Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Komentarze

Mawaru Penguindrum

  • Avatar
    A
    BlaXk Magic Mushroom 7.08.2016 20:52
    Pytanie
    Dialog na samym początku pierwszego odcinka, czy to jest nawiązanie do Ginga Tetsudou no Yoru? (chodzi dialog dwójki dzieciaków o jabłku)
  • Avatar
    A
    manami 7.09.2015 17:06
    Zaczynałam z pewną niechęcią, a zanim się zorientowałam, oglądałam odcinek za odcinkiem, na dobrą sprawę zupełnie nie wiedząc, dlaczego oglądam dalej. No i nie mając pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi, choć pojęcie ogólne jakieś tam miałam. Szczerze powiedziawszy, aż do samego końca nie rozumiałam zachwytu nad tą serią. No właśnie, bo koniec okazał się być dla mnie zabójczy. KOCHAM WPROST TAKIE ZAKOŃCZENIA, ZE ŚWIECĄ TAKICH SZUKAĆ! ♥ No i oczywiście się poryczałam, bo to cała ja…

    Zachęcam do obejrzenia tej serii, nie zniechęcajcie się~
    • Avatar
      manami 7.09.2015 17:06
      Ach, pokochałam openingi ♥
  • Avatar
    A
    hdrn 13.02.2015 15:21
    Przed tego typo anime powinno być wywieszone ostrzeżenie, że można się po nim nabawić traumy.
    Dlaczego z tego nie zrobili komedii na 100%?
  • Avatar
    A
    Seba 25.02.2014 00:42
    6/10
    Na początku zachęcające, po połowie porządnie odechciewa się oglądać. Nudne, niezrozumiałe. Ledwo dociągnąłem od końca. Ostatni odcinek trochę lepszy od końcówki, ale to niewiele zmienia. Tytuł ani nie pozostanie w mojej pamięci jako jeden z lepszych ani nikomu go nie polecę, więc na wyższą ocenę nie zasługuje. Fajne są w tej serii tylko niektóre elementy, jako całokształt zupełnie mi nie przypadło do gustu.
  • Avatar
    A
    Nekochin 15.07.2013 20:01
    Podziękuję :)
    Ja już podziękuję temu anime. Dlaczego? A dlatego, że szlag mnie trafił jak Kanba pocałował Hirami :) Po prostu trafił mnie szlag i miałam ochotę rozwalić laptopa :) Nie cierpię tego typu anime, z początku wszystko pięknie, ładnie, tajemnice, dużo humoru a tu nagle takie coś… No kurde NIE! Na pewno nie wrócę do MP, ale obejrzę tylko i wyłącznie końcówkę. Po przeczytaniu większości komentarzy dochodzę do wniosku, że jest ona(końcówka) najlepsza w całej tej serii. A, no i te trzy pingwiny są zaczepiste :3

    Czuć wątkiem romantycznym na kilometr, nawet po przeczytaniu komentarzy czy obejrzeniu wielu screenów… Także podziękuję i będę dalej siedzieć w shounenach i shounen­‑ai/yaoi :|
    Dziękuję. Do widzenia. Wychodzę.
    • Avatar
      Qualu 15.07.2013 20:26
      Re: Podziękuję :)
      Romantycznego romansu­‑romansu tam nie było, chyba że piski Ringo są przez kogoś uważane za wyznania zdrowej miłości. A latające kwiatki w oprawie i wszechobecne sparkle są nawet w shounenach (w Gintamie mają nawet podobne znaczenie.. ) A jeśli chodzi o  kliknij: ukryte , bo pewnie to bolało, to potem wychodzi, że to właściwie  kliknij: ukryte . No, ale to było w drugiej połowie serii, a Mawaru nie jest anime ani do przewijania ani do przerywania, więc skoro z niepełną wiedzą uciekasz do o wiele gorętszych i bardziej hardkorowych smaczków w yaoicach niż pocałunku  kliknij: ukryte , to krzyż na drogę.
      • Avatar
        Nerd 4.12.2014 12:39
        Re: Podziękuję :)
        Według polskiego prawa byli rodzeństwem.
         kliknij: ukryte 
        • Avatar
          jolekp 4.12.2014 16:43
          Re: Podziękuję :)
          Nie tak znowu „od małego”, bo oboje byli już wieku około nastoletnim w momencie tej adopcji. Pomijając wszystko, dyskwalifikowanie anime na podstawie jednej sceny, która w zasadzie nie jest w tej historii specjalnie ważna, jest co najmniej dziwne.
          No i, co jak co, ale akurat polskie prawo w przypadku japońskiej kreskówki, ma ekstremalnie małe znaczenie.
    • Avatar
      jolek 15.07.2013 22:04
      Re: Podziękuję :)
      Oglądać samej końcówki generalnie nie ma sensu. Nawet oglądnąwszy całość trudno jest się tam we wszystkim połapać ;)
    • Avatar
      MICHAS 16.07.2013 10:46
      Re: Podziękuję :)
      Tak, obejrzenie ostatniego odcinka brzmi sensownie.
    • Avatar
      budyń 16.07.2013 14:29
      Re: Podziękuję :)
      Nie ma to jak pominąć całą serię żeby obejrzeć zakończenie tylko dlatego, że dwie postacie się pocałowały. Nie żeby w yaoicach (czyt. gej­‑porno) się całowali i jeszcze gorsze rzeczy robili. Czuć romansem bo miłość jest przyczyną wielu zachowań bohaterów. Nie każda miłość jest taka sama. Inaczej kocha się rodzeństwo, inaczej przyjaciółki, a jeszcze inaczej kochankowie i w Mawaru świetnie to widać.
  • Avatar
    A
    Naija 4.07.2013 01:45
    Właśnie skończyłam i…
    Fabuła. Fabuła, która rozrosła się,wytworzyła mnóstwo odnóg i powędrowała w różnych kierunkach jak gałęzie drzewa. Tak bardzo, że aż ciężko pozbierać myśli, na granicy umysłu balansują pytania, których lista wydłużała się z każdym odcinkiem, ale jakoś uciekają i pozostaje tylko uczucie zamurowania.
    Znacznie łatwiej określić mi takie rzeczy jak : muzyka, która była bardzo dobra + ciekawy zabieg z endingami w drugiej połowie serii,( mój ulubiony to Grey Wednesday), oraz grafika, która wystartowała soczystymi barwami i ciekawymi tłami, potem spadła, szczególnie w projektach postaci.
    Ale wszystko to nie jest ważne w obliczu fabuły. Muszę przyznać, że zaczynało mi się ciężko, pierwsze 4 odcinki było trochę wymuszone. Jak tak się zastanowię to początek wydaje mi się taki inny od późniejszych odcinków,  kliknij: ukryte  Sanetoshi wydawał się  kliknij: ukryte 
    Ostatni odcinek prezentuje zakończenie idealne dla tej serii, choć byłam raczej pewna  kliknij: ukryte Waham się pomiędzy 8 a 9, ale tym, którzy lubią rozkminiać przeplatane ludzkie relacje mogę bez wahania wskazać Mawaru Penguindrum do obejrzenie.
  • Avatar
    A
    nieogranięty człowiek 17.05.2013 21:41
    Penguinbear project
    Czy ktoś wie coś o tym? Czy to będzie anime czy film? Czy w ogóle są jakieś prace nad kontynuacją mawaru penguindrum?
  • Avatar
    A
    jolekp 23.12.2012 12:04
    problemy ze zrozumieniem :(
    Właśnie wczoraj skończyłam oglądać i od tamtej pory dręczy mnie jedna rzecz.
     kliknij: ukryte 
    Było by mi bardzo miło, gdyby ktoś potrafił mi odpowiedzieć na te pytania (zwłaszcza na to pierwsze). Widać jestem za głupia na anime tego typu :(.
    • Avatar
      Slova 23.12.2012 13:47
      Re: problemy ze zrozumieniem :(
      O co chodziło?

       kliknij: ukryte 

      kto jest czyim dzieckiem

       kliknij: ukryte 
    • Avatar
      guuchan 23.12.2012 21:18
      Re: problemy ze zrozumieniem :(
       kliknij: ukryte Taka jest przynajmniej moja interpretacja tego wszystkiego. Mam nadzieję, że pomogłam :))
    • Avatar
      Nina-Lazur 7.03.2013 19:36
      Re: problemy ze zrozumieniem :(
      Wg mnie te pudełka symbolizują poczucie odrzucenia i samotność, poczucie bycia nie potrzebnym, niechcianym dzieckiem. Już wtedy Shoma nie pasował do swoich rodziców, uciekał podczas wykładów taty i bawił się z Himari. Zapewne przestał być akceptowany przez rodziców, dlatego wylądował w pudełku. W tym samym czasie musiał umrzeć ojciec Kamby, więc chłopiec został sam, rodzice Shomy adoptują go, bo widza w nim godnego sobie następce. Stąd właśnie w jego pudełku pojawia się jabłko. Kamba zostaje bratem Shomy (w sensie nawiązania więzi), czyli dzieli się z nim jabłkiem.
      • Avatar
        guuchan 8.03.2013 10:57
        Re: problemy ze zrozumieniem :(
        Pozwolę się z tobą nie zgodzić. Rodzice Shoumy bardzo kochali wszystkie swoje dzieci. Przecież ich udział w organizacji miał na celu zwrócenie uwagi świata na problemy z odrzuconymi i niechcianymi dziećmi. Dlatego adoptowali Himari i przygarneli osieroconego Kanbę. Cel był jak najbardziej szlachetny ale już nie metody.Odrzucone, niechciane i niezrozumiane dzieci trafiały do „specjalnego” miejsca (nie pamiętam już jego nazwy)tj. tam gdzie trafiła Himari i nauczyciel. Obydwoje zostali uratowani odpowiednio przez Shoumę oraz Momokę.
        Co do jabłka w anime wyraźnie jest powiedziane, że jabłko to nagroda dla tych którzy mają umrzeć za miłość. Pierwotnie tylko Kanba miał umrzeć ale dzieląc się jabłkiem z Shoumą, podzielił się z nim swoim przeznaczeniem, losem.
  • Avatar
    A
    kircia 15.10.2012 13:58
    że co?
    Czy naprawdę tylko ja widzę ogromną nielogiczność w pewnym momencie? Więc tak, koleś ma zabrać dziewczynie coś, co ma uratować jego siostrę. I gdy już się dowiedział co to jest, to… zamiast jej to zabrać, bawi się z nią w jakieś podchody?… Serio? bo „ona mu tego nie da”. Ktoś mi to wytłumaczy? Gdybym była na jego miejscu, po prostu zabieram tę rzecz siłą i tyle mnie widzieli, chodzi o życie bliskiej osoby, tak czy nie? Poza tym, co gorsza, szesnastolatkowie bredzący o MIŁOŚCI. Ktoś raczy kpić. To przestało być znośne, zanim się w ogóle zaczęło. Może kiedy sama miałam ok. 18 lat, to by jeszcze przeszło.
    Zazwyczaj ufam recenzjom i ocenom redakcji na Tanuki, bo zgadzają się z moimi odczuciami. Dlatego nie wiem, czy tylko ze mną jest w tym wypadku coś nie tak, czy chodzi coś innego.
    • Avatar
      uluwatu 29.10.2012 13:08
      Re: że co?
      Mnie też irytowały niespójność i bezsens zachowań bohaterów. Do tego doszły dziury fabularne oraz zwykłe idiotyzmy w stylu:  kliknij: ukryte . Rozczarowanie.
      • Avatar
        kircia 30.10.2012 20:28
        Re: że co?
        Przynajmniej jedna osoba, która cokolwiek odbiera jak ja. Dzięki.
    • Avatar
      Slova z uczelni 29.10.2012 15:04
      Re: że co?
      Oj, źle oglądałaś. Przecież  kliknij: ukryte . No i odmawiasz prawa do miłości szesnastolatkom? Jakie masz do tego prawo?
      • Avatar
        kircia 30.10.2012 20:26
        Re: że co?
        Nie wiem co nim było, bo tym rzuciłam kiedy stwierdziłam, że nic mnie nie obchodzi jak się to skończy, gdyż nie jestem w stanie ścierpieć bohaterów. Jak dla mnie wszystko mogło wybuchnąć. ALE – na początku myśleli, że to ten pamiętnik, czy nim był czy nie, to nie zmienia sprawy, że zachowywali się jak idioci.
        A jakie mam prawo? Takie, że od nadmiaru nastoletnich uczuć robiło się niedobrze. Wszystko dozwolone, ale w pewnych ilościach. A gdyby to byli ludzie dorośli, to już w ogóle stwierdziłabym, że są kompletnie umysłowo i emocjonalnie niedorozwinięci, gdyby tak się zachowywali.
        • Avatar
          Slova 31.10.2012 18:04
          Re: że co?
          Nie zauważyłaś, że wszystko działo się na poziomie metaforycznym? Poza tym, nawet, gdyby zwinęli pamiętnik, to skąd by wiedzieli, jak go wykorzystać?

