Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Komentarze

Chihayafuru

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    Maurenn 21.05.2017 14:06
    Nie rozumiem, dlaczego to jest josei? Z pewnością mogłabym to polecić wielu dziewczynkom z podstawówki…Jest piękne, ciekawe i wzruszające.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    manami 30.12.2014 02:55
    To "coś"
    Nie jestem pewna, czy po obejrzeniu zaledwie jednego odcinka mogę wystawiać jakiekolwiek oceny, ale wiem jedno. Chihayafuru jest wyjątkową pozycją, którą pochłonę jednym tchem. Już po obejrzeniu wspomnianego pierwszego odcinka pokochałam to „coś”. A kiedy skończę oglądać, wtedy napiszę coś więcej.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Atena 12.10.2014 13:19
    Denerwowały mnie dwie rzeczy. Chyba w każdym odcinku ktoś beczy, łzy lecą potokami, scena wydłuża się niemiłosiernie. Człowiek zastanawia się, no cholera, czy to naprawdę powód by płakać, znowu?! Na dłuższą metę to naprawdę irytujące. I jeszcze jedno, jak zauważyła recenzentka – relacje bohaterów, które stanęły w martwym punkcie nie postępując do przodu ani o milimetr. Wielka szkoda, bo to ciekawiło mnie bardziej od karcianych potyczek. Mimo to anime naprawdę udane. Wciągające i pięknie narysowane. Polecam 7/10!
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    muhomorniczy 9.10.2014 12:56
    głupia gra
    Największą wadom tego anime jest głupota tej gry, chodzi wyłącznie o refleks, bo nauczyć się fragmenty jedne i te same 100 poematów na pamieć to banał,Polecam serie o Go, to było coś.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    Grimmjow 24.09.2013 16:23
    Odpuszczam sobie dalsze ogladanie...
    Po obejrzeniu pierwszych odcinków, anime bardzo mi się spodobało, osobowość bohaterów jest bardzo ciekawa i zróżnicowana. Każdy z nich ma swój własny cel, który wspólnymi siłami realizują. Bardzo dobre okruchy życia i szczerze wolałbym, aby anime skupiło się na relacjach między klubowiczami. Karuta, to ciekawy sport, ale ileż można? Większość seansu to zbijanie kart, przez co widz z czasem coraz bardziej jest znudzony. Do tego czytanie tych wersów jest dobijające. Za którymś razem nachodziły mnie myśli „cholera, pośpiesz się babo z czytaniem”. Jestem teraz na 3 odcinku drugiej serii i chciałem oglądać dalej, jednak przeczytałem tutaj, że zarówno w anime, jak i w mandze, między dwójką głównych bohaterów do niczego nie dochodzi. Miałem nadzieję, że w kolejnej serii ich relacja jakoś się rozwinie. Nie lubię anime, gdzie akcja stoi w miejscu. Ok, karuta idzie do przodu, mimo wszystko ta ich obsesja na punkcie kart zaczyna mnie już męczyć. Ogólnie miałem dać 8, ale skoro dalej nic się nie zmienia – 7/10.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 8
    Hiromi 12.09.2013 02:14
    To jak potoczą się losy bohaterów nie jest zależne od nas fanów, oczywiście w głębi serca możemy tworzyć własne scenariusze, a czy znajdą one odzwierciedlanie w anime, tego nie wiemy. Powinniśmy się cieszyć, iż dano nam obserwować tę historię.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 13
    Lycoris 7.09.2013 09:33
    W sumie czemu nie.
    Sięgając po tę serię liczyłam na odkrycie drugiego Hikaru no Go, tym razem w wersji żeńskiej. Niestety, fakt, że Chihaya jest uroczą dziewczyną zamiast zaletą stał się jedną z głównych w moim przekonaniu wad.

    1. Trójkąt romantyczny. Jeśli ktoś niespecjalnie lubi wątki tego typu, niech poważnie się zastanowi przed obejrzeniem tej serii. Cała trójka głównych zainteresowanych wykazała się bowiem nadzwyczajną umiejętnością do zadawania sobie nawzajem więcej bólu niż to konieczne.

    2. Zachwyt główną bohaterką. Ależ owszem, czemu nie? Głupiej też należy się. Tylko nie w takich ilościach, bo zachwyt nią był w niektórych momentach nie tylko naciągany, ale i ciężkostrawny.

