Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 6/10 grafika: 9/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 12
Średnia: 7,42
σ=1,26

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Slova)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Venus Senki

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 1989
Czas trwania: 102 min
Tytuły alternatywne:
  • Venus Wars
  • ヴィーナス戦記
Rating: Nagość, Przemoc; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Inne planety; Czas: Przyszłość; Inne: Mechy
zrzutka

Wojna na pustynnej planecie, odsłona któraś tam.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Shenai

Recenzja / Opis

Jak mocno starzeje się science­‑fiction? Czasem bardzo, w końcu jeszcze nie mamy lewitujących deskorolek, cyberwszczepy nie są powszechne, a społeczeństwo nie podzieliło się na tych żyjących w wieżowcach i na slumsy pod nimi. A to już przecież prawie koniec drugiej dekady XXI wieku! Fantastyka naukowa mnie oszukała! Tym bardziej jeszcze nam daleko do kolonizacji jakiegokolwiek ciała niebieskiego, nawet nie umiemy się raz a konkretnie wybrać na Księżyc. Chyba więc optymistyczne wizje zasiedlenia Marsa czy Wenus snute były na wyrost, podgrzewane zaskakującym tempem rozwoju technologicznego lat osiemdziesiątych. Niestety, urodziliśmy się za późno, by odkrywać nowe lądy, a za wcześnie, by zwiedzać gwiazdy. Ale za to w sam raz, by poznawać stare anime i podziwiać, jak piękną wizję przyszłości snuli ówcześni autorzy. Przyszłość! My chcemy takiej przyszłości, jak nam pisano! Chcemy lewitujących deskorolek! Chcemy bezprawia na ulicach i wojen motocyklowych gangów podczas Igrzysk Olimpijskich w Tokio! Gdzie policja w wielkich robotach! Pragnęliśmy komputerów na dyskietki! A dostaliśmy przemądrzałe telefony i rozszerzoną rzeczywistość dającą możliwość molestowania postaci z anime. Nie o taką przyszłość nie ruszyłem nawet palcem.

Gdy już przyjdzie nam się pogodzić z faktem, że przyszłość jest teraz, tylko nasze oczekiwania wobec niej były zbyt wygórowane, warto spojrzeć, jak widziano naszą teraźniejszość kilkadziesiąt lat temu. No, może nie teraźniejszość, ale w gruncie rzeczy dwudziesty pierwszy wiek, w którym, według scenariusza Venus Senki, ludzkość skolonizowała tytułową planetę i żyje tam już od czterech pokoleń! Tyle czasu wystarczyło, by koloniści wzięli się za łby, podzielili na państewka i zaczęli prowadzić wojny. W tych realiach przyszło egzystować Hiro, który, podobnie jak większość młodzieży, nie ma żadnych perspektyw i żyje z dnia na dzień. Zebrani w koleżeńskie grupy młodzi ludzie bytują na granicy prawa, sami sobie będąc sterem, żeglarzem i okrętem. Wolność to jednak idea, a czas urozmaica sport, nie byle jaki, bowiem wyścigi jednokołowych motocykli, brutalne, jak przystało na PRZYSZŁOŚĆ, polegające na przepychankach pomiędzy zespołami, kraksach i wypadkach, im bardziej spektakularnych, tym lepiej. Długo się jednak wolnością nie nacieszyli, gdyż jeden z meczy przerywa inwazja wrogiego państwa Ishtar. Militarna supremacja agresora w mig doprowadza do upadku stolicy, w której rozgrywa się akcja filmu. Susan Sommers, reporterka z Ziemi, nie mogła wybrać lepszego momentu na odwiedzenie Wenus i z uporem maniaka dokumentuje rozgrywającą się wokół orgię zniszczenia, podążając w przeciwną stronę niż uciekające pospólstwo. Zaskakujące, o ile prawdziwsza jest ta przyszłość od naszej teraźniejszości – dzisiaj każdy wyciągnąłby telefon i nagrywał, nie zważając na własne bezpieczeństwo. Wojenna zawierucha dotyka Hiro coraz mocniej, chociaż z początku w ogóle się o to nie prosił i miał gdzieś niesnaski między państwami, z których dla niego wynikły tylko problemy w życiu codziennym. Jednak jego frustracja rośnie, gdy mimo woli zostaje wplątany w nie lada zamieszanie. Ponadto zawadiacka drużyna motocyklowa (monocyklowa?), do której należy, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i stawić czynny opór, by pokazać okupantom, kto rządzi w okolicy. A to raptem początek historii, gdyż wojna wciąga bohatera podobnie, jak wartka akcja widza.

Bohaterowie są jednowymiarowi – w tym sensie, że podział na dobrych i złych w zasadzie nie istnieje. Gdy Hiro trafia pod opiekuńcze skrzydła ojczystych sił zbrojnych, napotyka żołdaków mocno odstających od wizji bohaterskich wyzwolicieli. W gruncie rzeczy temperamentem i zachowaniem nie różnią się od okupantów. Z kolei koledzy z zespołu motocyklowego to rozchwiana hormonami młodzież, mało myślą, dużo kłapią jęzorem, ułańska fantazja wiedzie prym przed rozumem. A o konsekwencjach czynów nikt nie słyszał, bardziej im w głowach romansowanie i motocykle. Ale trzeba przyznać, co nawet padło w samym filmie, że mają jaja, zwłaszcza Hiro, który nie przywykł do rozczulania się nad swoim losem i zawsze podejmuje rzuconą mu rękawicę.