          No i tych nastoletnich uczuć na starcie było całe nic, jedynie pewna niezrównoważona psychicznie stalkerka.
          • Avatar
            kircia 31.10.2012 20:33
            Re: że co?
            Już tak rozwałkowałam ten temat, że nie chce mi się znowu powtarzać. Wyobraź sobie, że musisz mieć ten pamiętnik, żeby ważna dla Ciebie osoba przeżyła. Obchodzi Cię czy wiesz, jak go wykorzystać? Na tym etapie, nie sądzę. Po prostu chcesz go mieć, bo to jedyna szansa, koniec. O resztę martwisz się później.

            No i dlatego też na starcie mi się bardzo podobało, potem przestawało coraz bardziej. Szesnastolatek i czternastolatka, tak, będą z tego dzieci, zaiste, ale mnie to nie chwyta za serce (a produkcje chociażby Makoto Shinkaia już owszem i to bardzo).
            Już wytłumaczyłam, nie neguję wartości tego anime czy zawartego w nim przesłania. Moim problemem jest sposób, w jaki zostało to przedstawione. Miłość, samotność, śmierć, świetne tematy, problem w tym, że są wałkowane na okrągło, niektóre są podane oryginalnie, jak tu, inne niezbyt udanie. W sumie pozostaje tylko wybór, w jakiej formie chcę to oglądać i po tym, czego doświadczyłam oglądając to anime, po prostu wiem, że akurat nie w takiej.
            Chciałabym zakończyć już dyskusję bo już chyba wszystko napisałam, dziękuję za cenne uwagi, ale po prostu takie jest moje zdanie, nic wielkiego w końcu :)
            • Avatar
              Slova 31.10.2012 20:39
              Re: że co?
              Ale oni nie wiedzieli, że  kliknij: ukryte ... znaczy, domyślali się coś, ale pewności nie mieli, bo nikt im nie powiedział, jak bęben wygląda. No i racji by przecież nie mieli. Ten, kto wiedział, co jest w pamiętniku i co chce przy jego pomocy osiągnąć, ten go  kliknij: ukryte .
              • Slova 31.10.2012 20:39:42 - komentarz usunięto
              • Avatar
                kircia 31.10.2012 20:51
                Re: że co?
                Gdyby chodziło o kogoś z mojej rodziny, a miałabym tylko podejrzenia, czy coś może pomóc czy nie, to i tak bym to zwinęła :D
                Staś po Afryce truchtał, żeby chininę dla Nel znaleźć a nawet nie wiedział, czy znajdzie i czy przypadkiem nie zginie ^^ Tutaj zaś koleś miał tylko wziąć co widział i w nogi.

                Zresztą, już naprawdę nieważne, może to skończę, nie sądzę jednak, żeby nawet najlepsze zakończenie zmazało wspomnienia głębokiej irytacji i rozczarowania, jakie mi towarzyszyło gdy to oglądałam.
                Bohaterowie, których nie jestem w stanie polubić czy chociażby zainteresować się ich losami, niestety psują mi odbiór, nawet gdy fabuła świetna, a to już kwestia gustu i tego chyba nie sposób przedyskutować i zmienić.
    • Avatar
      Marilee 29.10.2012 19:50
      Re: że co?
      Szczerze mówiąc to wiek, tak naprawdę, w tej serii jest rzeczą czysto umowną. Cała seria jest tak metaforyczna, że gdyby pozamieniać wiek bohaterów na dużo starszy to niczego by to nie zmieniło.
      • Avatar
        kircia 30.10.2012 20:27
        Re: że co?
        Jak tam komuś odpisałam wyżej, gdyby to byli ludzie dorośli, pewnie byłoby jeszcze gorzej, bo nie wiem, jak zdrowi dorośli ludzie mogliby się tak zachowywać ;)
        • Avatar
          Marilee 30.10.2012 21:36
          Re: że co?
          A ja napiszę, że oni mieli właśnie tak się zachowywać. I jeszcze raz, ta seria jest przepełniona metaforyką i różnymi innymi rzeczami, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się bez sensu. Jeśli za serię, bierze się reżyser taki jak Kunihiko Ikuhara, to z góry wiadomo, że nie będzie to prosta i łatwa komedyjka.
          • Avatar
            kircia 30.10.2012 23:23
            Re: że co?
            Można jednak bawić się w metaforykę i te wszystkie różne inne rzeczy, i zawrzeć to w znacznie strawniejszej formie, a na pewno bardziej dojrzałej (Mushishi…?). Z bohaterami, których nie ma się ochoty własnoręcznie uśmiercić, a nawet jeśli, to dlatego, że są tak dobrze skonstruowani, że widz autentycznie ich nienawidzi (Shigurui), a nie dlatego, że są irytujący. Kto tu chce łatwej komedyjki? Po studiu odpowiedzialnym za kilka naprawdę dobrych tytułów, liczyłam na coś, co nie pozwoli mi odwrócić wzroku od monitora, zwłaszcza, że toto ma takie dobre oceny. A tu, oj. Chyba się przeliczyłam.
            Koniec końców, jasne, każdy widzi, co widzi. Czy komuś pasuje taka oprawa czy nie, jego sprawa. Symbolika i metafory, bardzo chętnie, jedyne czego chciałam to jakakolwiek wiarygodność, czy to zdarzeń czy psychologiczna, ale tego nie dostałam.
            • Avatar
              Marilee 30.10.2012 23:59
              Re: że co?
              Właśnie, rzecz gustu.

              Po części Cię rozumiem. Jednak mimo wszystko, szukać wiarygodności w serii, w której występują nadzwyczajnie „gadatliwe” pingwiny, i główna bohaterka uganiająca się za czymś w czapce pingwina? A może chodziło o spójność? :p
            • Avatar
              Marilee 31.10.2012 00:08
              Re: że co?
              A co formy metaforycznych wątków to rzeczywiście są różne sposoby ich ukazania. Sprzeczałabym się jednak co do tej „dojrzałości”. Mawaru do przedstawienia wszystkich ciężkich i zawiłych wątków wykorzystuje właśnie gatunek Shoujo, który kojarzy się ze słodkimi bohaterkami o koszmarnie długich transformacjach i ich gadającym zwierzęcym towarzyszu itp itd. To właśnie ta, lekkostrawna na pierwszy rzut oka, otoczka powoduje, że seria jest wyjątkowa. Za tymi kolorowymi i jaskrawymi tłami kryje się znacznie coś więcej, i nie chodzi mi o te absurdalne pomysły twórców.
              • Avatar
                kircia 31.10.2012 11:41
                Re: że co?
                Spójność spójnością, a wiarygodności wystarczyłoby mi chociaż tyle, co w przeciętnej dobrej produkcji. Elementy nierzeczywiste nie negują od razu praw fizyki, więc tak, nadal chcę wiarygodności. ^^ Albo wszystko jest nierealne, albo tylko cześć, jak tu, wtedy co to realne powinno zachować realizm.
                No i chyba możemy zamknąć sprawę, jeśli komuś taki sposób ukazania odpowiada, w porządku, myślę, że ze 4 lata temu byłabym bardziej zadowolona. Nie mówię, że seria nie jest dla dojrzałego widza, ale akurat ja już tego nie kupuję, a i animowanej szczeniackiej miłości mam dość. W sumie chodziło mi tylko o to, czy ktoś zwrócił uwagę na tę nielogiczność o której pisałam, bo mnie to zburzyło cały porządek niestety. Metafory i znaczenie tu są i nawet po tej wymianie zdań zaczynam żałować, że taki sposób ich przekazania aż tak mi wszystko psuje, że nie mogę przez to przebrnąć. Nieco inaczej skonstruowany świat bardziej by mi odpowiadał i pewnie byłabym zachwycona.
                W każdym razie dziękuję za konkretną dyskusję :)
                • Avatar
                  Marilee 31.10.2012 17:45
                  Re: że co?
                  Z tą realnością to być może masz rację. Ja, na przykład od początku nie oczekiwałam od tej serii realności, spójności czy trzymania się praw fizyki, dlatego nie zawiodło to moich oczekiwań.
                  Jednak muszę przyznać, że wiele aspektów mnie denerwowało i irytowało. Iście zdziecinniała nawet jak na nastolatków postawa głównych bohaterów. Poboczne postacie również, wydawać by się mogło, że mają najzwyczajniej coś z mózgiem. Ale po pierwszych kilku odcinkach wiedziałam, że jest to na sto procent założenie twórców a nie, że po prostu im nie wyszło. Weźmy np. zachowanie Ringo i jej zauroczenie tym nauczycielem. Ot, taka zwykła miłostka, można by powiedzieć. Jednak nie, to nie to. Owszem było to strrrrasznie irytujące, ale jak dla mnie też przerażające. Zauroczenie przeradzające się w obsesję, jakieś chore myśli które mogą totalnie zmienić osobowość postaci. Twórca pokazuje nam tą sytuację najpierw jako pełną dramatyzmu i pompatyczności. I człowiek zaczyna aż w to wierzyć. Po czym mimo tych wszystkich odczuć, obsesji, absurdalności i psychodelizmu całej sytuacji wcale nie była ona aż tak poważna jak nam się wydawało. I o to chodzi w tej serii. Zachowania zostają specjalnie wyolbrzymione. W pewnym momencie widz zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie chodzi o jakieś chore psychicznie osoby, a tutaj tak na prawdę została ukazana zwykła miłość.
                  Według mnie właśnie o to chodzi. I jak najbardziej jestem za tą serią. Po seansie Uteny kilka lat temu (które jest do dzisiaj moim ulubionym anime), nic mnie chyba nie zaskoczy, przynajmniej w tej dziedzinie.