    3. Postęp. Tym, co najbardziej urzekło mnie w Hikaru no Go były postępy czynione przez głównego bohatera, jego „nemezis” oraz przyjaciół. Tutaj mi tego zabrakło – każda „walka” Chihayi wyglądała niemal tak samo: najpierw widz dowiaduje się, jak silny jest przeciwnik i że ma szanse wygrać, a potem główna bohaterka jednak pokonuje go, bo… zrobiła postęp i stała się lepszym graczem? Nie… Raczej nie. Dużo lepiej wypada to w odniesieniu do jej przyjaciół, którzy dopiero zaczynają przygodę z karutą, aczkolwiek cały czas zastanawiało mnie jak to możliwe żeby praktycznie jako żółtodziób tak szybko wspiąć się na szczyt…

    4. Arata. Jego kreacja bardzo przypominała mi Akirę, z tym, że Akira… Akira bez przerwy rósł w siłę. Arata natomiast jest absolutnie niepokonany i nie ma nikogo, kto mógłby się z nim mierzyć. Nie przypadło mi to do gustu, ale cóż…

    Mogłabym generalnie wysnuć wniosek, iż seria ta nie jest dla mnie. Problem polega jednak na tym, że bawiłam się na niej bardzo dobrze i czasu na nią poświęconego ani trochę nie żałuję. Do perfekcji jej daleko, ale nie zmienia to faktu, że jest jedną z najprzyjemniejszych serii „sportowych” z jakimi miałam do czynienia i mogę ją z czystym sumieniem polecić wszystkim fanom zarówno anime szkolnych jak i sportowych z wątkiem miłosnym w tle.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 8
    ERA 1.07.2013 08:48
    Złe
    A mi się jakoś kompletnie nie podobało. Ta Karuta przyprawia mnie o mdłości – jak słyszę, iż ktoś nazywa ta irytującą gierke w karty SPORTEM to dosłownie wybucham śmiechem.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Subaru 23.06.2013 14:11

    Zrobić ciekawe anime o nudnej, tradycyjnej grze w karty – możliwe.

    Zabierając się za tę serię, nie miałem pojęcia, o czym będzie, spodziewałem się jakiegoś szkolnego romansidła. Pozytywnie się zaskoczyłem, bo jest to jedno z nielicznych anime sportowych skierowanych do kobiet. Nie trzyma się to kupy tylko w teorii, bo realizacja wypada nieźle.

    Od razu w oczy rzuca się delikatna i przyjemna dla oka kreska, Chihaya jest naprawdę śliczna, a jej skromny iloraz inteligencji w ogóle (mnie) nie irytuje, co u tego typu bohaterek jest rzadkością. Pewnie w drugim sezonie trafi mnie szlag, ale póki co jest fajna.

    Wszystkie postaci są rozpoznawalne, Taichi i Arata przystojni i znacząco różniący się od siebie, mimo że nie ma tu nic przejaskrawionego, nie ma nienaturalnych, przesadzonych zachowań. Postawiono na realizm, i bardzo dobrze. Mimo że wyraźnie widać, kto wiedzie prym w tej serii, to reszta bohaterów jest przedstawiona na tyle dobrze, że da się ich bez problemu polubić, choć Arata najczęściej jest tylko wystrojem wnętrza. Oby to potem zmienili.

    Wątek romantyczny jest niby ciągle obecny, a tak, jakby go nie było. Tylko w jednej scenie Taichi przyznaje, że jest zakochany, Chihaya jest zupełnie ślepa na jego delikatne podchody.

    Na początku anime mnie wciągnęło, ale od około połowy zaczęło nużyć. Zbyt przeciągające się karciane pojedynki, za mało akcji, za dużo rozgrywek, by ekscytować się każdą jedną, bo mimo że rangi są wyraźnie zaznaczone, to nie ma się wrażenia, że przechodzi się na jakiś kolejny poziom, że jest to piramida osiągnięć, że dąży się do pewnego konkretnego celu, tak jak w shounenach, i tego mi brakowało. Wszystkie turnieje wyglądały bardzo podobnie.

