Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10
fabuła: 5/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 115
Średnia: 6,77
σ=2,41

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Yumi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ouran Koukou Host Club [2011]

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 11×25 min
Tytuły alternatywne:
  • Ouran High School Host Club [2011]
  • 桜蘭高校ホスト部 [2011]
Gatunki: Komedia, Romans
Widownia: Shoujo; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Live action, Męski harem, Realizm
zrzutka

„Była już manga, było anime, pora na wersję aktorską!” – pomyślał ktoś i słowo ciałem się stało. Pytanie tylko, czy była to przemyślana decyzja… Znany i lubiany Klub Hostów po raz trzeci.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Yumi

Recenzja / Opis

Zespół szkół Ouran to miejsce prestiżowe pod każdym względem: tamtejsza stołówka przypomina wykwintną restaurację, cały budynek kojarzy się bardziej z pałacem aniżeli ze szkołą, zaś uczniowie zamiast zwykłych mundurków noszą eleganckie marynarki i suknie sięgające ziemi. Oczywiście do tak wyjątkowej placówki uczęszczać nie może byle kto – skupia ona bowiem pociechy ludzi, którzy mają dwie rzeczy: pieniądze i znaczące nazwisko – czyli biznesmenów, polityków, aktorów i wszelkiego rodzaju artystów. Haruhi Fujioka nie posiada ani jednego, ani drugiego, wręcz przeciwnie – jest biedna, jako dziecko straciła matkę i szybko musiała nauczyć się radzić sobie samodzielnie, nie ma więc w sobie nic z rozpuszczonej panienki z dobrego domu. A jednak trafia do Liceum Ouran i to wcale nie przypadkiem: dostaje się tam bowiem za sprawą stypendium, które co roku przyznawane jest jednemu uczniowi „z plebsu”. Na tym jednak jej szczęście się kończy – już pierwszego dnia przez pomyłkę trafia do dziwacznego Klubu Hostów, gdzie tłucze horrendalnie drogą wazę. Dług należałoby spłacić, ale kwota jest na tyle wysoka, że znacznie przekracza wartość całego dobytku Haruhi. Tak więc nie ma ona innego wyjścia, jak odpracować szkodę w klubie – jako host oczywiście, bo to sposób nie tylko najprostszy, ale wynikający przede wszystkim z faktu, że nasza bohaterka początkowo zostaje wzięta za chłopca.

Wiele dziewcząt dałoby dużo, by znaleźć się na miejscu Haruhi – w skład owego klubu wchodzi bowiem szóstka przystojnych panów, którzy w wolnym czasie, przy filiżance herbaty i cieście, zabawiają znudzone życiem uczennice. Prezentują oni konkretne typy wyglądu i charakteru, które spotkać można w niejednej mandze shoujo. Mamy więc aparycją i zachowaniem przypominającego ośmiolatka trzecioklasistę, Mitsukuniego Haninozukę (ze względu na nazwisko i usposobienie nazywanego Honeyem), któremu zawsze towarzyszy małomówny, wysoki i silny Takashi Morinozuka. Rudowłosi bliźniacy, Hikaru i Kaoru Hitachiin, z upodobaniem reżyserują i przedstawiają klientkom kolejne sceny „podwójnie zakazanej braterskiej miłości”, zaś Kyouya Ootori, odpowiadający za finanse i organizację całego klubu, zdaje się przyciągać dziewczęta swym chłodem i opanowaniem. Jednakże prym wśród wszystkich hostów niewątpliwie wiedzie Tamaki Suou, założyciel klubu i osoba najbardziej zaangażowana w jego działalność. Prezentuje on typ księcia gotowego zawsze ruszyć na pomoc ukochanej, komplementującego ją i darzącego uwielbieniem wszystkie przedstawicielki płci pięknej. Jak w tym otoczeniu odnajdzie się do bólu praktyczna i spokojna Haruhi w dodatku zmuszona udawać jednego z hostów?

Jeśli ktoś z Was, drodzy Czytelnicy, nie słyszał nigdy o mandze czy anime pod tytułem Ouran High School Host Club, polecam jak najszybciej ten stan rzeczy zmienić rozpoczęciem lektury (ukazującej się u nas za sprawą wydawnictwa JPF) mangi albo seansem dwudziestu sześciu odcinków anime – a jeśli nie, to przynajmniej zapoznać się z ich recenzjami. Nie zamierzam teraz rozwodzić się nad oryginalnością i niezwykłością wysoko ocenianego pierwowzoru oraz jego równie dobrą animowaną realizacją, na ten temat napisano już wystarczająco wiele. Skupię się za to na wersji aktorskiej jako adaptacji, bo jej ocena inaczej niż poprzez pryzmat oryginału i tak wydaje się niemożliwa.