                  Również dziękuję za dyskusję:)
                • Avatar
                  Slova 31.10.2012 18:08
                  Re: że co?
                  Ale to właśnie starsi widzowie doceniają to anime. Motyw segregacji społecznej, odrzucenia tego, co niepotrzebne, powszechnej znieczulicy – to rzeczy tak typowe dla współczesnej Japonii i tak trafnie skrytykowane w tym anime.

                  W tym anime wszystko wyjaśnia się w ostatnim odcinku. komentowanie wcześniej mija się z sensem, bo nie wiesz, o czym to jest.
                  • Avatar
                    Marilee 31.10.2012 18:27
                    Re: że co?
                    Bym jeszcze dodała niemożność pogodzenia się ze śmiercią i samotność.
                    • Avatar
                      kircia 31.10.2012 20:19
                      Re: że co?
                      Zatem wierzę na słowo, bo nie wiem, czy skończę, chociaż teraz może będzie mi łatwiej ;)
                      • Avatar
                        Wiurek 1.11.2012 11:42
                        Re: że co?
                        Mogę powiedzieć, tyle, że serię w męczarniach ukończyłem i mam takie samo odczucie jak kircia.
                        Nie robię tego na przekór, ale faktem jest, że to jedno z najgorzej ocenionych przeze mnie anime. Już trochę czasu minęło i nie pamiętam szczegółów, wiem natomiast, że postaci były tak irytujące jak nigdzie indziej. Bynajmniej nie są to przemyślanie wykreowani bohaterowie, każdy zmieniał się diametralnie w momencie przestawienia nowego faktu, który postacią tak naprawdę był już znany wcześniej. Jasne, że anime mogło mieć aspirację do przemycenia pewnych wartości moralnych, ale to jak nierealistycznie i mało wiarygodnie zostało przedstawione, liczy się w wersji finalnej.
                        • Avatar
                          gaijin 1.11.2012 15:59
                          Re: że co?
                          No to może ja się pokuszę o podsumowanie. Anime traktuje o sprawach poważnych, jednak w niezwykle lekkiej formie. ten styl niewątpliwie jest kontrowersyjny i trudno mi się dziwić, że dla niektórych wręcz rażący. Jednak już pomijając kwestię gustu sam fakt, że wywołuje takie ciekawe dyskusje sprawia, że jest wartościowe. To jak z filmami Tarantino (Kill Bill, Grindhouse): niby szmira, ale przecież za tę zabawę konwencją go kochamy ;)
                          • Avatar
                            kircia 1.11.2012 20:04
                            Re: że co?
                            Nie spodziewałam się, że jedna moja wypowiedź wywoła taką dyskusję, ale to dobrze. Im więcej przeczytałam, tym lepszy mam obraz całości. Właśnie przez tę formę przekaz stał się dla mnie niejasny, a co gorsza, niektóre sprawy wydają mi się wręcz wyolbrzymione i do przesady tragiczne, co już by tak nie raziło właśnie z innymi bohaterami. Tu także popieram Wiurka, nie jest to ten gatunek chaosu, jaki cenię.
                            W recenzji jest napisane coś o jeździe bez trzymanki. Oglądając zastanawiałam się, kiedy się zacznie, w końcu wysiadłam nieco znudzona :)
                            Jeśli bohaterowie tego anime byliby starsi i nie tak histeryczni, chętnie bym je obejrzała w takiej postaci, bo nie wątpię, że coś w tym jednak jest.
  • Avatar
    A
    Wiurek 17.08.2012 12:58
    ...
    Szczerze, jedno z najgorszych anime jakie widziałem. Płytkie postaci, niespójna fabuła, ale ludziom widać mimo wszystko się podoba, widać głupie anime są teraz poważane.
    • Avatar
      Slova 17.08.2012 13:18
      Re: ...
      Normalnie… napisałeś wszystko o tym anime, tylko na odwrót.
    • Avatar
      gaijin 1.11.2012 15:55
      Re: ...
      Ale pojechałeś. Byłabym wdzięczna, gdybyś przy okazji anime nie obrażał tych, którzy maja inne zdanie na ten temat.
  • Avatar
    A
    nekobasu 1.08.2012 23:20
    kanashimi wa mou takusan nanda
    reżyser „Uteny”? no to już wszystko jasne, dlaczego podskórnie kojarzyła mi się z nią wiwisekcja osobistych dramatów bohaterów ;)

    niestety, to co w „Utenie” zagęszczało akcję w bardzo intrygujący i wielowarstwowy sposób, tutaj, już nie tak umiejętnie poprowadzone, spowalnia ją i rozrzedza. od 3/4 serię oglądałam z postępującym zmęczeniem i znudzeniem – nie dość, że dramaturgia przybiera coraz bardziej absurdalne formy (nie przekonuje mnie na dłuższą metę przeszłość żadnego z bohaterów, a jak mnie coś nie przekonuje, to przestaje mnie obchodzić), to jeszcze jest podlewana niestrawnymi gadkami o przeznaczeniu i bratersko­‑siostrzanej miłości. w ogóle związana z przeznaczeniem symbolika jest w „Mawaru Penguindrum” dość oczywista, przy czym o ile metro jeszcze się broni identyfikacją wizualną (świetny patent z Double H w roli metrowo­‑życiowych filozofek z ekranu), o tyle jabłko – nigga, please…

    końcówka serii osłabia też bardzo dobre wrażenie wywołane początkiem – w tym głównie oprawą audiowizualną. podobały mi się właściwie wszystkie piosenki (zwłaszcza główny ending), a graficzne zabawy z konwencją wypadły po prostu świetnie. szczególnie brawa za wspomniane już metro, ukazanie tłumu jako zbioru piktogramów oraz wątek miłosny Ringo i Tabukiego w formie wycinankowego musicalu :D

    podsumowując: seria nierówna z tendencją zniżkową i pod koniec nuży, ale jeśli kto lubi zabawy graficzne, można dać szansę. zakończenie też nie AŻ TAK złe ;) ofk nie wymknęło się pewnej sailor­‑moonowej schematyczności (i nagości), ale motyw  kliknij: ukryte  jest całkiem niegłupim pomysłem na zamknięcie tej historyjki.
  • Avatar
    A
    budyń 16.06.2012 11:05
    Shibireru darou...
    Tyle co skończyłem oglądać i to anime jest świetne. Ostatni odcinek wyjątkowo mi się podobał w przeciwieństwie do recenzanta. Fabuła na dłuższą metę spójna. Niestety tylko na dłuższą metę bo w drugiej połowie zaczęto robić retrospekcje które były sprzeczne z linią fabularną. kliknij: ukryte 
    Podobał mi się temat który był mistrzowsko wykonany – „przeznaczenie”. Naprawdę rozważania bohaterów dają do myślenia o tym świecie. Fajnym zabiegiem okazało się stopniowe dorastanie fabuły. Na początku przygłupie anime potem akcja na poziomie death note. Przypomina to trochę madokę tylko, że dorastanie jest znacznie dłuższe i męczące.Wszechobecne pingwinie motywy… cóż mi się podobały bo lubię pingwiny, ale jak ktoś ich nie cierpi raczej nie skończy ( ach, te ichnie dźwięki „KYUUN”)
    Ci co obejrzeli już po samym temacie znają moją ulubioną postać z tego anime. On ma zbyt wiele plusów aby wymieniać (jak chociaż króliki które kocham :3, kawaii). Co do innych postaci naprawdę dają się lubić. Jedynie Ringo trochę mnie irytowała. Muzyka naprawdę wpada w ucho zwłaszcza drugi opening.
    Podsumowując świetna seria, jednak te retrospekcje uniemożliwiają dać oceny powyżej 8/10. Dlatego idę na kompromis 8/10 i ulubione. Dayo nee…
    • Avatar
      Kanaria. 21.06.2012 12:15
      Re: Shibireru darou...
      Kto Ci powiedział,że Tabuki (nauczyciel) jest w wieku Kanby i Shomy?!
      Może tak.
       kliknij: ukryte 

      Wydaję mi,że oglądałeś serię z jakimś dziwnym tłumaczeniem,albo po prostu coś Ci umknęło.
      • Avatar
        budyń 22.06.2012 19:21
        Re: Shibireru darou...
         kliknij: ukryte 
        No naprawdę teraz już nie wiem. Dlatego pod koniec serii tych retrospekcji nie brałem na poważnie tylko informacje z nich wynikające.
        Też myślę że miałem poryte tłumaczenie jak teraz na to spojrzę.
        • Avatar
          Avellana 22.06.2012 19:49
          Re: Shibireru darou...
          To akurat da się dość prosto zrozumieć (jak mało co w tej serii akurat):  kliknij: ukryte 
          • Avatar
            Kanaria. 26.06.2012 19:23
            Re: Shibireru darou...
            Właśnie,w jednym odcinku pokazali retrospekcje z różnych okresów czasowych:  kliknij: ukryte 
            • Avatar
              budyń 4.07.2012 08:36
              Re: Shibireru darou...
              Po ponownym obejrzeniu tego anime wszystko rozumiem. Na początku jest wiele istotnych informacji o których zapomniałem.
  • Avatar
    A
    przecinek 6.05.2012 00:12
    Anime mi się podobało. Nie potrafię powiedzieć czemu, ale po prostu mi się podobało i tyle.

    ...jednak było w nim dużo rzeczy, których nie zrozumiałam. Nie będę wypisywać ich, ale po prostu były. Nie wiem, może ja jestem za głupia na to anime, może nie zrozumiałam jakichś metafor albo nie poskładałam czegoś do kupy… Tak czy inaczej mam po tym anime trochę pustkę w głowie.
  • Avatar
    A
    gaijin 26.04.2012 15:01
    Genialne
    Na początku zastanawiałam się, co twórcy palili niedozwolonego przy tworzeniu tej serii. Jednak od razu zorientowałam się, że za tą lekką i szaloną formą kryje się historia znacznie bardziej poważna. Pewnie dlatego to spokojniejsze zakończenie mi nie przeszkadzało. Takiego jego charakteru właśnie się spodziewałam.
    Anime gorąco polecam. 10/10.
  • Avatar
    A
    Yumi 20.04.2012 20:54
    Unmei ga warau...
    Mawaru Peinguindrum to seria, na którą ostrzyłam sobie ząbki od bardzo dawna wiedziona właściwie… nie wiem sama czym, chyba intuicją i kadrami. Nie przeczytałam ani jednego opisu fabuły, recenzji, niczego, a podświadomie oczekiwałam czegoś Wielkiego. Na nazwisko reżysera też spojrzałam później, choć fakt faktem, że przed seansem. Zazwyczaj w takich przypadkach spotyka mnie większe lub mniejsze rozczarowanie, jednak nie tym razem.

