Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 8/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,67

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 59
Średnia: 7,34
σ=1,35

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Towa no Quon

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 6×48 min
Tytuły alternatywne:
  • トワノクオン
zrzutka

X­‑men po japońsku.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Antanaru

Recenzja / Opis

Załóżmy, że ktoś chciałby przenieść ideę X­menów na japoński grunt. Grupa prześladowanych mutantów, porzuconych przez rodziny i wyalienowanych ze społeczeństwa, wspierająca się nawzajem, jest prześladowana przez złą organizację będącą częścią jeszcze bardziej złego spisku i inne rzeczy, których możecie się spodziewać. Pomysł ten trzeba by odpowiednio „zjaponizować”, tzn. dodać trochę efektownych transformacji, fikuśnych ubrań (Amerykanie za słabo znają się na modzie), ratowania się nawzajem i dużo, dużo gadania o przyjaźni. Voilà – tak powstało Towa no Quon.

Zacznijmy od postaci, bądź co bądź na to fani najbardziej zwracają uwagę. Grupa mutantów ukrywa się pod szyldem parku dla dzieci „Ogród Fantazji”, wieczorami ratując przed wspomnianą Mroczną Organizacją (tutaj pod mianem Custos) młodych mutantów, nieopierzonych i przerażonych swoją nieujarzmioną mocą. Przewodzi im tytułowy Quon, kierujący się maksymą „Uratuję ich wszystkich” (powtarzana z częstotliwością katarynki, na wypadek, gdyby ktoś zapomniał) i używający jej jako głównej taktyki w starciach. Postępowanie takie do czasu się sprawdza, a to głównie dzięki jego potężnym mocom – ma on zdolności regeneracji (Wolverine), telekinezy (Phoenix), jak i tzw. ostrze telekinetyczne (Psylocke) – a co, zna się fachowe słownictwo. Ma również tajemniczą przeszłość i czy zaskoczę kogoś jego tragicznym epizodem złego wykorzystania mocy w młodości? Zapewne nie (a próbowałem…), przejdźmy więc do reszty. Mamy telepatkę Tei, matkującą reszcie (prof. Xavier), wojowniczkę Yuri o nadludzkiej szybkości i zręczności (Speed), a także wydatnych pośladkach (spokojnie, fanserwis zamiera po pierwszym odcinku); osieroconą Kiri opiekującą się babcią i posiadającą moc głosu (Banshee), teleportera (Nightcrawler) i inne takie. Chyba już udowodniłem, że Ameryki ta seria (nie)odkrywa. Po porzuceniu rojeń o jakiejkolwiek oryginalności charakterów pozostaje sprawdzić jakość, i tutaj nie jest najgorzej. Dywersyfikacja charakterów jest, każdy znajdzie swój ulubiony szablon z anime, będzie mu kibicował przez resztę serii i nie zawiedzie się, bo postacie zachowują się konsekwentnie i bez kompleksu „tańczę, jak mi scenarzysta zagra”. To bohaterowie jednego tematu, głębi w nich tyle, co w kałuży, ale przynajmniej to ładne kałuże, pozbawione błota.

W temacie fabuły zadziwiająco podobnie. Nie jest ona zła. Nie jest też dobra, a z pewnością skądś już znana. Zła Organizacja jest… zła, coś tam gadają o utrzymaniu porządku społecznego, ale nikt tematu nie rozwija i w praktyce mordują dzieci na ulicach. Wśród jej członków są rzecz jasna zagubieni, którzy mają szansę na odkupienie złych uczynków (niejaki Shun), sprowadzeni na złą drogę przez tragiczną przeszłość, a jakże. Szef organizacji też jest Zły. Chichocze, torturując ludzi, później pozwala sobie nawet na maniakalny śmiech. Ma też złe oczy – to z kolei zasługa grafików. Tak podminowanego, obojętnego na cierpienia maluczkich spojrzenia dawno nie widziałem. Ma za to plusa, ale ogółem i tak wypada tragicznie. Fragmenty z nim można przewinąć, i tak wiadomo, co by powiedział. Dzięki Bogu zaczyna być istotną postacią dopiero pod koniec, wcześniej służy tylko za źródło cyborgów ścigających mutantów po ulicach, zaś seria zajmuje się głównie sensacyjno­obyczajowymi historiami mutantów z Ogrodu Fantazji i ratowanych przez nich mutaciątek.