    6/10.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Hiyorin25 3.03.2013 22:05
    Chihayafuru było moim pierwszym anime sportowym. Zabrałam się za nie tylko dlatego, że moja koleżanka wychwalała je pod niebiosa. Cóż… chyba zrozumiałam, o co jej chodzi.
    Przygoda Chihayi i jej przyjaciół z karutą wciągnęła mnie bardziej, niż niejedno anime akcji. Rzadko się zdarza, bym tak wczuwała się w klimat i bohaterów. Wszelkie ich porażki powodowały u mnie zaszklenie oczu, to było tak druzgocące, jakbym to ja przegrywała. Jednak bez nich ta seria nie była by tak realistyczna. Główna bohaterka stara się, ewidentnie ma talent, ale nie jest mistrzem świata już po pierwszym turnieju. Stara się pracować nad brakami, choć jest tylko człowiekiem. Oczywiście, oprócz niej, są jeszcze inne postacie, wszystkie naprawdę sympatyczne i łatwe do polubienia. Techincznie, również jest cacy. Kreska przyjemna dla oka, za to muzyka, a szczególnie ending i opening, po prostu cudowna. Dawno nie oglądałam tak dobrej serii, co więcej, przekonałam się do sportowych anime, a słyszałam już o kilku must watch. Wiadomość o drugim sezonie spowodowała u mnie nagłą chęć dzikiego tańca radości. Na szczęście, ten również trzyma wysoki poziom swojej poprzedniczki. Ode mnie 9.5/10, pół punkcika w dół za kilka nudnawych odcinków. Polecam!
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 11
    Chudy 27.01.2013 23:27
    -
    Anime jest świetne, lecz żałuję, że zacząłem oglądać je teraz. Ponieważ będę naładowany emocjami podczas oczekiwania na kolejne epizody 2 sezonu. Ale cóż jakoś trzeba to znieść :). Anime Genialne. Bardzo ładnie wykonane. Powiem szczerze, że karuta mnie wciągnęła i chętnie bym w to pograł, lecz wymaga to znajomości japońskiego . . .

    Gorąco polecam to anime każdemu, ponieważ jest ... (brak słów). Właśnie skończyłem 1 serię i mam za dużo emocji w sobie z tym powiązanych. Tak obejrzałem całą serię w jeden dzień. Urzekła mnie uroda głównej bohaterki, lecz drażni mnie jej zauroczenie względem Araty. Osobiście uważam, iż chihaya powinna związać się z taichim, gdyż bardziej do siebie pasują (o ile autorzy anime zamierzają coś takiego wprowadzić ( mam na myśli pogłębienie wątku miłosnego (na co liczę :) ))).

    Oczywiście oceniam to anime na maxa. 10/10. Niczego mi tu nie brakowało :).
    Odpowiedz
  • Avatar
    R
    Góral 15.01.2013 11:35
    Recenzja moshi_moshi - parę uwag
    moshi_moshi napisał(a):
    Istotny jest fakt, że kyougi karuta ma bardziej przejrzyste zasady od na przykład go

    Polemizowałbym, że karuta ma bardziej przejrzyste zasady od go. Nie wyobrażam sobie bardziej przejrzystych (ani prostszych) zasad niż te w go.

    Problemem okazało się to, że seria została nakręcona na podstawie wciąż publikowanej mangi.

    Dla mnie to nie jest problem. Problemem są raczej anime, w których twórcy postanawiają zademonstrować własną pomysłowość w wyniku czego fabuła cierpi na tyle, że nie da się później zekranizować dalszego materiału mangi bez restartu serii. Tak było w przypadku choćby FMA, Hellsinga, Guyver'a czy Claymore'a (z tym, że w przypadku tego ostatniego nie wiemy czy doczekamy się kiedyś remake'u). Stąd otwarte, ale wierne mandze zakończenie na pewno nie jest wadą.
    Jeśli chodzi zaś o przegrywanie pojedynków, również zaliczam to jako plus. Odrobina realizmu w serii sportowej to rzecz naprawdę rzadko spotykana, szczególnie w przypadku skuteczności głównego bohatera. Przeważnie mamy do czynienia z osobami, które mogą tylko piąć się w górę i „levelować” w przesadzonym i niczym nieograniczonym tempie (przykładem jest choćby Echizen z PoT albo Tsubasa). I nie, widz nie oczekuje szybkiej ewolucji o czym świadczy choćby niesamowita popularność Chihayafuru. Nie wiem jak można oczekiwać, by w tak krótkim czasie bohater, który ledwo dostał się do najwyższej ligi, pokonał najlepszego z najlepszych. Raz, że byłoby to nierealne, a dwa odcięłoby drogę rozwinięcia historii lub wymusiło wprowadzenie nieziemskich przeciwników (co może tylko zgubić serię i od takich momentów mamy tendencję spadkową). Tempo prowadzenia historii i rozwijania umiejętności boahaterów jest właśnie w sam raz (czyli szybsze niż w rzeczywistości, ale bez przesady).

    Chwilami zastanawiałam się, czy nie zatrzymała się ona na poziomie szkoły podstawowej.