    Uwielbiam wielowarstwowość i wielowątkowość fabuły, lubię być zaskakiwana w trakcie seansu i całe anime odkrywać sama, na własną rękę przekonać się, o czym tak naprawdę jest. W przypadku Mawaru Peinguindrum, jeśli ktoś zapytałby „o czym to?”, autentycznie nie wiedziałabym, co odpowiedzieć: chyba najpierw musiałabym zapytać, który poziom opisać. Ale to właśnie ta wielopoziomowość jest absolutnie cudowna i to dzięki niej oglądałam Mawaru z takim zafascynowaniem, zwłaszcza w drugiej połowie zastanawiając się, co też za niespodzianką wyciągną twórcy z zanadrza, choć zgadywanie nie miało sensu, bo zazwyczaj nie dało się uniknąć zaskoczenia, tak umiejętnie to było przygotowane. Kunihiko Ikuhara, stojący rzecz jasna za słynną Uteną, jest reżyserem Mawaru Penduindrum, i to się czuje niemal od początku – elementy, których nie umiem do końca nazwać, a które są bardzo charakterystyczne dla obu serii i po prostu „utenowate”, inaczej ich określić nie sposób. Dbałość o szczegóły, którą wprost uwielbiam, istotność detali: choćby pingwiny symbolizujące Himari, Sho i Kana, skądinąd urocze – warto im się przyjrzeć, pomagają zrozumieć intencje bohaterów lub trafnie podsumowują ich działania; jabłko kojarzone oczywiście z Ringo (choć, tak na marginesie, graficzne pokazanie go w openingu niesamowicie kojarzyło mi się z Death Notem), że nie wspomnę o metaforze pamiętnika czy pojawiających się później czarnych królików, a już Sanetoshi wyglądał, jakby go żywcem wyciągnięto z Uteny. Do tego oczywiście cała masa metafor.

    No ale dobrze, ja tutaj gadam bez ładu i składu właściwie nie wiadomo o czym, a miałam przejść do sedna i esencji tej serii, która w gruncie rzeczy jest całkiem prosta i oczywista, inaczej niż w Utenie, do której rzeczywiście każdy może dorobić sobie własną teorię. Rozważania nad przeznaczeniem – nie tyle nad jego istnieniem, to raczej pokazywanie stosunku poszczególnych postaci do niego, połączonych przecież mocnymi nićmi losu, wplecionych w pajęczynę fortuny, bo patrząc na przebieg zdarzeń rzeczywiście trudno jest wątpić, że przeznaczenie istnieje. Przewrotny los, „unmei” (jak ja uwielbiam brzmienie tego słowa po japońsku!), doprowadza nawet do sytuacji, w której ta, która najbardziej w nie wierzyła i ufała, musi przeciwstawić się przeznaczeniu i odmienić sytuację, zaś ten, który go nienawidzi, biernie poddaje się losowi. Seria nie mówi oczywiście tylko o przeznaczeniu samemu w sobie, głównie widzę tu zastanawianie się nad tym, co je buduje? Jak wielki wpływ mają rodzice na to, co się później dzieje z ich dziećmi? Nie tylko rodzice, ale bliscy w ogóle? To był właśnie ten niesamowity pierwiastek, ta część, która starała się przekazać mityczne 'coś więcej'. Dlaczego na dzieci mają spadać grzechy rodziców? Nie zrozumiem nigdy tego dziwnego systemu, według którego społeczeństwo uznaje, że za popełniony z pełną świadomością przez dorosłego człowieka czyn odpowiedzialność ma ponosić również jakakolwiek bliska mu osoba, nawet jeśli była niczego nieświadoma, zwłaszcza w przypadku, kiedy 'sprawiedliwość' nie jest w stanie dosięgnąć rzeczywistego winowajcy. Oczywiście czyny rodziców same w sobie wpływają również na psychikę dziecka, widać to tutaj bardzo wyraźnie – w przypadku Masako, ale również Kana, Shoumy, Yuri, i chyba tylko jedna Himari pozostaje na całą przeszłą sytuację obojętna, choć ona jest jej również najmniej świadoma. Mawaru Penguindrum właśnie w tym miejscu dotyka najpoważniejszych tematów, ale robi to rzeczywiście z niezwykłym wyczuciem, głównie poprzez mniej lub bardziej wyraźne metafory, nie mówi niczego wprost, unikając tym samym sztucznych dialogów, wyznań i przegadanych scen. Wystarczy odpowiednio dobrana sceneria, kilka trafnych kadrów i niewielka ilość tekstu, by namalować obraz skrzywdzonego dziecka aż nazbyt wyraźnie. Dziecka, które prędzej czy później będzie musiało stać się dorosłe, a nie jest na to zupełnie gotowe, bo wciąż pozostaje okaleczone psychicznie. Bycie rodzicem to wielka odpowiedzialność… Demony przeszłości, których przyczyną są właśnie rodzice, nie opuszczają bohaterów Mawaru Penguindrum do samego końca serii i nie opuszczą pewnie nigdy. Tak prosty, a jednocześnie niesamowicie wstrząsający obraz miejsca o przewrotnej nazwie „Child Broiler”, który wrył mi się w pamięć bardzo intensywnie, a jest przedstawiony jako coś tak oczywistego, że obserwowanie tego miejsca okazuje się naprawdę bolesne i nieprzyjemne, bo to, czego nie pokazano dosłownie, każdy przecież sobie z łatwością dopowie.

    Brzmi poważnie? Bardzo, prawda? Cóż, gdyby mi ktoś to wszystko powiedział na etapie ósmego, dziesiątego odcinka, nie uwierzyłabym. I to jest, naturalnie, kolejny plus. Mawaru Penguindrum nie wrzuca widza w sam środek akcji, problemów, etycznego grzęzawiska ani emocjonalnego rozgardiaszu. To jest typ historii, w której poszczególne wątki wprowadzane są stopniowo, a problematyka zostaje na początku jedynie delikatnie zarysowana, by później nabierać kształtów. W rezultacie widz sam nie wie, kiedy sielanka widoczna na ekranie jeszcze kilka odcinków temu, przekształciła się w coś o wiele poważniejszego, choć w jakiś dziwny sposób zachowującego pierwotny klimat. Tutaj mamy wręcz przepiękne obrócenie sytuacji, ale następujące w sposób całkowicie naturalny. Co dostajemy na początku? Zwyczajne, szczęśliwe rodzeństwo Takakura pewnego razu w wyniku dziwnego splotu okoliczności spotyka pewną licealistkę, Ringo Oginome. Świruskę, która z powodu jakiegoś głupiego pamiętnika siostry stalkuje nieświadomego niczego nauczyciela. Wymyśliła sobie, że będzie z nim za wszelką cenę, bo takie jest jej przeznaczenie… A przecież ten facet jest od niej dwa razy starszy, w dodatku ma bardzo miłą narzeczoną! Ale Ringo jest nieugięta i w całą sytuację poniekąd na siłę wplątuje Sho. Pojawia się równie dziwna i sprawiająca wrażenie niezrównoważonej panienka z dobrego domu, Masako, która kręci się w pobliżu Kana, nie wyjaśniając nigdy, jaki jest cel jej działań. Te wątki czysto obyczajowe są bardzo zajmujące, o pojawiającej się na ledwie kilka minut dziwacznej gadającej czapce niezwykle łatwo zapomnieć, choć przecież to ona powinna być najistotniejsza, ona jest też przyczyną spotkania Sho i Ringo. Równie łatwo zapomnieć o spotkaniach Kana z podejrzanie wyglądającymi ludźmi, od których bierze pieniądze, właściwie nie wiadomo za co. I tak dalej, i tym podobne, tymczasem im więcej dowiadujemy się o danej postaci, tym bardziej błędne stają się pierwsze wrażenia, a poważne wątki niby­‑fantastyczne powoli zapuszczają swoje macki wgłąb serii. I w ten właśnie sposób na sam koniec najniewinniejszą, najczystszą postacią okazuje się Ringo. Kto by pomyślał, prawda? Trudno jest obrócić sytuację do tego stopnia obywając się bez deus ex machina, a ta seria poradziła sobie z tym zadaniem doskonale – i ten element jest chyba jej największym walorem. Oto są bohaterowie z krwi i kości, którzy czują, myślą, słowem mają solidne zaplecze psychologiczne.

    Jeśli jest jakaś rzecz, która mi w tej serii bardzo mocno nie gra, jest nią zakończenie. Co prawda nietypowe dla Japończyków, którzy zwykle mają skłonności raczej do grożenia placem, mówiąc „nie igraj z przeznaczeniem, bo źle na tym wyjdziesz”, zakończenie zapisuje się na plus. Jednak poza ogólnym jego wydźwiękiem… nie. Nie lubię happy endów, które zostają przyprawione nutką goryczy i nie są do końca „happy”. Obrót wydarzeń mi się bardzo stanowczo nie podoba, tym bardziej, że zaprzepaszcza doskonale zapowiadający się wątek romantyczny.  kliknij: ukryte 
    Krótko o stronie technicznej. Muzyka niesamowicie mi się spodobała, zwłaszcza oba openingi i wszystkie endingi kupiły mnie całkowicie, także animacją, która była wręcz cudownie dopasowana do tekstu i dźwięku. Seiyuu spisali się znakomicie, nie wyobrażam sobie innych głosów w tych rolach (aż trudno mi kogoś wyróżnić, po prostu… wszyscy!), a z nieraz trudnymi rolami poradzili sobie świetnie. Grafika… no cóż, właśnie w warstwie wizualnej tkwi wiele szczegółów, o których wspominałam wcześniej, dlatego trzeba uważnie patrzeć – choćby na teksty pojawiające na elektronicznych tablicach metra i postacie im towarzyszące. Wrażenie wyobcowania, ale i skupienia się całkowicie na głównych i drugoplanowych bohaterach, potęgowały białe ludziki zastępujące tłum. Poza tym projekty postaci spodobały mi się bardzo. Takie… plastyczne, kolorowe, momentami po prostu śliczne. Warto zwrócić uwagę na różnicę między pingwinami towarzyszącymi głównym bohaterom, a tymi z akwarium.

    Cóż mogę powiedzieć? Uwielbiam serie takie jak Mawaru Penguindrum i szczerze polecam je wszystkim, choć nie każdemu zapewne przypadnie do gustu. Na pewno tym, którzy szukają treści podanej w interesujący sposób, spodoba się mniej lub bardziej.
    • Avatar
      hitsujin 20.04.2012 23:07
      Jabłko
      jabłko kojarzone oczywiście z Ringo (choć, tak na marginesie, graficzne pokazanie go w openingu niesamowicie kojarzyło mi się z Death Notem)


      „Ringo” rzeczywiście stanowi tu smakowity kąsek dla poszukiwaczy interpretacji. Jabłko to przecież jeden z najbardziej podstawowych symboli biblijnych – no bo czymże innym jest jabłko z wspomnianego Death Note'a, w dodatku smakowicie pożerane przez, jakby nie było, demona, wiecznie śmiejącego się z ludzkiej głupoty i ambicji? Wydaje mi się, iż w Mawaru tak samo mamy do czynienia z pewną pokusą – tutaj chęcią przezwyciężenia losu (opowiastka o trzech owieczkach…), nawet nie własnego, a cudzego. Przeciwstawiając się śmierci Himari bracia jednocześnie przechodzą przez cienką granicę ograniczającą to, co ludzkie i tego, co należy do wymiaru ponad (boskiego?) – w pewnym sensie wszystkie postaci usiłują tę granicę przekroczyć, by móc decydować o życiu innych, z rodzicami głównych bohaterów i różowowłosym lekarzem (zapomniałam imienia…^^')na czele – co z kolei przywodzi na myśl zamach w tokijskim metrze (w końcu członkowie Aum Shinrikyo też mieli na celu dobro tych, których zabili…). Prawdę mówiąc, wydaje mi się, że nawet bardziej niż o przeznaczeniu seria mówiła właśnie o owym przekraczaniu granic (bunt polega nie tylko na zanegowaniu własnego losu, ale i chęci naprawy całego społeczeństwa), jabłko zaś z jednej strony stanowiło symbol pokusy (by stać się kimś więcej niż człowiek, móc decydować o losie własnym i cudzym), a z drugiej – ostrzeżenie przed karą, nieuchronną ceną. Zawsze jest przecież jakiś demon, sarkastycznie śmiejący się z ludzkiej głupoty i ambicji (tutaj chyba można by umieścić w tej roli króliki…).

