Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 8/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 14 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,36

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 220
Średnia: 7,75
σ=1,4

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Loko)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Powrót do marzeń

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 1991
Czas trwania: 118 min
Tytuły alternatywne:
  • おもひでぽろぽろ
  • Omohide Poro Poro
  • Only Yesterday
Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Historia dziewczyny z dużego miasta, starającej się nadać sens swojemu pozornie idealnemu życiu. Pytanie brzmi – jak tak dobry film może być tak mało znany?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Tak się niestety złożyło, że świetne filmy obyczajowe studia Ghibli, takie jak Makowe wzgórze (swoją drogą, nasi dzielni tłumacze jak zwykle się popisali), Szum morza czy właśnie Powrót do marzeń, traktowane są przez miłośników anime po macoszemu. A wielka szkoda, bo pod płaszczem niezbyt efektownej animacji mamy do czynienia z głęboką i skomplikowaną historią.

Taeko Okajima, główna bohaterka filmu, to nie nastolatka postawiona przed rzekomo kluczową decyzją swojego życia, ale obciążona bagażem doświadczeń kobieta, pracująca od kilku lat w biurze, która znalazła się na zakręcie – choć ma dwadzieścia siedem lat, odrzuciła oświadczyny swojego chłopaka, a więc zgodnie z normami obyczajowymi w Japonii, stała się starą panną. Pomimo nacisków ze strony rodziny, Taeko wciąż poszukuje swojego miejsca w życiu. Pomoże jej w tym wyprawa na wieś i nieznośnie częste powroty do wspomnień z dzieciństwa.

Fabuła mojego ulubionego filmu Isao Takahaty przebiega dwutorowo. Z jednej strony poznajemy współczesną Taeko, z drugiej – wędrujemy po świecie małej Taeko, niesfornej, ale sympatycznej dziesięciolatki. Moim zdaniem to właśnie wspomnienia z dzieciństwa są najmocniejszym atutem filmu. Pod pewnymi względami przypominają one nieśmiertelne przygody Mikołajka (autorstwa genialnego Gościnnego), jednak reżyserowi udało się ugryźć temat z bardzo nietypowej strony. Chociaż przedstawia zestaw standardowych problemów dzieciaków wchodzących w szeroko rozumianą dojrzałość (pierwsza miłość, kłótnie z rodzeństwem, spory, gdzie wyjechać na wakacje), pojawiło się też kilka oryginalnych scen, jak wstyd związany z pierwszą miesiączką czy dyskusja na temat uprawnień dyżurnego. Wszystkim tym szkolnym przygodom towarzyszą koleżanki i koledzy Taeko – fantastycznie napisane, zapadające w pamięć osobowości, z charyzmatyczną (acz nieco zarozumiałą) Tami na czele.

Nie można pominąć wątków rodzinnych, które niekoniecznie muszą się spodobać miłośnikowi obyczajówek – nie dlatego, że zostały poprowadzone źle, tylko dlatego, że przedstawiono je… zbyt realistycznie. Mówiąc prościej, jakieś dziewięćdziesiąt procent anime obyczajowych sprowadza się do schematu, że jeśli są rodzice, to zwykle łączą nienaganne japońskie maniery z wylewnością i serdecznością dorosłych z Europy Zachodniej. Tutaj tego nie ma i powiem szczerze – byłem tym zachwycony. Siostry ciągle drą ze sobą koty i dopiero po latach udaje im się nawiązać nić porozumienia, matka nie potrafi wzbudzić sympatii swojej najmłodszej córki (ani widza), a ojciec jest milczącym tyranem, którego reakcje mogą szokować nowocześnie wychowanych widzów. Nawet babcia, którą przecież powinniśmy kochać, nie ma w sobie wiele z dobrotliwej staruszki i czuwa, by zimny wychów był przekazywany następnym pokoleniom. Ktoś może powiedzieć, że to brutalna i niezbyt optymistyczna rzeczywistość. Być może, ale właśnie taki obraz wydaje się najbliższy tamtejszym realiom.