Adekwatnie do pozycji społecznej wyglądają stroje bohaterów. Skóra, obdarte dżinsy, naszywki na kamizelce, zaciesz na ryju, to typowe elementy ubioru – tak właśnie modę przyszłości widzieli artyści z końca lat osiemdziesiątych. Podobnie prezentowali się przechodnie w mangowym The Ghost in The Shell, Akira i przyjaciele oraz cała masa innych projektów postaci z tamtego okresu. Te ponadto słusznie przywodzą na myśl Gundama, gdyż wyszły spod ręki tego samego rysownika, są zatem dosyć bliskie realizmowi pod względem budowy ciała, acz już mimikę i rysy twarzy urozmaicono tylko na tyle, by nie sprawiały problemów w animacji. Gundamem trącą też wojskowe mundury, trochę inspirowane niemieckimi, trochę francuskimi. Futurystyczne wyposażenie żołnierzy prezentuje się dosyć realistycznie, czego na pewno nie można powiedzieć o czołgach przywodzących na myśl konstrukcje z serii książek Bolo – multum uzbrojenia, gargantuiczne wręcz rozmiary, niezwykła wytrzymałość. Być może na skalistej, pustynnej Wenus takie maszyny mają rację bytu, acz nie potrafię się do nich przekonać. Już bardziej wiarygodnie wyglądają ich adwersarze – wojskowe monocykle, zwrotne, szybkie i uzbrojone w działa elektromagnetyczne pozwalające na penetrację najgrubszego pancerza – idealni łowcy czołgów. Projekty maszyn są naprawdę pomysłowe, zaczynając od cywilnych aut, przez wojskowe łaziki, mało różniące się od znanych nam lekkich samochodów dla sił specjalnych, aż po interesujące policyjne wszędołazy. Dosłownie wszędołazy, gdyż potrafiły wciskać się nawet na klatki schodowe. Bogactwo i różnorodność projektów zdumiewają, ale czasem wyobraźnia idzie za daleko – samoloty przypominające statki powietrzne z Nausiki z Doliny Wiatru nie za bardzo pasują do wojny w przyszłości i to na innej planecie.

Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku to okres, w którym klasyczna animacja z użyciem analogowych technik montażu zbliżała się do szczytowej formy, zaś Venus Senki jest tego doskonałym przykładem i z czystym sumieniem można go umieścić obok Ouritsu Uchuugun: Oneamisu no Tsubasa czy ówczesnych produkcji studia Ghibli. Wizualnie nie sposób cokolwiek temu dziełu zarzucić – zachwyca wszystko, począwszy od szczegółowych teł, pełnych życia, przemyślanych ujęć ulic albo bogatych pejzaży, aż po płynną, dynamiczną i doskonale imitującą przestrzeń animację i bogactwo efektów – eksplozji, walących się budynków, pędzących pojazdów. Na szczególną uwagę zasługują sceny, w których jako tło posłużyło nagranie z kamery, oczywiście z odpowiednio dobranymi filtrami. Na obraz zostały nałożone rysunki i o ile nie zawsze wyszło to idealnie, czasem praca animatorów niezbyt zgrywa się z rzeczywistym obrazem, tak ujęcie kończące seans jest doskonałe i bardzo klimatyczne, właśnie dzięki połączeniu świata rysunkowego i rzeczywistego.

Za ścieżkę muzyczną odpowiadał nie byle kto, bowiem Joe Hisaishi, którego kompozycje z pewnością słyszeli miłośnicy dzieł Ghibli, gdyż tworzył muzykę do właściwie każdej produkcji studia od czasu Nausiki z Doliny Wiatru aż po Księżniczkę Kaguyę. Melodie z Venus Senki od razu kojarzą się z okresem, w którym powstał film – silne naleciałości rockowe, trochę elektronicznych wstawek, nieco piskliwa jak na dzisiejsze standardy tonacja – raczej nie w moim guście, chociaż trzy obecne w filmie piosenki mogą podobać się także dzisiaj.

Nie ma też żadnych przeszkód, by dzisiaj podobało się Venus Senki. Stylistykę ma raczej ponadczasową, tematyka – zależnie od podejścia odbiorcy do science­‑fiction, zwłaszcza tego twardego, z nutką cyberpunku, ale tylko z nutką, po wierzchu, więc nie trzeba się obawiać bicia po twarzy egzystencjalnymi rozterkami przemądrzałych komputerów. Fantastyka naukowa odarta z całej filozoficznej otoczki – każdy to lubi, tylko nikt się nie przyznaje.

Slova, 12 marca 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Kugatsusha
Autor: Yoshikazu Yasuhiko
Reżyser: Yoshikazu Yasuhiko
Scenariusz: Yoshikazu Yasuhiko, Yuuichi Sasamoto
Muzyka: Joe Hisaishi