, ale naprawdę nie sądzę, żeby te kilka zalet równoważyło pozostałe wady. Jeśli już ktoś musi koniecznie oglądać, to niech ograniczy się najwyżej do 45 minut tego anime. A konkretniej, do otwarcia rakiety. Naprawdę nie sądzę, by warto było dalej się z tym tytułem męczyć i psuć ewentualne miłe wspomnienia po jedynce. Ode mnie ta seria dostaje 3 z małym plusikiem z sentymentu do jedynki.

Diablo, 18 grudnia 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: VENET
Autor: Sae Amatsu
Projekt: Norikatsu Nakano, Ryoutarou Akao
Reżyser: Yasuhiro Kuroda
Scenariusz: Kanata Tanaka, Takeshi Sakamoto