Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Komentarze

Tetsuko no Tabi

  • Avatar
    A
    Alart 27.11.2013 23:56
    Ale zjadę!
    W Tetsuko no tabi generalnie chodzi o to, że grupka ludzi jeździ se koleją podziwiając stacje i pociągi. Jak na to popatrzymy w ten sposób, to włącza się lekkie WTF, i, szczerze pisząc, właściwie tak jest.
    Zacznę od tego, że lubię pociągi. Naprawdę podoba mi się to, jak te wytwory technologii komponują się z naturalnym pejzażem lasów, gór i łąk. Dlatego nie tylko uznałem Tetsuko no Tabi za warte obejrzenia, ale miałem pewne oczekiwania względem tej serii.
    Ogólnie, to pomysł wziął się stąd, ze twórca pasjonuje się pociągami, jest taka manga i postanowili zrobić też anime. Seria o pociągach nie musi być nieudana. Wystarcza spojrzeć na hit zeszłego sezonu, Gin no Saji, który w istocie stanowił opowiadanie o rolnictwie. Myślę, że z jeżdżenia koleją również można coś wykrzesać. Niestety, to nie tu.
    W każdym odcinku obowiązuje ten sam schemat. Jadą pociągiem na wycieczkę, Hirohiko Yokomi, zapaleniec, który wszystko planuje zachwyca się, Naoe Kikuchi, bohaterka będąca rysowniczką mang sarka na wszystko, a jeszcze jeden gościu notuje. Widzowi przedstawia się wycieczki kolejowe, które można zrobić z Tokio, interesujące stacje, a czasem nawet jakieś lokalne atrakcje. Schemat ten może nie byłby zły, gdyby było to okraszone czymś dodatkowym w postaci żarcików, może jakiejś fabuły czy czegoś takiego.
    I rzeczywiście, w pierwszych kilku odcinkach pojawia się wątek Królowej Szyn, występuje więcej postaci, są jakieś żarciki. Niestety szybciutko o tym zapominamy i więcej tego nie ma. Uważam, że lepiej nie dać żadnego wątku, niż dać jakiś i potem go porzucić. Gdyby seria zupełnie nie miała fabuły, mogłaby być zwykłym animowanym przewodnikiem. Zaczynając i porzucając wątki popełniono błąd, który tylko mocniej pogrąża to anime.
    Sam schemat został zrealizowany źle. Natłok nazw własnych, nudnych informacji okraszonych jedynie stękaniem bohaterki i okrzykami radości nerda sprawiają, że odcinki stają się niestrawne. Jeśli to miała być reklamówka dla osób niezainteresowanych tematem, zdaje mi się, że nie trafiono. Myślę, że zainteresowani i tak to wszystko wiedzą. Szczególnie ostatnie odcinki nie pasują do serii, są nudne i bez pomysłu. Przedstawione trasy, jak sami twórcy mówią ustami bohaterów – „takie jak wszystkie inne”. Czy rzeczywiście wystarcza „wsiąść do pociągu byle jakiego”?
    Zrodziła się wątpliwość, czy twórcy rzeczywiście chcieli zachęcić ludzi do podróży pociągami? Obawiam się, że osoba cynicznej Naoe była tu zdecydowanie bardziej przekonująca niż narwany Hirohiko. Może miało to być studium ludzi „Tetsuko”, po naszemu pasjonatów, zapaleńców? A może chodziło o zwrócenie naszej uwagi na szarą rzeczywistość? W każdym razie żaden z hipotetycznych celów nie został dobrze zrealizowany. Uważam, że taka, niezależna produkcja powinna być dopracowana pod tym względem. W innym wypadku, bez pięknej grafiki, bez reklam, bezgłośnie tonie wśród innych miernych produkcji. Zresztą zupełnie słusznie.
    Sam temat kolei potraktowano z pietyzmem. Bardzo dokładne rysunki, wiele faktów – to świadczy o tym, że autor naprawdę tworzył od serca. Oglądając Tetsuko no Tabi miałem ochotę wykonać dawno planowaną podróż z Kłodzka do Wałbrzycha, ponoć uruchomiona kilka lat temu linia jest bardzo piękna. Niestety, podkreślę jeszcze raz – natłok informacji spowodował, że cała para poszła w gwizdek. (Ale mi się udało wczuć w tematykę.) Widz już nic nie wie, nic nie pamięta, tylko durny wyraz twarzy bohaterów.
    Żarciki z reguły polegają na tym, że komuś się bardzo wykrzywia morda lub ktoś głośno wrzeszczy. Jak na serię seinen trochę słabo. Moim zdaniem to wręcz obraźliwe. No a jak nie ma fabuły, to nie ma żartów sytuacyjnych. Właściwie nie ma o czym gadać, komedia słaba.
    Nie bez kozery napisałem „bez pięknej grafiki”. Kreska nie była szczytem możliwości nawet w momencie wydawania tej serii. Na pochwałę zasługuje tylko dokładne przedstawienie szczegółów charakteryzujących pokazane sceny. Uważam, że w takiej serii, poświęconej urokliwym pejzażom i zabytkom, strona wizualna powinna być lepiej dopracowana. Szczególnie, że i tak nie ma zaawansowanej animacji, a stworzenie jednego czy dwóch ładnych obrazków na odcinek nie jest zadaniem ponad siły. Idąc zupełnie na łatwiznę, gdyby był to animowany przewodnik, można by nawet po prostu wkomponować ładne zdjęcia. Kiedyś coś takiego widziałem w endingu „Samurai­‑X”, „It's gonna rain”. Nawet jeśli zawiewa tandetą, to podejrzewam, że efekt byłby lepszy i bardziej przekonujący.
    Muzyka jest, chociaż dźwięków tła jest niewiele. Opening jest beznadziejny. Za to ending tworzy nastrojową kombinację z tematyką serii oraz animacją. Właściwie nie trzeba oglądać tego anime, wystarcza zobaczyć dworzec we Wrocławiu, odpalić sobie ending i poczuć XIX wiek, czas techniki i romantyzmu. Szkoda, że to nie poszło w tym kierunku. Chociaż w Japonii pociągi nie kojarzą się z reliktami przeszłości.
    Twórcy mieli dwie drogi. Mogli stworzyć animowany przewodnik, który zaproponowałby kilkanaście wycieczek kolejowych lub okruchy życia z pociągami w roli głównej. Wybrali drogę pośrednią, tzn. przez kilka odcinków próbowali wprowadzić elementy fabularne, a przez kolejne kilka monologi Hirohika opisującego trasę przerywały tylko jego dzikie wrzaski zachwytu.
    Po obejrzeniu tej Tetsuko no Tabi doszedłem do wniosku, że w Japonii koleje są bardzo nieciekawe. Zepsuta fabuła obniża ocenę. A fakt, że seria o pociągach i tak przypominała słaby wykład powoduje, że daję 2/10.