      Takie miałam wrażenia po seansie, przepraszam, że trochę to wszystko mętne… ale jak tak na to spojrzeć, Mawaru trochę przypomina Death Note'a, nie tylko pod względem jabłka(sama jestem zaskoczona takim wnioskiem).
      • Avatar
        Yumi 20.04.2012 23:19
        Re: Jabłko
        Aha, chyba przeliczyłam się twierdząc, że przesłanie Mawaru jest oczywiste. Ja skupiłam się na samym aspekcie przeznaczenia, głównie właśnie warunkującej je roli rodziców, bo to był element, który mnie najbardziej w serii poruszył i zainteresował. Przekraczanie granic? Oczywiście, chyba właśnie to miałam na myśli twierdząc, że Himari mimo wszystko powinna umrzeć. Według mnie właśnie to byłaby najdotkliwsza kara. Zaś na drodze, którą obrała seria, mimo wszystko cel został osiągnięty, a kara, paradoksalnie, w gruncie rzeczy Takakurów ominęła – co akurat wpływa na ogólne przesłanie serii. Symboli takich jak jabłko jest tu pewnie o wiele więcej, ale ktoś taki jak ja raczej ich wszystkich nie odczyta ^^'

        Twoje spostrzeżenia są bardzo ciekawe. Mnie jabłko kojarzyło się raczej z usymbolizowaniem Ringo jako klucza, najważniejszej wskazówki i osóbki, która w pewnym momencie niejako stanowi centrum i trzon fabuły (jak się potem okazuje, z powodu Momoki) wyrywany sobie przez poszczególne postacie z rąk do rąk.

        Sanetoshi. Bibiotekarzo­‑lekarzo­‑duch nazywał się Sanetoshi :)
        • Avatar
          hitsujin 21.04.2012 08:52
          Re: Jabłko
          Jak dla mnie, wszystkie opinie mają równe prawa – i dlatego właśnie interpretowanie jest takie ciekawe^^. A związki rodzinne w Mawaru zasługują na osobną analizę…

          Co do zakończenia serii, to fakt, można sobie wyobrazić lepsze (nie koniecznie od razu Happy End, tutaj nie za bardzo nawet pasuje) – z drugiej strony, bracia zapłacili swoją cenę, a nadmiernie ich karanie (tak jak w historii o trzech owieczkach) byłoby przejawem właśnie owego japońskiego pesymizmu. Swoją drogą, może mój pogląd jest nieco heretycki, ale uważam, że jabłko z drzewa wiedzy dobrego i złego bezwzględnie zjeść należało. Bunt, robienie czegoś na opak jest nieodzownym elementem dorastania, w końcu – i nie jest to jedynie europejski sposób myślenia, ciekawe są relacje mistrzów zen o drodze prowadzącej do satori (oświecenie), na przykład:
          kiedyś myślałem, że góry są górami a rzeki rzekami; potem zacząłem zgłębiać nauki i zrozumiałem, że góry nie są górami, a rzeki nie są rzekami; teraz, gdy osiągnąłem oświecenie, wiem, że góry to góry, a rzeki to rzeki
          . Z pozoru jest to zupełnie bez sensu (ale tylko z pozoru, uwierz mi^^'), mówi jednak z grubsza o tym samym – o potrzebie przejścia drogi, która zawiera w sobie negację (zaprzeczenie status quo, niekoniecznie od razu bunt), by dojść do pełnego zrozumienia rzeczy (tu oświecenia). Na pierwszy rzut oka jest to zatoczenie koła, jednak mam wrażenie, że tego typu doświadczenie powinno przebiegać na kształt spirali (Tengen toppa gurren lagann się kłania…) – nie osiągnęłam ani oświecenia, ani nie zostałam świętą, więc nie wiem^^'.
          Mam wrażenie, że również zakończenie Mawaru, choć „nie takie, ni siakie”, jednak nie doprowadziło bohaterów do punktu wyjścia.

          Przepraszam, znów się rozpisałam. Snucie niepraktycznych dywagacji to mój konik i największa wada-.-'

          Z pozdrowieniami od fanki Princess Tutu
          • Avatar
            Yumi 21.04.2012 17:52
            Re: Jabłko
            Ależ nie masz za co przepraszać, to bardzo ciekawe, co piszesz. Taka wymiana interpretacji to najlepsza rzecz, jaką mogłam sobie wymarzyć pod moim komciem ;)

            Tak, gdzieś kiedyś czytałam, że Bóg wcale nie pokarał pierwszych ludzi za złamanie jego zakazu, ale za to, że uczynili to tak późno. Że jako rodzic pragnął, aby jego dzieci dojrzały przechodząc także przez nieodzowny okres buntu (wskazany przez Ciebie), bo przecież musiał wiedzieć, jakie skutki wywoła stawianie pokusy na widoku. I że zdenerwował go nie sam uczynek, ale fakt, że zamiast oskarżyć Go o dziwne zachowanie, ukrywanie prawdy czy chociażby zapytać „dlaczego?”, dzieci pokornie przepraszały i błagały o litość. Tak więc zdecydował, że skoro są tak opornymi uczniami, same dorosną w sposób o wiele bardziej trudny i skomplikowany. Powiem szczerze, że taka interpretacja przekonuje mnie o wiele bardziej niż dosłowny odbiór historii. Ale to tak na marginesie :)

            Powiem inaczej: dla mnie zakończenie było trochę pójściem na łatwiznę i pod pewnym względem było schematem (ile razy ludzie ginęli w obronie ukochanych osób?), którego akurat wyjątkowo nie lubię. Przyznaję, że taki zupełny happy end byłby mocno nie na miejscu, ale zirytowało mnie jednak mocno plątanie w całą sytuację Sho, który w pewnym sensie znalazł się tam przypadkiem, na doczepkę i akurat jego poświęcenie jakoś tak… sama nie wiem, po prostu nie. Kanba dążył do samozagłady od dłuższego czasu, w jego przypadku to było do przewidzenia i nieuchronne, z kolei jego brat reagował spontanicznie (co, jak się zastanowić, też ma swój urok). A poza tym dla mnie to chyba typowe – jak mam szablonowy happy end, marudzę że pójście na łatwiznę, a jak go nie mam, to też mi nie pasuje ^^'

            O, właśnie w Princess Tutu zakończenie było moim zdaniem idealnie rozegrane. A to, co nie podpasowało, zawsze można było sobie dopowiedzieć…

            Pozdrawiam również ;)
            • Avatar
              hitsujin 21.04.2012 20:36
              Re: Jabłko
              A, to ciekawa interpretacja, którą przytaczasz – nie słyszałam jej wcześniej Tak już zupełnie na marginesie, Erich Fromm w książce „Buddyzm zen i psychoanaliza” (wiem, tytuł odstrasza na kilometr^^') analizuje właśnie tę historię biblijną jako symboliczne narodzenie się jaźni z nieświadomego (wcześniejszego braku rozróżniania), a właściwie początek rodzenia się jaźni, bo koniec procesu przypada na osiągnięcie pełnej dojrzałości.

              Wracając do zakończenia Mawaru, mnie też było żal, że Ringo i Sho, nie dość, że się rozstali, to jeszcze ona całkowicie zapomniała o jego istnieniu. Z drugiej strony – jak już zauważyłaś, Ringo jest ostatecznie najczystszą i najniewinniejszą postacią, gdyby spotkał ją taki sam los, jak Momokę (a musiałby spotkać, gdyby Sho jej nie ocalił – w pewnym sensie to właśnie ona była w to wszystko wplątana mimo niemal całkowitego braku związku z całą sprawą, Sho jednak związek miał – Sanetoshi kontynuował bądź co bądź to, co zaczął wraz z jego rodzicami), to dopiero byłoby ponure zakończenie. Więc jak już ktoś miał zostać przy życiu, lepiej, że zostały Ringo i Himari, niż Kanba i Sho, dla nich byłoby to właśnie jak kara z owej bajki o trzech owcach – by była najboleśniejsza, odebrane zostałoby to, co kochali najbardziej. Choć z drugiej strony, takie zakończenie sprawia, że to tą niewinną Ringo spotkała ta najgorsza kara (gdyby pamiętała, jeszcze gorsza)... masz rację, tak czy siak jest źle^^'. Mam wrażenie jednak, że takie a nie inne zakończenie przekazywało jedno: tylko najwyższe poświęcenie – siebie i swojego życia – gwarantuje sukces w walce z losem…
              Dobrze chociaż, że Tabuki odnalazł własną ścieżkę w życiu bez takich poświęceń, przynajmniej ta dwójka została szczęśliwa.

              A co do Princess Tutu, to skończyłam oglądanie z jedną nadzieją, mianowicie – że Fakia jak najszybciej zacznie pisać następną powieść o Ahiru;)W tym wypadku bezwzględnie wymagam Happy Endu.
              • Avatar
                Yumi 21.04.2012 22:17
                Re: Jabłko
                O właśnie, jeszcze wątek Tabukiego, o którym zupełnie zapomniałam wspomnieć, świetnie poprowadzony i mający najwięcej wspólnego z pięknie odwróconą sytuacją, o której wspominałam.

                Wiesz, moim zdaniem o wiele lepiej i zwyczajnie bardziej fair byłoby, gdyby Ringo jednak go pamiętała. Wiedza zawsze jest lepsza od niewiedzy, mimowolnie wracamy do drzewa poznania. Jakkolwiek bolesne by to nie było, chyba na jej miejscu wolałabym zachować wspomnienia. Jednak ostatecznie – i tak źle, i tak niedobrze, a moje preferencje odnośnie zakończenia pewnie i tak sprowadzają się do „być albo nie być” wątku Sho i Ringo. Ale prócz tego mam jeszcze jedno nieprzyjemnie skojarzenie – w anime sytuacja wygląda zupełnie tak, jakby płeć piękna nie mogła sobie sama poradzić z sytuacją, i to widać w każdym z wątków (z wyjątkiem Momoki, którą ostatecznie i tak spotyka przykry los. Nieważne, czy idzie o Himari (która w pewnym momencie wyraźnie dawała do zrozumienia, że woli umrzeć niż patrzeć na bezowocną walkę i zadręczanie się swoich braci), Ringo, Masako (ona miała najwięcej charakteru, ale było nie było, to Sanetoshi ją ostatecznie uratował), czy nawet o Yuri. Panie mogą robić sobie co chcą, ostatecznie to panowie przychodzą i biorą sprawy w swoje ręce, do nich należy ostatnie słowo. Może to przypadek, może jestem przewrażliwiona, ale w pewnym momencie uderzyło mnie to mocno.

