Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Komentarze

Black Jack OAV

  • Avatar
    A
    Rinsey 19.10.2014 15:15
    Majstersztyk
    Black Jacka kojarzyłam od dawna. Kiedy dawno, dawno temu Waneko wydało pierwszy tom na łamach Mangamixu, ten tytuł zupełnie mnie nie ugryzł. Dziwiłam się tylko, że ci starsi fani byli tacy oburzeni, że manga ta jednak nie została wydana w tomikach. Teraz jest mi trudno określić swoją głupotę, ale cóż, jak jedenastolatka mogła docenić tak wyrafinowaną historię?

    Do serii OAV zdecydowałam się sięgnąć po przeczytaniu recenzji Black Jack Final. Ostatnio czułam się trochę zmęczona współczesnymi seriami, a tamten artykuł dał mi nadzieję, że ten seans zaspokoi moją potrzebę obejrzenie czegoś innego. I jak się okazało, nie myliłam się.

    Jest to jedna z pozycji najbliższych ideałowi, jakie znam. Historie głębokie, poruszające w niezwykle rzadko spotykany sposób, opowiedziane w iście magiczny sposób. Niewątpliwie, tę serię w pełni może docenić starszy widz. Mówiąc krótko, jest moim zdaniem jedna z najlepszych pozycji w japońskiej animacji.
  • Avatar
    A
    nekobasu 9.04.2014 01:04
    Ave Sensei
    podpisuję się pod (a właściwie nad) opiniami o nierówności serii. co prawda nie przeszkadza to o tyle, że każdy odcinek jest osobną historią, więc o tych słabszych można po prostu zapomnieć (dla mnie najgorszy był 10, naiwnie dramatyczny & romantyczny. Black Jack roześmiany? Black Jack ze łzami w oczach? nastoletnia zakochana „syrenka”? jakoś to nie uchodzi!).
    za to na tle pozostałych tym bardziej błyszczą najlepsze opowieści – wg mnie były trzy: o księżniczce (6), o drzewie (8) i o karbunkule (9). bardzo klimatycznie mieszają się w nich jawa i sen, legenda i rzeczywistość, zjawiska znane i niewytłumaczalne, świadomość i to, co ukryte w głębi ludzkiej psychiki. w ten oniryczny klimat umiejętnie wpleciono wątek lekarza, próbującego leczyć nie tylko ciało, ale czasem też chorą sytuację, czasem czyjeś trudne wspomnienia, czasem wieloletnią historię – a czasem zmuszonego przyznać samemu przed sobą, że niektórych pacjentów wyleczyć nie sposób, bo nie wymyślono jeszcze na to wystarczająco głęboko w duszę sięgającego skalpela… słowem, jest tu Black Jack w najlepszej formie, jaką pamiętam z mangi.
    pozostałe odcinki są generalnie bardziej „realistyczne” (choć nie wszystkie) i skupiają się raczej na problematyce politycznej, społecznej lub obyczajowej (wojna, narkotyki, zanieczyszczenie środowiska). ciekawym zabiegiem jest przy tym stylizacja na opowieści niesamowite. burze z piorunami, szalejący wicher, deszcz, gra świateł w ciemności, dzwoniący telefon, którego nikt nie odbiera – to wszystko buduje klimat grozy, dzięki któremu anime jest o wiele bardziej mroczne i niepokojące niż pierwowzór.