Decyzje podejmowane przez dorosłą Taeko były niezwykle nowatorskie jak na tamte czasy (w okresie gwałtownego rozwoju gospodarczego ogromna liczba Japończyków migrowała ze wsi do miast). Oto w momencie, gdy większość jej równolatków dąży do osiągnięcia jak najwyższej pozycji społecznej, ona chce czegoś więcej i postanawia tego szukać w najmniej oczekiwanym miejscu. Dziś, kiedy jesteśmy zalewani produkcjami typu Rok w Prowansji/Toskanii/Appalachach, taka historia może nieco nudzić, a już na pewno niczym nas nie zaskoczy. Warto jednak dodać, że w pewnym momencie Takahata umiejętnie splata wątki dwóch tożsamości, dając nam przewidywalne, ale bardzo udane zakończenie.

Sama Taeko, której uczucia i tajniki duszy są pierwszoplanowym wątkiem filmu, jest bohaterką par excellence. Jako dziecko zachowuje się niezwykle spontanicznie, co wyraźnie stara się stłumić rodzina. Później staje się pozornie zaprogramowanym robotem, solidnym pracownikiem i człowiekiem ze starannie utrzymywaną maską wiecznie uśmiechniętego Japończyka, ale nawet wtedy zachowuje odrobinę tamtej spontaniczności. Julian Tuwim pisał, że każdy ma swoją ojczyznę – są to wspomnienia i pamiątki z przeszłości, określające każdego człowieka. Wspomnienia Taeko nie tylko stymulują ją do zmiany dotychczasowego życia, ale są też ucieczką do normalności, tym specjalnym miejscem, które każdy z nas pielęgnuje jako sekretną kryjówkę. I wszystko byłoby idealnie, gdyby nie strona aktorska, bowiem grająca dorosłą Taeko Miki Imai nie stanęła na wysokości zadania – wypada dobrze, ale to nie jest poziom, do jakiego przyzwyczaiło mnie studio Ghibli. Słuchając jej, często widziałem oczyma duszy aktorkę przewracającą strony scenariusza (np. podczas rozmowy telefonicznej z siostrą), a nie zaangażowaną emocjonalnie postać. Z kolei Youko Honna, grająca młodszą wersję bohaterki, może mieć powody do dumy – zresztą od tego filmu rozpoczęła się jej kariera (wystąpiła między innymi w Szepcie serca i w Narzeczonej dla kota).

Drugim istotnym bohaterem jest Toshio, spowinowacony z Taeko rolnik, który po kilku latach pracy w biurze wrócił na wieś, oddając się bez reszty pasji sadzenia, siania i orania. Przyznać trzeba, że i tu Takahata nie poszedł na łatwiznę. Ci, którzy spodziewali się rycerza w lśniącej zbroi, zostaną odprawieni z kwitkiem – Toshio to sympatyczny, acz niezbyt błyskotliwy młody człowiek. Jednak znowu działa zasada „mniej znaczy lepiej”, nikt się nie silił, by zrobić z niego (czy z jego rodziny) kogoś wybitnie oryginalnego, ale właśnie dlatego jest tak nietypowy (choć amatorzy niesamowitych, mistycznych bohaterów będą rozczarowani… Z drugiej strony – po co oglądaliby taki film?).

Czy jest to pozycja idealna? Nie. Istnieją pewne problemy, jednak nie wydają się one aż tak istotne. Isao Takahata powiela pewien niezbyt udany chwyt z Mojego sąsiada Totoro, a mianowicie pokazuje wyraźny i trochę za bardzo uproszczony kontrast między życiem na wsi a życiem w mieście (wieś jest idealna, a miasto to siedlisko zła wszelakiego). O ile jednak ten zabieg działał w Totoro, który był filmem sentymentalnym, przeznaczonym pierwotnie tylko dla dzieci, o tyle Powrót do marzeń jako obraz skierowany do starszej widowni powinien ukazywać różne odcienie szarości. Nie mówię, że tego całkiem nie ma (Toshio wspomina o problemach finansowych rolników, czasem niebezpiecznie ocierając się o poglądy socjalistyczne, ale o tym za chwilę), jednak to wciąż za mało. Ponadto scenariusz jest przewidywalny. Oczywiście takich filmów nie ogląda się po to, byśmy odkryli, że Kowalski zabił Nowakową szpikulcem do lodu, ale niewątpliwą zaletą Szeptu serca czy Makowego wzgórza było to, że potrafiły nas zaskoczyć pewnymi detalami, nawet jeśli ich ostatnie minuty ocierały się o schemat. Trzeba jednak przyznać, że Powrót do marzeń powstał w czasach, gdy nikt jeszcze nie przywykł do „współczesnej chłopomanii”.

