Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Tsuru Japan Festival 2017

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 2/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,50

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 5
Średnia: 8,2
σ=2,23

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Diablo)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Yasuko to Kenji

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 10×45 min
Tytuły alternatywne:
  • ヤスコとケンジ
  • Yasuko and Kenji
Tytuły powiązane:
Widownia: Shoujo; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Live action
zrzutka

Bo w tym cały jest ambaras, żeby czworo chciało naraz, czyli romans podwójny; szkoda, że na dłuższą metę nudny.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: cathbanned

Recenzja / Opis

Ileż to razy, moi drodzy, spotykaliśmy się z sytuacją, że oglądamy jakiś ciekawy serial anime, dajemy się porwać fabule i związujemy się emocjonalnie z bohaterami, tylko po to, by przekonać się, że ostatni odcinek nie dość, że nie odpowiada na wszystkie pytania, to jeszcze urywa się w ciekawym miejscu? Większość z was odpowiedziała pewnie „wiele razy”. Bo tak to zwykle bywa, że anime, szczególnie z ostatnich lat, najpierw kusi, ale potem odprawia widza z kwitkiem w objęcia mangi, gdzie ten może przekonać się, co było dalej… Ale od każdej reguły są wyjątki. Dziś, moi drodzy, przedstawię wam serial, aktorski co prawda, ale zawsze, który kończy to, co manga zaledwie zaczęła. A imię jego Yasuko to Kenji.

Tytułowi Yasuko i Kenji to mieszkające razem rodzeństwo, które tragiczny los pozbawił obojga rodziców. Teraz Yasuko jest niezbyt lotną uczennicą liceum, natomiast Kenji, który dawniej był szefem tokijskiego gangu, jest obecnie znanym twórcą romantycznych mang dla dziewcząt, tyle tylko, że tworzącym pod żeńskim pseudonimem Reika Sakuraba. Dlaczego? A bo tak… Jako „przyszywana” rodzina mieszkają z nimi pod tym dachem niejaki Mosu i Ajidasu. Obaj byli niegdyś członkami gangu Keijego, a teraz postanowili zostać przy nim na zawsze. Spytane o to, ich własne rodziny odmówiły komentarza… A właściwie to nie wiadomo, bo nikt się o nich nawet nie zająknął. Wszystko byłoby pewnie piękne i sielskie, gdyby Yasuko nie była na bakier z nauką, a Kenji nie był ekstremalnym przypadkiem znanego z wielu anime faceta z obsesją na punkcie siostry. Ale to nie wszystko. Do miasta wróciło właśnie rodzeństwo Tsubakich. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdy nie to, że Erika Tsubaki oraz przybyła wraz z nią Kaori dziesięć lat temu miały własny gang, który… Tak, który rywalizował z gangiem Kenjiego! Ale to nie wszystko. Otóż Erika jest od tych dziesięciu lat na zabój zakochana w Kenjim i wróciła z nadzieją, że uda się jej go teraz zdobyć. Co więcej, Yasuko zakochuje się od pierwszego wejrzenia w jej młodszym bracie, Junie, co sprawia, że obie panie zawiązują sojusz w celu zdobycia ukochanych mężczyzn. Tyle tylko, że Kenji nie chce słyszeć ani o jednym, ani o drugim związku, a oprócz perypetii miłosnych przed bohaterami wyrastać będą też inne przeszkody.

Tak to właśnie wygląda od strony fabularnej. A w jaki sposób wykreowano bohaterów? Cóż, zaryzykowałbym stwierdzenie, że autorzy serialu poszli po linii najmniejszego oporu, serwując nam znany z wielu anime schemat. Yasuko przez większość serii jawi się jako słodka idiotka z przebłyskami pewnej dojrzałości, która i tak oscylowała na poziomie piętnasto-, a nie siedemnastolatki, jakby tego chciał scenarzysta. Co też poniekąd usprawiedliwia zaawansowane stadium obsesji Kenjiego. Ten bynajmniej chodzącym ideałem nie jest, ba – został przerysowany do granic absurdu, ale jawił mi się jako najbardziej interesująca postać w serialu. I tak na dobrą sprawę, to dzięki niemu zostałem przy ekranie aż do końca serii. Straszny z niego choleryk, a w dodatku, jak na artystę przystało, bardzo kontrowersyjny typ. Jego mimika i „stawowe strzały” są w tym serialu głównym źródłem komedii. Erika z kolei stanowi wypadkową dwóch poprzednich postaci. Na co dzień miła i uczynna, w towarzystwie Kenjiego, bądź na samą myśl o nim, dostaje małpiego rozumu i w zależności od sytuacji albo rozpływa się w romantycznych wizjach, albo zostaje żeńską wersją Godzilli, siejącą chaos i spustoszenie. Pozostałe postaci, jak Mosu, Kaori czy Ajidasu, pełnią w gruncie rzeczy funkcję biernych statystów. O ile Kaori ma jeszcze własne zdanie i zdolna jest podejmować samodzielne działania, to wspomniani dwaj panowie robią tylko za wierne pachołki szefa czekające jedynie na polecenia. A jak jeden z nich się z tego schematu na chwilę wyłamie, to kończy się to tragicznie…