Muszę przyznać, że od samego początku patrzyłam na pomysł robienia tak zwanej dramy z Ourana nieprzychylnym okiem. Problem polega na tym, że cała siła pierwowzoru leżała w parodiowaniu oklepanych schematów mang shoujo, zabawie konwencją oraz wplataniu treści ciut poważniejszych w szaloną komedię. Tutaj wszystkie postaci są przerysowane, zachowują się w sposób teatralny i robią dziwne rzeczy, a cel tych zabiegów jest jeden: rozbawić i wciągnąć czytelnika w nieco absurdalną historię. Pytanie tylko, jak to się ma do szeroko pojętego realizmu, który przecież w większym lub mniejszym stopniu niesie ze sobą forma aktorska? Ale zacznijmy od początku.

W jedenastu odcinkach zawarto kolejno: epizod o zazdrosnej Ayanokouji, badania lekarskie, prostowłosą korepetytorkę Haruhi – Ayame, zakochaną w Kyouyi Renge, wypad na plażę, kłótnię bliźniaków, odwiedziny w domu Haruhi, problemy rodzeństwa Nekozawa, wyjazd do Karuizawy, Klub Dziennikarski Liceum Ouran, no i odcinek finałowy. Prawie wszystko mieliśmy okazję poznać już dwukrotnie, za sprawą mangi i anime, tak więc jeśli ktoś chciałby zobaczyć na małym ekranie coś nowego, od razu może odpuścić sobie seans. Ponieważ odcinki są stosunkowo krótkie, a ich liczba niewielka, i tak jestem pod wrażeniem ilości treści, jaką udało się w nich upchnąć. W dramie zostały (tylko szkicowo co prawda, ale zawsze) przedstawione również historie wprowadzenia każdego z członków do Host Klubu, a kilka innych wątków, które w mandze dostały osobny rozdział, zrealizowano na drugim planie i mniej szczegółowo.

Sama jakość odcinków jest bardzo różna. Daje tu o sobie znać to, o czym mówiłam na początku – radosny chaos i wariactwa w wersji animowanej lub komiksowej wyglądają o wiele bardziej naturalnie niż w wykonaniu aktorów. Odcinki dzielą się więc na dwa rodzaje: te, które już w oryginale były bardziej stonowane (na przykład wyjazd do Karuizawy, gdzie zekranizowano jedynie wątek randki Hikaru i Haruhi, bitwę o wolny pokój w pensjonacie zupełnie ignorując) oraz te wypadające nienaturalnie. Dobrym przykładem tych drugich będzie odcinek o kłótni bliźniaków – strzelający do siebie, biegający po całym ekranie, wrzeszczący i siejący ogólny zamęt licealiści zdecydowanie nie wyglądają dobrze. Irytowało również zrobienie z Umehito Nekozawy niemal kolejnego bohatera pierwszego planu – wciskano go wszędzie, gdzie się dało, jako „element komediowy”, który oczywiście szybko stał się nużący. Równie nieciekawe wrażenie sprawiają rozmaite sztuczne serca, kamienne napisy przygniatające bohaterów i inne „cuda” przelatujące przez ekran – choć może nie powinnam narzekać, bo to chyba nieodłączna część japońskich ekranizacji mang. Zwłaszcza na początku serii sztuczność bije po oczach – później człowiek się do tego przyzwyczaja, a i odcinki wydają się lepiej przemyślane. Jednakże tutaj wychodzi na jaw kolejny problem: ugrzeczniony i bardziej stonowany Ouran to już nie to samo – robią się z niego wtedy zwykłe okruchy życia okraszone komedią, a cały nastrój gdzieś znika. Jedyne odcinki, które uważam za naprawdę udane, to wspominany już epizod w Karuizawie oraz odcinek opowiadający o odwiedzinach w domu Haruhi – w obydwu udało się przemycić trochę ciepła charakterystycznego dla oryginalnego Ourana. Szkoda, że pozytywne wrażenia przez nie wywołane twórcy zaprzepaścili finałem, który radośnie powtarza błędy animowanego poprzednika. Druga połowa serii skupia się wyraźnie na przeszłości Tamakiego, będącej przecież idealnym materiałem na dramatyczną końcówkę – dość powiedzieć, że babcia Suou znów wkracza do akcji. Ostatni odcinek nie przedstawia się może tak beznadziejnie, jak to było w przypadku anime (postaci wydają się bardziej ogarnięte i nie zmieniają się tak diametralnie), ale nadal jest nieciekawie – widać wyraźnie wymuszanie wzruszenia u widza podczas seansu czegoś, co do niedawna było komedią.

