Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

B6: The Game

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 7/10 grafika: 9/10
fabuła: 8/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 7 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 170
Średnia: 6,72
σ=1,73

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Tablis)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Fullmetal Alchemist: Święta Gwiazda Milos

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 111 min
Tytuły alternatywne:
  • Fullmetal Alchemist: Milos no Seinaru Hoshi
  • Fullmetal Alchemist: The Sacred Star of Milos
  • Hagane no Renkin Jutsushi: Milos no Sei-Naru Hoshi
  • 鋼の錬金術師 嘆きの丘(ミロス)の聖なる星
Widownia: Shounen; Postaci: Magowie/czarownice; Rating: Przemoc; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Supermoce
zrzutka

Dobrze wpasowujący się w przygody braci Elriców film kinowy, utrzymany w klimacie romantycznej walki o niepodległość i dylematów z nią związanych.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Hagane no

Recenzja / Opis

Fullmetal Alchemist to tytuł dobrze znany w naszym kraju, głównie za sprawą wydawanej przez JPF mangi autorstwa Hiromu Arakawy i stworzonego na jej podstawie serialu (właściwie dwóch), najpierw legalnie dostępnego z polskimi napisami w internecie, później wyemitowanego przez stację Hyper. Zarówno anime, jak i komiks, są zamknięte fabularnie, sama autorka obecnie zajmuje się rysowaniem nowego dzieła. Dla studia Bones nie stanowiło jednak problemu stworzenie drugiego już filmu kinowego osadzonego w świecie Stalowego Alchemika. Nowe dzieło, zatytułowane Fullmetal Alchemist: Milos no Seinaru Hoshi (Fullmetal Alchemist: The Sacred Star of Milos), w przeciwieństwie do zaprezentowanego w 2005 roku Fullmetal Alchemist: Conqueror of Shambala bliższe jest telewizyjnej serii Brotherhood, wiernie opowiadającej historię ukazaną w mandze, aniżeli pierwszej ekranizacji, dla której rzeczony starszy film kinowy był zamknięciem.

Akcja rozgrywa się z pewnością po wydarzeniach z czternastego tomu, o czym świadczy to, że bracia Elric wiedzą już o prawdziwej naturze kamienia filozoficznego. Film otwierają dwie sceny z przeszłości dwójki dzieci i ich rodziców – małżeństwa alchemików, którzy dzięki swojej wiedzy uratowali się z wojennej zawieruchy. Jak się szybko okazało, spokój nie zagościł w ich życiu na długo. Po tym wstępie akcja przenosi się do teraźniejszości, w której bracia Elric kontynuują poszukiwania sposobu na odzyskanie dawnych postaci, czyli całego ciała zaklętego w zbroi młodszego Alphonse’a oraz prawej ręki i lewej nogi Edwarda, tytułowego Stalowego Alchemika. Badania przerywa incydent, w trakcie którego z więzienia­‑twierdzy dzięki alchemicznym mocom ucieka przestępca, mający za dwa miesiące wyjść na wolność. Skuszeni wizją poznania nowych technik alchemicznych używanych przez uciekiniera bracia ruszają ku zachodniej granicy kraju, do Table City, w kierunku którego ewidentnie podąża zbieg.

Tak przedstawiona historia dobrze wpisuje się w konstrukcję fabularną przygód braci Elriców, czyli pogoni za wiedzą, która ostatecznie przekształca się w większą sprawę. Jednak wydarzenia w filmie tylko na pierwszy rzut oka zdają się proste – poszukiwanie nowych rodzajów alchemii szybko przekształca się w rozważanie dylematów związanych z jej użyciem i tak jak w mandze – niezależnie od użytych środków trzeba ponieść cenę swoich działań. Jednak tym razem to nie Edward i Alphonse będą musieli dojść do takich wniosków. Bracia, wplątani w niepodległościową walkę narodu wiodącego życie na ziemi niczyjej między dwoma zwaśnionymi państwami, będą zmuszeni stanąć do walki z nienawiścią i chciwością, która zaczyna się odzywać nawet u pozytywnych bohaterów. Czy prowadzona zgodnie z duchem romantyzmu wojna o wolność jest warta każdych wyrzeczeń i ofiar? Wątpliwości te rozwieje finał wielopłaszczyznowej intrygi, której prowodyrzy nie omieszkają posłużyć się dobrą wolą innych.