                Jeśli chodzi o Sho – nie chodziło mi o jego powiązanie z całą sytuacją jako taką (choć warto pamiętać, że to Kanba podzielił się z nim symbolicznym owocem przeznaczenie, nie na odwrót – i tu chyba wracamy do jeszcze innej, najważniejszej roli jabłka, o której wcześniej zupełnie zapomniałam), ale o to, że do pociągu przeznaczenia dostał się inaczej niż Kanba (który planował całą sytuację od dawna), Sanetoshi (patrz wyżej), Himari (przywleczonej przez Kana – i znowu wracamy do jej roli, która sprowadza się do przedmiotu wyrywanego z rąk do rąk, w pewnym momencie zaczęło mnie to irytować, ratowanie za wszelką cenę bez brania pod uwagę jej zdania) czy Ringo (która miała konkretny cel i plan, a biorąc pod uwagę pamiętnik, przez który właśnie połączona jest z Momoką, i przez samą Momokę, która jest jej siostrą – więc jednak związek jest, abstrahując do tego, co napisałaś). Sho biegnie tam impulsywnie, nie mając właściwie żadnego konkretnego pomysłu, co zrobi, gdy już się tam dostanie – ba, on nawet się nad tym nie zastanawia. Wiedziony jest przez czapkę­‑Momokę, chęć ratowania Himari i powstrzymanie brata przed strasznym czynem, ale działa nagle, bez przygotowania.

                Oj tak, ja także nie dopuszczam w ogóle innego zakończenia Tutu, nawet na przekór pewnej scenie w endingu, która może jednak sugerować, że Ahiru pozostanie w formie naturalnej już zawsze ;)
                • Avatar
                  aotoge 21.04.2012 22:39
                  Re: Jabłko
                  Śledzę waszą rozmowę z zainteresowaniem i uwagą, ale, na litość, czy mogłybyście zasłaniać spoilery?
                  • Avatar
                    Yumi 21.04.2012 23:15
                    Re: Jabłko
                    Ups… kajam się, zupełnie nie pomyślałam o postronnych czytelnikach, a raczej zakładałam, że jeśli będzie im się chciało czytać taką ilość tekstu, to będę mieli już serię za sobą. No a to i tak cały komentarz by trzeba ukryć, bo nie wiadomo, co przez kogo może być uznane za spoiler. Ale tak na przyszłość zrobię, przepraszam :>
                  • Avatar
                    hitsujin 21.04.2012 23:28
                    Re: Jabłko
                    Kajam się i poprawiam (vide: komentarz poniżej), choć mam wrażenie, że to już musztarda po obiedzie… co do reszty można liczyć jedynie na łaskawą moderację.

                • Avatar
                  hitsujin 21.04.2012 23:22
                  Re: Jabłko
                  O tak, wątek Tabukiego był bardzo dobrze poprowadzony, choć jedna scena nie do końca mi się podobała –  kliknij: ukryte .

                  Wracając do zakończenia – muszę się przyznać, że nie mam serii na świeżo w pamięci i trochę już mi się pozacierało, kto i kiedy wsiadał do pociągu (z czego wniosek, że zakończenie nie zrobiło na mnie większego wrażenia, jest wiele scen, które pamiętam znacznie lepiej). Ale do rzeczy: napisałam, że Ringo nie miała z tym praktycznie związku, i podtrzymuję swoją opinię –  kliknij: ukryte  Tak mi się przynajmniej wydaje, i świadomość, że dzieci nie odpowiadają za zbrodnie swoich rodziców, nic tu nie pomaga. Po prostu już sam fakt, że jesteśmy z kimś blisko, implikuje poczucie odpowiedzialności – bo chyba to właśnie oznacza „nie być kimś obcym”, takie mam wrażenie. Jeśli odcinamy się od zbrodni tych, których kochamy, to już właściwie możemy od razu skreślić jakiekolwiek związki międzyludzkie…

                  Dobrze, że przypomniałaś tamto jabłko, całkiem o nim zapomniałam^^'. Mam wrażenie, że wtedy po prostu przyjęli wspólny los, czyli – w pewnym sensie,  kliknij: ukryte 

                  A, i jeszcze wracając do zapominania – masz rację, lepiej,  kliknij: ukryte prawdę mówiąc nie wiem. Tak piszę o tym „dorastaniu”, ale jak przychodzi co do czego, to po prostu nie wiem… i tu znowu odejdę od tematu, ale wybitny pisarz japoński, Natsume Soseki napisał kiedyś wspomnienie o kobiecie, która przyszła opowiedzieć mu o tragedii, jaka ją spotkała – samej tragedii nie opisał, stwierdził natomiast, co ową kobietę bolało najbardziej: że jej ranę ukoić może jedynie czas, ale jednocześnie ten sam czas nieuchronnie odbierze jej wyraziste wspomnienie o tym, co najbardziej kochała.
                  • Avatar
                    Yumi 22.04.2012 21:16
                    Wsiadłam do ekspresu, nie przypuszczając, że aż do Nibylandii porwie mnie...
                    Co do związku Ringo z całą sytuacją – OK, mi wcale nie chodziło o jej uczucia. Ja miałam na myśli  kliknij: ukryte  I cała sprawa przybiera zupełnie inny obrót, dlaczego zapomniałam o czymś tak ważnym? Masz rację, to było uwspólnienie ich losu –  kliknij: ukryte 

                    A wracając jeszcze do Ringo – możemy sobie gdybać, jak byśmy się poczuły, ale faktem jest,  kliknij: ukryte 

                    Oj tak, wspomniana przez Ciebie scena z Tabukim była naprawdę dziwna.  kliknij: ukryte 

                    Zwróciłaś uwagę na scenę z samej końcówki,  kliknij: ukryte 
                    • Avatar
                      hitsujin 22.04.2012 23:25
                      Re: Wsiadłam do ekspresu, nie przypuszczając, że aż do Nibylandii porwie mnie...
                      Ostatnia scena, tak? To jest kolejna zagadka i znowu wiąże się z jabłkiem… ciekawe jest to, że  kliknij: ukryte 

                      Przepraszam, poszłam na łatwiznę i ukryłam cały komentarz;)

  • Avatar
    A
    harnassc 23.03.2012 21:13
    bardzo fajne anime i ocenił bym je wyżej niż 7, gdyby nie tandetne białe ludki (takie coś może odstraszyć) no i było jeszcze parę cukierkowych wręcz rzeczy które mi się nie podobały,ale mniejsza o nie. Anime poza ludkamiXD ma bardzo ładną grafikę, ciekawe postacie, oraz wciągająca fabułę. Ode mnie ma 7/10 polecam
    • Avatar
      aotoge 23.03.2012 22:11
      Jakie „białe ludki”?
      • Avatar
        Eliz1323 23.03.2012 22:53
        Chyba chodzi o tłum, i wszystkie inne postaci robiące tylko za tło ;p
        • aotoge 24.03.2012 00:18:27 - komentarz usunięto
          • Eliz1323 24.03.2012 09:25:17 - komentarz usunięto
    • Avatar
      harnassc 24.03.2012 20:00
      Eliz1323ma rację! chodzi mi właśnie o to
    • Avatar
      Łakomczuszek Pospolity 24.03.2012 20:19
      Hmmm… Mi się akurat takie chwyty podobają, dodają takiej wyjątkowości i pozwalają zwracać uwagę na to co istotne.^^
  • niezupełnielaik 17.03.2012 19:44:58 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Kanaria. 13.03.2012 18:03
    Triple H.
    Mawaru Penguindrum to anime,do którego podchodziłam z dystansem.Patrząc na kadry wrzucone tu na stronie,zastanawiałam się czy to przypadkiem nie jest jakieś magical girls,ale spojrzałam na gatunek – nie,to kryminał/zagadka/tajemnica.
    Zaczęłam oglądać i szok,tak dobrego anime nie widziałam już dawno.
    Podobało mi się wszystko.Począwszy od postaci na kresce kończąc.
    Fabuła przypominała mi trochę Durararę!!!.W obu tych produkcjach występowały takie niewyjaśnione wątki,a z biegiem akcji twórcy odsłaniali karty i powalali widza dziwnymi rozwiązaniami,ba,w niektórych momentach byłam totalnie skołowana,co?!  kliknij: ukryte  no way!

    Ktoś już napisał,że Mawaru Penguindrum aż kipi od symboli i ukrytych znaczeń.Czy można je wszystkie wyłapać? Oj to może być trudne.

    Podobało mi się,że twórcy wykorzystali motyw  kliknij: ukryte 

    O dziwo nie przeszkadzał mi lukier wylewający się z ekranu.Nadawał Mawaru taki wyjątkowy klimat.

    No i zakończenie.Do ostatniej chwili wierzyłam,że  kliknij: ukryte 

    Polecam każdemu.
    Ode mnie 10.
    Piękna jest piosenka z któregoś endingu – Hairo No Suiyoubi.
    A słowa…ech.
    • Avatar
      Kanaria. 28.04.2012 16:26
      Re: Triple H.
      Tak czekałam na recenzję Mawaru Penguindrum i doczekałam się….marnej oceny 8.

      Wiem,wiem,każdy ma inny gust,a recenzant o tyle ma utrudnione działanie,bo musi jednak być zarazem obiektywny,ale i musi wyrazić swoją indywidualną opinię.
      Tak,doskonale to rozumiem,ale i tak nie mogę patrzeć na tą 8.
      Moim zdaniem zakończenie anime było idealne,bo co niby miało się stać? To wszystko miało być snem któregoś z braci? A może  kliknij: ukryte Twórcy pokazali,że od przeznaczenia nie da się uciec,a za grzechy prędzej czy później będzie trzeba zapłacić.
      Tak więc nie zgadzam się z oceną.
      Ale to nic osobistego,
      po prostu ja też lubię sobie czasem pomarudzić.

      Ave!
      • Avatar
        Chemik89 28.04.2012 17:09
        Re: Triple H.
        nie po to jest skala 1­‑10 żeby dawać każdej serii która nam sie spodoba 10 :) jak dla mnie 8/10 jest tutaj w miare obiektywne – ode mnie 7/10
      • Avatar
        Yumi 1.05.2012 22:53
        Re: Triple H.
        Twórcy pokazali,że od przeznaczenia nie da się uciec, a za grzechy prędzej czy później będzie trzeba zapłacić.