Historie te, zabierające większość czasu antenowego, wypadają całkiem nieźle. Oryginalności w nich tyle samo, co w reszcie serii, ale z realizacją studio Bones sobie poradziło. Największa w tym zasługa, ciekawostka, długości odcinków. Standardowe 25 minut nie pozostawia wyboru – odcinki muszą być monotematyczne, a dłuższe historie trzeba posiekać i upchać w mniejsze porcje. Tutaj takiego przymusu nie ma, co dało scenarzyście dużo większe pole manewru. Mógł zmieścić zarówno spokojnie poprowadzoną część obyczajową, jak i kilka walk podnoszących napięcie – tutaj popychających fabułę do przodu, a nie do niej doczepionych. Dzięki temu odcinki są zrównoważone – w każdym jest wyraźnie zaznaczony motyw dnia poprowadzony w dobrym filmowym tempie, trochę poznawania bohaterów i pewien postęp wątku głównego całej serii. Inna sprawa, czy postępy tego ostatniego były przeze mnie oczekiwane, bo, mówiąc szczerze, obyłbym się bez nich. Zazwyczaj czepiam się braku logiki, tutaj też w kilku miejscach postacie zachowują się w sposób boleśnie głupi, ale na to gotowym przymknąć oko (nie jest to przesadnie częste) – kole mnie co innego. Nuda. W tej opowieści brak serca. Akcji w niej jest całe mnóstwo, ale okropnie kłuje w oczy, że ta historia została do serii zwyczajnie dorobiona. Jakaś była potrzebna do spojenia zdecydowanie ciekawszych wątków pobocznych i grupy nie najgorszych postaci, więc ją dodano. Kompletnie nieoryginalną i pozbawioną blasku. Że można lepiej zrealizować shounenową klasykę, udowodniło to samo studio Star Driverem, ledwo rok wcześniej. Tamten serial był utrzymany w lekkim tonie, tutaj jest poważniej, ale nie dość poważnie, żeby naprawdę wciągnąć. Twórcy unikają ciężkich tematów, ciężkich scen i topią wszystko w poprawności politycznej. Jedyne, co dla mnie podtrzymywało tę produkcję przy życiu pod koniec, to historia Quona, z której można by wykrzesać całkiem sporo, gdyby poświęcono jej więcej niż liche 20 minut.

Wracając do mniej subiektywnych spraw, warstwy technicznej tej serii nie sposób krytykować. Jest ona nieprzeciętnie spójna. Co mam przez to na myśli – grafika nie przechodzi w inny tryb, kiedy zaczyna się walka, nie przechodzi w inny tryb, gdy trzeba coś modelować grafiką komputerową, nie przechodzi w inny tryb, kiedy pokazujemy krajobraz. Tutaj panuje żelazna konsekwencja i stały, bardzo wysoki poziom. Walki są oddane świetnie, dynamicznie i z wieloma detalami, krajobrazy szczegółowe (szukałem trochę, ale nie znalazłem uproszczeń), a postacie zachowują się też naturalnie i płynnie w codziennych sytuacjach, nie tylko podczas młócki. Przez tę stałość poziomu nie ma tu nic epickiego, nic, co by wgniatało w fotel, ale cieszę się, że nie próbowano takich elementów wstawiać na siłę, jak we współczesnym kinie hollywoodzkim. Z muzyką jest tak samo – tak samo jednolicie ponadprzeciętnie. Jest scena – jest i pasująca filmowa muzyczka, nikt tu nie udaje, że ma jakąkolwiek artystyczną wartość, ale wiedziano, jak dobrać ją do scen. Co najważniejsze, podkreśla ona nastrój, a nie go wywołuje – nie da się tutaj zgadnąć, co zaraz nastąpi, słuchając zmian melodii, raczej odwrotnie: kiedy zmienia się sytuacja, muzyka gładko wchodzi w nowy nastrój, a kiedy nie jest już potrzeba, ukradkiem się wycofuje. Piosenki otwierającej tutaj nie ma, zamykająca natomiast to bardzo dynamiczny rockowy utwór. Nie lubię tego gatunku, ale ten przedstawiciel mi się spodobał, więc dołączam do pozytywów.

Nie będę ukrywał – jestem zły na tę serię. Jestem zły nie z tego powodu, że seans był mi jakkolwiek przykry, nie w tym rzecz. Ta seria jest całkiem niezła, ale tylko niezła, co akurat studiu Bones trochę nie przystoi. Za starych dobrych czasów (do 2008 r.) mieli oni w zwyczaju dostarczać z pewną regularnością pozycje o sporych ambicjach, ostatnio zaś widzę tylko takie, o których można powiedzieć coś przeciwnego – doskonale realizują owych ambicji brak. Odkładając złośliwości na bok, to ciągle ogląda się całkiem przyjemnie i seans nie będzie czasem straconym, o ile nie macie czegoś lepszego w szufladzie, choćby tego samego studia.

Tablis, 30 czerwca 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: BONES
Projekt: Kenji Mizuhata, Shingo Takeba, Toshihiro Kawamoto, Yutaka Izubuchi
Reżyser: Takeshi Mori, Umanosuke Iida
Scenariusz: Toshizou Nemoto
Muzyka: Kenji Kawai