Oprawa audiowizualna prezentuje się dobrze, a szczególna pochwała należy się scenom z dzieciństwa. Minimalistyczna scenografia, białe tła, pastelowe kolory… Całość przypomina filmy z Charliem Brownem i efekt jest właściwie podobny – wygląda to tak, jakby animacja została stworzona nie tyle przez zawodowca, co przez utalentowane dziecko, ale może właśnie dlatego trafia do serca i nie sposób jej nie lubić. Muzyka skomponowana przez Katsu Hoshiego to kolejny dowód, że nie trzeba być Joem Hisaishim, by stworzyć naprawdę dobrą ścieżkę dźwiękową. Hoshi wykorzystuje ograne szlagiery do podkreślenia specyficznych, często komicznych scen (np. nieśmiertelny i znany na całym świecie Taniec węgierski Brahmsa podczas lunchu w stołówce), ale też wie, kiedy przyhamować i nadać całości bardzo intymny, ludzki wymiar, czego dowodem jest tradycyjna dla studia Ghibli piosenka na zakończenie. Jedno tylko nie daje mi spokoju – skąd oni, u licha, wytrzasnęli ten węgierski zespół ludowy?

Na zakończenie trzeba wspomnieć o kontrowersjach wokół filmu, które dla polskiego widza mogą być trudne do spostrzeżenia. Twórcom oberwało się ze wszystkich stron politycznej sceny. Prawica zarzucała filmowi promowanie idei socjalistycznych, przesadnie wyeksponowaną emancypację i nieuzasadnioną krytykę japońskiego kapitalizmu. Z kolei lewica nie mogła zdzierżyć pochwały poszanowania tradycji i obyczajów. Jednak największą kością niezgody był rozwój głównej bohaterki, z którego żadna ze stron nie była zadowolona. Takahata dowodzi, że kobieta będąca rzekomą starą panną wciąż ma prawo do szukania szczęścia (także w miłości), z drugiej jednak strony nawiązuje do Biblii (1 Tm, 2, 14­‑15) i twierdzi, że spełnienie kobiety może nastąpić tylko wtedy, gdy przyjmie ona na swe barki rolę matki i żony. Jeśli ktoś pytałby mnie o opinię, wychodzę z założenia, że skoro obie strony są niezadowolone, to reżyserowi udało się zachować obiektywizm.

Powrót do marzeń to film trudny i bardzo specyficzny. Lista osób, którym się nie spodoba, jest bardzo długa, nawet jak na standardy studia Ghibli (które nie mizdrzyło się nigdy do widzów jak panna na wydaniu). Na pewno polubią go miłośnicy obyczajówek (aczkolwiek muszą wziąć poprawkę, że nie mamy tu do czynienia ze słodką i naiwną historyjką), może się też spodobać tym, którzy chcieliby trzeźwego spojrzenia na współczesną Japonię, zaś amatorzy filmów nietypowych również nie będą czuli się zawiedzeni. Nie polecam natomiast osobom szukającym fantastyki, walk, komedii młodzieżowej (jest tu zbyt wiele nostalgicznych scen), kryminału, sensacji i… jeśli wytrwaliście do tego momentu w recenzji, łatwo się domyślicie, że większa część widowni uzna ten film za nudny gniot. Natomiast nie do końca rozumiem głosy mówiące, że jest to obraz wybitnie nie dla panów. Ja, dwudziestodwulatek o aparycji czarnego charakteru z filmów Disneya, obejrzałem go z prawdziwą przyjemnością, delektując się skomplikowanym charakterem głównej bohaterki, przywodzącej na myśl heroiny z pierwszorzędnych oper.

Sulpice9, 3 marca 2013

Recenzje alternatywne

  • Avellana - 14 lipca 2005
    Ocena: 8/10

    Wspomnienia z dzieciństwa kluczem do odnalezienia prawdziwego celu w życiu… Jeden ze starszych filmów Studia Ghibli, przeznaczony dla dorosłej widowni. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Ghibli
Autor: Hotaru Okamoto, Yuuko Tone
Projekt: Yoshifumi Kondou
Reżyser: Isao Takahata
Scenariusz: Isao Takahata
Muzyka: Katsu Hoshi

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Powrót do marzeń Monolith Video 2007
1 Powrót do marzeń Monolith Video 2013