Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 10/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 4
Średnia: 6
σ=1,22

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Filmowit R)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Crusher Joe [1989]

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1989
Czas trwania: 2×60 min
Tytuły alternatywne:
  • クラッシャージョウ [1989]
Tytuły powiązane:
zrzutka

„Kruszarka Dżo kontratakuje”, czyli bardzo udana kontynuacja kinowego klasyka anime pod postacią dwuodcinkowej serii OVA.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Grisznak

Recenzja / Opis

Jak to zwykle bywa – filmy, które odnoszą kasowy, bądź chociaż recenzencki sukces, doczekują się jakichś kontynuacji. Nie inaczej sprawa wygląda w przypadku Crusher Joe. Po pozytywnym odbiorze pierwszej części stworzono ciąg dalszy jego przygód. Jednakże nie był on dokładnie taki, jakiego należałoby się spodziewać. Można wręcz powiedzieć, iż sama forma okazała się lekko rozczarowująca. Albowiem film kinowy a seria OVA, to jednak dwie zupełnie różne rzeczy. Trzeba jednak przyznać, że takie podejście na swój sposób uatrakcyjnia cykl, gdyż stanowi odpowiedź na pytanie: jak wyglądałyby losy Gwiezdnych wojen, gdyby pierwszy film nie odniósł komercyjnego sukcesu. Seans będzie zatem nie lada gratką dla tych, którzy stawiali sobie kiedyś podobne pytanie i chcieliby w jakiś sposób skonfrontować swą odpowiedź z rzeczywistością. Nie da się bowiem ukryć, iż Crusher Joe to takie Star Wars, którym po drodze coś nie wyszło, a raczej wyszło bokiem to, że twórcy książkowego pierwowzoru udało się znakomicie inne dzieło – Dirty Pair, które liczbą ekranizacji zdecydowanie przyćmiło swego starszego brata (jedyne pocieszenie w tym, iż obie serie rozgrywają się w tym samym uniwersum). Jednakże nie blask ani prestiż, ani format produkcji się liczy w recenzji, tylko obiektywna jakość tego, co udało się stworzyć. A na szczęście, w tej kwestii, omawiany twór prezentuje całkiem przyzwoity poziom.

W przypadku OVA o „Hanie Solo anime”, czyli tytułowym Joem, mamy do czynienia z dwiema krótkimi i odrębnymi historiami, które łączy jedynie obecność głównego bohatera oraz jego załogi, na którą składają się: piękna księżniczka Alfin w roli nawigatorki; Talos i Ricky – dwoje mechaników, których utarczki ponownie odpowiadają za większość uśmiechów podczas seansu, oraz sympatyczny robocik Dongo, który opiekuje się statkiem drużyny, czyli „Minerwą”. W pierwszym odcinku nasi bohaterowie ruszą z misją ratunkową na pewną asteroidę, w drugim zaś przyjdzie im ratować galaktykę przed nową bronią masowego rażenia – swego rodzaju „Bombą Śmierci” zdolną zniszczyć wszystkie żywe organizmy na planecie. Widać zatem, że fabuła nie oferuje nam złożonej i nad wyraz interesującej opowieści, która skłaniałaby do głębszych przemyśleń, tylko prostą historyjkę stanowiącą pretekst do ukazania emocjonujących scen akcji okraszonych lekkim, acz przyzwoitym humorem. Warto zaznaczyć, iż żadna z przedstawionych opowieści nie nawiązuje szczególnie do filmu, dzięki czemu przyjemność z seansu będą w równym stopniu czerpać nowi i starzy widzowie (nawiązania kończą się na wspomnieniu w pierwszym odcinku paru wydarzeń z filmu, nie ma to jednak wpływu na fabułę).

Zdecydowanie lepiej od samej historii wypada sposób jej opowiedzenia. Reżyseria w OVA jest lepsza niż w przypadku filmu. Skrócenie metrażu do niecałej godziny na odcinek (w filmie po godzinie odnosiło się wrażenie, że twórcy zupełnie nie mieli pomysłu na drugą połowę) pozytywnie wpłynęło na poziom dynamizmu prezentowanych wydarzeń, co sprawia, że widz nie odczuwa ani przez moment znudzenia podczas seansu. Jedyną drobną wadą jest umieszczanie co pięć minut jako przerywnika w pierwszym odcinku efektownego neonowego loga „Crusher Joe”. Nie jest to wada sama w sobie (logo jest naprawdę ładne), ale sprawia wrażenie, jakby była to produkcja Polsatu, która w połowie miała być zapełniona reklamami (o dziwo, w drugim odcinku takiego zabiegu nie uświadczymy).

Warto też nadmienić, że pewnej poprawie uległy w tej odsłonie postacie drugoplanowe. Nadal są one dość standardowe jak na anime z końca lat 80., jednakże w porównaniu z filmem nabrały trochę charakteru i głębi, przez co nie kontrastują już tak mocno z drużyną Joego, której udało się utrzymać nienaganną formę od czasu pierwszego występu na srebrnym ekranie. Dzięki wszechobecnym intrygom złoczyńców można tym razem uznać za bohaterów z krwi i kości. Wyraźniej zaprezentowano ich interesy i tok myślenia. Pozwala nam to lepiej zrozumieć ich wybory, przez co podejmowane przez nich działania nie wydają się już zupełnie przypadkowe, tylko w miarę zgodne z zasadami logiki. Zmiana co prawda drobna, ale zdecydowanie podnosi ogólny poziom produkcji.