Przypuszczam, że dobranie obsady nie było zadaniem łatwym. Rolę Haruhi odegrała Haruka Kawaguchi, która spisała się całkiem nieźle, choć momentami okazywała trochę za wiele emocji, co psuło pozę głównej bohaterki – kto ją zna, wie o co chodzi, ona przecież słynie z celnych komentarzy rzucanych z kamienną twarzą. W Tamakiego wcielił się Yusuke Yamamoto, który wykonał kawał porządnej roboty: Król Hostów odpowiednio dramatyzuje, przeżywa i cieszy się z błahostek. Braciom Takagi również nie mam nic do zarzucenia, bliźniaków odegrali całkiem nieźle, a Masaya Nakamura wydaje się stworzony do roli Moriego. Drobne zastrzeżenia natury estetycznej mam natomiast do aktora wcielającego się w Kyouyę, Shunsuke Daito, który swoją rolę odgrywa przyzwoicie, natomiast z wyglądu… No cóż, pozostawia trochę do życzenia, zwłaszcza gdy porównać go z oryginalnym projektem postaci. Z kolei moje największe obawy wiążące się z postacią Honeya okazały się w stu procentach zasadne. Zagrał go dwudziestodwuletni Yudai Chiba – dorosły facet udający siedemnastolatka o wyglądzie i zachowaniu dziecka. Efekt jest… piorunujący. Dopóki Honey trzymał się gdzieś w tle, nie było źle, za to kiedy już wyszedł na pierwszy plan… Słowa tego nie opiszą, to trzeba po prostu zobaczyć. Na pewno lepiej byłoby w roli Honeya obsadzić dziecko, które po prostu wyglądałoby o wiele naturalniej. Postaci drugiego planu pojawiło się całe mnóstwo, ale na wyróżnienie zasługują moim zdaniem trzy – Ryo Ryusei idealnie wpasował się w charakter i wygląd Umehito Nekozawy, oddając go wręcz perfekcyjnie, Kyoko Enami jako Shizue Suou wypadła naprawdę świetnie (chłód i opanowanie aż biły z ekranu), zaś wcielający się w ojca Haruhi Shigeyuki Totsugi nie mógł zagrać lepiej.

Mogłabym stwierdzić, że w tej dramie wszystko jest be i nie tak, ze szczególnym uwzględnieniem aktorów, ale nie zrobię tego. Dlaczego? Z dwóch powodów: to jest wersja aktorska, która jako taka wypada całkiem nieźle, jeśli już pogodzić się z faktem przeniesienia Ourana w rzeczywistość. Drugą przyczyną jest kilkukrotnie już wspominane anime, które poprzeczkę postawiło bardzo wysoko (bywa oceniane lepiej od mangowego pierwowzoru), co świadomie lub nie z pewnością wpływa na ocenę. Nie jest też łatwo się przestawić na zupełnie różny od europejskiego sposób gry aktorskiej typowy dla Japończyków, który (o czym dopiero teraz miałam okazję się przekonać) najwyraźniej bardzo mi nie odpowiada. Jednak niezależnie od tego, całość ostatecznie utwierdziła mnie w przekonaniu, że z pewnych rzeczy dram robić się nie powinno. Nie polecam, ale też szczególnie nie odradzam fanom Ourana – jeśli jesteście ciekawi, możecie spróbować, a nuż akurat do Was przemówi? Wśród wielbicieli filmów i seriali japońskich ten tytuł oceniany jest dość wysoko, dlatego osoby utożsamiające się z tą grupą z pewnością powinny po niego sięgnąć. Natomiast całą resztę odsyłam do mangi lub anime, bo przynajmniej jedną z tych dwóch wersji Ouran High School Host Club po prostu wypada znać – omawiana tu wersja aktorka stanowi raczej ciekawostkę, nieobowiązkowy dodatek aniżeli istotną część cyklu.

Yumi, 19 lutego 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Autor: Bisco Hatori
Reżyser: Atsushi Satou, Hiroki Shibasaki, Satoshi Kan
Scenariusz: Natsuko Ikeda