Właśnie ze względu na powyższe przez cały seans miałem wrażenie, że Fullmetal Alchemist: Milos no Seinaru Hoshi przypomina schematem całość mangi, co bardzo przypadło mi do gustu. Ponadto dobrze wyczuwalny jest klimat znany z serialu i komiksów – dostajemy traktujący o poważnych sprawach shounen z ciekawą i zawiłą intrygą, przeplataną spektakularnymi walkami i pościgami. Zdecydowanie akcja jest najsilniejszą stroną filmu i ani przez chwilę nie stoi w miejscu. Pełno tu dynamiki, a scenarzysta poświęcił każdą minutę, by jak najlepiej naświetlić rozwój wydarzeń. Ponadto co chwilę ktoś ucieka, coś wybucha, gdzieś strzelają, a bracia Elricowie uskuteczniają alchemiczne sztuczki – sensacja dawkowana stopniowo, ale w dużych stężeniach podsyca napięcie i sprawia, że trudno oderwać wzrok od ekranu. W moim przypadku anime tak zaabsorbowało uwagę, że w trakcie seansu zupełnie zapomniałem o robieniu notatek.

Niestety Fullmetal Alchemist: Milos no Seinaru Hoshi ma też kilka dość kłujących w oczy wad, przede wszystkim bardzo schematycznego złego bohatera, a raczej mało istotną negatywną postać zarządcy Table City, którego kreacja jest to bólu typowa dla skorumpowanych i knujących potajemnie wojskowych. Ponadto widać gołym okiem, że Winry Rockbell została do filmu wepchnięta na siłę, bez żadnego specjalnego celu i chyba tylko dlatego, żeby na ekranie nie zabrakło ładnych bohaterek. Sporo widzów ma też zarzuty wobec zakończenia, ponoć przewidywalnego. Owszem, finał filmu był łatwy do odgadnięcia z jednej prostej przyczyny – nie mógł kolidować z tym, co zostało w tym punkcie fabuły przedstawione w mandze. To zdecydowanie stanowiło spore ograniczenie dla scenarzystów, którzy z mojego punktu widzenia wykonali swoje zadanie wzorowo. Bardziej istotne od finału jest to, że trudne do odgadnięcia są intrygi budujące fabułę, a twórcom udało się umiejętnie zaskoczyć widza dobrze usytuowanymi zwrotami akcji.

Trudno mi jednoznacznie ocenić grafikę. Tła, pejzaże i elementy otoczenia są bardzo ładne, widać (a raczej nie widać, po prostu wiadomo, że zostały użyte) udział technik komputerowych, dzięki którym wszystkie maszyny i budowle są starannie zaprojektowane i nie ulegają niepotrzebnym deformacjom w trakcie animacji. Do tego dobrze komponujące się z całością efekty komputerowe i otoczenie potrzebne do zrealizowania dobrego kina akcji gotowe. Niestety za dynamizmem zdecydowanie nie nadąża animacja postaci, zwłaszcza podczas pojedynków. Przy mającym miejsce na początku filmu starciu na dachu jadącego pociągu cały czas przelatywały mi przed oczami wspomnienia z walki z Painem z Naruto Shippuuden, podczas której upraszczanie rysunku wielokrotnie dawało komiczne rezultaty, jak np. „rozciągnięcie” ciała podczas szybkiego ruchu.

Równie dobrze prezentuje się tło muzyczne, którego autorem jest Tarou Iwashiro, odpowiedzialny za utwory słyszane między innymi w The Prince of Tennis i Rurouni Kenshin: The Motion Picture, filmie Trzy Królestwa a także w grze Onimusha 2: Samurai's Destiny. Kompozytor wywiązał się z zadania idealnie – grana przez orkiestrę muzyka doskonale współgra z widoczną na ekranie akcją i zarówno odpowiednio podnosi napięcie, jak i stanowi przyjemne tło w mniej dynamicznych scenach. W tej kategorii Fullmetal Alchemist: Milos no Seinaru Hoshi otrzymuje ode mnie najwyższe noty, a ścieżkę dźwiękową mogę z czystym sercem polecić do słuchania nie tylko miłośnikom muzyki filmowej.

Seans Fullmetal Alchemist: Milos no Seinaru Hoshi uważam za dobrze spożytkowany czas. Ostatnio nie oglądam wielu filmów, w sumie nawet niezbyt lubię taki typ rozrywki, jednak druga próba wprowadzenia przygód braci Elriców na duży ekran wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie. To film na poziomie, który spokojnie można obejrzeć w gronie przyjaciół czy z rodziną, a nawet polecić osobom na co dzień niezainteresowanym mangą i anime. Fullmetal Alchemist: Milos no Seinaru Hoshi to japoński styl realizacji połączony z zachodnim podejściem do tworzenia filmów kinowych, dzięki czemu nawet wymagający widz nie będzie czuł się zawiedziony.

Slova, 22 marca 2012

Recenzje alternatywne

  • Tablis - 28 lutego 2012
    Ocena: 6/10

    Film kinowy towarzyszący alchemikowej serii Brotherhood, przedstawiający poboczną przygodę Ala i Eda. Ostateczny dowód na to, że studio BONES jednak nie uczy się na własnych błędach. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: BONES
Autor: Hiromu Arakawa
Projekt: Ken'ichi Konishi, Shinji Aramaki
Reżyser: Kazuya Murata
Scenariusz: Yuuichi Shinpo
Muzyka: Tarou Iwashiro