Krzynę inaczej sprawa się ma, jeżeli chodzi o dialogi i humor. W tym względzie nie widać jakichkolwiek zmian względem wcześniejszej części. Kwestie wypowiadane przez protagonistów nie wyróżniają się niczym szczególnym na tle podobnych produkcji anime. Brakuje im swego rodzaju polotu i lekkości, obecnego chociażby w pierwszej trylogii Gwiezdnych wojen. Mimo że Joego określam często mianem animowanego Hana Solo, ze względu na jego sposób bycia i postawę, to jednak jego słowom brakuje pewnej przenikliwości oraz celności w opisie sytuacji, tak charakterystycznych dla kwestii dialogowych Harrisona Forda.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku warstwy komediowej tej produkcji. Żarty nadal opierają się w głównej mierze na relacjach między bohaterami i na różnicach ich charakterów. Są to przeważnie gagi na poziomie tych znanych z filmów o Flipie i Flapie – nic wyszukanego, ale współgrają z duchem serii i na dodatek są rozmieszczone w dość rozsądnej ilości, więc całkiem sprawnie realizują stawiane przed nimi zadanie i od czasu do czasu wywołują uśmiech na twarzy widza. Moim zdaniem to dużo, zwłaszcza że skecze stanowią powtórkę z rozrywki względem filmu. Skoro opowiedziane drugi raz nie irytują, to można je uznać za w miarę przyzwoite i akceptowalne w rozrywkowej produkcji science­‑fiction.

Gdy już wysłucha się wszystkiego, co bohaterowie mają do powiedzenia, człowiek zaczyna skupiać uwagę na innych dźwiękach, które go otaczają. A tych w tym anime jest naprawdę dużo. Od imponujących koncertów orkiestry, ilustrujących większość wydarzeń, poprzez trawestacje motywu Indiana Jonesa w najbardziej dynamicznych i przygodowych scenach, na elektroniczno­‑rockowo­‑dyskotekowych rytmach kończąc. Ogólnie rzecz ujmując, muzyka ponownie stoi na wysokim poziomie i świetnie podkreśla klimat. Zarzucić jej można jedynie pewien brak oryginalności i wtórność względem już istniejących motywów muzycznych w innych produkcjach.

Jeszcze większy postęp względem poprzedniczki dokonał się w sferze wizualnej. O ile stylistyka świata przedstawionego pozostała nietknięta i nadal reprezentuje charakterystyczną dla lat 80. wizję przyszłości z mocnymi odniesieniami do gwiezdnej sagi (tym razem część statków to kopie Y­‑wingów), o tyle animacja poczyniła olbrzymi skok jakościowy. Wszystkie modele postaci i pojazdów są bardzo szczegółowe i dopracowane, a po wprawieniu ich w ruch trudno zauważyć, by pojawiały się jakieś zniekształcenia czy uproszczenia, dość powszechne w wersji kinowej. Pod tym względem OVA wywiera bardzo pozytywne wrażenie. Zwłaszcza że zdecydowana większość scen to dynamiczne pościgi, strzelaniny i wybuchy, które trudno przedstawić na podobnym poziomie, stosując tradycyjną animację. Wielkie brawa dla całej ekipy rysowników! Spisali się na szóstkę – kosmiczne pojedynki jeszcze nigdy tak dobrze w anime nie wyglądały i obawiam się, że już nigdy tak dobrze wyglądać nie będą (ponieważ animacji tradycyjnej już prawie się nie stosuje). Z tego powodu za wideo wystawiam najwyższe noty, choć zdaję sobie sprawę, iż do najładniejszego anime lat 80., czyli Akiry trochę tej produkcji brakuje. Jednak widowiskowe eksplozje i bardzo efektowne animacje wchodzenia w nadprzestrzeń (najlepsze, jakie widziałem w jakimkolwiek filmie science­‑fiction), sprawiają, iż inaczej tej części składowej ocenić nie mogę.

Crusher Joe w wersji OVA zdecydowanie zalicza się do kategorii kontynuacji lepszych od pierwowzorów. Udało się zachować wszystko to, za co dało się polubić pierwszą część, nie zapominając przy tym o pewnych ulepszeniach. Nie są to co prawda zmiany kolosalne, ale mimo wszystko pozytywnie wpływające na odbiór. Choć trzeba przyznać, że w gruncie rzeczy mamy do czynienia z tym samym, tylko że wykonanym odrobinę lepiej. Stąd też moje zakłopotanie podczas wystawiania oceny końcowej. Najchętniej postawiłbym po prostu 8+/10, ale że na Tanuki nie stosujemy ocen pośrednich, zmuszony jestem wystawić serii OVA taką samą notę jak filmowi, czyli 4/5 gwiazdek z wyraźną adnotacją, iż kontynuacja jest ciut lepsza od oryginału. Osobiście polecam wszystkim fanom lekkiego science­‑fiction, którym do gustu przypadły Gwiezdne wojny. Sam natomiast liczę, iż nie był to ostatni występ Joego i jego drużyny na ekranie, i że we współczesnych czasach wszechobecnych remake'ów, rebootów i kontynuacji będziemy mieli okazję jeszcze raz przeżyć kolejną kosmiczną przygodę wraz z sympatyczną załogą „Minerwy”.

Filmowit R, 6 listopada 2018

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sunrise
Autor: Haruka Takachiho
Projekt: Shouji Kawamori, Yasushi Ishizu, Yoshikazu Yasuhiko
Reżyser: Toshifumi Takizawa
Scenariusz: Fuyunori Gobu
Muzyka: Keiichi Oku