    Śmiem twierdzić, że nawet w tych mniej poważnych momentach Chihaya zachowuje się bardziej dojrzale niż znacząca większość postaci w jej wieku z innych anime. To że nie zachowuje się jak panna, której tylko królewicze w głowie uważam akurat za sporą zaletę i jeden z uroków tej postaci. Możliwe, że dla dziewczyn wątek romantyczny potraktowany po macoszemu może się nie podobać, ale męska część widowni będzie z kolei zadowolona z takiego obrotu sprawy. Podejrzewam, że gdyby proporcje sport­‑romans były odwrócone i dominowała właśnie część obyczajowa seria stałaby się niestrawna dla wszystkich za wyjątkiem wielbicielek shoujo.

    Chihayafuru to seria ze sporą ilością wad

    Po czym wymieniasz dwie, które sporo osób (większość?) nie uzna za wady.

    Jestem zawiedziona, ponieważ mimo niedociągnięć, seria wyjątkowo przypadła mi do gustu i ani razu nie poczułam się znudzona. Wręcz przeciwnie, po zakończeniu seansu każda komórka mojego umysłu wołała „więcej!”

    Jesteś zawiedziona, ponieważ ani przez chwilę się nie nudziłaś, a seria wyjątkowo przypadła Ci do gustu? W takim razie życzę tobie więcej takich zawodów.

    Widzę spore sprzeczności w zacytowanym fragmencie.

    Karuta zawsze stoi u niej na pierwszym miejscu i chociaż uwielbia przyjaciół, zawsze patrzy na nich przez pryzmat gry, często nie dostrzegając rzeczy oczywistych, jak chociażby uczucia Taichiego.

    Dla widza może i jest to oczywiste, ale niby czemu dla niej miałoby być? Tym bardziej, że Taichi sam sobie nieraz przeczy i pcha ją w stronę innych adoratorów. Jak wspomniałaś, Chihayi tylko karuta w głowie (co z dowcipem zostało zademonstrowane w anime i mandze – mam tu na myśli wizualizację jej umysłu) stąd nie powinno dziwić, że jej życie uczuciowe na tym cierpi (a co za tym idzie cierpią osoby oczekujące rozwiniętego wątku romantycznego). I nie wiem jak można jej postępowanie nazwać błędnym, po prostu dziewczyna ma inne priorytety niż przeciętna siksa.

    przez swoją dziecinność i brak zdrowego rozsądku częstokroć marnuje ona szanse na zwycięstwo w grze, a z całym szacunkiem, nawet najsympatyczniejszy główny bohater, który nie potrafi wziąć się w garść, w końcu zostanie uznany za, za przeproszeniem, dupę wołową, nie bohatera.

    Nie zauważyłem niczego podobnego. Jeśli Chihaya przegrywała to w wyniku niedostatecznych umiejętności (chyba raz zdarzyło się, że nie wytrzymała presji, w debiutanckim występie, co jest zrozumiałe, ale później czegoś podobnego nie pamiętam). No i zupełnie nie wiem skąd zarzut, że Chihaya nie potrafiła wziąć się w garść albo brakowało jej zdrowego rozsądku. Jest wręcz przeciwnie. Nawet podczas najtrudniejszych meczów potrafiła zachować spokój, dokonać analizy sytuacji i wyciągnąć wnioski. Doskonale to widać podczas pojedynku Chihayii z królową, która słynęła z „łamania” swoich adwersarzy. Właśnie to uczenie się na błędach jest jedną z jej największych zalet.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    Gosiaczek 7.11.2012 00:55
    Cieszmy się!!!!!!!!!!!
    Tak, jak wszyscy fani „Chihayafuru” ja również nie mogłam doczekać się drugiego sezonu, ale nasza cierpliwość została nagrodzona, ponieważ zgodnie z krążącymi plotkami w tego rocznym zimowym sezonie anime rusza „Chihayafuru 2”. nie posiadam się z radości, mam nadzieję, że ta informacja was też ucieszy, to nie podpucha, ale sprawdzona sprawa. Pozostaje nam tylko poczekać.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Góral 22.10.2012 05:26
    Jedna z ciekawszych "sportówek"
    Świetne anime, jedna z najlepszych sportówek jakie oglądałem. Przede wszystkim postacie są rewelacyjne. Twórczyni naprawdę przyłożyła się do ich kreacji. Bohaterowie są przekonujący, realistyczni i dają się polubić od razu, a przy tym na tyle różnorodni i charakterystyczni, że widz zapamiętuje ich natychmiastowo. Do tego wyrywają się schematom, autorka wyraźnie postawiła tu na realizm, a nie przerysowanie czy zbytnie podkreślenie niektórych cech. Nie ma tutaj ludzi doskonałych czy skończonych partaczy i poszczególne cechy są dobrane w idealnych proporcjach. No i może najważniejsze – wyglądają i zachowują się jak przystało na swój wiek co w dzisiejszych anime/mangach rzadko się zdarza (przeważnie 17­‑18­‑latki wyglądają i postępują jak 10­‑12­‑latki). Z tak interesującymi postaciami mógłbym nawet curling oglądać albo konserwację powierzchni płaskich. Interakcje między nimi i dialogi były przemyślane, nieraz przedstawione w dowcipny sposób i zawsze ciekawe.

