Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 2/10 grafika: 5/10
fabuła: 2/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

3/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 3,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 244
Średnia: 6,44
σ=1,96

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Yaone)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Naruto Shippuuden: The Lost Tower

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2010
Czas trwania: 90 min
Tytuły alternatywne:
  • Naruto Shippuuden the Movie 4: The Lost Tower
  • NARUTO-ナルト-疾風伝 ザ・ロストタワー
Gatunki: Przygodowe
Widownia: Shounen; Postaci: Samuraje/ninja; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny
zrzutka

Czwarty film kinowy z serii Naruto Shippuuden = wielkie nadzieje fanów zniszczone w okrutny sposób.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: hakman4

Recenzja / Opis

Drużyna 7 zostaje wysłana na kolejną misję. Tym razem udają się do ruin Rouran, gdzie mają schwytać zbiegłego ninja Mukade zamierzającego wchłonąć ogromne źródło czakry, Ryuumyaku, aby użyć go do przejęcia władzy nad światem. Niestety nie wszystko przebiega zgodnie z jego planem, a w wyniku pewnego splotu zdarzeń Mukade, Naruto i Yamato zostają przeniesieni w czasie dwadzieścia lat wstecz. W mieście Rouran Naruto zostaje zaatakowany przez marionetki zostaje jednak uratowany przez drużynę z Konohy dowodzoną przez Minato Namikaze. Niedługo potem będzie musiał podjąć się ochrony królowej Saary, którą ktoś próbuje zabić.

Oglądając Gekijouban Naruto Shippuuden: The Lost Tower, miałam nieodparte wrażenie, że jest to nieznacznie zmieniona kopia pierwszego filmu. Kapłanka Shion – królowa Saara (tutaj należą się brawa za niezaserwowanie nam kolejnej księżniczki, ale nie liczcie na to, że znajdując się stopień wyżej, będzie ona zachowywać się dojrzalej), wykorzystanie demona Mouryou – wykorzystanie Ryuumyaku, ten sam cel podbicia świata, pieczęć sposobem na ocalenie wszystkich, duchowa armia – armia lalek (które czasami bardziej przypominały zwykłe mechy niż marionetki). Gdyby głębiej poszukać, to pewnie jeszcze więcej podobnych rzeczy by się znalazło. To, że pierwszy film nie był zły nie oznacza, że wszystko, co zostanie oparte na jego schemacie, także złe nie będzie. I tak otrzymaliśmy kolejną kiepską produkcję…

Nie zaprzeczam, motyw przeniesienia w przeszłość jest ciekawy, gdyż nigdy nie wiadomo, co może spotkać bohaterów, kogo poznają, jak potoczą się ich losy w trakcie szukania drogi powrotnej do własnych czasów. Oczywiście to jest dobre, jeżeli odpowiednio się wykorzysta wszystkie dostępne możliwości. I tutaj poniesiono porażkę na całej linii. To, co powinno być główną siłą tego filmu, zostaje użyte i w tej samej chwili całkowicie zignorowane i zapomniane. Przez cały czas Naruto nie przejmuje się, że został cofnięty w czasie o dwadzieścia lat. Tę informację przyjmuje ze spokojem i nie martwi się, jak wróci z powrotem. Zresztą innych także nie obchodzi, że pojawił się jakiś dzieciak z przyszłości – dopóki nie wchodzi w drogę, to jest w porządku. Zupełnie jakby takie rzeczy były całkiem normalne. Także spotkanie ojca z synem, które było głównym wabikiem ściągającym ludzi do kin, zostało zepchnięte na dalszy plan, gdzie pozostało do końca seansu i nie ujrzało światła dziennego. Chyba nigdy nie czułam się aż tak oszukana…

Główna fabuła tej kinówki, szczerze mówiąc, była nudna. Kolejny Zły z przerośniętym ego próbuje podbić świat. Znamy to? Znamy! Lubimy to? Nie w takiej formie. Sposób, w jaki chce osiągnąć swój cel, jest nawet dość logiczny, ale wszystko pozostałe już nie. Opowiedziana historia na pierwszy rzut oka wydaje się spójna od początku do końca. Wszystko zostaje w przystępny sposób wyjaśnione, nie ma większych dziur w scenariuszu. Jednak to są tylko pozory: tak naprawdę wiele scen jest bez sensu, zostały jedynie dobrze zakamuflowane. Chociażby zachowanie Mukade, który nie potrzebuje do niczego Saary, ale do ostatniej chwili pozwala jej żyć, jakby czekając, aż zjawi ktoś, kto będzie mógł ją uratować. I tym sposobem wbija sobie ostatni gwóźdź do trumny. No cóż, skoro fabuła nie jest idealna, to zawsze można zatrzeć złe wrażenie, pokazując zapierające dech w piersiach walki. Niestety tutaj sprawa także wygląda nie najlepiej. Kolejne przemiany Mukade są coraz bardziej śmieszne, a próby powstrzymania go nie dość, że są nieskuteczne, to powodują raczej ziewanie niż ekscytację. Oczywiście nie mogło także zabraknąć nowej supertechniki Naruto w ostatniej scenie. Kolejna potencjalnie mocna strona zostaje brutalnie zdeptana przez twórców.