    słowo o Pinoko. też miałam wrażenie, że w tej serii jest bardziej dziecinna niż w mandze, ale moim zdaniem jako postać na tym traci. tak, Pinoko z natury jest wkurzająca, ale dlatego, że została specjalnie przez Tezukę tak napisana – jako osoba o wymieszanych cechach dziecka i dorosłego. w mandze można znaleźć sygnały świadczące o tym, że Pinoko przeżywa swego rodzaju dramat tożsamości: z jednej strony ma cały asortyment emocji i zachowań rozpieszczonego bachora, a z drugiej zdarzają jej się autentycznie rozpaczliwe wybuchy protestu, że nikt jej nie traktuje jak  kliknij: ukryte . połączenie dorosłych marzeń i aspiracji ze światem wyobrażeń i możliwościami dziecka – jeśli interpretować mangową Pinoko w ten sposób, to ukazanie jej w tym anime po prostu jako rozwydrzoną przeszkadzajkę wydaje mi się dla tej postaci zubożające i niesprawiedliwe.
  • Avatar
    A
    hitsujin 27.07.2012 14:51
    Całkowicie zgadzam się z poprzednim komentarzem – anime jest nieprzyzwoicie wręcz nierówne, a jako ocenę końcową można by wystawić dowolną cyferkę między 2 a 9, zależy, do którego odcinka… Ujmując to zaś konkretniej: (moim zdaniem) naprawdę warte obejrzenia są odcinki 4, 9 i 10 – doskonale poprowadzone, wciągające, klimatyczne. Gdyby seria składała się tylko z tych trzech historii, mogłabym rozważać przydzielenie zaszczytnej, wysokiej oceny oraz zakończenie tego komentarza samymi pozytywami. Dobre są także epizody okraszone numerkami 1 i 7, niezłe – 2 i 5, choć tu już do każdej opowiastki mam jakieś „ale”: a to niepotrzebnie dodany i psujący klimat wątek sensacyjny, a to zakończenie szybujące gdzieś ku światom, gdzie logika nie obowiązuje ( kliknij: ukryte ). Odcinków 3, 6 i 8 nie polecam – chyba, że pierwszy z nich, jako niezamierzoną komedię (widząc wyczyny dzielnych partyzantów my­‑nie­‑mamy­‑nic­‑wspólnego­‑z-narkotykami­‑i-w­‑ogóle­‑jesteśmy­‑słodcy­‑i-niewinni walczących ze złymi imperialistami, uśmiałam się prawie jak przy Epidemii). Zresztą, 6 i 8 też dokładają swoje trzy grosze w kategorii niezamierzonego humoru, choć trzeba przyznać, że drugi z wymienionych epizodów ma przynajmniej jakąś sensowną linię fabularną, toteż nawet nadaje się do obejrzenia, jeśli pominąć niektóre „smaczki”.
    I jeszcze jedno – Pinoko jest irytująca. Jak licho. Jeżeli tutaj była zaprezentowana lepiej, niż w mandze, chyba chwilowo wstrzymam się od planowanej lektury – szczerze mówiąc, seans serii OVA podziałał na mnie jak kubeł zimnej wody na rozgorzałe nadziejami czoło…
    • Avatar
      Eire 27.07.2012 22:00
      Pinoko
      W mandze generalnie bywa bardzej irytująca, ale jest jej dużo mniej. Na 17 tomów wersji angielskiej (niekompletnej- sporo rozdziałów nigdy nie wydano w tomikach) pojawia się maksymalnie 3 razy na książeczkę i rzadko odgrywa jakąś większą rolę.
      • Avatar
        hitsujin 28.07.2012 23:06
        Re: Pinoko
        Dziękuję za przywrócenie wiary w Tezukę ^^
        Prawdę mówiąc, gdybym miała znosić Pinoko w każdym rozdziale mangi, nie zdzierżyłabym niezależnie od jakości fabuły – a i tak znajomość jej pochodzenia (z innego źródła) sprawiała, że spoglądałam na nią łaskawszym okiem i z pewną wyrozumiałością. Nie kojarzę w tej chwili drugiej tak irytującej postaci dziecięcej w anime (wśród serii na jakimś tam poziomie, rzecz jasna), w dodatku wepchniętej na siłę wszędzie, gdzie się tylko da.
  • Avatar
    A
    gagarin77 15.09.2011 22:08
    Black Jack OAV
    Poziom odcinków jest bardzo nierówny i chociaż w końcówce widać poprawę, to niektóre epizody zwyczajnie zawodzą. Do takowych zaliczam odc. 3 Decoration of Maria and Her Comrades, gdy go oglądałem aż mnie korciło żeby wcisnąć STOP. Inne zaś są całkiem przyzwoite, za najlepszy uważam odc. 9 The Carbuncle. W fabule całej serii widać sporo niedociągnięć, uproszczeń, a także idiotyzmów typu:  kliknij: ukryte  Od strony graficznej niczego wielkiego się nie spodziewałem ale i tak się zawiodłem. Po prostu wszystkie drugoplanowe postacie mają niemal identyczne twarze, co odcinek łapałem się na „kurde ale tego gościa to już widziałem”. Nie wiem jak to wszystko ma się do mangi, bo jej nie czytałem, ale Black Jack OAV moim zdaniem jest średnie.
    • Avatar
      Eire 3.10.2011 20:20
      Re: Black Jack OAV
      A czemuż to uważasz taki bieg wydarzeń za idiotyzm, skoro zdarza się i to aż za często\/
      • Avatar
        gagarin77 4.10.2011 09:23
        Re: Black Jack OAV
        Jestem jeszcze w stanie przeboleć zwykłe patetyczne śmierci „na stojąco”, które czasem się w różnych tytułach spotyka ale motyw ze zmianą magazynka był żałosny. Cały ten odcinek miał poziom bajki dla dzieci, którym tylko helikoptery i fajerwerki w głowie. To że czegoś jest pełno nie oznacza, że musi mi się to podobać, zresztą sama piszesz „za często”. Nie wiem czy w tym momencie udzielam Ci odpowiedzi, bo twoje dość ofensywne pytanie (może bardziej zarzut do mojej osoby) jest mało precyzyjne. Nie wiem też czy ta wrogość spowodowana jest tym, że napisałem: anime jest średnie, a tobie bardzo się ten tytuł spodobał sądząc po recenzji i ocenach. Zresztą napisałem średnie – znaczy widziałem lepsze, widziałem gorsze, w dodatku ta seria jest bardzo nierówna co sprawia kłopoty przy ocenianiu. Wiedz, że każdy ma inne gusta.
        • Avatar
          Eire 4.10.2011 14:46
          Re: Black Jack OAV
          Akurat ten odcinek jest wyraźnie słabszy, bo chyba jako jedyny został wymyślony od początku. Jeśli jednak chodzi o śmierć „na stojąco” czy walkę w teoretycznie niemożliwych warunkach to nie jest to nic nowego, ani niespotykanego, zwłaszcza na wojnie.