    Sama dyscyplina sportu wydawać mogłaby się na pierwszy rzut oka nudna i bezsensowna, ale w miarę poznawania zasad i śledzenia meczów pierwsze niedobre wrażenie mijało i z czasem niektóre pojedynki (zwłaszcza te indywidualne) potrafiły wywołać we mnie wiele emocji. W efekcie kończyło się na tym, że kibicowałem komuś i z bezsensownej gry, karuta stała się interesującą dyscypliną. Duża w tym zasługa nie tylko postaci, ale również sposobu prowadzenia rozgrywek i reżyserii widowiska. Odpowiednie stopniowanie napięcia, ujawnianie we właściwym momencie asów w rękawie, wprowadzanie przypadkowego elementu do gry to jedne z wielu zabiegów, które urozmaicały rozgrywkę. Co więcej same postacie zarażały widza swoją miłością do gry w karutę. Widać było, że zależy im na wygranej, a mecze to coś więcej niż zabawa. Tego niestety nieraz brakuje w wielu anime sportowych albo jest ono słabo przedstawione. Generalnie również na tym polu anime wypadło znakomicie i Chihayafuru mogłoby służyć jako wzór odpowiedniego przedstawienia danej dyscypliny sportu.

    Na osobne wspomnienie zasługuje fabuła, która w przeciwieństwie do większości anime z gatunku sportowego nie została całkowicie pominięta. Jej podstawą jest przyjaźń trójki dzieci poddana próbie czasu. Po kilku latach cała trójka spotyka się razem, a relacje między nimi stają się znacznie bardziej skomplikowane. Pomimo etykiety josei romansu jest tutaj jak na lekarstwo co dla mnie jest zaletą. W mojej ocenie jest go w sam raz dla każdego i nawet wielbiciele tego gatunku powinni być zadowoleni. Jeśli nawet „cukierkowe” momenty się pojawiły to nie były zbyt nachalne, także i pod tym względem Chihayafuru się broni.

    Z technicznego punktu widzenia powiedziałbym, że seria jest perfekcyjna. Grafika i kreska są przepiękne, a muzyka nastrojowa, do tego pojawiająca się kiedy trzeba. Pod tym względem nie mam serii nic do zarzucenia i takiej oprawy życzyłbym każdej wartej obejrzenia serii.