Jeśli chodzi o postacie, to sytuacja jest taka sama, jak w przypadku tak zwanej fabuły. Żaden bohater nie wysuwa się na pierwszy plan, wszyscy wydają się raczej postaciami drugoplanowymi, jakby nikt nie chciał przyjąć zaszczytnej głównej roli. Nawet Naruto odstawia mniej monologów niż zwykle, a jego wielkie nauki są krótsze. Podczas walk także nie popisuje się inwencją twórczą, stawiając wszystko jak zwykle na rasengan. Główny Zły w tym filmie, czyli Mukade, też wypada blado. Wymyślił sobie plan podbicia świata i go realizuje, a jak coś zaczyna iść nie tak, to bez zastanowienia zaczyna demolkę. Oczywiście motywów jego działania nigdy nie poznamy (zakładając, że jakiekolwiek miał). To po prostu następny czarny charakter, którym muszą zająć się ninja z Konohy. Jeżeli chodzi o Saarę, to przez cały seans zastanawiałam się, po co ją tam wepchnięto, skoro i tak nie była do niczego potrzebna. Okazała się tylko bezwolną bohaterką, która nie wie, co ma robić, dopóki jej ktoś tego nie powie. Równie dobrze mogło jej nie być w tym filmie, nikt by przez to nie ucierpiał, a do tego by zaoszczędzono na wynagrodzeniu dla seiyuu. Jeżeli ktoś ma nadzieję na ujrzenie Minato Namikaze w akcji, to się srogo przeliczy. Z zapowiedzi mogliśmy wnioskować, że będzie on jednym z głównych bohaterów, który odegra znaczącą rolę w fabule. A co otrzymaliśmy? Kolejna najpopularniejsza postać zostaje wepchnięta na siłę, a później zapomniana. Cały potencjał w nim leżący zaprzepaściła niekompetencja twórców, którzy chyba sami nie wiedzieli, co chcą nakręcić. Oprócz nich występuje jeszcze parę innych postaci, ale ich głównym zadaniem jest zapełnianie kadrów. W końcu statyści także są potrzebni.

Oprawa graficzna obeszła się bez większych upiększeń. Postarano się jedynie o dopieszczenie miasta, wyglądającego imponująco ze swoimi drapaczami chmur, o które szczególnie zadbano. Pozostałe tła nie wyróżniają się jednak niczym. Jeśli zaś chodzi o ścieżkę dźwiękową, to była ona aż do bólu przeciętna, taka, którą zapomina się zaraz po skończeniu seansu. Także utwór lecący przy napisach końcowych nie zachęca do dalszego słuchania poza filmem.

Absurd goni absurd, a igłę w stogu siana prędzej znajdziemy niż odrobinę sensu i logiki w tej produkcji. Po obejrzeniu Gekijouban Naruto Shippuuden: The Lost Tower miałam przemożną ochotę krzyknąć „Oddajcie mi moje półtorej godziny życia!”. Nie jestem w stanie komukolwiek polecić tego filmu, nawet zagorzałym fanom Naruto odradziłabym oglądanie tego „czegoś”. Jeżeli chcą zmarnować na coś czas, to radziłabym, żeby usiedli w fotelu i popatrzeli sobie w ścianę. Na pewno byłoby to bardziej emocjonujące zajęcie. Po zepsutej kinówce Kizuna twórcom udało się trochę odbić od dna i stworzyć Hi no Ishi o Tsugu Mono, więc trzymajmy kciuki, by w przypadku piątego filmu także tak było. Chociaż nie mogę sobie wyobrazić, jak mogliby nakręcić coś gorszego od The Lost Tower. I mam nadzieję, że się o tym nie przekonam…

Yaone, 7 lipca 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Pierrot
Autor: Masashi Kishimoto
Projekt: Hirofumi Suzuki, Tetsuya Nishio
Reżyser: Masahiko Murata
Scenariusz: Junki Takegami
Muzyka: -yaiba-, Yasuharu Takanashi