        Nie da się uciec? Z zapłatą za grzechy się zgodzę, z drugą częścią nie.  kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    SuiKaede 17.02.2012 10:25
    Rozczerowanie.
    Na początku seria mnie oczarowała. Spodziewałem się czegoś na poziomie Uteny… Niestety, im dalej w las, tym więcej elementów typowych dla przeciętnych komedii dla nastolatków – głupawy humor, fanserwis z 14latkami, przerost formy nad treścią.
    Porzuciłem oglądanie po 7 lub 8 odcinku. Być może kiedyś dokończę to anime. Jak narazie jednak seria mnie zmęczyła swoim brakiem dojrzałości. Potencjał gdzieś w serii jest, niestety został polukrowany przeciętną kreską(gdzie te czasy, kiedy nie bano się z nią eksperymentować…), cliche postaciami(mówię o braciszkach) i w.w rozwiązaniami rodem z tanich animków dla trzynastolatków.
    Tak, wiem że to kontrowersyjna opinia. Nic nie poradzę, że się rozczarowałem. To jednak nie jest klasa Uteny(przymnajmniej patrząc po tym, co widziałem).
    Taka refleksja: Hideaki Anno i Kuniko Ikuhara tworzyli zdecydowanie lepsze animce, gdy inspiracje czerpali od siebie nawzajem, a nie mainstreamowych badziewiaków.
    • Avatar
      NuG 17.02.2012 12:33
      Re: Rozczerowanie.
      W takim razie polecam sie przelamac i ogladac dalej. Seria idzie bardzo w górę z kazdym odcinkiem i zdecydowanie zmienia się jej wydzwiek. mam nadzieje, ze to nie spoiler : <
    • Avatar
      aotoge 17.02.2012 16:42
      Re: Rozczerowanie.
      Nie rozczarowała cię seria, bo jej nie widziałeś, ale parę odcinków rozczarowało. Przy 24 epizodach to jest malutka cząstka, na której zwyczajnie nie można zbudować opinii, mającej solidną argumentację.
      Tym bardziej, że MP jest mieszaniną motywów i gatunków, które raz przenikają się bardziej zgrabnie i płynnie, innym mniej, jednak patrząc na to całościowo – z perspektywy obejrzanych wszystkich odcinków – wyraźnie widać spójność i przeprowadzony od początku do końca, niezwykle ciekawy koncept.
      • Avatar
        Marilee 17.02.2012 17:56
        Re: Rozczerowanie.
        Moim zdaniem, tematyka musiała być podana w lukrowanej otoczce. Bez niej byłaby zdecydowanie ciężkostrawna i wywołująca depresję.
        • Avatar
          Marilee 17.02.2012 18:00
          Re: Rozczerowanie.
          Można również dodać, że Utena sama w sobie wykorzystała ówczesne shoujo do zaprezentowania fabuły. Tak dzieje się również tutaj. Wizualnie została wykorzystana na pierwszy rzut oka „komedyjka dla gimnazjalistek”, co ułatwiło oczywiście odbiór. Nie zapominajmy, że nie liczy się to co widzimy w pierwszej kolejność a 'dalszy plan'.
          • Avatar
            SuiKaede 26.02.2012 14:14
            Re: Rozczarowanie.
            Tylko że shoujo zostało jednak inteligentniej wykorzystane, niż komedyjka w MP.
            Przykładowo – w shoujo często występują stereotypowe postacie. W Utenie tego nie było.
            Zostały wykorzystane ogólne założenia, niekoniecznie estetyka.
            • Avatar
              gaijin 26.02.2012 16:23
              Re: Rozczarowanie.
              Odnoszę wrażenie, że o tym, czy w MP elementy komedyjki zostały inteligentnie wykorzystane, czy nie, można stwierdzić dopiero po obejrzeniu wszystkich odcinków :)
              • Avatar
                SuiKaede 7.05.2012 16:39
                Re: Rozczarowanie.
                To nie jest anime dla mnie i nie będe marnować wielu godzin, by się w tym stwierdzeniu utwierdzać. Wolę odpalić kolejny odcinek Twin Peaksa, którego estetyka, bohaterowie i poziom o wiele bardziej mi pasuje :)
                Swoją drogą – twój post skusił mnie, by (jako, że nie mam zamiaru wracać nigdy do tej serii) przeczytać streszczenia przyszłych odcinków na Wiki. Powiem jedno: cieszę się tym bardziej, że w ostatniej chwili uratowałem się od pingwinów.
                Chyba się starzeje, bo co raz surowszy się tobie wobec oglądanych pozycji. No ale cóż, porównuje z najlepszymi :)
    • Avatar
      Kanaria. 26.02.2012 09:56
      Re: Rozczerowanie.
      Każdy ma swoje gusta,więc przekonywanie Cię do dalszego wgłębiania się w akcję Mawaru Penguindrum – biorąc pod uwagę fakt iż początkowe odcinki nie zrobiły na Tobie wrażenia – jest błędem.
      Popieram Twoją decyzję.Bo lepiej porzucić,niż pod koniec złorzeczyć i wystawiać ocenę 1.

      Ale mi się seria podobała.
      Zakochałam się i już jest na liście ulubionych.
      Pozdrawiam.
  • Avatar
    A
    guuchan 15.02.2012 22:28
    rodzina ponad wszystko!
    Po raz pierwszy od czasów „mononoke” (tj.2007 r.) coś autentycznie mnie zachwyciło i wzruszyło. Przepiękna seria. Na ostatnim odcinku wyłam jak głupia. Brak słów. Polecam.

    P.S. seria do obejrzenia co najmniej kilka razy aby można było wyłapać wszystkie „smaczki”. Większość dialogów czy odwzorowania graficzne mają tu znaczenie. Ilość aluzji, symboli i odwołań do sztuki, malarstwa, literatury, mitów przytłacza. Symbolika w nazwach imion bohaterów  kliknij: ukryte  czy nawet w ujęciach kąta padania światła, wszechobecnych kręgach (koło przeznaczenia)czy liniach prostych (wyrwanie się z kręgu przeznaczenia). Nawet zdjęcie z wyprawy na Antarktydę stojące na biurku lekarza Himari odwołuje się do autentycznych wydarzeń i filmu fabularnego powstałego na ich kanwie. Książka, którą szuka Himari w Bibliotece „Super żaba ratuje Tokyo” to książka japońskiego pisarza Murakamiego, której akcja zawiera odwołania do przyszłych wydarzeń anime, stąd taka silna symbolika żaby i jej wszechobecność zaraz obok jabłka. Sama biblioteka i jej nazwa to także odwołania do literatury. Malowanie portretu i rozmowa Masako z Kanbą posiada także ukryte dno. Widzimy także oczywiste aluzje do ataku w japońskim metrze, które miały miejsce w 1995 r. i do trzęsienia ziemi, które nastąpiło bodajże także w tym roku. I najważniejsze:cała seria to jakby hołd oddany wybitnemu japońskiemu pisarzowi Kenji Miyazawa i wariacja na temat jego dzieła Night on the Galactic Railroad (pociągi, pociągi i jeszcze raz pociągi), które zawiera odpowiedź na pytanie nurtującą niektórych widzów dotyczących jego zakończenia. Sam dobór pingwinów nie jest tu także przypadkowy.I można by tak wymieniać i pisać, pisać i pisać :)).
  • Avatar
    A
    Saber 11.01.2012 21:39
    Seizon Senryaku.
    Od początku mi się podobało. Wciągało mnie i to bardzo. W żadnym odcinku się nie nudziłam. No może trochę w niektórych końcowych… Tak od 21 mniej więcej, no nie? Kiedy Mawaru zaczęło zmieniać nieco swój charakter… Ale przymykam na to oko, i tak mi się podobało~ Dodaję to do listy ulubionych. Strasznie podobała mi się fabuła, postaci też były bardzo ciekawe, a muzyka była świetna~ ^^ Nie będę dużo więcej pisać, bo jakbym zaczęła, to musiałabym już napisać naprawdę dużo. Tego nie umiem opisać skrótowo.
    Na pewno na długo zapamiętam to anime. Polecam serdecznie. :3
  • Avatar
    A
    bassty 5.01.2012 00:43
    Oceniając całokształt daje 8 ale gdybym miał oceniać ostatnie pare epizodów…to dałbym 3.Dramat na siłe.Momentami przewijałem.W dodatku drażniło mnie coś od samego początku tej serii: Momoka,momoka i jeszcze raz momoka.Czestotliwość występowania tego słowa w tym anime strasznie mnie irytowała.Atmosfera często też zbyt cukierkowa co nie musi być wada np. Usagi Drop które wręcz zalewało widza morzem cukru oceniam wysoko,ale wszystko jest zależne od wykonania.Ogólnie rzecz biorąc anime całkiem dobre ale do ideału jeszcze brakuje.
  • Avatar
    A
    Felsis 23.12.2011 23:32
    Pingwini raj
    Zawsze upierałam się przy tym, że każda tego typu produkcja robiona jest dla czystej przyjemności widza. I świetnie, niech tak będzie. Dziesiąta głębia naprawdę mnie nie bawi, a na licealnym polskim znienawidziłam rozważania na jej temat. I powiem szczerze, iż z przykrością stwierdzam, że w „Mawaru Penguindrum’’ widzę coś co zabrania mi żyć w zgodzie z samą sobą i zachęca do pewnych przemyśleń. Naprawdę z ciężkim sercem stwierdzam, że seria była dla mnie pewną metaforą (z siódmym dnem) podaną w bardzo rozrywkowy, interesujący i przede wszystkim zwariowany sposób.
    Nastolatkowi żyjący bez rodziców są w anime naprawdę częstymi przypadkami. Najczęściej brak rodziców znaczy również brak fabuły, brak smaku i pełnię staniczków i majtoszków. Pragnę podziękować twórcom za to, że „Mawaru Penguindrum’’ ani na chwilkę nie było podobne do takich serii.

    Rodzeństwo Takakurów zapadanie mi w pamięci jako zbiór naprawdę fajnych, nie denerwujących postaci. Każdy był inny i niepowtarzalny. Kamba, Sho i Himari ciągle błądzili i niechcący ranili się wzajemnie. Właśnie te działania, a także wybryki Ringo, rozżalenie Tabukiego i Yuri czy miłość Masako, były dla mnie wariacją na temat szukania szczęścia dla siebie i najbliższych. Oczywiście nie zawsze było to prawidłowe i nie zawsze od razu prowadziło do zamierzonych celów, jednak powodowało, że do wszystkich dało się czuć pewną sympatię.
    Jedynym przeszkadzającym mi osobnikiem był różowy Santoshi i jego biały płaszczyk. W zasadzie nie chodzi mi o jego wygląd tylko o zachowanie, które z każdym odcinkiem stawało się coraz bardziej paskudne. Już dawno nie spotkałam ‘głównego, złego bohatera’, który doprowadziłby mnie do takiej irytacji.
    Wszechobecne pingwiny często rozluźniały atmosferę i to może dzięki nim nie wyszło tak dramatycznie. Cała czwórka była czasem tak zabawna, że nawet podczas najbardziej poważnego momentu musiałam się uśmiechnąć. To były takie wesołe kluski z naprawdę niecodziennymi pomysłami.
    Muszę dodać, że seria ta była pięknym dowodem, że nieuleczalnie chora nie oznacza upośledzona psychicznie.

    Muzyka była według mnie naprawdę przyjemna i ładna. Bardzo rzadko słyszę openingi, których praktycznie nigdy nie chce mi się przewijać, a i wśród endingów można było znaleźć coś dla siebie. O grafice już nie mogę powiedzieć tyle dobrego, bo chociaż niektóre sceny były bardzo oryginalne, sam poziom wykonania odcinków był bardzo nierówny. Jeden z nich był na tyle brzydki, że w pewnym momencie nie byłam pewna czy nie pomyliłam tytułów.

    Na początku było dość sielankowo, potem coraz bardziej dramatycznie. Nie powiem jednak, żeby przeszkadzało to mocno w oglądaniu. W końcu już pierwszy odcinek świadczył wyraźnie o tym, że seria będzie skłaniać się bliżej smutnego zakończenia. Nie podejrzewam, że byłabym tak oczarowana gdyby okazało się ono w pełni szczęśliwe. I choć było mi troszkę smutno, jestem w pełni usatysfakcjonowana.