    Podczas oglądania anime właściwie nigdy się nie nudziłem (wyjątkiem był wykład z poezji w 7 odcinku i powtórkowy 16), a na każdy odcinek czekałem z niecierpliwością. Duża w tym zasługa samej Chihayii, której nie da się nie lubić. Rzadko spotyka się niepłaczące (prawie) i nierozemocjonowane dziewczyny. I choć były słabsze momenty (szczególnie w pierwszej połowie serii) anime ostatecznie pozostawiło po sobie bardzo pozytywne wrażenie stąd polecam je bez wahania. Ode mnie solidne 8/10.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 10
    Maciejka 22.07.2012 16:06
    let's play karuta~!
    I kto by się spodziewał, że seria o karucie może być tak przyjemna, urocza i ekscytująca zarazem? Największa siła anime tkwi w postaciach, tak przesympatycznej gromadki nie widziałam już dawno i, co lepsze, Chihaya w klubie karuty nie ma wokół siebie męskiego haremu składającego się z bizonów o tęczowych włosach, nie! – jeden z chłopców wygląda jak prosiaczek, drugi jak typowy kujon, dopiero trzeci to Taichi – i tu mogłabym zacząć wychwalać autorkę pod niebiosa, bo od początku kibicowałam Aracie. Nie wiem czemu, może ze względu na to, że był takim biednym, pociesznym chłopcem i z miejsca zapałałam do niego sympatią, która trwała nieprzerwanie przez dziesięć odcinków. Ale w trakcie tych dziesięciu odcinków powoli zaczynałam przekonywać się również do Taichiego i kiedy z ekscytacji serce zabiło mi szybciej przy scenie z urodzinowym tortem dla Chihayi, już wiedziałam, że coś się dzieje… Tutaj brawa dla autorki za świetną kreację postaci, bo jak się już na początku uprę, to jestem w teamie tej jednej postaci aż do końca, teraz po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się tę zasadę złamać i przejść na drugą stronę, tak że… Taichi, ganbare! Mimo że Aratę nadal uwielbiam, to właśnie naszego zazdrosnego chłopca widzę w parze z Chihayą, tylko on da radę poskromić jej zapał do nieustannej gry w karutę, z Aratą tylko by się wzajemnie nakręcali. Główna bohaterka natomiast ma fioła i to całkiem niezłego na punkcie gry, ale nie oznacza to wcale, że widza denerwuje, ja ją bardzo polubiłam, zresztą jak cały klub. Jej przeciwieństwem jest Kana­‑chan, która karutę traktuje jak coś więcej niż zwyczajną rozgrywkę, a jej mała obsesja na punkcie poematów i tradycyjnych strojów jest całkiem urocza. Postaci na przełomie tych dwudziestu pięciu odcinków rozwijają się, starają się realizować marzenia; dobrym przykładem jest tu właśnie osoba Kany, która postanowiła zostać recytatorką.
    Pozostaje tylko czekać na drugi sezon, acz może to być trudne zadanie, bo najchętniej już teraz poznałabym dalsze wysiłki gromadki na drodze do zostania Mistrzem i Królową. *___*
    Naprawdę, karuta może być ekscytująca, zwłaszcza jeśli przedstawi się ją tak, jak to zrobiono w Chihayafuru.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Qualu 20.07.2012 18:44
    karty, bałwanki, kimona.. ależ to urocze!
    Róż na włosach, a bardziej to to męskie od większości napakowanych cwaniaczków z shounenów i seinenów. Taichi, wróć do mnie. W drugiej serii najlepiej. Ostatnio coraz mniej przywiązuję się do postaci z krótszych serii, a tu proszę, Chihayafuru zaskoczyło mnie zbiorem ciekawych, ale nie przesadzonych osobowości, których naprawdę ciężko nie polubić. No, może Yumi i Arata nie są najlepszymi postaciami z tej serii, ale główna piątka, a zwłaszcza Chihaya, Kana i Taichi to bohaterowie, do których chyba zatęsknię. Ładna, nieprzeładowana kreska, przyjemna animacja, śliczne kolory i śliczne buzie Chihayi i Shinobu. Chyba brakowało mi takiej schematycznej, nachalnej piękności w twarzach postaci w innych anime wychodzących równolegle, bo się po prostu napatrzeć nie mogłam. I te kimona.. miód. Opening i ending takie, jakie być powinny, muzyka przyjemnie podkreślała nastrój, ale osobno by nie zachwyciła. Pojedynki o dziwo były emocjonujące i niektóre „starcia” oglądałam z zapartym tchem. Niemniej, najważniejsze w tej serii były dla mnie postaci, a w tym aspekcie absolutnie się nie zawiodłam. Anime potrafiło rozbawić (ogólne „ogarnięcie” protagonistki czy postawa matki „na kochaną teściową” szczytem humoru nie były, ale przyjemnie rozluźniały widza), do tego nie popadało w tragiczne przeszłości (choć mogło). Bardzo przyjemna seria, o ile nie oczekuje się jakiegoś oświecenia ani fajerwerków. Jedyny niesmak, jaki pozostaje, to ten po zakończeniu. Jako wierna fanka sztandarowego pairingu tej serii, wypatruję dobrej kontynuacji zmagań bohaterów z karutą i z sobą na wzajem. Taichi, do boju :)
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Lin 25.06.2012 15:36
    więcej, więcej, więcej!
    Jak dla mnie, seria absolutnie zachwycająca! Przy czym szczerze polecam zebranie sobie całej serii i oglądanie jej w porcjach po kilka odcinków na raz. Pierwsze kilkanaście odcinków oglądałam w tempie, w jakim były serwowane przez telewizję, czyli jeden na tydzień i faktycznie, miałam poczucie, że niewiele się dzieje – odcinki nie są wyładowane po brzegi akcją, dopiero kilka z nich połączonych w całość daje jakiś spójnie zamknięty wątek. Na początku dłużyzny mnie trochę niecierpliwiły – kiedy na przykład po pierwszych kilku minutach pierwszego odcinka  kliknij: ukryte  Także warto sobie to podawać w większych, niż jednoodcinkowa, dawkach.

