Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Komentarze

Ai Shoujo Pollyanna Monogatari

  • Avatar
    A
    lasagna777 19.10.2015 22:28
    Jokatta Łaaj dwojga imion
    Ciężko opisać tasiem… ahem, serial, nie pojeżdżając po całym World Masterpiece Theatre, będącym kwintesencją niezrozumienia zachodniej literatury przełomu XIX i XX wieku przez Japończyków.

    W jednej rzeczy książkowy oryginał był bardziej „japoński” niż serial – otóż był tam motyw rodem ze szkolnej haremówki: on kocha ją – bez wzajemności bo, ona kocha innego – też bez wzajemności, bo on kocha inną – i tak dalej.
    W serialu owo miłosne poplątanie zostało bezlitośnie przecięte niczym węzeł gordyjski mieczem Aleksandra. Serialowe wytłumaczenie jest niesłychanie sztuczne, podobnie jak spłycone zostały łączące postaci relacje. Jak smarkaty musi być widz, żeby to kupić?
    Książkowe wyjaśnienie jest o niebo bardziej wiarygodne,  kliknij: ukryte 

    Nie licząc urzezania fabuły, serial ma trzy zasadnicze wady:

    1) długość – na jeden odcinek fabuły właściwej przypadają 2­‑3 fillery!!!

    2) Pollyanna – alias panna Jokatta Łaaj dwojga imion. Z każdą ekstatycznie wywrzaskiwaną przez heroinę yokattą coraz bardziej dziwiłam się jej otoczeniu, iż nie wykazuje chęci uduszenia pannicy po pięciu sekundach słuchania jej świdrującego pisku. Rozumiem, że wszystkie te hontonijokatty były w miarę zgodne z wymogami fabuły, ale to łaajczenie? Książkowa Pollyanna była bardziej dziewczęca, co za cembał wymyślił to wrzaskliwe chłopczysko? W klocowatych portkach, w których wygląda jak w ciąży? Z wiewiórem na głowie? (Osoby znające obyczaje gryzoni wiedzą, że jest to bardzo zły pomysł…)

    3) Głupota Pollyanny – zjawisko tak potężne, iż stało się odrębną dramatis persona – choć nigdy nie wymienianą z imienia, to jednak wszechobecną i nieuchronną niczem śmierć i podatki. Żywioł równie niebezpieczny jak tsunami, niszczący wszystkie mózgi i móżdżki na swojej drodze. Ni dorosły, ni dziecko nie oprze się jego miażdżacej sile – wszelkie naturalne reakcje obronne (Polly, Pendleton, pani Carew) padają po krótkim i słabym oporze, po czym kolejne zarażone zonbi powtarzają: „honto­‑ni­‑yokatta, honto­‑ni­‑yokatta”. Braaiins, braaiins!

    (Einstein stwierdził kiedyś, że istnieją dwie rzeczy nieskończone: kosmos i głupota. Z tym, że miał wątpliwości – co do kosmosu… Ciekawe, czy czytał oryginał?)

    Plusy:

    1. Grafika. Zdecydowanie ładne projekty postaci, z proporcjonalnymi oczami i kończynami. Jakże inne od późniejszych anime…

    2. Etiopczycy wyobrażają sobie, że ich bogowie mają czarną skórę i zadarte nosy; bogowie Traków mieli oczy błękitne i włosy rude[...]. (Ksenofanes) Cóż więc dziwnego, że w japońskiej kreskówce bohaterowie wyglądają japońsko?

    Główne postaci są oczywiście amerykanizowane. Jednak postaci poboczne posiadają cechy charakterystyczne dla rasy żółtej – lśniące czarne oczy z lekko opadniętymi powiekami i zmarszczkami nakątnymi, cera jasna i żółtawa, szerokie kości policzkowe i zmarszczki mimiczne w charakterystycznych miejscach. Zwłaszcza widoczne jest to u osób starszych. Na przykład u pani Snow, która oprócz owych rysów posiada również fryzurę przypominającą tradycyjne uczesanie kobiece, obecnie spotykane rzadko, np. u gejsz z Gion. Cudo! Po prostu starsza japońska dama, która kiedyś była piękna.

    (Dla niektórych jest to pewnie wada. Dla mnie zaleta, gdyż uwielbiam oglądać naturalną urodę Japończyków, a nie androgyniczne roboty o kanciastych rysach i nieludzkich proporcjach.)

    3. Wygląd Pollyanny, kiedy zdejmie te wstrętne różowe gacie i ubierze się jak dziewczyna. (I to mówię ja, wieloletnia chłopczyca.) W marynarskim mundurku jest śliczna!

    4. Niewinność Pollyanny –  kliknij: ukryte  nie jest złą dziewczyną. Wręcz przeciwnie – ma dobre serce, kocha ludzi i zwierzęta. Jest całkowicie bezinteresowna i szlachetna.  kliknij: ukryte 

    Komu warto polecić? Na pewno osobom spragnionym oglądania bohaterów wyglądających jak istoty ludzkie – bez spiczastych bród, kresek w miejscu ust oraz oczu wielkości talerzy.

    Komu nie warto? 1) Zwolennikom wierności książkowemu oryginałowi – fabuła została zmieniona, podobnie jak w wielu innych częściach cyklu. 2) Osobom uczulonym na piszczące, głupiutkie bohaterki. W razie zlekceważenia ostrzeżenia mogą pojawić się bowiem: facepalmy, skoki ciśnienia, uczucie wiercenia w uszach i długotrwała alergia na pewne słowo użyte w serialu ponad 100 razy…