    ‘Mawaru Penguindrum’ jest dla mnie serią naprawdę wyjątkową. Wszystko tam przeplata się i łączy, a na samym końcu pozostają pytania, na które może i została udzielona odpowiedź, ale nikt nie powiedział wprost czy ta o jakiej myśli widz jest prawidłowa. I to właśnie chyba ten fakt uznałam za tak czarujący, że nawet nie starałam się śledzić nieścisłości (?) i poszukiwać jakichkolwiek błędów (?).
  • Avatar
    A
    Kysz 23.12.2011 16:32
    Puzzle
    Zdecydowanie jedne wielkie puzzle! Od początku do końca dawkuje się nam kolejne elementy układanki i bez chociażby jednego z nich nie uda nam się stworzyć całego obrazu, na który w sumie ciągle patrzymy. Może jestem ślepa, może zbyt zafascynowana, ale nie potrafię znaleźć w tym anime żadnego słabego punktu, czegoś, co psułoby mi odbiór.
    Najbardziej obawiałam się zakończenia. Z pewnością nie tak go sobie wyobrażałam, a i tak czuję się usatysfakcjonowana – było takie, jakie być miało i tyle.
    Jak dla mnie jedyne anime z tego roku, które w pełni zasługuje na ocenę 10/10 – za wszystko, ale chyba przede wszystkim za innowacyjność i to niecierpliwe wyczekiwanie „co będzie dalej”.
  • Avatar
    A
    PTB 23.12.2011 15:43
    Do tego anime cieżko podejść przymróżeniem oko,kreska jest bardzo dobra i słodka.Postacie są róźni i to się ceni.Fabuła jest tak bardzo dobra że hej,nie myślałem że takie będzie zakończenie,bardzo dziwne to było.Ogólnie to dziwne jest to anime wg mnie za dużo było komedii (te głópkowate sceny połowy anime ni fajne ni śmieszne a bardzo głupie.Powinno byćwięcej dramatu z życia :) Ocena 6+/10 za całe anime :)
  • Avatar
    A
    Qashqai 23.12.2011 12:44
    Niesamowite anime. Po prostu niesamowite. Koniec pozostawił trochę pytań bez odpowiedzi, ale był po prostu piękny. ;_;
    Normalnie tak mnie zatkał/zachwycił, że aż nie chce mi się więcej pisać :D 10/10 jak dla mnie, + ulubione anime ex aequo z Eureką 7.
    DESTINY!
  • Avatar
    A
    ivanesca 18.12.2011 02:13
    Deus ex machina! czyli top 5 anime 2011.
    Gombrowicz napisał scenariusz do tego anime.
    nie przewidujcie niczego. nie oczekujcie niczego. rozkoszujcie się absurdem, eskapizmem, pingwinami.
    to, że to teraz czytasz, to przeznaczenie.
  • Avatar
    A
    Maciejka 3.12.2011 16:27
    Kurukuru mawaru
    Mawaru Penguindrum robi mi papkę z mózgu – prawie każda moja teoria okazuje się błędna, rozwiązania fabularne są zaskakujące i przewidzenie ich jest niemal niemożliwe. Bez względu na to, jakie będzie zakończenie, anime zdecydowanie pozostanie w czołówce tegorocznych serii. Zaczęło się niepozornie, kolorowo i słodko, więc kto mógłby przypuszczać, że tak potoczy się akcja? Ikuhara­‑sensei, chciałabym częściej o tobie słyszeć. Teraz pozostaje tylko czekać na zakończenie, które, mam wielką nadzieję, będzie szczęśliwe. (:
  • Avatar
    A
    SuiKaede 21.11.2011 17:14
    Naprawdę świetnie...
    ..ogląda się to anime na przemian z Uteną.
    Faktycznie widać, że to Ikuhara zajmował się reżyserią obydwu serii. Widać to po samych openingach obu serii.
    Co do samego Mawaru – pierwszy odcinek na początku mnie znudził, jednak akcja szybko się rozkręciła i drugi odcinek pochłonąłem z ogromnym zaangażowaniem.
    Świetna kreska, pokręcony klimat któremu najbliżej do połączenia Uteny z FLCL..
    No i niespodzianka – naprawdę cudowny ending! Dear Future tak pod względem graficznym, jak i (zwłaszcza!) muzycznym pozytywnie zaskakuje, jako że raczej nauczony doświadczeniem nie nastawiam się na nic więcej, niż mniej rób bardziej drażniącą j­‑popową papkę.
    Jestem dopiero po 3 odcinku. Mam nadzieję, że twórcy nie powinie się noga, bo na razie MP to prawdziwy hit.
  • Avatar
    A
    Marilee 17.09.2011 23:14
    Twórcy...
    Anime zapowiada się ciekawie, zwłaszcza jeśli zostało stworzone przez osoby, które wykreowały takie serie jak Utena, Princess Tutu, Sailor Moon. Ewidentnie widać rękę Kunihiko Ikuhary. Zauważyłam to głównie w projekcie dwóch postaci: Masako Natsume (do złudzenia przypomina Juri z Uteny)i Sanetoshi Watase (czyżby Souji Mikage?) :). Ale to tylko moje skojarzenia;] Wszystko się okaże.
  • Avatar
    A
    Qashqai 10.09.2011 02:21
    Seria jak na razie mi się bardzo, bardzo podoba i zapowiada się naprawdę genialnie. Coś czuję, że na koniec będę myślała „mogłam się domyślić!”, bo różnych małych scen, sugestii jest tyle, że można spekulować i spekulować. Szczególnie ostatni, 9 odcinek zostawił sporo miejsca na różne spekulacje. Kurczę, dawno tyle nie myślałam nad tym, co może się stać dalej w jakimś anime, co oczywiście wiążę się ze strasznym wyczekiwaniem na kolejne odcinki. Wciągnęłam się na maxa.
     kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Kysz 9.09.2011 14:54
    Miło
    Muszę przyznać, że jest to dla mnie największa niespodzianka sezonu i jak na razie także i roku. Oczywiście na plus. Dawno już nie wyczekiwałam kolejnych odcinków z takim zniecierpliwieniem jak w tym przypadku. Totalnie nie wiem, czego się mogę spodziewać w kolejnych epkach. Niby coś się wyjaśnia, mam już pewien zarys sytuacji, a tu nagle zmieniają akcje o 180 stopni! Chociażby wątek Ringo:
     kliknij: ukryte 
    Jestem urzeczona. Z pewnością tytuł należy do wyjątkowych i wraz z (również wychodzącym w tym sezonie) Usagi Drop będzie należał do czołówki z tego roku. Ogólnie ten sezon taki zły nie jest- są jak zwykle wielkie faile (typu Blood­‑C), tytuły przeciętne (Mayo Chiki), dobre (Natsume, No.6 czy Kamisama Dolls) jak i te dwie prawdziwe perełki. Na szczęście zresztą Mawaru ma posiadać 24 epki, co niesie spore nadzieje na porządne rozwinięcie fabuły i jej zakończenie^^
  • Avatar
    A
    mhm 9.09.2011 14:16
    Jestem po 9 odcinku i muszę powiedzieć, że już zaczyna się co nieco wyjaśniać. Nawet zaczęło trochę Uteną pachnieć, mało, ale to 9 odcinek, a na razie rozwijał się głównie jeden wątek. Dlatego jeśli ktoś nie wie czy kontynuować to na razie radzę i polecam.
  • Avatar
    A
    Alart 3.09.2011 15:15
    Bardzo dobre
    Sporo osób narzeka na aktualny poziom anime, ale wakacyjny okres roku 2011 obfituje w wyjątkowo udane pozycje: Usagi Drop, Mayo Chiki i Mawaru Penguindrum- jeszcze się nie skończyły, ale wątpię żeby się coś miało pozmieniać.
    Mawaru Penguindrum kojarzy mi się Fooly Cooly. Oczywiście sporo jest anime, które się tak kojarzy, ale bardzo niewielka liczba jest udana. Tajemniczość, klimat, fabuła, lekkie zakręcenie i wiele różnych wątków, jednak sklejających się w jedną całość i bardzo jasno przedstawiona akcja. Wszystko w doskonałej (moim zdaniem) oprawie muzycznej i graficznej.
    Piszę przed zakończeniem serii, bo może jest jakaś liczba osób, które nie mają co robić pod koniec studenckich wakacji, a rozczarowani Blood­‑C, No. 6 i innymi kiepskimi produkcjami boją się spróbować czegoś jeszcze.
    W każdym razie polecam wszystkim, którzy polubili Fooly Cooly i uważali, że 6 odcinków rycia bani to mało.
    • Avatar
      bassty 3.10.2011 15:16
      Re: Bardzo dobre
      a mi momentami bardziej pachnie jak Durarara!! bądź Steins;Gate,ale też momentami bezcześci ekran do bólu różową scenerią(czego absolutnie nie trawie, na szczeście tylko parokrotnie).Czasami wydaje się ,że ogląda się coś ponadprzeciętnego,a czasami coś schematycznego i typowego.Seria jak na razie pełna sprzeczności chociaż więcej jest tych lepszych fragmentów.Zawiera też wstawki typowo komediowe co tworzy z całości niezły kocioł.
      Swoją drogą co może być takiego w pamiętniku dziecka z podstawówki??;P
      A dodając ending trafił na liste moich ulubionych utworów.Ost jak do tej pory całkiem przyjemnie komponuje się z wydarzeniami na ekranie ,ciesząc ucho spokojnym bądź bardziej rytmicznym kawałkiem.
  • gość 2.09.2011 14:34:49 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Marta001 7.08.2011 15:43
    Niesamowite!
    Dawno już nie oglądałam takiego anime! :) Na początku, po pierwszych kilku minutach chciałam przestać oglądać. Akcja na początku była beznadziejna. Jednak wytrzymałam do końca i dzięki temu niczego nie żałuję! :) To anime ma w sobie tyle ciekawych wątków, że wyczekuję każdego odcinka z niecierpliwością. Poza tym, to anime ma to, co najbardziej lubię: Komedię i Romans. ;P Polecam.
  • Avatar
    A
    Pierce 23.07.2011 16:07
    Seria może okazać się jedną z bardziej znaczących w tym sezonie. Odcinek premierowy to wysokiego poziomu dramat, z niefortunną końcówką, gdzie twórcy wpompowują na stałe elementy fantastyczne. Byłem w szoku, odrobinę się wściekłem obawiając się powtórki z rozrywki tj. przypadku kiedy twórcy mają pomysł na 1 epizod a pozostałe przepełnia akcja, efekty specjalne oraz oderwanie od rzeczywistości. To anime na dzień dzisiejszy realizuje bazowe wymogi, które kuleją w przypadku innych serii okrzykiwanych mianem genialnych, czyli ani chwila przed monitorem nie stanowi ciężaru oraz najzwyczajniej w świecie nie możemy przewidzieć tego co za chwilę się stanie. Żeby było jasne, nie posądzam Mawaru Penguindrum o idealność, natomiast z czystym sercem mogę ją polecić. Uradowała mnie wieść, że sezon będzie liczyć aż 24 epizody, co również nie często się przytrafia.

    Oryginalne wątki poboczne oraz liczne niewiadome to dla mnie najpiękniejsza melodia. Co oznaczał pocaunek z pierwszego epizodu? Czy trójka bohaterów jest rzeczywiście rodzeństwem? Itd. Tak długo, jak widzowie będą miec powody do spekulacji, a akcja będzie wybierać trudno przewidywalny tor, to siedmiodniowa separacja między kolejnym epizodem będzie otoczona tęsknotą, nienasyceniem.