    Z czasem do powolnego rytmu opowieści idzie się przyzwyczaić, a nawet zacząć go cenić – mamy dzięki temu możliwość dokładnego poznania wszystkich bohaterów, ich charakterów, motywacji, wreszcie nawet sposobu gry w karutę. To jest zresztą dużą siłą tego anime – jakkolwiek mamy ewidentnie trzech głównych bohaterów, wokół których toczy się oś dramatu, tak nie zapomina się przy okazji o bohaterach drugoplanowych, czy nawet epizodycznych. Każdy z nich dostaje swoją historię. Ta zaś, w połączeniu z bardzo fajnie zindywidualizowaną animacją, sprawia, że nie ma tutaj właściwie sztucznego tłumu, który kołysze się na tle perypetii Chihayi, Taichiego i Araty, tylko galerię wyrazistych postaci, z których każda ma coś do zaoferowania.

    Co do animacji – kreska zauroczyła mnie już od pierwszego momentu. Może i przestrzenie, w których rozgrywa się większość akcji nie są wybitnie ciekawe – są to głównie albo proste sale o jednokolorowych ścianach wyłożone tatami, albo klasy szkolne – ale tego przecież wymaga sama fabuła. Tam jednak, gdzie trafiają się krajobrazy, urzeka ich ciepła, przyjemna dla oka kolorystyka. I tak, jak wspomniałam, świetnie udała się indywidualizacja postaci – każda z nich rysowana jest inaczej. Jasne, Chihaya i Taichi są niedorzecznie śliczni w dość schematyczny sposób, ale pozostali bohaterowie mają nadane bardzo indywidualne cechy – nawet postaci pojawiające się w tle, np. podczas rozgrywek karuty są zróżnicowane. Ponadto, mimo że karuta nie jest jakimś szczególnie ekstremalnym sportem, to jest w niej sporo ruchu. I animacja świetnie go oddaje – podoba mi się to, że karty do karuty wydają się wręcz wyskakiwać z ekranu, w momencie, w którym zawodnicy je odrzucają.

    Najjaśniejszym punktem całej historii jest, jak dla mnie, Taichi. To niesamowite, jak ten chłopak, który niemal od początku wydaje się grać jedynie drugie skrzypce w tej opowieści, bardzo szybko kradnie całe show, nie tylko wiecznie nieobecnemu Aracie, ale i samej Chihayi. Taichi dojrzewa w sposób, który bardzo dobrze się ogląda – już dla samych scen takich, jak ta,  kliknij: ukryte  warto oglądać tę serię. Bez wątpienia Taichi stanowi postać z największym potencjałem. Klasyczny „golden boy”, przystojny, inteligentny, z bogatej rodziny – może mieć wszystko, czego zapragnie, poza dwoma najważniejszymi rzeczami – sercem ukochanej dziewczyny i wybitnym talentem do karuty. Na to musi ciężko pracować, a jak pokazuje fabuła późniejszych odcinków, częstokroć ta praca nie jest niczym tak naprawdę wynagradzana.

    Chihayafuru w sposób bardzo ładny realizuje też motyw trójkąta miłosnego. Nie jest to nachalne, jak często się zdarza. Z reguły nie lubię takich rozgrywek, bo i tak od początku wiadomo, kogo dziewczyna (ewentualnie chłopak) wybierze. Tutaj tego nie ma. Choć z całego serca kibicuję oczywiście Taichiemu, to za nic nie jestem w stanie powiedzieć, jakiego wyboru potencjalnie dokona Chihaya i czy w ogóle nadejdzie moment, w którym go dokona – bo, jak widać do tej pory, jest ona kompletnie nieświadoma, nie tylko tego, jak bardzo Taichi jest w niej zakochany, ale i chyba natury własnych uczuć wobec obydwu kolegów. Ten wątek rozgrywa się gdzieś w tle, co może z jednej strony irytować, że nic się nie posuwa tutaj na przód, ale z drugiej pozwala tej anime być bardziej wszechstronnej. Nie jest to po prostu romans. Tak, jak nie jest to po prostu turniejówka. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze ciekawie zapowiadająca się relacja między obydwoma chłopakami, która wysuwa się naprzód zwłaszcza w ostatnich odcinkach.

    Co do mało rozstrzygającego zakończenia. Może, gdyby koniec serii był ostatecznym końcem tej anime, byłabym poirytowana tak słabym finałem. Ale w obliczu niedawno ogłoszonego rozpoczęcia prac nad drugim sezonem, nie mam nic do zarzucenia takiemu, a nie innemu zakończeniu. Pozostaje czekać na więcej.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 0
    Alart 25.05.2012 12:52
    no raczej nie
    No to tak czytałem jakże się zachwycacie. Komentarze, cudeńka, recenzja no to se obejrzałem.

    I co? Nico. Nudno. Jakoś nic tam nie było takiego, co chciałbym wiedzieć. Po prostu mogłem porzucić serię po pierwszym odcinku, albo obejrzeć od razu ostatni – bez różnicy, dla mnie te seria nie zawierała żadnej treści.