Równie schematycznie wygląda także, niestety, kwestia wykorzystanego tutaj humoru, fabuły oraz gagów. Nie ukrywam, że Yasuko to Kenji było dla mnie pierwszym spotkaniem z azjatyckim serialem typu „drama”, ale w czasie seansu trudno mi było nie odnieść wrażenia, że twórcom zależało na stworzeniu „aktorskiego anime”. Mnóstwo tutaj chwytów jakby wprost stamtąd zaczerpniętych, że wspomnę chociażby o gwiazdkach i aureolkach w scenach romantycznych, licznych ujęciach „super­‑deformed”, które starają się symulować aktorzy, z Kenjim na czele, czy choćby miłosnych monologach zakochanych bohaterek. Myślę zresztą, że każdy obyty z romantycznymi komediami anime widz bez trudu zauważy tego typu elementy i inspiracje. Samo w sobie nie jest to oczywiście niczym złym. Tyle tylko, że Yasuko to Kenji jest zwyczajnie strasznie infantylne i miejscami tak absurdalne, że ociera się o głupotę. Nie chcę tu spoilerować, ale działania bohaterów, bądź też ich rodzin, każą widzowi poważnie zastanowić się nad ich dojrzałością czy też przystosowaniem społecznym. Czasami także problemy stawiane przed bohaterami można by rozwiązać w sposób tak banalny, że aż żałość bierze. Nie oznacza to, że w fabule i scenach humorystycznych nie ma żadnych dobrych elementów. Seria ma oczywiście przebłyski wyższej jakości, ale co z tego skoro toną one w oparach głupoty bądź totalnego absurdu.

Dość dobrze za to wygląda kwestia gry aktorskiej. O ile do kreacji Eriki, Kaori czy też Kenjiego trudno się przyczepić, gdyż grali oni całkiem naturalne i widać było, że aktorzy wczuli się w swoje role, o tyle postaci Yasuko, a już szczególnie Juna, zrobiły na mnie marne wrażenie. Sama Yasuko nie tyle może z powodu złej gry, tylko ogólnej głupowatości tej postaci, ale już Jun chwilami przypominał mi Ichikę z anime IS: Infinite Stratos. Miłe to to, uczynne i pilne w nauce, ale w kwestiach uczuciowych głupie jak but i sztywne jak kołek w płocie. Ogólnie powiedziałbym, że młodzi zakochani byli straszliwie irytujący. Nieco lepiej prezentowały się sceny akcji, których skądinąd jest tutaj sporo, choć one też zostały zrealizowane wedle ogranego schematu „potwora tygodnia”. Ot, co jakiś czas napatacza się z księżyca jakiś wróg, kogoś z bohaterów porywa, a potem Kenji, niczym Clark Kent, zrzucał z nosa okulary, wskakiwał w swoją pelerynkę i pędził skopać kilkanaście tyłków przeciwnikom, którzy, oczywiście, nie mieli z nim szans. Wszystko to w obowiązkowo mrocznych i ciemnych opuszczonych magazynach czy też innych barach.

Słowem podsumowania stwierdzę rzecz następującą: to nie jest zbyt dobry serial. Pierwsze kilka odcinków potrafi stworzyć pozytywne wrażenie i zainteresować historią, ale gdy praktycznie każdy odcinek jest stworzony wedle tego samego schematu, a dodatkowo okraszony zostaje sporą dawką kiczowatego dramatyzmu bądź totalnego absurdu (zostawiać siedmioletnią dziewczynkę samą w szpitalnym pomieszczeniu, z ciałami jej świeżo zmarłych w wyniku wypadku rodziców? Ja wiem, że to inna kultura i w ogóle, ale na litość Pikachu, to już chyba przesada?), to widza zaczyna dopadać najpierw zmęczenie konwencją a potem już tylko irytacja. To nie tak, że Yasuko to Kenji nie ma żadnych pozytywnych elementów. Ale cóż z tego, skoro ostatecznie toną one w licznych słabościach tego serialu? Muszę jednak uczciwie przyznać, że mimo wszystko spotykałem się z gorszymi produkcjami, tak więc ogółem serial mogę wycenić na 4. Polecam go tylko osobom zaznajomionym z mangą i pragnącym dowiedzieć się, jak potoczyły się dalsze losy jej bohaterów. Ewentualnie osobom szukającym lekkiej i absurdalnej komedii romantycznej. Jednak zarówno jednym, jak i drugim, szczerze zalecam dawkowanie w postaci maksymalnie jednego odcinka dziennie. W większych dawkach serial może być zabójczy.

Diablo, 9 czerwca 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Autor: Aruko
Reżyser: Makoto Naganuma, Miyuki Honma, Tarou Ootani
Scenariusz: Masahiro Yamamura, Tetsuya Ooishi, Yuusuke Watanabe
Muzyka: Michiru Ooshima