    Dlatego po prostu jej nie polecam, i ostrzegam, jeśli ktoś po przeczytaniu komentarzy rzuci się na tę serię oczekując i miodu, i orzeszków może się jak najbardziej zawieść.


    Gratis dołożę znaczny mankament, jaki spowodował zdystansowanie się od tego tworu od razu na początku. Otóż dzieci zostały przedstawione jako krwiożercze i zorganizowane bestie, wybierające między sobą ofiarę i znęcające się nad nią. Dwukrotnie: pierwsze 3 odcinki + wspomnienia Queen. Nie wiem na ile trzeba mieć dziwne dzieciństwo, żeby je zapamiętać w ten sposób, mi to bardzo przeszkadzało. I nie, nie byłem po tej „silniejszej stronie barykady”, nie dowodziłem grupką młodocianych sadystów, ale też nigdy jakoś nie zauważyłem przesadnego i bezpodstawnego sadyzmu wśród rówieśników na dowolnym poziomie. Nie wiem jak jest w Japonii, ale ponoć młodzi ludzie się niewiele różnią, więc wątpię żeby było inaczej.
    Jakoś tak po prostu źle oglądało mi się dzieci znęcające się nad innymi.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    kamiltrol 27.03.2012 19:23
    ...
    a mi się podoba, nie wiem czemu, ale ma coś w sobie.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Novalogic 25.03.2012 09:44
    Niezłe
    Anime nie jest złe. Twórcy dosyć wyraźnie wzorowali się na Hikaru no go. W teorii wszystko jest bardzo dobrze, jednak… karuta :/ Nie chcę tu nikogo urazić, ale nie jest to materiał na dobrą historię. W wielu scenach raziło wręcz wymuszanie reakcji bohaterów w określonych sytuacjach związanych z karutą. Być może wam nie będzie to przeszkadzało. Seria jako taka zła nie jest, jednakże spośród innych niczym specjalnym się nie wyróżnia.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 5
    San-san 7.01.2012 14:09
    Karuta!
    Po sześciu odcinkach zapragnęłam sama zagrać w karutę i rozpaczam, że finezji tej gry nie da się przenieść na realia języka polskiego >_<.

    Kreska mi się bardzo podoba, Bohaterowie zarówno w wersji młodszej jak i licealnej mają przyjemne buzie i głosy. Bohaterka jest taka jakie najbardziej lubię: ma własne zdanie, własny styl, nie przejmuje się głosami innych ludzi, ma entuzjazm dla sprawy, łatwo się nie poddaje, nie należy do ludzi, którzy stwarzają problemy i wreszcie ma niegroźne wady, za które najwięcej się takie postaci lubi.

    Chłopcy depczą Chihayi po piętach jeśli chodzi o nominację na przyjazny, ciekawy charakter. Tak samo nauczyciel od karuty. Mam zatem uzasadnioną nadzieję, że kolejni bohaterowie również okażą się ciekawi.

    Cieszy mnie również równowaga wątków i to, że romans się nie wybija. Męczarnie tylko sprawia powolne dodawanie odcinków ;<.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    morwika 3.01.2012 11:25
    Obejrzałam pierwsze 3 odcinki i przepadłam. Wciągająca, ciekawa i… czekam na więcej. Perełka jak dla mnie.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Kici 3.01.2012 10:36
    No fakt do dźwięków karuty trzeba się przyzwyczaić…i w okolicach 5 odcinka tak też się stało;) wystarczy się wciągnąć, a i katuta staje się fascynująca. Piękna opowieść o przyjaźni i pasji bohaterów. To anime sprawia, że robi się ciepło na sercu…dlaczego nie ma 100 odcinków;(
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    benny 27.12.2011 23:13
    rozumiem że w tej serii chodzi o pasje, marzenia itp.ale ... karuta??dziwne,dziwnie się ogląda,jak dla mnie trochę ekstremalna opcja.Cała reszta w na wysokim poziomie:muzyka,grafika,bohaterowie… tylko ta, karuta.Chociaż jestem dopiero na 3 odcinku więc zbastuje z oceną narazie.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Wektork 23.12.2011 23:36
    Myślałem, że to będzie jakaś komedia, na co wskazywał 1 odcinek. Nawet nie zauważyłem, jak zaczęli grać w tą karutę. Czekałem, aż się skończy ten koszmarny flashback. A Oni zaczęli grać w karutę na poważnie :(
    Denerwujący w tym anime jest proces czytania, a w zasadzie śpiewania. W pewnym momencie chce się dźwięk wyłączyć…
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime